[ Witam :) Krótko, zwięźle i na temat. No i prawidłowo. Masz ochotę na wątek? Z chęcią bym zaczęła, ale pomysłów jakoś mi brak. Życzę miłej zabawy na blogu! :) ]
[łojejujeju, powiem Ci, że ostatnio nawet się zastanawiałam, gdzie zniknęłaś. C: Może coś sąsiedzkiego? Można uznać, że mieszkają w jednym bloku/kamienicy, a Łukasz to sierota i mógł zapomnieć kluczy. A Maja mogłaby się nad nim zlitować. Czy coś.]
Kilka tygodni temu Milena postawiła sobie jasny cel - napisać dobry artykuł. Owszem, była fotografem. I głównie tym zajmowała się w redakcji. Naczelny jednak widząc jej smykałkę do języka polskiego, postanowił poszerzyć zakres jej obowiązków. Pisała nekrologi i felietony na nic nie znaczące tematy, których praktycznie nikt nie czytał. Nie przeszkadzało jej to. Najważniejsze, że mogła pisać i co najlepsze - dzięki temu więcej zarabiać. Nie mogła jednak pozbyć się dziwnej plakietki, którą naczelny nakleił jej na plecach w pierwszym dniu jej pracy. Dziewczyna od zdjęć. I nic poza tym. Poważny artkuł zmieniłby nieco jej pozycję w redakcji. O czym mogła pisać? Tylko i wyłącznie o mężczyznach. O seksie. Bo w dzisiejszych czasach liczy się tylko to. Siedziała wczesnym popołudniem w McDonalds, jedząc Big Maca. To był jej pierwszy posiłek tego dnia. Czekała na Maję - dziewczynę, którą poznała kilka tygodni po tym, jak ta przeprowadziła się do stolicy. Po kilku minutach zauważyła znajomą sylwetkę. Pomachała dziewczynie, uśmiechając się szeroko. -Cześć, co słychać? -rzuciła na przywitanie, przyglądając się uważnie dziewczynie. Czekała, aż ta usiądzie na przeciwko niej. -Co wiesz o seksie i mężczyznach? -zapytała wprost, nie powstrzymując uśmiechu. Musiała zrobić dobry research zanim przystąpi poważnie do pisania. Na potwierdzenie powagi swojego pytania otworzyła terminarz i wzięła do ręki długopis. Ktoś mógłby pomyśleć, że jest policjantką, która przysłuchuje oskarżoną. Wybrała tylko na to złe miejsce. No i policjanci się nie uśmiechają, prawda?
[Faktycznie. Nie zauważyłam komentarza i to dlatego. Ale pomysł na wątek podoba mi się, i nie mam jeszcze takiego. Zaczęłabyś coś, bo mam jeszcze kilka odpisów zrobić dla innych osób.]
Mecz zakończył się wygraną Legionistów. W prawdzie wojskowi strzelili tylko jedną bramkę, ale to wystarczyło, aby pokonać przeciwnika. A Kosma zaliczył ładną asystę, podając do Furmana. Wszyscy cieszyli się. I piłkarze byli zadowoleni, i trener, a przede wszystkim kibice. Po zakończonym spotkaniu podziękowali za doping, kłaniając się w stronę kibiców na trybunach. Niedługo potem mieli wracać do szatni. Ale przed tym to pozostali jeszcze na chwilę, aby porozdawać autografy, czy też aby porobić z fanami zdjęcia. Mimo iż początki w klubie były dla niego dosyć trudne, to jednak teraz czuł się jakąś częścią tej wielkiej familii. I kibice go nawet polubili, chociaż zdarzali się także i tacy, którzy rzucali nieprzyzwoite hasła w jego kierunku. No, ale jak zaczął przynosić pożytek klubowi, to tamci zmienili do niego nastawienie. Na całe szczęście. Zdziwił się, widząc dziewczynę, która stała przed nim. Nie powinno jej tutaj być. Nie żeby miał coś przeciek niej, ale wiadomo... Ochrona, bezpieczeństwo i takie tam duperele. Wziął od niej koszulkę i pisak . - Jak nazywa się koleżanka? - Zapytał, uśmiechając się do niej. Mimo, iż był nieco zmęczony, to jednak nie potrafił jej odmówić. Bo fanom nie odmawia się przecież. A tym bardziej takim ładnym fankom.
[Jasne, w porządku :) Mogły się poznać na jakiejś domówce, hmm... albo Maja mogłaby coś kręcić niegdyś z bratem Berni, a że rodzentwo mieszka razem, to mogły się poznać. A Ty może masz jakiś lepszy pomysł? :)] Berni
[W takim razie odpada, bo widze Wojtka jako takiego mega porządnego chlopaka, wiec niezbyt pasuje cos takiego. Hmm, w takim razie...gdzie Maja studiuje?] Berni
-Robię mały research. Jak wiesz związki to nie moja bajka, a tylko to się sprzedaje w gazecie. Związki, faceci i seks. -wyjaśniła krótko, jednocześnie zastanawiając się, czy powinna jeszcze zamówić czegoś do jedzenia. Cheeseburgery dziewczyny pachniały niesamowicie. Rozejrzała się dookoła, przyglądając się klientom restauracji. Gdyby koło nich siedziała grupka dwunastolatków, z pewnością ściszyłaby głos. Małolaty powinni uczyć się matematyki, a nie podsłuchiwać rozmów o seksie. Zauważyła jednak tylko samotnie siedzącego mężczyznę i matkę z dwójką dzieci. Mały ruch jak na wczesne popołudnie. -Muszę w końcu coś napisać i zmusić naczelnego, żeby to wydrukował. Tak więc... Facet twoich marzeń? No i czy w dzisiejszym świecie, tacy mężczyźni "jak z bajki" w ogóle istnieją? -dopytywała się. Po chwili stwierdziła, że trochę przesadziła. 21-latka studiująca architekturę może owszem była doświadczona w tych sprawach, jednak Milena nie miała prawa tak ostentacyjnie ją o to pytać. Nie każdy decydował się na to, by opowiedzieć o swoim życiu miłosnym, intymnym nawet przyjaciółce. Maja była jednak tak swobodną i gadatliwą dziewczyną, że Milena miała nadzieję, że pomoże jej trochę w pisaniu. -Ale może zanim mi odpowiesz, to powiedz co u ciebie. -dodała szybko, zanim dziewczyna zdążyła odpowiedzieć. Gdzie jej maniery! Nie widziały się jakiś czas. Była zwyczajnie ciekawa co nowego słychać u studentki.
- Monika... - Mruknął cicho pod nosem. - To bardzo ładne imię. - Stwierdził. Na wzmiankę o fan clubie uśmiechnął się nieznacznie. W Rosji miał sporo fan clubów, które były poświęcone jego osobie. Najwięcej jednak z tych wszystkich były samego Sankt Petersburga. Z jego rodzinnego miasta. - Po kilkumiesięcznym pobycie w Polsce, skłamałbym, mówiąc, że Polki nie są ładne. - Uśmiechnął się delikatnie. - Wiesz co... -Powiedział, zastanawiając się przez chwilę. - Mam zupełnie inny pomysł. - Jego uśmiech poszerzył się. - Wrócisz do niej bez tej koszulki. - Wskazał na t- shir, który trzymał w dłoni. - Powiesz, że niestety nikt ciebie nie wpuścił. - Zerknął na dziewczynę. Po chwili jednak wyjawił dalszą część planu. - A ja około dziewiętnastej zjawię się w Piekiełku. Wiesz... Zrobimy jej taką niespodziankę. - Miał nadzieję, że dziewczyna wie o co jemu chodzi. Dla niego takie coś byłoby naprawdę wielką niespodzianką. I na dodatek bardzo miłą. - Mam także prośbę. Bądź tam razem z nią.
Blondyn jeszcze przez chwilę obserwował ją uważnie. Widział, jak podeszła do ochroniarza i zaczęła pogawędkę. Słyszał nawet jej strzępek. Dotknął się dłonią w policzek. W miejsce, gdzie pocałowała go dziewczyna. Był trochę zaskoczony jej zachowaniem. Spotykał wielu swoich fanatyków, ale z całusem do czynienia miał chyba po raz pierwszy. Odwrócił się i skierował swoje kroki w stronę szatni. Było tam gwarno i wesoło. Chłopaki żartowali i byli w wyśmienitych nastrojach. Schylił się, widząc, że coś leci w jego stronę. - Skarpetą Furman? Skarpetą?- Zapytał żartobliwie kolegi. - I jak tam flirty z piękną fanką? - Zapytał chłopak. - Od razu tam flirty... - Próbował bronić się. - Widziałem, jak dawała ci buziaka w policzek. Kosma Szczęściarz. Też bym tak chciał. - Kosma Szczęściarz- Flirciarz. - Rzucił Kuba Kosecki. Milinowicz pokręcił jedynie z głową z politowaniem.
Chłopak przez chwilę zastanawiał się czy dziewczyna wyszła bez szwanku ze spotkania z ochroniarzem. Był jednak dobrej myśli. Była ona całkiem sympatyczną, wygadaną, odważną i otwartą osóbką. Na pewno udało się dla niej. W szatni wziął szybki prysznic i przebrał się w codzienne ubrania. To jest w koszulkę z jakimś nadrukiem i spodnie jeansowe. Czyli w to w czym było mu najwygodniej. Na plecy założył ciepłą kurtkę. Opuścił szatnię, uprzednio żegnając się z kolegami. Wsiadł w samochód i odjechał. W domu był dosyć szybko. Zaczął zastanawiać się nad tym w czym mógłby pójść do klubu. Przecież tak jak jest teraz to na pewno nie pójdzie. Torbę z brudnymi rzeczami położył w łazience i wstawił pranie. Stanął przed szafą. W myślach zaśmiał się, że zaczyna zachowywać się jak baba. Bo tylko one mają takie banalne problemy. Wydobył z wieszaków całkiem fajną, czystą i niewygniecioną czarną koszulkę. Ze spodniami nie miał problemów. Kiedy zbliżała się godzina, o której obiecał być w Piekiełku, wziął mazak i napisał (całkiem ładnie jak na niego) dedykację dla Moniki. Przez moment nawet mu nie przyszedł do głowy pomysł, aby wystawić te dwie dziewczyny. Jak obiecał, że będzie, to i tak miało być. Gdy był już na miejscu ujrzał koleżankę ryzykantkę. Uśmiechnął się w jej kierunku. Podszedł do niej. - I jak tam? - Zapytał wesoło. Jakoś nie widział, aby ktoś jeszcze z jej towarzystwa był.
Siedziała na jednym z krzesełek barowych przy blacie kuchennym wśród grupki ogarniętych w miarę ludzi, którzy jeszcze byli zupełnie trzeźwi. Sama popijała wolniutko piwo z puszki- elegancko- rozkoszując się gorzkim smakiem, który niemiłosiernie rozpalał jej usta nie wiedzieć czemu. Cześć ludzi znała, choć kojarzyła. Bez wątpienia jednak była tu najbarwniejszą postacią zważywszy na kolor włosów oraz nietypowy ubiór- lubiła być inna, od zawsze. Odwróciła się gwałtownie słysząc znajomy głos. Ujrzała Maję, która była jedną z tych osób, które jedynie kojarzyła z jakiś domówek- kiedyś może zamieniły kilka zdań, tyle. -A dzięki, jest w porządku. Jak na razie to musimy się rozkręcić co do zabawy.- zaśmiała się- Spodziewałam się tutaj Ciebie.
