Artur Łukasz Miszkiel || lat (jeszcze) 23 || urodzony 23 grudnia || całe życie w Warszawie || całe życie z wariatami || nałogowy palacz || stały bywalec w
pubie, gdzie puszczają klimatyczną muzykę || mieszkanie w centrum ||
lider i wokalista rockowego zespołu Cherry Pie || biseksualny || syn Stefana i Jolanty || straszy, przyrodni brat Sary ||
"Masz
dwadzieścia dwa lata i zero perspektyw na życie. Na Twoim koncie jest
więcej porażek niż sukcesów. Nie tak z ojcem Ciebie wychowałam. Ledwo
ukończyłeś szkołę i myślisz, że dalej będziemy Cię utrzymywać? Nawet o
tym nie myśl! Masz dokładnie miesiąc, aby znaleźć sobie mieszkanie. A
tam będziesz mógł robić, co Ci się tylko podoba"
Takie
słowa usłyszałem kilka miesięcy temu od swojej rodzicielki.
Urocze, co nie? Miała mnie już dosyć, tak samo jak ja jej. Życie w
ciągłych nakazach, zakazach i warunkach, które musiałem spełniać. Nie
tego chciałem. Chciałem rozwinąć skrzydła i wzbić się. Pokazać im
wszystkim, że stać mnie na wiele. Moi rodzice nigdy nie znosili
sprzeciwu, dlatego też każdy objaw mojego buntu przeciwko im tłumili. Do
swego czasu bardzo skutecznie, jednak z czasem zacząłem wymykać im się
spod kontroli. Pierwszym takim krokiem było zrobienie kilku tatuaży.
Och, jaką miałem wtedy awanturę! Bo grzeczny synek i tatuaże! Któż to
widział, aby dziecko szanowanych rodziców nosiło takie coś! Przynajmniej
oni tak twierdzili. Kolejnym- chęć rzucenia szkoły. A jeszcze
następnym- dołączenie do zespołu rockowego Cherry Pie (nazwa wzięła się z
uwielbienia do zespołu Warrant).
Jednak
żadne z nich nie było (jak się okazało później) takie święte. Matka raz
zdradziła ojca. Ojciec raz zdradził matkę w ramach rewanżu. O raz za
dużo, bo z tego romansu z jego sekretarką mam młodszą siostrę, której
nie znoszę. I vice versa. Nawet widziałem jak się cieszyła, kiedy
wyprowadzałem się z domu. Mały, wredny, podstępny kaszalot. W każdym
bądź razie opuściłem ten cały zakłamany syf i razem z kumplami
wynajęliśmy mieszkanie w centrum miasta. Pięciu facetów w jednym
mieszkaniu? Na początku wydawało mi się to takie jak z kosmosu wzięte.
Ale teraz po trzech miesiącach stwierdzam, że jest dobrze. Pracuję od czasu do czasu jako dostawca pizzy. Zarabiam całkiem nieźle, bo jeszcze z głodu nie
padłem. Śpiewam w zespole. Ba, wysłaliśmy nawet kilka piosenek do kilku
wytwórni. Rodzice się do mnie nie odzywają, bo pewnie w ich mniemaniu
zszedłem na psy. Moja dziewczyna zerwała ze mną, bo wybrałem takie, a
nie inne życie. Aktualnie cieszę się życiem singla. Przynajmniej mogę
uprawiać seks bez zobowiązań. Słucham tej samej muzyki co kiedyś, tyle
że o wiele głośniej. Jeżdżę starym, obłoconym Volkswagenem Golfem z 1996 roku (cabrio, edycja Bon Jovi). I jest mi z tym dobrze.
Jeżeli miałbym opisać swój
charakter to raczej byłoby dla mnie trudne. Wedle opinii innych ludzi,
którzy przebywają w moim towarzystwie jestem całkiem fajnym gościem.
Pochrzanionym buntownikiem, który kiedyś poprowadzi innych. Ha,
chciałbym. Kiedy ktoś potrzebuje pomocy, staram mu się pomóc. Ot, taka
reakcja odruchowa. Potrzebujesz pieniędzy? Przyjdź. Pożyczę Ci ile
trzeba i nawet odsetek nie naliczę. Potrzebujesz gdzieś przekimać? Wal
śmiało, jakoś pomieścimy się w mieszkaniu. Jednakże potrafię też
powiedzieć twardo 'Nie', o ile wymaga tego sytuacja.
