17 stycznia 2014

Wybijanie taktu to wybijanie rytmu naszego życia.

Bernadetta "Berni" Rozwadowska

Lat niespełna 21. Urodzona w wiosenny poranek.
Góry Świętokrzyskie mym domem.
Dzielna studentka kryminologii na Uniwersytecie Warszawskim.
Co ja w ogóle tutaj robię?
Popołudniami wierny giermek u boku brata w jednym ze sklepów muzycznych.
Kawalerka na Bemowie, również z braciszkiem.
Perkusistka. Niespełniona co prawda, ale co tam.
Miłośniczka tatuaży- posiadaczka kompasu na zewnętrznej stronie ręki, nieco niżej łokcia, ogromnego smoka na nodze oraz maleńkich konturów kontynentów na nadgarstku.
W ciężkich czasach, ciężkie buty są jak złoto!
Małe, rude, niepotrzebne.
Pesymistka, realistka, optymistka- sam wybierz.
Czeka na księcia z bajki. Albo chociaż woźnicę.
Peleryna tajemnicy oddzielająca ją od reszty paskudnego świata.
Nieufny skrzat.
I mała syrenka.
Taka tam Berni.



"Warto wierzyć że możesz zrobić wszystko
Choćbyś zdobyć miał tylko szczęścia gram."



[Witam, na wszystko mówimy tak :) Jestem miłośniczką dłuższych kart, ale na to przyjdzie czas jak postać się rozwinie. Zapraszamy do wątków!
Zdjęcie z weheartit.
Cytat pochodzi z piosenki nikomu nie znanego zespołu mego miejscowego- Dobra Czadu- Warto wierzyć
Ostrzeżenie, ja od Warszawy to jak najdalej, jestem ze Świętokrzyskich i miasta stołecznego ni w ząb nie ogarniam.]

26 komentarzy:

  1. [Witam. Przyszłam przywitać się, gdyż na razie nie mam pomysłu na wątek. Może ty masz jakiś?]

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Cześć. Musimy wymyślić wątek. :D Musimy ;D ]
    Maja

    OdpowiedzUsuń
  3. [Punkt zaczepienia dobry. I można byłoby zrobić taką akcję, że oni poznali się w Rosji, a teraz taki zon, bo spotykają się gdzieś przypadkowo w Warszawie. Na przykład po jakimś meczu, albo w pubie, gdzie Kosma przyjdzie z kolegami świętować zwycięstwo c: ]

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Hmmm... A mogła i kręcić chociaż Maja preferuje związki oparte trochę na seksie, bo nie chce się znowu, kiedykolwiek jeszcze zakochać ]
    Maja

    OdpowiedzUsuń
  5. [jasne, że tak xd tylko u mnie z pomysłami gorzej, ale wolałabym, żeby się znali, będzie prościej xD]

    Kacper.

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Cześć, właśnie miałam do Ciebie napisać o jakiś wątek, czy coś :) Ja też z Warszawą mało mam wspólnego tak poza tym. Mogę zacząć, ale moja głowa jest pusta jeśli chodzi o pomysły. Może hm, coś banalnego i prostego? Np. Milena podwiozłaby Bernadettę gdzieś albo coś? Chyba, że nie chcesz zaczynać od zera to pisz. Coś tam na pewno wykombinujemy :) ]

    Milena

    OdpowiedzUsuń
  7. [no dobra, to mamy powiązanko.
    nie wiem, gubimy ich na jakiś zadupiach w Warszawie? na razie nic innego nie przychodzi mi do głowy :(]