A więc z tego co zdążył wywnioskować to wbił się na jakąś urodzinową. "Dla mnie bomba siostro." - Przeszło mu przez myśl. Zawsze miał to jakieś dziwne szczęście, że był zaproszony na różne imprezy. - Mam nadzieję, że solenizantka nie padnie na zawał, kiedy usłyszy mój fałsz w tej waszej urodzinowej piosence... Jak to było? A w "Sto lat". - Powiedział żartobliwie. O ile granie w piłkę nożną wychodziło mu bardzo dobrze, tak śpiewanie wolał zostawić dla tych co znają się na tym lepiej od niego. - Nie. Nie jestem z Polski. Chociaż moi dziadkowie i matka są Polakami. Mój ojciec i drudzy dziadkowie są z Rosji. Jestem w połowie Polakiem, a w drugiej Rosjaninem. A ogólnie to do tej pory, zanim przeprowadziłem się do Warszawy to wychowywałem się w Sankt Petersburgu i w tamtejszym Zenicie stawiałem swoje pierwsze piłkarskie kroki. Jeżeli tak to można nazwać. No, ale może na trochę odstąpmy od tematu o piłce. Mimo iż to moja pasj, to jednak czasami człowiek chce pogadac o czymś innym. - Stwierdził. - Zatańczysz? - Zapytał.
Kosma lubił spędzać kreatywnie czas ze znajomymi. Ogólnie to lubił poznawać nowych ludzi. Ciągnęło go do nich jak ćmę do światła. - W sumie dla mnie to obojętne czy karaoke jest czy też go nie ma. Bo ja akurat nigdy nie śpiewam. Wolę słuchać jak inni śpiewają. - Uśmiechnął się do niej. Wyszli na parkiet. Z głośników szła całkiem fajna piosenka. Kosma jakoś nie miał swojego ulubionego gatunku muzyki. Słuchał wszystkiego po trochu. Znał też sporo polskich piosenek, bo jego mama często słuchała zespołów z Polski. I całkiem fajnie grali. Zaczęli wywijać na parkiecie. Dla Kosmy szło to całkiem dobrze. Dlatego, że jeszcze, gdy mieszkał w Petersburgu to często chodził z kolegami i koleżankami do klubów. Brakowało mu tego teraz bardzo. Często zastanawiał się, jak wyglądałoby jego życie, gdyby był takim zwykłym Kosmą, a nie gwiazdą reprezentacji Rosji. - Całkiem dobrze tańczysz. - Szepnął jej do ucha. Kątem oka dostrzegł, jak niektóre dziewczyny zerkały na niego i na Maję z nieukrywaną zazdrością. - Maja... Ta impreza jest zamknięta, czy taki istny "Project X"? - Zapytał żartobliwie. Lubił żartować. A na dodatek miał całkiem doborowe towarzystwo. No bo z Mają całkiem miło mu rozmawiało się. I całkiem dobrze spędzał czas. Taka opcja spędzenia wieczoru wygladala o niebo lepiej niż snucie się po pustym mieszkaniu. Powinien znaleźć sobie jakiegoś współlokatora. Ewentualnie współlokatorkę, bo inaczej zeświruje. Opcja przygarnięcia zwierzątka odpadła. Za dużo czasu nie było go w domu.
- To całkiem ciekawy pomysł z tymi dodatkowymi znajomymi. - Zachichotał cicho. - Zawsze można to poznać kogoś interesującego. - Dodał po chwili. Rozejrzał się dookoła. Ludzi przybywało coraz więcej. Trochę było ścisku, ale dla niego to nie przeszkadzało. - Nie przejmuj się nimi. - Odpowiedział. - Pogapią, pogapią i przestaną. - Posłał w jej stronę ciepły uśmiech. Kiedy dziewczyna zrobiła ten zawiły ruch, przyciągnął ją do siebie. Zaraz okręcił kilka razy. To znowu przyciągnął. No i co ważne (jeżeli nie najważniejsze) nie deptał jej po stopach. - Dobra. - Powiedział.- Na razie krótka przerwa, bo solenizantce nie położyłem prezentu na stos. - Przypomniał sobie. A poza tym musiał napić się czegoś. W gardle biedaczkowi nieco zaschło.
Kiwnęła głową. -Masz rację. Mam dość po całym tygodniu studiowania psychologii jakiegoś kryminalisty. Po tych wszystkich zajęciach sama mam wrażenie, że coś ze mną nie tak.- westchnęła, posyłając jej uśmiech. Upiła spory łyk piwa, odgarniając włosy z twarzy. Niby tkwiły w niedbałym koczku, który często nosiła, by nie musieć patrzeć na ich kolor, lecz niekiedy pojedyncze kosmyki opadały na jej buźkę, czego nie trawiła.- Ale w sumie spodziewałam się tu czegoś lepszego.- stwierdziła, mając na myśli imprezę.
Chłopak przytaknął cicho, przy czym skinął delikatnie głową. Ciekaw był reakcji, jaka mogłaby nastąpić, kiedy będzie dawał prezent jubilatce. No bo nie codziennie twój idol (o ile tak to można nazwać) zjawia się ni stąd, ni zowąd i daje ci prezent. No, przynajmniej on z takim przypadkiem spotyka się po raz pierwszy w swoim życiu. Ale nie mógł zaprzeczyć, że jest tutaj całkiem fajnie. Dobra muzyka,dobre towarzystwo, lokal też niczego sobie. I czego więcej chcieć od życia w ten piątkowy wieczór? Praktycznie niczego. Podszedł do baru, gdzie poprosił szklankę zimnej wody. Mogłoby to wydawać się co najmniej dziwne. No bo ludzie przychodzą tutaj, aby napić się czegoś mocniejszego, a tu zjawia się ktoś, kto prosi o wodę. Jednak Kosma nie chciał zaczynać pić alkoholu, dopóki solenizantka tego nie zrobi. No bo to byłoby tak głupio... Dawać prezent, będąc pod wpływem jakichś procentów. A poza tym w domu tak go nauczyli, że trzeba działać razem, wspólnie ze wszystkimi. No i on tego trzymał się. I wychodziło mu to często na dobre. Rozejrzał się dookoła. Wzrokiem poszukiwał Mai, która zniknęła gdzieś w tłumie. No nic... Przyszło mu na nią czekać. W tym momencie podeszła do niego jedna z tych dziewczyn, która wzrokiem go pożerała, gdy on tańczył. Była ubrana zbyt wyzywająco. Czuć od niej było przykrą woń alkoholu pomieszaną z tytoniem. - A gdzie zgubiłeś swoją partnerkę? - Zapytała, lustrując od do góry do dołu. - Taki fajny facet nie powinien być sam w takim miejscu. - Zaczęła zaczepnie ocierać się o niego. W duchu modlił się, aby Maja już przyszła. Jakoś towarzystwo tej panny mu nie odpowiadało. Być może dla niej wydawało się, że to co robi jest jakieś extra cool... Ale tak naprawdę wyglądało to bardzo żałośnie. Przynajmniej w mniemaniu Kosmy, który na to wszystko patrzył trzeźwym okiem. - Wybacz, ale nie jestem tobą zainteresowany. - Powiedział, odsuwając się od niej. Dziewczyna odwróciła się od niego mówiąc "No to jeszcze zobaczymy".
Kosma odetchnął z niewyobrażalną ulgą, kiedy blondynka odczepiła się od niego. Normalnie stos kamieni zleciał mu z serca. Nie będzie musiał męczyć się w jej towarzystwie, którego tak czy inaczej raczej nie potrzebował. Gdzieś w oddali zauważył, że Maja zbliża się w jego kierunku, Wszystko wyglądało na to, że jest w porządku. Dziewczyna wyglądała na zadowoloną. Jeżeli chodziło o niego samego, to Milinowicz raczej nie chciał bawić się w żadne swaty. Ba, nawet nie myślał o tym, aby z kimś związać się. Na razie korzystał z uroków, jakie dawało mu bycie singlem. Można było go nazwać mianem Piotrusia Pana. Nie chciał ustatkować się. Nie chciał się z nikim wiązać, po mimo iż robił się coraz starszy. Po prostu uważał, że jeżeli przyjdzie czas to w końcu zakocha się. Być może założy rodzinę. Stanie się ciut poważniejszy. Ale na razie tego nie chciał. Jednak czasami zdarzało się mu nad tym myśleć. I wtedy czekał aż mu minie. A może to wszystko było spowodowane czym innym? Sam nie wiedział co ma o tym myśleć. Upił kolejny łyk wody. Uśmiechnął się szeroko, kiedy Maja stawiła się przed nim. Wysłuchał jej bardzo uważnie. W końcu zależało mu na tym, aby wszystko wypadło "oczeń haraszo". Czyli bardzo dobrze. W myślach tylko prosił, aby żadna polska fraza nie pomyliła mu się z rosyjską. Bo nadal zdarzało mu się mieszać oba języki. I pomimo, że były całkiem do siebie podobne, to czasami jednak zdarzały się wyjątki. No, a poza tym nie każdy tutaj musi znać język z kraju, z którego pochodzi. Kiedy jubilatka w końcu zjawiła się, podszedł do reszty. Ba, nawet przecisnęli się na sam przód. Widział to całe zaskoczenie na twarzy dziewczyny. Podszedł do niej z koszulką, na której była dedykacja specjalnie dla niej wraz z autografem. Chyba niespodzianka udała się, bo ta aż rozpłakała się. Chyba ze szczęścia, jak mógł to wywnioskować Kosma, ale kto to wie. Bo kobiety były bardzo dziwnymi, niepojętymi i niezrozumianymi, jak do tej pory obiektami dla Milinowicza. Złożył jej życzenia, i pomimo iż jego akcent w niektórych miejscach zawodził, to chyba zrozumiała wszystko. - No już nie płacz. - Powiedział, podchodząc do niej i najzwyczajniej w świecie przytulił Monikę. Miał tylko nadzieję, że Monia nie ma faceta, który by zaraz za to dał w twarz Kośmie.
Jeżeli chodziło o niego to wnukom będzie miał co opowiadać. Wszak nigdy nie był spokojnym i grzecznym chłopcem. Miał w sobie tą namiastkę zbuntowanego anioła. Już od dziecka był rozbrykany. Wszędzie było go pełno. Nawet nauczyciele, jak i bliscy zastanawiali się czy, aby chłopiec nie ma ADHD. Ale nic z tego. No, a później ojciec, aby wyzwolić z syna te niespożyte pokłady energii, zapisał go do klubu piłkarskiego. I wyszło mu to na dobre. Spojrzał na dziewczynę, która pobiegła do toalety, aby poprawić się. Podrapał się lekko w tył głowy. No,takiej reakcji nie spodziewał się. Sam był tym bardzo zaskoczony. - Czy wszystkie? - Zapytał ni to siebie, ni to Mai. - Nie. Tylko mama zawsze płakała, gdy wracała ode mnie z wywiadówek. Ale sądzę, że raczej płakała nie dlatego, że mnie widziała. Raczej dlatego jakie oceny miała wypisane na kartce. - Uśmiechnął się lekko. Kosma nigdy nie był dobrym uczniem. Ale jakoś przechodził z klasy do klasy. I jakimś cudem udało mu się zdać "ekzamien na atiestat zrielosti". Odpowiednik polskiej matury. - Monika, owszem jest ładna,ale... Trochę nie w moim typie. - Powiedział koleżance.
