Jagoda Amelia Rusznicka
21 lat
studentka japonistyki na UW
Tak właśnie, bogaty... Nie da się ukryć, że moi starzy są cholernie bogaci. Ja oczywiście mam to głęboko w dupie, najchętniej mieszkałabym z kumplami na squatcie, ale niee... Musieli się uprzeć na te pieprzone studia. Chcieli, żebym została prawniczką, jak tatuś.
Anarchistka na prawo? Haha, dobry żart. Zawszę kochałam Nippon, więc na złość poszłam na japonistykę i zapowiedziałam, że wynoszę się z domu. W końcu już mi od dawna wolno, nie?
Na początku były protesty, ale w końcu dało się ich złamać. Tylko oczywiście znowu postawili na swoim. Albo mieszkam w normalnym mieszkaniu, albo sama zarabiam na studia. Przynajmniej na uczelnię mam niedaleko, bo mi znaleźli jakąś małą miejscówkę na Krakowskim Przedmieściu.
I tak sobie mieszkam z kumplem i kompletnie się nie przejmuję tym, że starym coś nie gra. Jak się nie podoba, to niech nie patrzą.
gram na gitarze we własnym punkowym zespole | nazywamy się Heidegger's Dasein Conception | jeżdżę też na deskorolce i jestem w tym świetna | boję się obrazu kontrolnego i Lavender Town | jestem zdeklarowaną anarchistką | ateistką też | mam tatuaż na prawym nadgarstku przedstawiający mrówkę z "Invaders Must Die" | oprócz punka słucham techno i post hardcore | lubię fantastykę | czasem napiszę jakieś opowiadanie | zawsze przed snem całuję plakaty Johnny'ego Rottena, Keitha Flinta i Kellina Quinna (w tej kolejności) | może jestem dziwna, ale to lubię
---------------------
Hmm, no cóż... Karta nie jest idealna, ale trudno ;) Nie wiem, czy są jakieś błędy, nie mam na razie do tego głowy. Zapraszam do wątkowania i powiązań :)
Cytat z tytułu posta: The Prodigy - "Baby's Got A Temper"
Zdjęcie: Grafika Google
[ A bardzo fajna Jagódka ;) ]
OdpowiedzUsuńMaja
[ Z tym będzie gorzej ;D ale chyba damy radę jakoś. Maja uwilebia poznawać nowych ludzi, więc ją chętnie też gdzieś pozna. Stolik w Macu ;) ]
OdpowiedzUsuń[Te włosy *.*]
OdpowiedzUsuńKaczmarek.
[fioletowe wygrywają ciastko.
OdpowiedzUsuńbardzo teraz potrzebujesz pomysłu, czy poczekasz do jutra? bo w sumie, to planowałam zawinąć się w kołdrę i iść umrz... spać, się znaczy.]
Kaczmarek.
[lubię twoją postać za the prodigy, a jak! i włosy szałowe:D]
OdpowiedzUsuńOliwia
[O, dzień dobry. Znowu spotykamy się :) To co, kręcimy jakiś wątek między Jagodą a Kosmą?]
OdpowiedzUsuń[Mam dosyć dziwny pomysł. No, ale zaryzykuję. Otóż może być tak, że Kosma zostanie pobity przez grupkę jakichś podejrzanych gości. I oni zostawiliby zakrwawionego Milinowicza, a Jagoda by go w takim stanie znalazła?]
OdpowiedzUsuń[Ja na Warszawie znam się tyle co na naprawie Poloneza z FSO. Czyli nic xD Ja proponuję jakieś ciemne zakamarki, albo uliczkę.]
OdpowiedzUsuń[ Nic a nic nie zaczniesz? :( ]
OdpowiedzUsuńMaja
[ To zacznę ;) ale jak sama się trochę ogarnę, bo też mam sporo na głowie ]
OdpowiedzUsuńPoznawanie ciemnych uliczek Warszawy Kosma zaczął traktować jako swoje nowe hobby. Tak, było to dla niego bardzo ciekawe zajęcie. No, a przy okazji poznawał miasto.
OdpowiedzUsuńTo już był tego plus. Minusami, a raczej jednym minusem, było to, że często gęsto gubił się. No, ale zawsze wychodził z tego bez szwanku.
Po prostu jakimś cudem odnajdywał drogę. Nawet nie pytał nikogo. Tak, tak. Z niego pod tym względem była cholerna Zosia Samosia.
Tego wieczora także urządził sobie spacer po stolicy. Nie przejmował się faktem, że temperatura na zewnątrz była sporo na minusie. On lubił chodzić.