    Kacper.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak co dzień przemierzała samochodem drogę przez centrum Warszawy. Było późne, dość chłodne popołudnie. Co z tego, że meteorolodzy w kółko mówili o globalnym ociepleniu i próbowali tłumaczyć to, co się dzieje za oknami. W radio słyszała, że zima co prawda jeszcze nie nadeszła, ale zamierza w końcu się pojawić. Milena narazie cieszyła się z tego, co jest. Mogła swobodnie poruszać się po mieście i co najlepsze, nie ślizgać się po jezdni w czasie jazdy. Już raz miała wypadek samochodowy w zimie. Od tamtej pory uważa na lód i śnieg za swoją zmorę. Miała cichą nadzieję, że zima w tym roku wogóle się nie pojawi.
    Lubiła jeździć samochodem. Sprawiało jej to wielką frajdę, szczególnie kiedy ruch na drodze nie był wielki. Mogła wtedy dodać nieco gazu. Warszawa jednak należała do tych miast, w których ruch na drodze jest zawsze. Czy to nad ranem, czy w środku nocy. Tutaj, ludzie jeździli samochodami zawsze i wszędzie.
    Włączyła ogrzewanie, ściszając radio. Rozsiadła się wygodniej widząc korek przed sobą. Spiker przyjemnym głosem mówił o politycznej sytuacji kraju. Karetka wyła niemiłosiernie, próbując umiejętnie przedostać się pomiędzy samochodami. Uczniowie i studenci chodzili po warszawskich ulicach, w końcu czując podmuch wolności na szyi. Rozejrzała się po wnętrzu samochodu. Pusty, termiczny kubek po kawie. Stos papierów. eBook, który jeździł z nią nieustannie od kilku tygodni jako milczący pasażer. Na tylnim siedzeniu karma dla psa, którą kupiła dwa dni temu i zapomniała zanieść do domu. Laptop, torba z mnóstwem najpotrzbniejszych rzeczy.
    Gdy w końcu uznała, że musi posprzątać w samochodzie, zaczęła rozglądać się dookoła. Przystanek autobusowy, który znajdował się kilka metrów przed nią po prawej stronie był prawie puty. Jedynie dziewczyna w rudych włosach stała wyraźnie zniecierpliwiona. Milena zobaczyła w lusterku wstecznym ile samochodów stoi jeszcze za nią. Dziewczyna jeszcze trochę poczeka zanim autobus nadjedzie.
    Nie zastanawiając się długo, włączyła kierunkowskaz. Po chwili zrobiła się mała luka z przodu i wjechała na zatoczkę przystanku. Odsunęła okno pasażera i nachyliła się.
    -Hej! Może gdzieś cię podwieźć? -uśmiechnęła się szeroko. Była niewiele starsza od dziewczyny. Nie chciała jej wystraszyć. Ona sama niejednokrotnie stała na przystanku wściekła, czekając na autobus, który się nie pojawiał.
    -Trochę poczekasz na ten autobus. W samochodzie jest cieplej. -zachęciła. -I nie zamierzam cię zabić. -to ostatnie zdanie może było nie na miejscu, ale zanim się zorientowała co powiedziała, było za późno. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej. -Wsiadaj.

    Milena

    [ Mam nadzieję, że jest ok :) ]

    OdpowiedzUsuń
  9. -Nie ma za co. Doskonale wiem jak to jest stać na przystanku. W dodatku zaczęło padać. -znów włączyła kierunkowskaz i patrzyła w boczne lusterko z nadzieją, że jakiś kierowca kulturalnie puści ją przodem. Po chwili ktoś zamrugał światłami i znów znalazła się na drodze. Zatrzymała samochód przed drogim BMW i rozsiadła się wygodniej. Dopiero teraz mogła przyjrzeć się dziewczynie. Miała ładne, rude włosy i łagodne rysy twarzy. Miała wrażenie, że studentka jest też zmęczona. Ona sama doskonale pamięta czas studiów. Owszem, były to spotkania ze znajomymi, najlepsze imprezy, ale też obowiązki, długie godziny spędzone na Uniwersytecie, nauka. Nie dziwiła się więc dziewczynie, że ta chciała jak najszybciej znaleźć się w domu.
    -Sorry za bałagan. Codziennie obiecuje sobie, że tu posprzątam, ale jakoś nie znajduję na to czasu. Albo ochoty. -posłała jej szczery, życzliwy uśmiech. Włączyła ogrzewanie na maksimum.
    -Jestem Milena. -podała jej dłoń.
    Milena