- Po prostu wtedy miałem nieco inne priorytety niż nauka. Zdecydowanie najlepiej szło mi na w-fie i na historii. - Zaśmiał się cicho. Słysząc jej pytanie, spojrzał na nią bardzo uważnie. - Nie. - Odpowiedział dla niej krótko. - Bardziej ciągnie mnie w kierunku kobiet niż mężczyzn. - Stwierdził rozbawiony. Ale gdy był młodszy... Kiedy był jeszcze w szkole średniej to zdarzało się mu eksperymentować. W sumie to sporo osób z jego klasy eksperymentowało. W każdej dziedzinie życia. I być może dlatego byli nazywani przez nauczycieli mianem "Najbardziej pochrzanionej klasy w szkole". No, ale wyszli w miarę na ludzi. I Kosma, mimo iż w tym czasie bywał i z dziewczynami i z chłopakami to uznał, że woli płeć przeciwną. Sam siebie określał "dwójką w skali Kinseya". - Nie... Niczego jej nie brakuje ni nic, ale... - Zastanowił się przez chwilę. Próbował dobrać odpowiednie słowa. - Chyba wolę szatynki. - Uśmiechnął się w jej kierunku.
Chciał nie chciał, prasa uwielbiała takie tematy jak nieudane związki, niespełnione miłości, wielkie tragedie na miarę "Romea i Julii", szczęśliwe zakończenia. Ludzie czytali takie rzeczy, bowiem sami w swoim życiu być może niewiele czuli, widzieli i nie mieli możliwości przeżyć czegoś tak ekscytującego. To właśnie to, sprzedawało się najlepiej. Milena pracowała w tygodniku już jakiś czas. Znała się na rzeczy. Wiedziała "co w trawie piszczy", jak to mawia jej naczelny. Milena patrzyła na studentkę architektury lekko zdumiona. Maja z pewnością została kiedyś zraniona przez jakiegoś faceta. I miała wyraźne i jasno określone zdanie na temat mężczyzn, miłości, Tego Jedynego. W kilku krótkich zdaniach i pojedynczych słowach zapisała to, o czym mówiła dziewczyna. Wywiad to jednak wywiad. Jaki by nie był, musiała to zapisać i użyć tego w czasie pisania artykułu. Milena też nie należała do dziewczyn, które z wyczekiwaniem i maślanymi oczami czekają na swoją wielką miłość. Nawet w nią nie wierzyła. A o facecie idealnym przestała myśleć w chwili, kiedy odkryła, że jej pierwszy chłopak - wtedy jeszcze najprawdziwsza miłość, zwyczajnie zdradził ją z koleżanką z klasy. Jednak ku własnemu zdziwieniu, wciąż oglądała "Pretty Woman", a komedia romantyczna "Uwierz w ducha" była jedną z jej ulubionych. Nikomu się do tego nie przyznawała, ale lubiła od czasu do czasu popatrzeć sobie na miłość. Nawet taką filmową i wyreżyserowaną. -Czyli im mniej czujesz, tym lepiej. -podsumowała, wciąż pisząc w terminarzu. -Może masz rację? Faceci są od innego boga. -podniosła głowę, uśmiechając się szeroko. W kwestii mężczyzn, seksu i sposobu w jaki kobiety powinny łączyć te dwie rzeczy, akurat się zgadzały. -Chyba nigdy ich nie zrozumiemy, dlatego najlepiej będzie, jeśli zaczniemy robić to samo co oni. -zamknęła terminarz. To z pewnością powinno jej wystarczyć. -Kiedy idziemy na jakąś imprezę?
Milinowicz nie potrafił określić dlaczego wolał szatynki od blondynek. Zazwyczaj usprawiedliwiał się tym, że większość jego kolegów wybiera sobie na partnerki właśnie dziewczyny o jasnych włosach. A on nie chciał być jak każdy. Lubił odróżniać się od innych. Pocznając od imienia, a na wielu innych rzeczach kończąc. Poza tym uważał, że szatynki są bardziej charakterne. No, ale to chyba zależało od osobowości. Podrapał się delikatnie w tył głowy, kiedy Maja go opuściła. Poczuł się lekko zaklopotany. Tak, tak proszę państwa. Kosma czuł zakłopotanie. Coś niesłychanego. Monika wróciła, nawijając zawzięcie o czymś, czego on za bardzo nie pojmował. Później temat zszedł na rozmowy o piłce nożnej. Jednak nie miał ochoty gadać o pracy po pracy. W którymś momencie Monika poszła gdzieś ponownie, zostawiając Kosmę. No przecież w końcu musiała zająć się wszystkimi gośćmi. I każdym z osobna. Podszedł do Mai, która rozmawiała z kimś. Uśmiechnął się nieznacznie. Nie zamierzał przerywać rozmowy, ale zauważył tą okropną dziewuchę, która nie tak dawno, bo jeszcze przed przybyciem solenizantki, przymilała się do niego. - Zatańczymy? - Zapytał, tym samym próbując uratować się od towarzystwa tamtej dziewoi.
- Chciałem to samo dokładnie powiedzieć. - Zaśmiał się cicho. - Można byłoby rzec, że z ust mi to wyjęłaś. Chyba tak się u was mówi, co nie? - Zapytał dziewczyny. - Inaczej byłbym skazany na towarzystwo tamtej Barbie. - Stwierdził to z lekką pogardą w głowie. Zaczęli tańczyć. Najpierw jeden taniec, drugi i tak im czas miło zlatywał. Czuł się w jej towarzystwie bardzo komfortowo. Kiedy dziewczyna natychmiast odeszła nie wiedział o co chodzi. Na początku myślał, że to może on coś źle powiedział. Że coś źle zrobił. Ale nie przypominał sobie takiej sytuacji. Rozejrzał się dookoła. Zauważył pewnego chłopaka, który dziwnie mu przyglądał się. O co kaman? Wyszedł szybko za Mają. Nawet kurtki z szatni nie wziął. Chciał dowiedzieć się O co chodzi. Długo nie musiał jej szukać. Odchodziła gdzieś szybkim pospiesznym krokiem. Przez moment zastanowił się co powinien zrobić. Zostawić ją? Gonić? "Idź za nią idioto!" - Przeszło mu przez myśl. - Co się stało? - Zapytał, kiedy dogonił ją.
Przeczuwał, że coś musiało stać się tam na sali. Przecież nikt tak bez powodu nagle nie ucieka. To musiało być coś nieprzyjemnego dla niej. Zastanowił się co mógłby w tej sytuacji zrobić. Nie chciał jej tak zostawić. Tym bardziej, że wyglądała źle. Nie, nie chodziło o to, że może jest chora czy coś w tym stylu. Po prostu to "coś" co kazało jej wyjść... To było widoczne po niej, że coś jest nie tak jak być powinno. - Wiesz co? - Zapytał, zerkając na nią uważnie. - Mam pomysł. I tak raczej na imprezę już nie wrócimy, to chodźmy do mnie. - Zaproponował jej. Nie miał w tym żadnych planów i nie było tu żadnych podtekstów. Ot, zwykłe posiedzenie i rozmowa. A nóż, widelec dziewczyna powie mu o co chodzi. Bo on mimo tego, że był ciekawy, to jednak wolał na nią nie naciskać. Jak będzie chciała to sama mu powie. - Tylko pójdę tam po kurtkę. Zamówimy taksówkę. W domu mam herbatę cejlońską. Kumpel ostatnio przywiózł. Podobno oryginalna jest, a nie to co ta sklepowa szmira. - Uśmiechnął się do niej. Niestety nie miał nic u siebie mocniejszego. Chyba, że po drodze będą mijali jakiś sklep nocny, albo całodobowy monopolowy.
Łukasz, jak to na życiową łamagę przystało, zawsze wszystko gubił czy zostawiał w najbardziej nieodpowiednim miejscu. W tym roku zrezygnował nawet z zakupu czapki i rękawiczek, bo wiedział, że po niedalej jak trzech tygodniach, z tego zestawu nie zostnie nawet nitka. W każdym razie, kluczy też ciągle zapominł, czasem z domu, czasem z pracy, raz nawet z autobusu. I teraz też nie miał kluczy, co za niespodzianka. Pozostało mu jedynie czekanie z nadzieją, że jego współlokatorzy wrócą względnie niedługo. To jednak chyba nie zamierzało nastąpić i Łukasz zaczął po prostu przysypiać. Rozbudziły go dopiero kroki. I to pytanie. - Uch, nie, to takie hobby, siedzenie na korytarzu - burknął, otwierając lewe oko. Zaraz jednak zreflektował się. Dziewczyna chciała być miła, a on tradycyjnie dał się poznać jako okropny gbur. - Znaczy się... Przepraszam. Tak, zapomniałem klucza - sprostował.
- Wiesz... Dla mnie to w sumie bez różnicy. Czy pójdziemy na piechotę, czy pojedziemy też taksówką. - Stwierdził blondyn. - Jeżeli chcesz to możemy przejść się. - Uśmiechnął się lekko w jej kierunku. - Czy są tam jakieś fast fooderie? - Zapytał sam siebie. - Szczerze powiedziawszy to nie wiem. Nigdy jakoś nie zwróciłem na to jakiejś szczególnej uwagi. No bo wiesz.. . Dla mnie takie jedzenie nie jest wskazane. Zbyt szybko można od tego przytyć. Nie żeby on miał manię na punkcie swojej wagi. Po prostu chodziło mu o utrzymanie formy. Dlatego też wyrzekał się takiego jedzenia. Dla sportowca to było niemalże jak czyste samobójstwo. - Ale jeżeli tak bardzo zależy ci na odwiedzeniu takiego miejsca... To możemy poszukać. - Zaśmiał się serdecznie. Na krótką chwilę wstąpił do klubu. Poszedł do szatni, aby wziąć swoją kurtkę. Długo mu to nie zajęło i zaraz znalazł się przy Mai. - No to idziemy. - Stwierdził, biorąc ją pod rękę. Nie chciał, aby upadła. Tym bardziej, że było naprawdę ślisko. No, ale nie było czemu dziwić się. Był styczeń, a co za tym idzie to i mieli zimę.