Staram
się być szczery w rozmowie z innymi, ale jestem tylko człowiekiem i
zdarza mi się skłamać. Do moich wad należy także zaliczyć to, że jestem
leniem patentowanym. Bywam czasami bezczelny, co też czasami ściąga na
mnie kłopoty.
Jak widać... Nie jestem krystalicznie czysty. Z resztą tak jak każdy z nas.
Jestem
średniego wzrostu osobnikiem, który mierzy z jakieś metr osiemdziesiąt
pięć. Przynajmniej tyle miałem na ostatnim bilansie u pielęgniarki
szkolnej za czasów liceum. Ważę też nie za dużo, bo jedynie
siedemdziesiąt kilogramów. To akurat, sprawdziłem na wadze, która stoi u
nas w łazience w mieszkaniu.
Spoglądam
w lustro i co widzę? Uśmiechniętego, niebieskookiego bruneta, który
kiedyś był blondynem. Te czasy na razie minęły. Włosy mam średniej
długości do ramion. Czasami zdarza mi się malować oczy, jak i twarz. Ale
to naprawdę czasami i chyba tylko kiedy gramy gdzieś z zespołem. Na
swoim ciele mam pełno tatuaży i zapewne nie poprzestanę na nich. Bowiem,
co rusz idę do studia w celu zrobienia mi nowego.
Najczęściej
można mnie spotkać w jeansowych spodniach i koszulkach z krótkim
rękawem. Dosyć często są to takie z logami moich ulubionych zespołów,
albo z poglądami, które reprezentuję i popieram. Na nogach tradycyjnie
albo trampki, albo glany. Zależy od pogody.
Chcesz
coś jeszcze wiedzieć? A proszę bardzo. Piszę teksty piosenek. Lubię
rockową muzykę Najbardziej zespoły z lat siedemdziesiątych i
osiemdziesiątych, ale i tymi młodszymi (o ile dobrze grają) także nie
pogardzę. Miałem kiedyś psa, który wabił się Stefan (ot, żeby ojca
powkurzać). Ale Stefan mi gdzieś zwiał kiedyś podczas, gdy go spuściłem
ze smyczy na spacerze. Lubię grać w strzelanki na komputerze, za to nie
znoszę Slendera (co za powalona gra). Mam przyrodnią siostrę, która
nazywa się Sara (o zgrozo imię jak dla psa), ale mówię na nią kaszalot.
Czy to wszystko?
Chyba
jeszcze nie. Ściany w moim pokoju są oblegane przez plakaty. Na półkach
goszczą oryginalne płyty ulubionych wykonawców. Moim idolem jest Paul
Stanley z KISS. Rzadko kiedy oglądam telewizję (telewizja ogłupia ludzi,
a głupimi łatwiej rządzić). Nie mam konta na żadnych askach, czy też
fejsbukach. Nie poszedłem do wojska, bo nie chcę zabijać ludzi (sądzę,
że sztuka jest też dobrą bronią, a czasami nawet i lepszą niż karabin).
Palę papierosy i okazjonalnie piję alkohol. I lubię starsze od siebie kobiety.



Witam w imieniu administracji i życzę miłej zabawy ;)
OdpowiedzUsuń[Dziękuje za powitanie c:]
Usuń[jak już wstawię kartę, to będzie wątek! :D]
OdpowiedzUsuń[No coć ba! Nie ma bata, aby wątku nie było xD]
Usuń[tak, tak, muszą się znać. chcesz być moim przyjacielem od wycieczek do Vegas? ;> tak a porpo LA ;)
OdpowiedzUsuńmoże wątek, że jadą na łikend nad morze, bo ma być tak jakiś koncert? Carrion albo Bon Jovi albo Paramore? w między czasie mogą się pogubić i tak dalej xd]
Kacper.