    [ Coś Ty, długość jest ok. Wcześniej jakoś tak mnie dziwnie wzięło i się rozpisałam :) ]

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Na politechnice. ;) więc chyba się nie spotkają na uczelni. ;/ To moze zostanmy przy domówce? ]
    MAja

    OdpowiedzUsuń
  11. -Warszawa pod względem korków jest chyba nie do pobicia. Tu zawsze są korki! -pokręciła głową z bezsilności. Obie chciały jak najszybciej znaleźć się w swoich domach, a ruch uliczny im w tym przeszkadzał. Milena dawno nie widziała tak ogromnego korku. Miała jednak cichą nadzieję, że ruch się nieco przerzedzi, a ona skrótami jakoś wyminie całą plątaninę samochodów i świateł.
    Skrzyżowała ręce na piersiach, kładąc głowę wygodnie na fotelu. Deszcz padał coraz mocniej, a wszystkie samochody wciąż stały w miejscu. Nie przesunęły się nawet o centymetr.
    -Czym się zajmujesz? Studiujesz? -zapytała. Chciała, by im obu szybciej czas zleciał. -No i przede wszystkim, gdzie mam cię zawieźć?

    Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ Nic się nie dzieje. Jakoś to rozkręcimy :) Mi też jakoś tak mało to wyszło :) ]

      Usuń
  12. Kacper podziwiał ludzi, którzy zimą jeździli na rowerach. Serio. Jak tak można, kiedy jest zimno jak jasna cholera, wieje wszędzie, ślisko, mokro, w ogóle tragicznie... właśnie dlatego on sam nie jeździł w taką pogodę motorem. Samochodem rzadko, zwłaszcza, że miało się tę studencką zniżkę, no nie?
    No i może gdyby się nie śpieszył, to nie wsiadłby do złego autobusu. Ale niestety, nie ogarnął sytuacji prędko, dlatego był w szoku, kiedy wylądował na jakiś zadupiach Warszawy. I nie podobało mu się to w ogóle. Nie wiedzieć, gdzie się jest? No cóż...
    Och, przynajmniej nie był sam. W tyle autobusu dostrzegł swoją... znajomą, koleżankę... trudno stwierdzić, ale znali się. Poznali się na jakiejś imprezie.
    Podszedł do niej z nadzieją, że ona będzie wiedziała, co teraz powinien zrobić Kacper, żeby dojechać do domu.
    - Czeeeść, księżniczko - przywitał się z uśmiechem i usiadł obok niej. - Co tam? Widzisz, mam sprawę - dodał od razu, kiedy dostrzegł, że za oknem widoki są coraz mniej znajome. - Chyba się zgubiłem i nie wiem, co teraz...
    Ano, trudno było się do tego przyznać, w końcu był facetem, a oni nie potrafią przyznawać się do błędów. Ale już, mówi się trudno i płynie się dalej.

    Kacper.