- Jak chcesz. - Stwierdził chłopak. Dla niego to było w sumie obojętne. Aby dotrzymać dla niej towarzystwa mógł zjeść... No, na przykład jakieś owoce. Albo grzanki. O, tak. Grzanki były dobre. Kiedyś mu matka takie na śniadanie robiła. A on polewał to sporej ilości ketchupem. Pychota. Założył na siebie kurtkę. Jakoś nie marzyło mu się chorowanie. Tym bardziej, że musiałby siedzieć w mieszkaniu zupełnie sam. Jak palec można by tak rzec. Na treningach dawał z siebie wiele. Tak samo jak i na meczach. Uważał, że jeżeli człowiek ciężko pracuje to w końcu osiągnie sukces. A poza tym pozna samego siebie. Wie na ile go stać. Nad czym musiałby jeszcze popracować. - Jeżeli miałbym być zupełnie szczery... - Zaczął jakoś układać odpowiedź na jej pytanie. Bo wydawać by się mogło, że zapytała o prostą rzecz. Taką, na którą odpowiedzi długo nie musiałby szukać. Ale jednak... Musiał zastanowić się. - Nie wiem. Po prostu nie wiem. Być może byłbym takim zwykłym, szarym obywatelem. Który w dupie był i równo widział. Może siedziałbym teraz gdzieś w jakiejś spelunie i przepijał swoją wypłatę, tak jak sporą część moich kolegów z tego samego rocznika, w którym się urodziłem. Naprawdę nie wiem. Być może naprawiałbym samochody w warsztacie mojego ojca. Jak dziadek i on. - Uśmiechnął się delikatnie, wzruszając lekko ramionami. - Bo tyle po moim ekzamienie na atiestat zrielosti byłbym w stanie zadziałać. - Dodał po krótkiej chwili.
Teraz, jakby nie patrzeć, miał całkiem dobrą okazję, aby zapytać o akcję w klubie. Wiedział, że nie powinien wtykać nosa w nie swoje sprawy, ale ciekawość była silniejsza. - Zdawać się może, że to jest jakieś zajęcie. Ale nie wtedy, kiedy przyjeżdża do warsztatu jeden samochód na dwa tygodnie. Sądzę, że ojciec trzyma go tylko dlatego, że dziadkowi mogłoby zrobić się przykro, że jego syn chce zamknąć dorobek jego życia. - Stwierdził. Bo inaczej nie umiał tego wytłumaczyć. - Ale mama miała całkiem dobrą pracę. - Rzekł. - Więc z głodu nie umieraliśmy. - Uśmiechnął się lekko. - No to teraz w takim razie ja zadam ci pytanie. Tylko odpowiedz szczerze. Ja ci powiedzialem prawdę i tego samego oczekuję od ciebie. - Spojrzał na nią bardzo uważnie. - Kogo widziałaś tam w klubie? - Zapytał chłopak. Nie miał zamiaru śmiać się z niej. Był tylko ciekaw.
Akurat sam Sankt Petersburg należał do najbardziej zaludnionych miast Rosji. Był też jednym z najbogatszych i najpiękniejszych. Nie na darmo określano go mianem "Wenecji północy". Miasto było zjawiskowe. Zawsze uważał, że każdy szanujący się podróżnik powinien chociaż raz w życiu odwiedzić ten "gorod". Ale jak to w każdym mieście bywało, tak i w Petersburgu można było trafić na kontrasty. Wystarczyło zboczyć gdzieś w mniejszą, mniej znaną uliczkę i człowiek mógł cofnąć się o dziesięć lat wstecz. A najlepszym tego przykładem były same przedmieścia. - I sądzę, że to nie była zbyt miła historia. - Stwierdził z powagą w głosie. Po jej zachowaniu i mowie ciała można było dojść do takiego w wniosku. Coś musiało stać się dla niej z ręki tego faceta. - Odpowiadając na twoje pytanie... - Mruknął cicho pod nosem. Udał, że nad czymś zastanawia się. - Patrząc na to, że moje mieszkanie mieści się w bloku... To raczej mieszka tam sporo ludzi. Tym bardziej kobiet. W różnym przedziale wiekowym. O ile te starsze babcie są bardzo dociekliwe, ale całkiem sympatyczne... To te młodsze mają jakąś dziwnie zakorzenioną niechęć do Rosjan. - Stwierdził, wzruszając lekko ramionami. - Ale jeżeli chodzi o samo moje mieszkanie... To nie. Nikt ze mną nie mieszka. Nie mam żadnych współlokatorów. Tudzież współlokatorek. Chociaż takowych szukam, bo stoi tam jeszcze jeden, sporej wielkości pokój. - Uśmiechnął się delikatnie. Zaczął zastanawiać się nad kolejnym pytaniem. - Masz jakiegoś współlokatora?
Według niego każdy miał takie swoje miejsce na ziemi, gdzie czuł się dobrze. Dla niego był to dom w Petersburgu. Zawsze mógł tam wrócić. Nie patrząc na sytuację. Zawsze by go tam przyjęli. - No jak widać. - Stwierdził. - Bo dla większości to jak ktoś jest z Rosji... To od razu musi być albo komunistą, albo mafia. - Zachichotał cicho. - Tak. To tutaj. - Powiedział chłopak. - Teraz tylko musimy przejść przez lokalny monitoring i będzie dobrze. Niedługo potem znaleźli się pod drzwiami mieszkanie. Chłopak wpuścił ją do środka. - Wybacz bałagan. Nie spodziewałem się nikogo dzisiaj. - Uśmiechnął się lekko zakłopotany. - Jeżeli chodzi o mnie... To ja czasami lunatykuję. Zdarza mi się przez sen chodził po mieszkaniu.
[Widzę, żeś aktywna na blogu, więc przychodzę z pytaniem, czy masz chęć na wątek. O ile Michał Cię nie zniechęca, co w sumie wcale mnie by nie zdziwiło.]
- No, mam tutaj istny burdel na kółkach. - Zaśmiał się. Zaczął pośpiesznie zbierać swoje rzeczy. Zrobił dziewczynie miejsce. Porozrzucane ubrania położył w jednym miejscu. W tym przypadku było to krzesło. Dobrze ktoś kiedyś powiedział, że goście przychodzą wtedy, kiedy mamy brudno w domu. Coś w tym było. - Wiesz... My tu mamy osiedlowe Google. - Zachichotał pod nosem. - O co byś nie zapytała pani z jedynki to dostaniesz odpowiedź. - Stwierdził. - Ale ja tam wolę w dłuższe rozmowy nie wdawać się. Bo później te starsze panie zaczynają robić się trochę natrętne. Ale ciasta pieką smaczne. Co jakiś czas zdarzało się, że któraś ze starszych pań wpadała do niego z jego ulubionym ciastem. Czyli szarlotką. No i głupio tak jakoś było wyprosić je z domu.
[To niedobrze, moje pomysły są na ogół głupie. No, średnio znośne w najlepszym wypadku. Trudno znaleźć jakąkolwiek zbieżność między Majką a Michałem, więc chyba jesteśmy zdane na jakąś przypadkową akcję. Coś w stylu: Misiek szlaja się po sklepach z ciuchami/biżuterią w poszukiwaniu prezentu dla matki. Nie jest jednak pewien, co byłoby odpowiednie, więc przełamuje się i zgaduje akurat będącą tam Majkę. Albo na odwrót, Majka potrzebuje w czymś pomocy, niekoniecznie w sklepie, i dlatego zaczepia Michała. Swoją drogą, powodzenia z kolokwiami, zaliczeniami i egzaminami.]
Jego zdaniem te wszystkie staruszkowe zachowania zależały od danego dnia. Bo czasami te babuleńki były na coś wściekłe. Drugiego zaś miłe, że hej. Sam ich nie rozumiał. Z resztą on nie rozumiał kobiet. Były dla niego za bardzo skomplikowane. Uśmiechnął się, kiedy dziewczynie nie przeszkadzał ten cały bałagan. Najwidoczniej była także bałaganiarą, tak jak on. Albo może i jeszcze większą. Uważał, że bałaganiarze są bardziej kreatywni. Spontaniczni i zjawiskowi niż poukładani ludzie. Oni wszystko musieli mieć pod linijkę ułożone. Aż wiało totalną nudą od tych porządków. Fakt, faktem do domu miał całkiem daleko. Samochodem to strasznie długa droga była. No, ale samolotem to nie było aż tak bardzo odczuwalne. Przynajmniej dla tych, którzy nie bali się podniebnych podróży. Jego takowe przyprawiały o mdłości. Każdy miał coś czego się bał. A taki samolot zawsze mógł spaść z wysokości. Tyle o tym było w telewizji. - A proszę bardzo. - Uśmiechnął się szeroko. - Możesz tutaj wpadać, kiedy tylko będziesz chciała. Tylko uprzedź mnie, bo często jestem na treningach. Albo też na meczach. I wtedy mnie nie ma. - Stwierdził. - A tak to zawsze będzie można skoczyć do której starszej sąsiadki i poprosić o jakieś ciasto. - Puścił do niej oczko.
- Późne wieczory i wczesne ranki. - Uśmiechnął się do niej delikatnie. Mogło to zabrzmieć trochę dwuznacznie... Ale nie miał niczego złego na myśli. - Trochę umiem gotować. - Powiedział. - Nie są to skomplikowane potrawy. Raczej coś, abym mógł najeść się. I nie paść gdzieś przypadkiem z głodu. - Puścił do niej oczko. - Na przykład umiem zrobić bliny ziemniaczane. Tylko, że nie lubie tarkować kartofli. Dlatego też zainwestowałem w odpowiednią maszynę. - Uśmiechnął się szeroko. - Dorzucam do tego jeszcze trochę cebuli dla smaku. Mieszam wszystko co jest podane w przepisie. Później to smażę. No, a na sam koniec dodaję jeszcze gęstej śmietany i masz jedzenia na cały dzień. - Zaśmiał się cicho. - A z zup to umiem rosół zrobić. W Rosji taki rosół jest zupą dla bogatych. - Zażartował. Ale było w tym ziarenko prawdy. Same produkty do przygotowania owej zupy sporo kosztowały. - No a tutaj mogę jeść tyle rosołu ile tylko dusza zapragnie. - Powiedział. Zaraz potem postawił przed nią herbatę. - Słodzisz? - Zapytał, podając cukier.
[Raczej nie ;/ Z ledwością coś wyskrobałam u Kosmy i jeszcze w szkole na opowiadanie wenę wymarnowałam, więc mój mózg serio nie pracuje ;) Mogą być nawet dwa, trzy zdania, potem jakoś pociągnę ;)]
Kosma także sobie posłodził herbatę. Tradycyjnie, dwie płaskie łyżeczki. Swego czasu Milinowicz nie Słodzisz ani herbaty. Ani też kawy. No, a później poznał "magię" cukru. Ale i także słodzika. Taaa... Najpierw to my tworzymy nasze przyzwyczajenia. Później przyzwyczajenia tworzą nas. - Na jabłecznik? - Zapytał, uśmiechając się chytrze. - Jak dla mnie bomba, siostro. Na takie ciasto to ja nawet w połowie treningu urwałbym się. No,z meczu raczej nie. - Zachichotał. Nie sądził, że tak łatwo znajdzie sobie w niej koleżankę. Kogoś w rodzaju sprzymierzeńca. To było miłe uczucie, kiedy człowiek wiedział, że ma kogoś z kim może porozmawiać. W głębi duszy musiał przyznać, że Maja podoba mu się. I pod względem charakteru. I jako dziewczyna.