Kacper wstawił się przed czasem na dworcu. Matko, ostatnio tu był... w sumie, to niedawno. Jeździ do rodziców dosyć często, więc tak, bywa tu. Ale to nie zmienia faktu, że nadal się tutaj gubi. Dobrze, że miał niewielki plecak; nie musi tyle dźwigać, błądząc po peronach.
OdpowiedzUsuńAle dotarł. Szczęśliwie i zadowolony z własnego małego sukcesu, a co. Rozejrzał się po tłumach, szukając Łukiego. Nie lubił jeździć pociągami. Ale samochodem do Gdańska to też za bardzo nie chciał, bo wiedział, że nie wrócą nim prędko. Jak się napiją gdzieś, to będzie ich trzymało i trzymało. I kto by wtedy prowadził, hm?
W końcu dostrzegł go w oddali i ruszył w jego kierunku.
- Siemano - przywitał się, kładąc plecak na ziemię. Rozprostował krzyże. - Boże, więcej tych ludzi matka nie miała? Masakra totalna - aż się wzdrygnął. Tego właśnie nie lubił w pociągach - pełno wiary, za mało wagonów. Dobrze, że kupili wcześniej bilety i mieli miejsca siedzące zarezerwowane. Tyle wygrać.
Kacper.
Kacper naprawdę niechętnie patrzył na tych wszystkich ludzi. Byle wsiąść, a potem spokój przez parę godzin. A potem znowu masakra przy wysiadaniu. Na szczęście to była ostatnia stacja tego pociągu, więc... Jest nadzieja.
OdpowiedzUsuń- Przestań. Jakaś wróżka chciała mi poczytać z ręki, czaisz? Masakra - znów się wzdrygnął, poprawiając okulary.
Wychylił się i poszukał wzorkiem pociągu. Podjeżdżał na tor.
- Dobra. To jest twoja chwila prawdy - zacytował, zarzucając plecak na ramię. Podszedł do krawędzi i czekał.
Ludzie wysiadali i wysiadali, aż w końcu nadszedł ten moment... Kacper szybko przecisnął się przez drzwi i zadowolony szukał swojego wagonu i miejsca. Odwrócił głowę, aby sprawdzić, czy Łukasz idzie za nim.
Kacper.
[Hej, cześć i czołem. Jego siostra wygląda, jakby urwała się z k-popowego teledysku. A ja zapraszam na wątek, jak masz ochotę. C:]
OdpowiedzUsuńKaczmarek.
Kacper zajął miejsce przy oknie, przodem do kierunku jazdy. Będzie dobrze. Już są w środku, więc... Oparł nogi o siedzenie na przeciwko siebie, ułożył się wygodnie i oparł głowę o ściankę. Może pójdzie spać, czy coś.
OdpowiedzUsuń- U mnie koleżanka z liceum dostawała codziennie nowy horoskop. Zawsze się z tego śmialiśmy w naszej grupie - uśmiechnął się na wspomnienia. Ciekawe co tam u tych szczyli słychać w sumie. Poszli na te studia, ale w sumie, to nie wiedział, jak teraz im się powodzi. A szkoda, chciałby wiedzieć. Fajnie tak by było uzyskać informacje co robią w życiu ludzie, z którymi dogadywał się najlepiej za czasów liceum.
Po chwili sięgnął do plecaka i wyjął z niego kanapkę. Bułeczka z żółtym serem, szynką, sałatą, ogórkiem i pomidorem. Miodzio. Zrobił sobie na całą drogą i jeszcze parę specjalnie dla Arcziego (miał tyle różnych przezwisk dla swojego przyjaciela...), żeby mu nie wyjadał, ot co.
- Chcesz? - zapytał, kiedy już ugryzł spory kawałek.
Kacper.
- A co masz dobrego? Jak masz czekoladę, to poczęstuj kolegę - uśmiechnął się do niego, nadal jedząc swoją kanapkę. Co jak co, ale najpierw takie dobre rzeczy, a później słodkie. Wziął nawet przykład z reklam i zaczął po jedzeniu żuć gumę! Taką miętową, dość ostrą, ale za to jaka świeżość po nich była. No, komfort przede wszystkim, tak? No.