I tak przechodził jedną uliczką. Później drugą, trzecią, piątą i dziesiątą. Aż w końcu uznał, że chyba znowu się zgubił.
Kiedy po upływie pół godziny nie mógł odnaleźć się, a na dodatek był zmarznięty do szpiku kości ujrzał jakichś gości. Postanowił ich zapytać się o drogę. Za późno zorientował się, że ci byli kibolami Polonii.
Nie trudno było więc domyślić się co nastąpiło. Trzech rosłych chłopów rzuciło się na Milinowicza. Zaczęli go tłuc i kopać. Nie patrzyli nawet gdzie.
Kilka mocnych uderzeń zanotował w brzuch. Kilka kopnięć w głowę. Zaczynało robić się mu ciemno przed oczami. Odpływał gdzieś. Ciemność nastała przed nim.
Nie słyszał, jak ktoś krzyczy. Ale kiedy poczuł, ustające ciosy... Zaczął tracić przytomność.
Zerknął na dziewczynę. Uśmiechnął się niemrawo i opuścił głowę. W jego głowie jakiś głos ciągle powtarzał, aby nie zamykał oczu.
Nie wiedział co się wokół niego dzieje. Spadał gdzieś w jakąś ciemną otchłań. Czy właśnie tak miał zakończyć swoje życie?
OdpowiedzUsuńNie przy bliskich w swoim domu... Tylko wśród innych, obcych mu ludzi? O, nie. Nie ma takiej opcji. Wracaj Kosma, wracaj. Żyj!
Nie rozpoznawał tych ludzi. Właściwie co tu miał rozpoznawać, skoro przed oczami widział tylko kolorowe, poruszające się plamy. Jeknął coś cicho.
Próbował podnieść się. Jednak nie dał rady. Wszystko go bolało. Najbardziej żebra i głowa.
Niech on tylko znajdzie tych, którzy go tak załatwili! To już on im zrobi istne sitko z dupy. Oj, on nie odpuści. On nie był z takich.
- Moje żebro. - Jeknął po raz kolejny zaczerpniętym głosem. Kręciło mu się w głowie. - Gdzie ja jestem? - Zapytał, próbując sobie coś przypomnieć.
[Wiszę Ci pomysł już kilka dni, a chuja, nie cokolwiek wymyśliłam. Przychodzi mi do głowy jedynie jakiś koncert jakiegoś fajnego zespołu (tylko nie Hujter). Ewentualnie dziwna, pokoncertowa sytuacja, w stylu pijackiej próby wbicia się za kulisy.]
OdpowiedzUsuńKaczmarek.
[Strachy na lachy :P]
OdpowiedzUsuńKaczmarek.
Chłopak rozejrzał się nieco zdezorientowany. Dziewczyna trajkotała jak najęta. Ale na szczęście nie miał problemów, aby ją zrozumieć.
Usuń- Nie... - Mruknął cicho. Jednak na tyle wyraźnie, aby dziewczyna mogła go usłyszeć. - Nie jestem kibicem. - Powiedział. Skrzywił się lekko, bo ból nie ustępował. - Jestem piłkarzem Legii. - Rzekł. - Kosma Milinowicz. Najnowszy nabytek wojskowych. Trochę poobijany. - Uśmiechnął się lekko. - Jak ci na imię? - Zapytał. - Bo głupio tak rozmawiać z ludźmi, nie znając ich imienia. - Dodał po chwili.
- A no piłkarz. Raczej najnowszy nabytek. - Zaśmiał się. Zaraz jednak zaczął tego żałować, bo odezwała się jego boląca głowa. Złapał się za nią. Cicho zaklnął pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Skoki narciarskie? - Zapytał. - A... Adam Małysz, Kamil Stoch... - Uśmiechnął się lekko. Co nieco kojarzył z polskich skoczków. - O i jeszcze Wojciech Fortuna. Więcej nie kojarzę, bo niestety nie oglądam. Ze względu na to, że nie mam zbytnio na to czasu. Gdybym miał to co innego. - Stwierdził. Wzruszył delikatnie ramionami. Syknął cicho z bólu. Nigdy więcej czegoś takiego.
- Chyba dam radę. - Rzekł Milinowicz. - Ale gdybym zaczął nagle spadać... To mnie złapcie. Za dużo już kontuzji odniosłem jak na jeden wieczór. Więcej mi do szczęścia nie jest potrzebnych. - Wstał, podpierając się jakiegoś mebla.