- W Toruniu? - Zapytał, zastanawiając się przez chwilę. - To tam, gdzie robi się najlepsze pierniki? Bo jeżeli o te miasto ci chodzi to byłem tylko raz. Przejazdem, jak jechaliśmy na zgrupowanie. -Uśmiechnął się lekko. - A tak to z Polskich miast widziałem jeszcze Białystok, Kraków, Poznań, Gdańsk i Gołdap z Suwałkami. - Wymienił. - No i jeszcze trochę zagranicznych. - Dodał. Pewnie gdyby nie został piłkarzem to nawet jednej dziesiątej z tego co widział to by nie zobaczył. Tak. Podróże kształcą ludzi. Ale trzeba też na nie mieć i pieniądze. - Kiedyś może pokażę ci Sankt Petersburg. Jednak tak dobrze jest jechać latem. Zimy są srogie. Ale latem jest bardzo ciepło. I wszędzie jest zielono. Bardzo często lubiłem odwiedzać plac Dekabrystów. - Stwierdził. Szkoda mu było opuszczać rodzinne miasto. Ale co zrobisz? Jak mus, to mus. I nie ma bata.
- Do mafii? Nie... - Zaśmiał się. - Nigdy w życiu. Szkoda byłoby ciebie tam oddawać. - Nadal śmiał się. - A, owszem. Herbata z konfiturą zawsze dobra. Babcia mi taką robiła, kiedy byłem chory. Mówię ci... Nie dość, że dobre to jest, to jeszcze i pomaga. - Uśmiechnął się szeroko. - Babcia dobre konfitury robi. A co do wizy... To niestety musiałabyś wyrobić. Chyba, że jesteś z województwa warmińsko- mazurskiego to wtedy nie. - Powiedział. Poszedł za nią do swojego pokoju. - Tutaj raczej nie ma nic nadzwyczajnego. - Stwierdził. Ot, pokój jak pokój. Ściany pomalowane na biało. A na nich plakaty jego ulubionych piłkarzy. Wydawaćby mogło się, że dorosłemu facetowi to nie przystoi, ale on to miał głęboko gdzieś. Pod oknem stało szerokie łóżko. Niedaleko stolik. Kilka półek ze zdjęciami. Gdzieś indziej wisiał telewizor. No i szafa z ubraniami. Było też wyjście na balkon, ale widok nie był zbyt ciekawy. To też często zasłaniał je roletą. - No to tak wygląda moje małe królestwo. - Tutaj także panował mały bałagan. - Mam też jeszcze drugi pokój. Tam jest o wiele czyściej. - Zażartował.
- Zapewne jeszcze coś tutaj sobie dokupię. Ale na razie i czasu mi brak i motywacji, aby odwiedzić jakieś sklepy. - Stwierdził. Zaśmiał się słysząc jej słowa. - No wiesz... Moje pierwsze słowa to były: mama, tata, Maradona. - Zażartował. - Ale fakt faktem od małego interesowałem się piłką i to pozostało mi do dziś. Przystał na jej propozycję. Przyniósł jej filmy, które miał. Niektóre były z polskim, a niektóre z rosyjskim lektorem. Kosma z polskiej kinematografii chyba najbardziej lubił filmy Wojtka Smarzowskiego. - W takim razie co chcesz obejrzeć? - Zapytał. Wolał, aby to ona wybrała. - Idę poszperam w kuchni, to może znajdę jakiś popcorn, albo coś do chrupania. - Stwierdził.
- Smarzowski ma to do siebie, że w swoich filmach pokazuje dogłębnie rzeczywistość. Często zbyt drastycznie, ale to odzwierciedla życie codzienne. Dlatego lubie oglądać jego filmy. - Powiedział Kosma. Udał się do kuchni. Zaczął szukać czegoś, co można przekąsić w trakcie filmu. I znalazł! Jakaś mała, zbłąkana paczka popcornu. Do odgrzania w mikrofalówce na dodatek! Tyle wygrać. Szybko przyrządził popcorn. Niedługo potem wracał do pokoju wraz z torbą i białymi kulkami w dłoni. Uśmiechał się do dziewczyny i postawił przed nią przekąskę. - Smacznego. - Zaśmiał się cicho. - Jeżeli jest ci zimno, to mogę odkręcić trochę kaloryfer, aby ciepło napłynęło. Nawet on nie lubił. Mimo iż zimy w Rosji były piękne. Zawsze o takiej porze, kiedy było tak mroźno, to organizowane były kuligi. - Byłaś kiedyś na kuligu takim z prawdziwego zdarzenia? - Zapytał, tym samym kontynuując jej zabawę w pytania.
Michał najchętniej nie wychodziły z domu, żeby uniknąć kontaktów z ludźmi, lecz ku jego niezadowoleniu świat był skonstruowany w taki sposób, że chłopak musiał znosić obecność innych niemal na każdym kroku. Najbardziej nienawidził chodzić do sklepów – wydawało mu się, że ludzie stawali się tam jeszcze głupsi, niż byli na co dzień. Niestety, chcąc kupić matce prezent z okazji jej urodzin, nie miał wyboru. Wiedział, że najbardziej spodobałby się jej jakiś drogi podarunek, najlepiej kosmetyki z najwyższej półki albo złota biżuteria, ale jego prawie pusty portfel zmusił go do nieco tańszej opcji. Rozglądał się za jakimiś ciekawymi kolczykami w rozsądnej cenie, nie bardzo przekonany, czy trafił we właściwe miejsce, aż usłyszał pytanie – najwyraźniej kierowane do niego. Przez chwilę ignorował dziewczynę, która je zadała, mając nadzieję, że o nim zapomni, ale zrobiło mu się głupio. W końcu w pobliżu nie było nikogo innego. – Nie wiem, co powinnaś kupić. Nie mam babci – oznajmił beznamiętnie. Michał lubił szokować ludzi i wprawiać ich w zakłopotanie podobnymi wyznaniami, często po prostu kłamiąc, ale w tym wypadku jego słowa były prawdą. Nigdy nie poznał ojca, a co za nim idzie, jedna z jego babć prawdopodobnie nawet nie wiedziała o jego istnieniu. Druga zmarła w tajemniczych okolicznościach, zanim się urodził.
- Chodzi mi o taki kulig jak to przedstawiłaś. - Powiedział. Zaraz potem wziął trochę popcornu w garść. - I do tego jeszcze worki wypchane słomą. Ognisko i kiełbaski na patyku. No i jeszcze obowiązkowo grochówka na śniegu. - Uśmiechnął się szeroko. - Ah zapomniałbym jeszcze o grzańcu. - Zachichotał. Ostatnio taki kulig zorganizowali razem z kolegami i koleżankami w zeszłym roku. Świetnie bawili się. Było tyle śmiechu i zabawy. - To jak? - Zapytał. - Piszesz się na taką wycieczkę? Wizy długo chyba tutaj nie wyrabiają. Na swoją długo nie musiałem aż tak długo czekać.
[Ucięło mi końcówkę] - Z klubem to była trochę taka zawiła historia. - Uśmiechnął się blado. - Klub nie chciał mi przedłużyć umowy. Dochodził czas, kiedy rozwiązanie było blisko. I jedyna oferta w okienku transferowym dla mnie była z Legii. Jako, że nie chciałem zostać wolnym agentem to zgodziłem się.
- Nie ma sprawy. - Zaśmiał się chłopak. - Mam nadzieję, że do tej pory wam tutaj śnieg nie stopnieje. - Zachichotał. - Bo u nas w Petersburgu śnieg potrafi utrzymywać się bardzo długo. - Stwierdził. Co jakiś czas zerkał na nią. Uśmiechał się delikatnie. Było mu tak dobrze. Zaczęli oglądać film. - Jak długo już studiujesz? - Zapytał ni z tego, ni z owego. Był ciekaw jak to jest na tych studiach. Sporo z jego znajomych studiowało. Często chwalili się przed nim. A kiedy ci pytali, co robi Kosma, ten odpowiadał: "Gram w piłkę". I na początku z niego śmiali się. Jednak do czasu. Śmiali się do momentu, kiedy mówił im gdzie i za ile gra. Wtedy wszystko odmieniało się. Było to całe niedowierzanie. A wtedy on z nich mógł śmiać się.
Przez chwilę się zastanawiała. Faceci naprawdę czasem zachowywali się tak, jakby... byli co najmniej z kosmosu. Nieraz spotykała się z takimi mężczyznami, którzy przy każdej nadarzającej się okazji zdumiewali ją jeszcze bardziej. I powszechnie mówi się, że to kobiety są mistrzyniami niezdecydowania, czy niespodzianek. Skrzywiła się lekko, na samo wspomnienie swojej ostatniej randki z krytykiem filmowym, którego poznała dzięki znajomym. To była porażka. -Matematyczne równanie? -zaśmiała się krótko. -Kurde, ja też bym z chęcią je poznała. Może w jakiś dziwny sposób chociaż troszeczkę zrozumiałabym facetów. -wypiła kawę do końca. Przydałaby im się obu dobra impreza z mnóstwem znajomych, przyjaciół i mężczyzn, którzy byli jednak coś warci. Milena chciała naprawdę wierzyć, że na tym świecie istnieją jeszcze wartościowi mężczyźni, którzy myślą głową, a nie... penisem. -Co powiesz na sobotę? Wieczór w wielkim mieście? -zachęcała. Weekend zbliżał się nieuchronnie. Poza wypowiedzią Mai Milena miała prawie gotowy artykuł. Mogła więc sobie pozwolić na nieco swobody i szaleństwa. Była jeszcze jedna okazja do świętowania. -Poza tym, mam co świętować. Rezygnuję z pracy w "Lady" i przenoszę się do "Twojego Stylu". -wyznała. -Muszę jeszcze podesłać im swój artykuł i... gotowe. Prawdopodobnie patrzysz właśnie na ich nową dziennikarkę. -zaśmiała się. Dawno nie była z siebie samej tak zadowolona.
- Trzy lata... - Mruknął cicho . Pogładził się lekko dłonią po brodzie. - To całkiem sporo. - Stwierdził. - Mi zdecydowanie wystarcza póki co to, że ukończyłem liceum. - Zaśmiał się pod nosem. Wsłuchiwał się uważnie w jej słowa. Coś robiła z wnętrzami... A to ciekawe. - O, to mogłabyś mi pomóc. No wiesz... Chodzi mi o urządzenie tego mojego gniazdka. - Uśmiechnął się szeroko. Słysząc o różnych wymysłach klientów skrzywił się nieznacznie. Ludzie już chyba naprawdę nie mieli co z pieniędzmi zrobić. A na dodatek szkoda zwierząt. Nie... Kosma nie należał do żadnej organizacji broniącej zwierząt. Ani nic z tych rzeczy. Po prostu uważał, że gdzieś powinna być jakaś granica. Granica dobrego gustu i smaku. No, ale z drugiej strony... To, kto bogatemu zabroni? - U nas kiedyś wisiały jelenie rogi na ścianie. Ale te akurat znalazł kiedyś mój brat, kiedy spacerował po lesie. - Uśmiechnął się lekko.