OdpowiedzUsuń- Kurde, nie mogę się doczekać - powiedział, jeszcze bardziej zapadając się na kanapie czy co to tam było w tych pociągach. - Dobrze, że mamy miejsca tak blisko. Mówiłem, że lepiej rezerwować szybciej.
Siedzieli całą noc, byle być pierwszymi przy zakupie i się opłaciło. Kasy też trochę poszło, ale co tam. Ze zniżkami studenckimi na pociągi to spoko wyszło.
Kacper.
- A, nie dzięki na razie, może później - spojrzał za okno. Pociąg powoli ruszał. No, morze na nich czeka! I plaża! Kit, że jest zima. I że w sumie to jadą tam na koncert. Po drodze zawsze można iść i pozdrowić morze, prawda? - Jak się zgubimy, to nic się nie stanie, co? Przecież to by nie była nowość...
OdpowiedzUsuńNo, a teraz mieli zniżki studencie! Więc tyle wygrać i w ogóle. Mogli robić, co tylko chcieli, bawić się, gdzie chcieli i tak dalej. Studia są przecudne.
W końcu zjadł swoją kanapę i przykrył się kurteczką. zamknął oczy i ziewnął. Oparł głowę o ramię Arcziego.
Kacper.
Raczej unikał chodzenia na piwo ze znajomymi. Głównie dlatego, że miał słabą głowę, a jak się nawalił, to przystawiał się do wszystkiego, co się ruszało i było xy, zaczynał płakać albo robił coś innego, co znaczaco podważało teorię o jego choćby szczątkowej inteligencji. Zresztą, jak już i tak wszyscy mieli go za alkoholika, to nie miał ich co wyprowadzać z błędu i po prostu, chodził nawalić się sam.
OdpowiedzUsuńJednak nie zawsze wypadało mu odmówić. Jak teraz, na przykład, piwo z Arturem było przecież czymś w rodzaju tradycji.
Oczywiście, mimo tego, że mieszkał w stolicy od osiemnastego roku życia, dalej wysiadał na złych przystankach (a komunikacja miejsca kojarzyła mu się jedynie ze śmierdzącą klimatyzacją), mylił drogi i spóźniał się za każdym razem, gdy się z kimś umówił. Nie inaczej było i tym razem, kiedy wpadł do baru, spóźniony dobrych dwadzieścia minut, z szalikiem który trzymał mu się na ramieniu, bynajmniej nie spełniajac swojej postawowej funkcji. Odszukał kumpla przy jednym ze stolików po czym rzucił się do niego, w prawie histeryczny sposób.
- Przepraszam... Autobus, metro nie w tę stronę, kilka problemów technicznych - wydudił z siebie. Brak kondycji, hurtowe ilości fajek i nieprzyjemna pogoda razem wzięte, dawały niezbyt przyjemny efekt.
Kaczmarek.
[wybacz jakość, ale no wiesz, godzina...]
[ A witam. Zgłaszam się po jakiś wątek ;) Tylko, że wolałabym zacząć ;) ]
OdpowiedzUsuńMaja
[Witam serdecznie, tłumów u mnie nie ma, więc muszę sama chodzić i szukać tego, kto nas przygarnie z jakimś wątkiem :p
OdpowiedzUsuńToo jak?]
Berni
[ A toć jasne. Zacząć od koncertu czy od samego zapraszania na niego? Jakiejś rozmowy telefonicznej ?:) ]
OdpowiedzUsuńMaja
- Widzisz, a ja notorycznie robię to na trzeźwo - stwierdził, zdejmując z siebie płaszcz. Zawiesił go na oparciu krzesła, złapał za swój szalik i, po dłuższej chwili przyglądania się mu, owinął nim szyję i twarz, aż po linię oczu. Ot, zeby ogrzać sobie nos. - Nie ograniczaj się tak, bo jeszcze przypadkiem abstynentem zostaniesz - rzucił zaczepnie. Jemu to nie groziło, o godzinie czwartej rano zawlókł się na stację benzynową i już wtedy zdążył się uraczyć "napojem bogów". - Jescze mnie nie wylali, jeśli o to pytasz - wzruszył nieznacznie ramionami.
OdpowiedzUsuńKaczmarek.