Skrzywił się, kiedy usłyszał o ćpaniu. On sam tylko raz dał się namówić na ti. I nigdy więcej tego nie powtórzył. Miał wtedy okropną jazdę. Wydawało mu się, że wylądował w piekle i że gada z diabłami. Niezbyt miła perspektywa.
OdpowiedzUsuń- Jeżeli chcesz mogę mu dać autograf. - Uśmiechnął się lekko. O dziwo lewa strona była mniej poturbowana od prawej. Na całe szczęście w tym nieszczęściu. Bo jeszcze brakowało mu tego, aby długopisu nie mógł w dłoni utrzymać.
Zeszli do samochodu. A raczej zszedł z pomocą Jagody i Stefana. Do szpitala nie jechali długo. Nawet takich wielkich korków nie było.
Spróbował sam wysiąść, ale skończyło się to tym, że ból ponownie dał się we znaki. Pieprzeni kibole Polonii. Niech on tylko którego dostanie w swoje ręce! To już im pokaże syberyjską zimę!
W szpitalu od razu nim zajęli się. Nim zorientował się, to już siedział na wózku. Jakiś chłopak wiózł go gdzieś.
OdpowiedzUsuńZaczął mówić, że dałby radę sam przejść ten kawałek drogi, ale ten pozostawał nieugięty. Później wszystko potoczyło się błyskawicznie. Został prześwietlony od góry do dołu.
Aż w końcu usłyszał werdykt. Stłuczone żebra i złamana ręką. To tak na początek. Musi jeszcze pozostać na obserwacji. No i jeszcze jutro tomografia.
Nie wiedział co to takiego ta cała tomografia, ale nie brzmiało to przyjemnie. Z resztą tutaj nic tak nie brzmiało. Zaraz też przewieźli Kosmę na salę.
- Taaa... Mam rękę w gipsie. A jeszcze jutro mam jakąś tomografię. - Prychnął cicho pod nosem. - Będę musiał poinformować trenera, że jutro nie będzie mnie na treningu. - Już on to widział, jak stary to przyjmie.
Westchnął cicho, słysząc co go jutro czeka. Znając jego szczęście to wykryją jeszcze coś. I będzie musiał długo leżeć w tym jakze okropnym miejscu.
OdpowiedzUsuńNie lubił szpitali. Nie, wróć. On ich nienawidził. Jak diabeł wody święconej.
Zawsze tutaj waliło tym charakterystycznym dla szpitali odorem. Na dodatek jarzeniówki zawsze tak mocno dawały po oczach. I jeszcze te wydzielone porcje jedzenia.
- Nawet jeżeli to i tak da się go radę szybko udobruchać. Gorzej będzie jak moja semja, to znaczy, rodzina się dowie. Mama będzie gotowa wsiąść w pierwszy lepszy pociąg albo samolot, który ruszy w kierunku WarsZawy. - Zaśmiał się cicho. - I dziękuję ci za pomoc. - Uśmiechnął się do niej serdecznie.
- Gorzej byłoby, gdyby to było spotkanie kibolskie po meczu. - Zaśmiał się cicho. - Wtedy to już na pomoc nie byłoby co liczyć. A jak jeszcze padłeś... To uhuhu... Bieda z człowiekiem, bo nawet leżącego potrafią skopać.
OdpowiedzUsuńTo była prawda. Sam raz przez przypadek trafił w oko cyklonu takiej bójki. Nigdy więcej w życiu!
- Wiesz co? - Zastanowił się przez chwilę. - Jeżeli możesz to zostaw mi swój numer telefonu. Tak na wszelki wypadek. - Powiedział, uśmiechając się lekko. Jednak nie w głowie mu były teraz flirty. Po prostu czuł, że ten numer będzie mu potrzebny. Takie resztki jego intuicji mu podpowiadały.
- Ok. Dzięki. - Uśmiechnął się do dziewczyny. Kiedy ta wyszła, on opadł głową na poduszkę. Zaraz jednak podeszła do niego pielęgniarka, zostawiając leki przeciwbólowe. Przy okazji zmierzyła też ciśnienie dla Kosmy.
UsuńW końcu usnął. Ranem przyszli do niego jacyś policjanci. Chcieli dowiedzieć się co stało się poprzedniego wieczoru. Kosma im opowiedział jak było. Nie chciał jednak mieszać w to Jagody. Jeszcze miałaby mieć przez niego problemy.
Policjanci jednak byli nieugięci i zdobyli numer Jagi. No tak... Przecież musieli złapać tamtych typów. Mogli przecież komuś innemu narobić kłopotów.