    OdpowiedzUsuń
  13. W piątkowe wieczory Kosma nie siedział w mieszkaniu. Bo nie było po co. Ruszał wtedy na łowy. To znaczy się do klubów lub pubów. Aby napić się dobrego piwa z kufla i zabawić się.
    Jednak e granicach zdrowego rozsądku. Nie chciał przecież, aby na drugi dzień prasa i media rozpisywały się o jakichś wymyślnych ekscesach. Że zawodnik Legii Warszawa upił się w trzy, a nawet cztery dupy. Miałby wtedy bardzo wiele nieprzyjemnych kłopotów.
    Wyszedł z mieszkania, wzywając taksówkę. Ta zjawiła się niemal błyskawicznie. Jednak nie przełożyło się to do dotarcia do celu.
    Utknęli w korku. Za to Kosma wręcz nie znosił Warszawy. Po kilkudziestu minutach wysiadł przed lokalem. Zapłacił kierowcy i przekroczył próg klubu.
    Chyba trochę spóźnił się, bo już co niektórzy byli pijani. Wokół unosiła się woń tytoniu, którą o dziwo dało się znieść. Przedostał się do baru, gdzie zamówił duże piwo.
    Gdzieś w oddali zauważył, że jakaś dziewczyna uśmiecha się do niego. Twarz była jakby jakaś znajoma. Szybko próbował sobie przypomnieć, skąd ją zna. I przypomniał sobie!
    To Bernadetta, siostra jego kolegi. Poznali się kiedyś, gdy ci byli na wakacjach (czy też jakiejś innej ekskursji) w Sankt Petersburgu.
    - Kopę lat. - Powiedział radośnie, podchodząc do niej. Cieszył się niezmiernie z tego spotkania. Bo co jak co, ale tego to nie spodziewał się.

    OdpowiedzUsuń
  14. Pamiętał ją jeszcze jako szesnastoletnią smarkulę. Teraz trochę wyrosła. A może dorosła...
    On nie miał problemów z zapamiętywaniem twarzy innych ludzi. Pod tym względem pamięć miał dobrą. Gorzej, jeżeli chodziło o daty.
    Dlatego też dosyć często, kiedy Kosma umawiał się z kimś na jakieś spotkanie to zapisywał wszystko w jakimś niesie. Albo ewentualnie w kalendarzu w telefonie. Zazwyczaj skutkowało to.
    - A no jak widać jestem tutaj i poznaję uroki tego miasta pod karen klubów. - Zażartował. - Urosłaś trochę. - Uśmiechał się lekko. - A Wojtek jest gdzieś tutaj? - Zapytał z ciekawością. Był ciekaw co u niego ciekawego, gdyż całkiem dawno ze sobą rozmawiali.
    - Mogę poprosić o autograf? - Zapytała jakaś nieznana mu dziewczyna.
    - Jasne. - Odpowiedział chłopak. Wziął od niej kartkę i długopis. - Jak ci na imię? - Zapytał.
    - Marta. - Usłyszał w odpowiedzi. A on mruknął cicho pod nosem "Marta grzechu warta.
    Szybko napisał dla niej kartkę z dedykacją i podpisał się. Nazwisko oczywiście napisał cyrylicą. Jakoś nie mógł od tego odzwyczaić się. Mimo iż znał polskie litery, to jednak... Rosja była mu bliższa niż Polska mimo iż dziadkowie i jego matka byli Polakami.

    OdpowiedzUsuń
  15. Maja miała naprawdę sporo znajomych. Część z nich poznała na uczelni, część w klubach, ale miała też trochę znajomych, których tak naprawdę nie wiedziała kiedy poznała. Od zagadała kogoś w metrze, w parku czy w restauracji, bo nie chciała jeść sama. Okazywało się, że Warszawa jest pełna fascynujących ludzi, którzy mieli wiele do powiedzenia, mieli swoje zdanie i byli po prostu w jakiś sposób wyjątkowi. A może to ona miała łatwość wydobywania z ludzi tego co dobre? Była gadułą, ciekawską istotą, która chciała wiedzieć o innych równie dużo. Czy była irytująca? Pewnie tak.
    Dziś miała się wybrać na jedną z domówek. Dzień minął jej naprawdę pracowicie, więc zasłużyła na trochę zabawy. Gdy przyszła do domu, w którym miała się odbyć impreza, zabawa trwała już w najlepsze. Ktoś na wstępie wcisnął jej piwo do ręki, ktoś zagadał. Ale ona poszła do miejsca, w którym wiedziała, że znajdzie jeszcze najbardziej ogarniętych ludzi – kuchni.
    -Cześć. – rzuciła radośnie w stronę Berni. Ją właśnie poznała w taki sposób, na podobnej domówce.- Co tam u ciebie? Jak się bawisz?
    Maja