O, jeżeli chodziło o mięso... To on bardzo lubił potrawy mięsne. Nie umiał sobie wyobrazić dnia bez jakiegoś pulpeta. Czy też kotleta. Dlatego, nie nadawał się na wegetarianina. Kiedyś ktoś nawet rzucił przy nim takie stwierdzenie, że wegetarianin to taki indianin, który je warzywa, bo nie umiał nic sobie na obiad polować. Śmiał się wtedy z tego. Ale jednak nie miał nic do takich osób. Każdy jadł to, co chciał. I jemu nic do tego. - Umowa stoi. - Uścisnął jej dłoń. Uśmiechnął się przy tym szeroko. Czując jak jej głowa opiera się o jego ramię, mimowolnie objął ją ramieniem. Ot, taki odruch. W każdej chwili mogła zdjąć jego rękę. Bo przecież nic ich nie łączyło? No, oprócz koleżeństwa. Co nie? Chociaż musiał przyznać... Maja z minuty na minutę podobała mu się coraz bardziej.
O tak, wyobraźnia. Michał uparcie twierdził, że brakowało mu wyobraźni – i rzeczywiście, w zakresie zachowań artystycznych nie miał jej prawie wcale. Z drugiej strony, wbrew własnej woli żył fantazjami. Zamykał się w świecie marzeń, na których spełnienie miał nigdy nie dostać szansy, lub chorych rojeń, których się wstydził. W każdym razie, inicjatorem pomysłów był raczej kiepskim, z czego zdawał sobie sprawę. – Raczej nic, biorąc pod uwagę moje marne oszczędności – odrzekł. Choć odpowiedź mogła zabrzmieć jak żart mający rozluźnić sytuację, Michał wypowiedział ją z pełną powagą. Zawsze starał się racjonalizować i uważał to za zaletę brakującą większości ludzi. – A tobie, mądra panno – wyraźnie, nieco ironicznie zaakcentował słowo „mądra” – radzę samej ruszyć wyobraźnią, skoro to takie proste.
Kosma uśmiechnął się, kiedy Maja nie odrzuciła jego ramienia. Było jemu wygodniej. I chyba nie tylko jemu. Jeżeli chodziło o przytulanie... Lubił od czasu do czasu robić to. O na przykład wtedy, kiedy drużyna zdobywa gola. Albo wygrywa mecz. - Ostatnio... - Zastanowił się przez chwilę. - Jakiś czas temu. Z dwa miesiące temu. Znaczy się brata dwa miesiące temu widziałem. Przyjechał do mnie w odwiedziny. - Powiedział. - A z rodzicami to też coś około tego. Ale dosyć często rozmawiamy przez telefon. Albo przez Skype'a. - W prawdzie to nie to samo co normalna rozmowa... Tak twarzą w twarz bez barier. Ale zawsze to już jest coś. - Wiesz... Lepszy rydz niż nic. - Uśmiechnął się lekko.
Maja była kolejną osobą, której pochwaliła się z nowej pracy. Dla niej był to wielki krok naprzód. Miesięcznik "Twój Styl" znajdował się w czołówce najchętniej kupowanych i najbardziej profesjonalnych czasopism w kraju. Mimo zwiększonej, miesięcznej pensji Milena mogła także współpracować z wspaniałymi dziennikarzami, stylistami, fotografami, edytorami. To wspaniała okazja dla każdego dziennikarza. Naprawdę cieszyła się, że w końcu zdecydowała się odejść z "Lady". -Dzięki wielkie. -uśmiechnęła się szeroko, jednocześnie śmiejąc się ze swojego szczęścia. Dawno nie była tak zadowolona. Urosła co najmniej z dziesięć centymetrów. -Co byś powiedziała na Club 70? Rewelacyjny klub mieszczący się w samym centrum Warszawy był jednym z najlepszych w mieście. Muzyka z lat '60, '70, '80. Trzy bary, parkiety, sala dla VIP-ów. Milena była tam tylko raz z okazji urodzin kolegi z redakcji. Ceny alkoholi, potraw nieco ją zmroziły. Miała jednak co świętować. Raz na jakiś czas mogła pozwolić sobie na szaloną zabawę w lokalu "nie z tej dekady". -Byłaś tam kiedyś? -Milena wiedziała, że Maja była dość częstym gościem wszelkich klubów w stolicy. Studentka architektury, tak samo jak Milena, lubiła po prostu się bawić. Milena miała jednak nadzieję, że zaskoczy Maję tą propozycją.
- Moja babcia jest już chyba trochę za stara na takie wynalazki jak Skype. - Zaśmiał się chłopak. - Wszak w tym roku moja babuszka będzie obchodziła osiemdziesiąte czwarte urodziny. - Uśmiechnął się delikatnie. - Ale nauczyliśmy ją razem z bratem korzystania z mobilnika. - Stwierdził. Dziadek był bardziej postępowy. Dosyć często pisywał na jakichś forach. Albo pisał maile. I szło mu to bardzo dobrze. Teraz to nawet ludzie starsi chcieli być nowocześni. Coraz częściej spotykał takich ludzi, którzy korzystali z nowinek technicznych. Dosyć fajnie to wyglądało. Przynajmniej on tak twierdził. Pamiętał jeszcze czasy, kiedy matka go przytulała, a on wyrywał się, "bo to taki obciach". Taaa... Lata nastoletniego buntu podobno u niego minęły. Ale nie do końca. Czasami, a nawet często zdarzało mu się mieć jakieś totalne odpały. - Wiesz... - Westchnął cicho. - Musiałem, aby jakoś ożywić te wnętrze. Bo ta biel to mi ze szpitalem kojarzy się. - Zaśmiał się ponownie. - Może jakiś niebieski. Albo zielony... Za bardzo nie znam się na tym... - Spojrzał na nią.
- No, mobilnik. - Zaśmiał się blondyn. - U nas tak też mówią na telefon komórkowy. - Wyjaśnił dla niej. Jeżeli chodziło zaś o kolory... To on bardzo lubił taką soczystą zieleń. Kiedyś taka była w przychodni, do której chodził. Zazwyczaj kojarzyła mu się dosyć dobrze. Być może ze względu na to, że po każdej wizycie otrzymywał od pani doktor naklejki z napisem "Dzielny pacjent". - Dla mnie bardziej chodziło o taką soczystą zieleń. - Powiedział. - Zielony to taki pozytywny kolor. Symbol nadziei i takie tam. - Uśmiechnął się do niej szeroko. - Można wiedzieć czym zajmują się twoi rodzice? - Zapytał. Co jak co, ale jeszcze żadne z nich nie przerwało gry w pytania. No, a zawsze można było czegoś ciekawego dowiedzieć się.
- Powinno ci się tam spodobać. Klimat i ogólny nastrój jak nie z tej dekady, ale powinno być ok. - wyjaśniła szybko, uśmiechając się. - Otworzyli ten klub jakiś... rok temu? Z tego co słyszałam jest jednym z najlepszych w mieście. - już na samą myśl o nocnym szaleństwie na parkiecie w towarzystwie Mai, nie mogła się doczekać. Z pewnością należał się jej taki wieczór. Kompletne oderwanie się od rzeczywistości, codziennych spraw. Otworzyła ostrożnie kruche ciastko z gorącym nadzieniem jeżynowym, który zamówiła do kawy. Delikatnie wgryzła się w jego środek. Powinna zamówić jeszcze jedną kawę. - U mnie właściwie nic nowego. Ta praca całkiem zaprzątała mi myśli. - zastanowiła się przez chwilę. - Planuję odwiedzić mamę w górach, jak znajdę jakiś wolny weekend. Jej pensjonat podobno przechodzi prawdziwe oblężenie. Każdy chce znaleźć zimę w górach. - zaśmiała się krótko. Zima w końcu nadeszła. - Chyba będę musiała jej trochę pomóc. No i w dalszym ciągu ojciec nie daje mi żyć. Wydaje mu się, że odkupi swoje winy jakimiś prezentami i zawracaniem mi dupy. - wzruszyła ramionami z niedowierzania, kręcąc lekko głową. Rozwód rodziców sprzed kilkunastu laty całkowicie załamał Milenę. Zawsze sądziła, że rodzice będą jej opoką, jej domem. Stało się całkowicie inaczej. Ojciec przeprowadził się do Warszawy, całkowicie urywając z nimi kontakt. Kilka lat temu nadzwyczajnie powrócił. To, że jej kupił samochód nie znaczyło jeszcze, że cokolwiek mu wybaczyła. - Nie ma to jak rodzic i jego miłość. - w jej głosie słychać było tylko i wyłącznie drwinę. Kto jak kto, ale Maja za takie słowa nie powinna jej krytykować.
Milczała przez chwilę, zastanawiając się. Jaki by nie był, wciąż pozostawał jej ojcem. Popełnił w życiu kilka błędów, ale przecież każdy ma do tego prawo. Ona też nie była nadzwyczajnie święta. Duma jednak nadal nie pozwalała jej z nim porozmawiać. Jeszcze nie nadszedł ten czas, w którym mogłaby swobodnie się z nim spotkać i nie czuć żadnego zażenowania. Jeszcze nie teraz. - Szkoda, że nie masz czasu. Mogłabyś pojechać ze mną. No, ale innym razem. - góry w zimie zawsze były rewelacyjnym pomysłem. A Milena z każdą kolejną sekundą była coraz bardziej przekonana, że musi wziąść wolny weekend i odwiedzić swoje rodzinne strony. Warszawa była świetnym miastem. Dostarczała wielu rozrywek no i co najważniejsze, miała tu pracę. Nic jednak nie mogło się równać z pięknymi górami. Dopiero tam człowiek mógł w pełni odpocząć. - Kulig? Świetnie! Raz w dzieciństwie byłam na czymś takim i powiem ci, że to niezła frajda. Musisz mi później opowiedzieć jak było. - uśmiechnęła się. Mai z pewnością należała się jakaś zabawa i oderwanie od wszystkiego po trudach sesji, która ją jeszcze czekała. - A z ojcem może kiedyś porozmawiam. Ale wszystko w swoim czasie. - wyjaśniła bardziej sobie, niż dziewczynie siedzącej na przeciw. Spojrzała na białą tarczę zegarka na nadgarstku. - Za niedługo będę musiała lecieć. Już skończyły mi się te leniwe dni, kiedy mogłam siedzieć w McDonald's do woli. - uśmiechnęła się lekko. Redakcja rządziła się swoimi prawami. - Ale to co? Jak coś to jesteśmy umówione do tego Clubu 70, tak?
- Burtnik? - Zapytał z zaciekawieniem w głosie. - Nie, nie wiem. Kojarzy mi się coś ze statkiem. - Stwierdził. - I z hasłem "Człowiek za burtą". - Zasmial się cicho. Slyszac o Szwajcarii uśmiechnął się delikatnie. Nigdy jeszcze nie był w tym kraju. A słyszał o nim bardzo wiele. - "Ktoś powiedział o Szwajcarii. W tym kraju chce się żyć. Szwajcaria, Szwajcaria w moich snach." -Zanucił fragment piosenki "Szwajcaria" zespołu Farben Lehre. On raczej do śpiewania nie nadawał się, ale czasami pośpiewać można. - Raczej zamierzam znaleźć jakiegoś współlokatora. Bo inaczej to przyjdzie mi ześwirować samemu w domu. - Stwierdził.