    OdpowiedzUsuń
  16. - Od razu woda sodowa.. . - Mruknął z rozbawieniem w głosie. - Nie. Jeszcze palma z powodu popularności mi nie odbiła. - Stwierdził. - Ale odkąd zacząłem grać w tej waszej Legii to powiększyło mi się grono sympatyków. No, tu w tym przypadku sympatyczek. Ale też znaleźli się tacy, którzy mnie nie lubią. I to tylko że względu na moje pochodzenie. No, ale mówi się trudno i żyje się dalej. Mam gdzieś swoich hiejtierów. - Zaśmiał się cicho pod nosem. Po chwili zastanowił się nad słowami dziewczyny, które dotyczyły Wojtka. - Czyli dajesz mi do zrozumienia, że mógł już gdzieś stąd wybyć. Nie poznaję go. - Zaśmiał się ponownie. Dawniej Wojciecha nie można było wyprosić z klubu. Na imprezę nie trzeba było długo go namawiać. A tu proszę! Berni musiała go wyciągnąć z domu. No, ale podobno ludzie zmieniają się. - Dobra młoda... - Nadal nie umiał pozbyć się tej "młodej". - Idziemy go poszukać. A jak ukryje się gdzieś to dostanie ode mnie karnego. - Zażartował.

    OdpowiedzUsuń
  17. Czy wszyscy mylili, że musi być na każdej imprezie? No cóż lubiła się dobrze bawić, lubiła zbierać nowe wspomnienia, zdobywać nowe szczyty. Nie lubiła za to siedzieć w pustym mieszkaniu, w którym wcale nie chciała mieszkać. W zasadzie latka imprezowiczki wcale jej nie przeszkadzała. Nawet było jej z nią dobrze, bo nikt nie spodziewał się po niej wielkich uczuć. Nie lubiła oczekiwań, które potem i tak spełzały na niczym.
    Cóż Maja raczej nie wyróżniała się za bardzo z tłumu, chyba za sprawą swojego wzrostu. Oficjalnie mówiła, że ma 165 cm, ale było to spore kłamstwo. Nie była też za bardzo oryginała o ile chodzi o strój, zwykłe trampki, dżinsy i koszula w kratę.
    - Nie mogłam opuścić tak ważnego wydarzenia kulturalnego. – zaśmiała się i odstawiła nalane piwo, a chwyciła jedno nie otwarte. Raczej wolała wiedzieć, co pije. Niby domówka, ale lepiej nie ryzykować. – Po całym tygodniu harówki dobrze jest na chwilę wyluzować.
    Maja

    OdpowiedzUsuń
  18. Ano, stolica była beznadziejna. A mógł się zdecydować na magisterkę w Poznaniu, który mu się tak podobał, kiedy tam był. Ale nie, został tutaj z bratem. I na co mu to było.
    Też nie ogarniał Warszawy. Nauczył się w parę miesięcy centrum, po którym się poruszał na uczelnię, do sklepów i na imprezy, ale teraz nie wiedział totalnie, gdzie jest i jak ma wrócić do domu. Przerąbane.
    - Chciałbym wrócić do domu.
    Powiedział jej dokładną dzielnicę i ulicę. Zawsze mógł spytać kogoś innego, ale po co skoro ją znał? Przy okazji pogadają, bo dawno się nie widzieli, prawda?
    - Wsiadłem w zły autobus i widzisz...

    Kacper.

    OdpowiedzUsuń
  19. Kosma niestety jakoś nie mógł dorosnąć. W pewnym sensie, oczywiście. Mimo iż miał te swoje dwadzieścia pięć lat na karku, zarabiał na siebie i swoje utrzymanie, podejmował (jak mu wydawało się) odpowiednie decyzje, to nadal był Piotrusiem Panem. Nadal był niczym ten kolorowy ptak.
    Lubił imprezy, bawić się życiem. Czasami zdarzało mu się myśleć nad tym, czy już aby nie czas ustatkować się nieco. I co z tym robił? Czekał, aż mu przejdzie.
    Zauważył Wojtka, który siedział ze swoim towarzystwem. Zastanawiał się jaka będzie jego reakcja na widok Kosmy. Przecież nie widzieli się tyle lat.
    Razem z Berni podeszli do niego. Wojtek trochę wydoroślał. Spoważniał. Z resztą tak jak wszyscy.

    OdpowiedzUsuń
  20. [ Ma praktyki na komisariacie? ;D ]

    OdpowiedzUsuń
  21. -Boże skoro ty znajdujesz tyle u siebie to ja wylądowałabym już w psychiatryku.- zaśmiała się. Nie była do końca normalnym człowiekiem, bała się zaangażowania, emocje może nie były jej obce, ale przechodziły od skrajności do skrajności co nie było zdrowym objawem z tego, co wiedziała. Najważniejsze to akceptować samą siebie.
    Rozejrzała się po pomieszczeniu. Było dużo ludzi, ale chyba tych, którzy szybko się upijali. Zawsze można było zmienić miejsce balowania prawda? Nic nie stało tak naprawdę na przeszkodzie, żeby iść gdzieś, gdzie ludzi będzie więcej.
    -Zawsze możemy zmienić imprezę. – zauważyła upijając łyk piwa.
    Maja

    OdpowiedzUsuń
  22. - Z wami to mogę robić największe odpały i nie nazwę tego obciachem. - Zaśmiał się serdecznie chłopak. - Ostatnio nie miałem czasu. - Odpowiedział Wojtkowi. - Przeprowadzka do Warszawy. Nowy klub piłkarski... Przeszedłem z Zenitu do Legii. Muszę trochę poznać miasto, bo nadal gubię się. - Uśmiechnął się delikatnie. - A pamiętacie jak wspinaliśmy się na to wysokie drzewo? A później Berni nie mogła zejść? - Zapytał. Obaj chłopcy mieli wtedy wielki ubaw. W przeciwieństwie do Bernadetty. Nawet wtedy jakiś dziadek powiedział, że to niepolitycznie jak panna na drzewie siedzi.

    OdpowiedzUsuń
  23. -Nie ma problemu. -co prawda znała Bemowo, jednak jeździła tam często. Było jej po prostu nie po drodze. Mieszkała na drugim końcu miasta, w Wilanowie. Miała nadzieję, że Bernadetta poprowadzi ją, gdy zgubi drogę. Znów ruszyła powoli, widząc jak samochód przed nią powoli posuwa się w kierunku zakorkowanego skrzyżowania. Była jednak nadzieja na to, by obie dzisiaj dotarły do domu.
    -Studentka kryminologii? Wow, to pewnie musi być ciekawe. -zainteresowała się. Lubiła seriale i filmy o takiej tematyce. Zagadki, śmierć, dowody zbrodni. To z pewnością musiało być interesujące.
    -Jestem fotografem. Pracuję jako fotoedytor w tygodniku "Lady". Piszę też nekrologi i felietony. -dodała po chwili, odpowiadając na pytanie dziewczyny. Zaczęła nagle zastanawiać się nad swoim życiem. Nowo poznana osoba, która usłyszałaby, czym się zajmuje z pewnością uznałaby ją za nieudacznika. Nekrologi? Tygodnik "Lady", który czytują tylko starsze panie po sześćdziesiątce? Ona jednak pracowała. A w dzisiejszych czasach tylko to się liczy, prawda? Miała dość pieniędzy by móc sama się utrzymać. Siebie i psa. I co najważniejsze, nie musiała prosić ojca o pieniądze.
    -Twój brat ma może saksofony w tym sklepie? -zapytała nagle, włączając wyższy bieg. W końcu minęła skrzyżowanie i mogła ruszyć we wskazanym przez dziewczynę kierunku.

    Milena

    OdpowiedzUsuń