- Wiesz Majka... Chyba nawet ciebie rozumiem. - Stwierdził chłopak. - Każdy z nas ma swoje miejsce na ziemi. Takie, gdzie będzie czuł się najlepiej. - Uśmiechnął się lekko. U niego dosyć często ludzie narzekali na władzę. Na wszystko co robią. A kiedy ktoś im mówił, aby w takim razie wyjechali... Spuszczali pokornie głowy i stwierdzali, że tu jest im dobrze. - Ja też tęsknię za Sankt Petersburgiem. - Przyznał szczerze. - Często chodziłem sobie Newskim Prospektem. Wiesz... To główna ulica miasta. I często chodziłem też na plac Senacki. - Uśmiechnął się lekko. - I jeszcze chciałbym tam wrócić. Przy takich wspomnieniach docierał do niego fakt, jak bardzo czuje się tutaj obco. Tak samotnie... Może kiedyś polubi Warszawę. Kto wie.
- Wiesz, jak chcesz to możesz tutaj zostać. Ja nie mam nic przeciwko temu. Sobie rozłożę materac. Ostatnio kupiłem sobie taki, że można go napompować pompką elektroniczną. - Powiedział. Nie chciał, aby sobie poszła. Bardzo fajnie spędzili czas. Widząc, jednak że dziewczyna nie daje za wygraną, zaproponował jej, że chociaż ją odwiezie do domu. Albo zamówi taksówkę. Chociaż bardziej wolał, aby została. - Będziesz tak wracać po ciemku? Jeszcze ktoś na ciebie napadnie i co wtedy? A tak przynajmniej do rana przekimasz. O, i na śniadanie zrobię ci bliny. Takie jak u nas w Rosji się je. - Próbował jakoś ją przekonać. Naprawdę bał się o nią. Teraz tyle słyszało się o tych napadach. Aż ciarki mu przeszły po plecach.
- No to świetnie. - Powiedział ucieszony, że dziewczyna zostaje. Na pomysł ze spaniem w łóżku nie był taki pewny... Ale fakt faktem... Jutro miał trening i raczej musiał stawić się tam w pełnej gotowości. - Coś do spania. - Mruknął cicho pod nosem. - Na pewno coś znajdę dla ciebie. Jakąś koszulkę i portki do zestawu. - Zasmial się cicho. Niedługo potem zapalił światło w pokoju. Otworzył szufladę i ogarnął ją wzrokiem. W końcu jednak trafił na coś co byłoby odpowiednie dla Mai. Wyciągnął szeroką koszulkę Bon Jovi. Wręczył ją dziewczynie. - Powinna być dobra. - Stwierdził, a zaraz potem podał jej krótkie, czarne spodenki. - Łazienka jest na prawo. - Poinformował szatynkę.
Sam postanowił później ogarnąć się. Zaraz potem , kiedy ona wyjdzie. Dlatego też, gdy dziewczyna poszła do łazienki, on przygotował łóżko do spania. Sprzątnął śmieci ze stołu. Nie żeby był aż takim pedantem... Ale jednak trzeba było to zrobić. A żeby to nie okazało się, że jakaś zagubiona kulka popcornu w trakcie snu nie zaczęła przypadkiem przeszkadzać. Nie lubił tego. Zupełnie jak w tej baśni Andersena. Ale z niego żadna tam księżniczka nie była. Kiedy Maja wyszła z łazienki dla Kosmy przez myśl przeszło to, że wygląda uroczo. Szybko jednak odgonił te myśli. - Całkiem fajnie wyglądasz. - Uśmiechnął się lekko. - Jak mała dziewuszka. - Stwierdził. Zapach jego kosmetyków do kąpieli zaświdrował mu w nosie. Nie wiedział, że mają aż tak silny aromat. Być może dlatego przestał to odczuwać, bo przyzwyczaił się do tego. Wziął koszulkę dla siebie i jakieś bokserki. Zazwyczaj spał bez koszulki, ale nie chciał kusić dziewczyny. Chociaż wstydzić się nie miał czego. Dzięki ćwiczeniom na siłowni i treningom miał całkiem nienaganną sylwetkę. No i do tego jeszcze kilka tatuaży. Poszedł do łazienki. Zbyt długo mu to nie zajęło. Zrobił co miał zrobić i wrócił do Mai.
Mówiąc jej, że wygląda jak mała dziewuszka nie miał zamiaru jej obrazić. Po prostu powiedział to, co pierwsze mu przyszło na myśl. A to wcale nie było takie złe. - Możesz sobie zająć całą prawą stronę. - Stwierdził. Usmiechnalem się do niej. - Ja i tak śpię po lewej. A jeżeli chodzi o Jaśka, to mam jeszcze dla siebie jednego. Więc nie musisz martwić się. - Dodał. - Nie jesteś może głodna? - Zapytał tak na wszelki wypadek. W prawdzie zjedli całą torbę popcornu... No, ale popcorn to żadne jedzenie. Jak to mawiała jego babcia. Więc wolał zapytać, aby nie było, że pójdzie spać głodna. A w lodówce na pewno znalazłoby się coś zjadliwego. Wszak nie tak dawno robił zakupy, aby nie padł z głodu. Położył się obok niej. Jednakże nie na tyle blisko, aby naruszyć jej przestrzeni osobistej. O ile tak to można było tutaj nazwać. Musiał przyznać, że Maja strasznie mu podobała się. Kusiła go jak cholera. Starał się jednak o tym nie myśleć.
- Mam dopiero popołudniu. - Powiedział. - Na trzynastą. - Nim zdążył jej odpowiedzieć,ta już zasnęła. Pokręcił lekko głową z rozbawieniem. Co jak co, ale mieli dzisiaj ciekawy dzień. I kto by spodziewał się, że tak może zakończyć się? Chyba nikt. A on lubił nawet niespodzianki. Przynajmniej te miłe. Przez kilka minut rozmyślał jeszcze nad czymś. Ale zaraz potem ziewnął głęboko. Czas iść spać. Zanim jednak to zrobił ustawił sobie budzik w telefonie. Na dziesiątą. Pozwoli sobie trochę poleniuchować. A ze śniadaniem wyrobi się. Przecież co to za filozofia starkować kilka ziemniaków, wymieszać i usmażyć. Zasnął. Ale jak to Kosma... W nocy musiał rozłożyć się. Albo coś przytulić. Kiedy obudził się nad ranem okazało się, że razem z Mają spali w objęciach. Przez moment wpatrywał się w nią, jak śpi. Uśmiechnął się lekko pod nosem.
- Miło mi, że uważasz iż jestem bardzo wygodną poduszką. - Zaśmiał się cicho. - Jeżeli chcesz to możemy tak jeszcze trochę poleżeć. - Zaproponował jej. Skrzywił się, kiedy usłyszał budzik. Szybko wyłączył dzwoniącego natręta. Akurat w tej chwili nie był im chyba potrzebny. Mimowolnie przytulił Maję do siebie. Palcami zaczął bawić się jej kosmykami włosów. Bo akurat te zaczęły łaskotać go w klatkę. Wygladala uroczo. Bez tych wszystkich makijaży. Tak naturalnie. Zachwycał się nią. Oczywiście w myślach. Nie chciał, aby dziewczyna pomyślała sobie Bóg wie co na jego temat. Jeżeli zaś chodziło o niego samego to dosyć dawno przebywał w towarzystwie jakiejś kobiety. Ostatni raz to było może przed jego wyjazdem. Tak. Na pewno przed wylotem do Polski. Był wtedy z Niną. Jednak rozstali się. Znaczy się Nina złamała mu serce. Ale pozbierał się. I zaczął żyć od nowa. Tylko tęskni za domem. Westchnął cicho. Nie było sensu rozpamiętywać tego w tej chwili. Kiedy sobie leżał spokojnie w łóżku w towarzystwie Mai. - Na prawdęaż tak bardzo wygodny jestem? - Zapytał, uśmiechając się w jej kierunku.
- Nie... Teraz nie musimy. Trening mam dopiero o trzynastej. Możemy jeszcze trochę poleniuchować. -Uśmiechnął się szeroko w jej kierunku. Jemu też było wygodnie. Czuł się dobrze, że jest jej potrzebny. Nawet jeżeli robił jej za poduszkę. Oj, chyba ktoś tutaj zauroczył się! Na razie jednak wolał przystopować z uczuciami. Chociaż było to trudne dla niego. - Możemy tak jeszcze trochę poleżeć. - Powiedział. - Ale tak przynajmniej do jedenastej. - Uśmiechnął się ponownie. - Wiszę ci jeszcze śniadanie. Bliny ziemniaczane. - Spojrzał na nią. Pamiętał co jej obiecał. I postanowił dotrzymać tego. Nawet jeżeli gotować za bardzo nie umiał. Może tym razem kuchni nie spali. Miał nadzieję, że tym razem wyjdzie mu dobrze. Nie chciałem po raz kolejny spalić placków.
- No, dopóki będę jeszcze żył. I serce krew pompować będzie. - Powiedział pół żartem, pół serio. - No, bo jak tak kopnę w kalendarz... To wtedy będę zimny. I raczej pożytku już ze mnie nie będzie. - Mówił to raczej żartobliwie. Na razie nie miał ochoty schodzić z tego świata. Wszak uważał, że wiele jest jeszcze przed nim. Że wiele jeszcze może zobaczyć. I wiele także dokonać. - A tak to mogę robić i za kołdrę, i za koc, i za poduszkę. A nawet za prześcieradło. - Uśmiechnął się błogo. Kiedy Nina zerwała z nim usłyszał wiele przykrych słów na jego temat. Że nie dorósł, aby być w poważnym związku. Że ona potrzebuje mężczyzny, a nie chłopca. To go zabolało. Zdawał sobie sprawę, że mógł czasami zachowywać się dziecinnie. Nieco niestosownie do sytuacji. Że ciągle bawił się życiem. Ale dla niego była to o wiele lepsza perspektywa niż zamartwianie się. - Miałaś kiedyś chłopaka? - Zapytał jej tak ni z tego ni z owego. - Pytam tak z czystej ciekawości. - Dodał po krótkiej chwili.
- Miałem. W moim życiu przewinęło się kilka takich osób. - Powiedział chłopak. - Czy to była miłość? Trudno mi stwierdzić. Kiedyś eksperymentowałem nawet. Z kolegą w pierwszej klasie liceum. Na początku było nawet miło. Kilka pocałunków, miłe słówka. Ale po pewnym czasie zaczął nalegać za bardzo wiadomo na co. I tak on zerwał ze mną. Ja zaś uznałem, że wolę kobiety. Później przyszła Nina. Nina była w moim wieku. Wydawało mi się, że uda mi się stworzyć z nią coś. - Stwierdził. - Traktowałem ją jak księżniczkę. Przynajmniej tak mi wydawało się, że była tego warta. Spędzałem z nią każdą wolną chwilę. A kiedy powiedziałem jej o swoich kłopotach w klubie. Że nie chcą mi przedłużyć kontraktu to stwierdziła, że jestem jak dzieciak. Że chciała tylko zabawić się. Ze potrzebuje nie chłopca, który lubi bawić się, a mężczyzny, który zapewni jej wszystko co będzie chciała. - Spojrzał na nią. Jeszcze do niedawna był to dla niego drażliwy temat. Teraz mówił już o tym spokojnie. Było minęło. Nie ma do czego wracać.
- Owszem, to jest przykre. Ale najgorsze jest jednak to, kiedy jeden człowiek jest dla ciebie całym światem... A ty dla niego nikim. - Stwierdził blondyn. - No, ale było minęło. Ja sobie ułożyłem życie na nowo. Mam nadzieję, że ona też i nie staniemy sobie na drodze. Wtedy mogłaby złość nade mną wziąć górą... I mógłbym powiedzieć kilka bardzo bolesnych słów. A później ich żałować. A tak... Tak to nie ma czym sobie zaprzątać głowy. - Uśmiechnął się lekko w jej kierunku. - Zamiast smutać się nad nieudanymi związkamito proponuję wstać i zrobić śniadanie. - Rzekł nieco weselszym głosem. Podniósł się nieco. Do pozycji pół leżącej. Nadal bawił się kosmykami jej włosów. Sprawiało mu to jakąś nieopisaną przyjemność.
- W takim razie ja tylko coś na siebie założę. - Powiedział chłopak. W prawdzie był odziany w koszulkę i bokserki. Nie wstydził się tego. Jednak zawsze któraś z sąsiadek mogła sobie nagle do niego przyjść. I trochę głupio byłoby tak otworzyć w takim stroju. Szybko znalazł jakieś jeansowe spodnie i umknął do łazienki. Długo tam nie siedział. Tyle co się ubrać i przemyć twarz. Poszedł do kuchni i zaczął przygotowywać potrzebne rzeczy. - Jeżeli chcesz pomóc mi to roztrzep kilka jajek z mąka, pieprzem i solą. - Powiedział do dziewczyny. On zaś obrał ziemniaki. Wrzucił je do maszyny, gdzie błyskawicznie zostały starkowane. Błogosławić technologię!
- Ja akurat tą kupiłem kiedyś na rynku. Nawet nie pamiętam z jakiej okazji. - Zaśmiał się cicho. - No, ale najwidoczniej coś musiało w niej być, że kupiłem. Być może cena. Albo fakt, że nie będę musiał grzebać się z tarką. Przy takiej tarce to można sobie nieźle ręce pokaleczyć. - Stwierdził blondyn - No, a ja lubię swoje paluchy. - Zachichotał cicho. Tak samo jak lubił dobrze zjeść. A takie porządne śniadanie to była podstawa. Wziął od niej wymieszane produkty i wymieszał je tym razem z ziemniakami. W końcu otrzymał papkę. Rozgrzał oliwę na patelni. Zaczął smażyć placki. Zapach unosił się przyjemnie po pomieszczeniu. - Jak możesz to sprawdź czy w lodówce jest śmietana. - Polecił jej. Słysząc jej pytanie zastanowił się przez chwilę. - Nie wiem. Sądzę, że im szybciej tym lepiej. - Uśmiechnął się prominnie w jej kierunku. Takie poranki to on mógł mieć codziennie.
- Mi kiedyś też babcia kazała coś tarkować. Nie pamiętam tylko co to dokładnie było... No, ale mniejsza o to.- Powiedział. - I tak to owe coś zawzięcie tarkowałem, że nawet zraniłem się w paluchy. Tak wtedy beczałem... Jak bóbr. - Zachichotał. - No, ale wtedy mały byłem. Darłem się, że więcej nie będę robił tego cholerstwa na żadnej tarce. I obietnicy jako tako dotrzymałem. No bo teraz to maszyna za mnie tarkowała. - Stwierdził. W sumie chciał zacząć to wszystko jak najszybciej. Ale też chciał, aby ten cały remont trwał jak najdłużej. Nie wiedział dokładnie jak długo takie coś trwa... No, ale nadzieję zawsze można mieć. Chciał ją widywać jak najczęściej. I jak najdłużej rzecz jasna. Spojrzał na nią z pewnym błyskiem w oku. Zdjął z patelni jednego blina. Jednak w trakcie nakładania drugiego na patelnię tłuszcz strzelił mu mocno w dłoń. Odskoczył od kuchenki gazowej, klnąc coś cicho pod nosem.
Szybko włożył rękę pod zimną wodę. Tak, to było chyba dosyć dobre rozwiązanie. Ból zaczął ustawać. - Dzięki. - Powiedział, uśmiechając się do niej. Jego poczynania w kuchni tak zazwyczaj kończyły się. No, ale musiał jakoś sobie radzić. Inaczej padłby trupem z głodu. Ewentualnie jadłby dania z barów mlecznych. Tam jedzenie było dobre. I w całkiem przystępnych cenach. Ale jak długo wytrzymałaby to jego kieszeń? - No... To już moje działania w kuchni widziałaś. - Uśmiechnął się lekko. - Następnym razem pojadę do babci i nasmaży mi cały zapas blinów na rok. - Zaśmiał się. - No i ty pojedziesz ze mną. Bo kulig.
Chłopak nie znał tego sposobu. On po prostu zawsze robił wszystkie. A jak mu brakowało soli czy pieprzu to przyprawiał. - Ja zawsze doprawiam. A jak mam za dużo soli to wtedy więcej kładę śmietany. To netralizuje smak. Przynajmniej tak mi się wydaje. - Mam nadzieję, że pan Dmitrij nadal organizuje kuligi. Robi to najlepiej na świecie. Zawsze wszystko jest dopięte na ostatni guzik. - Uśmiechnął się lekko. Dla niego nie było to niczym dziwnym, że chciał przedstawić jej swoją rodzinę. On po prostu był gościnnym człowiekiem. Gościnność to chyba cecha narodowa Rosjan. Zawsze lubili Polaków. No, a w szczególności dziadkowie. Zawsze pytali przyjezdnych "A kak u was w Polszy?". - Z chęcią poznam twoją babcię. - Stwierdził, posyłając jej uśmiech.
Jeżeli chodziło o Dmitrija to zrobienie kuligu było pestką. Wystarczyło tylko dogadać się co do kwoty i terminu. No i znaleźć parę chętnych znajomych. Z tym nie powinno być problemu. - Ja to za mało przebywałem w kuchni. - Zaśmiał się. - Aby coś takiego stwierdzać. - Dodał po chwili. Jeżli zaś chodziło o niego samego... To on mógł jeść wszystko co mu na talerzu podali. No, oprócz tłustych rzeczy. Ach, i fast foodów. Bo forma i kondycja. No, ale raz na ruski rok mógł pozwolić sobie na coś z KFC. Przecież wszystko jest dla ludzi. Tylko trzeba z tego korzystać w miarę rozsądnie. Rodzice Kosmy, a w szczególności jego matka, dosyć często pytali się, kiedy on w końcu sobie kogoś znajdzie. Wszak jego starszy brat będąc w wieku Kosmy był już dwa lata po ślubie. A teraz miał roczne dziecko. Ale Kosma wolał nie śpieszyć się z tym wszystkim. Wolał poddać się działaniom losu. Bo nic na siłę. Miłość przyjdzie sama. A na dzieci miał jeszcze czasu sporo. Wolał jeszcze dojrzeć niż później żałować.
- Ale są też na świecie faceci, którzy lubią gotować. I wychodzi im to bardzo dobrze. - Powiedział blondyn. - O na przykład ten... No, Jak on się tam nazywał? Na pewno wiesz. - Kurczowo próbował sobie przypomnieć. - No tych dwóch od reklamy z Lidla. - Uśmiechnął się lekko. - Albo ten z "Piekielnej kuchni". Mama kiedyś oglądała. Pamiętam jak darł się na uczestników. Bo to jakiś program był. No, ale jemu wystarczało w zupełności to co potrafił sobie przyrządzić. Swego czasu były to tylko kanapki. Później poszedł krok dalej. Nauczył się robić zapiekanki w mikrofalówce. No, a teraz jego zakres umiejętności poszerzył się. Do tego stopnia, że umiał coś Ugotować i usmażyć. - A może chcesz zawieźć tą maszynę do swojej babci? - Zapytał tak ni z tego, ni z owego. - Ja i tak używam jej nieczęsto. Nawet można byłoby rzec, że rzadko. A twojej babci przydałaby się, skoro robi te różne rzeczy związane z tarkowaniem. - Zaproponował jej Kosma. Nie nalegał na nic. Po prostu o taki mu nagle pomysł wpadł do tej jego blond główki.
- Ja to bym nie chciał mieć na własność takiego kogoś w domu. Wiesz tego całego Gordona. Jeszcze by na mnie rozwrzeszczał się i stłamsiłby moje nędzne umiejętności kucharskie. - Zaśmiał się cicho. - Nie, dziękuję. Wystarczy mi trener na boisku. Jak on się wydrze na całą drużynę... Oj, zmarłego mógłby obudzić. - Zachichotał cicho. - A do babci mnie zabierzesz. - Wyszczerzył się Do niej. Sam nie wiedział czemu, ale chciał spędzać z nią swój wolny czas. I szukał ku temu sposobności. Będą widywać się w trakcie remontu. Może czasami na meczach. A, i jeszcze kulig został! Sporo tego było. A jakby jednak trochę mało. - Nasze wspólne śniadanie uważam za idealne. - Powiedział. Musnął ją w policzek. Bardzo mu smakowało. Ba, nawet bardziej niż te przyrzadzone przez niego samego. No, ale co dwie głowy to nie jedna.
- No chyba każda babcia ma to do siebie, że lubi dokarmiać swoich wnuków. Albo ich kolegó, jeżeli ci przychodzą do niego. - Zaśmiał się cicho. Wiedział, że niedługo będą musieli rozstać się. Mimo iż tego wcale nie chciał. No, ale on miał dzisiaj trening. Nie mógł go opuścić. A ona z pewnością też miała plan na dzisiejszy dzień. Pożegnali się dosyć szybko. Kosma przygotował się na trening. Spojrzał na ekran telefonu. Miał jeszcze pół godziny, aby dotrzeć na Łazienkowską. Zdąży. Zawsze przychodził na czas.
[Wiem. Jakieś pomysły? Ja mam taki, że może w klubie będzie jakaś uroczystość i Kosma nie będzie chciał iść tam sam. Bo wiadomo, koledzy piłkarze przyjdą ze swoimi partnerkami, a on będzie jak ten palec xD]
Tego dnia było zimno jak nie wiadomo co. I większość piłkarzy próbowała rozgrzać się. Robili dużo ćwiczeń, aby mróz nie był aż tak bardzo dokuczliwy. Jednak niewiele to zdało się. W końcu nadszedł koniec treningu. Na całe szczęście. Większość myślała, że zamarznie na tym mrozie. Brrr... Weszli do szatni, gdzie było ciepło. Od razu zrobiło się gwarno i wesoło. Zaczęły się głupie żarty i dowcipy. - Pamiętajcie chłopcy o tym balu za tydzień. - Zwrócił się do swoich podopiecznych trener. - Bardzo ważne jest uczestnictwo wasze na nim. Tak, tak. Już o tym słyszeli. Że nowy sponsor. Że trzeba zaprezentować się od najlepszej strony. I takie tam pierdoły. Kosma nie miał ochoty iść na ten bal. Wciskać się W garnitur. Mieć wszystko dopasowane na tip top. I udawać, że jest się szczęśliwym, że hej. Nie chciał iść, ale musiał. Obecność obowiązkowa. Inaczej trener będzie mu truł dupę. Nie powinien mieć takiego podejścia, ale cóż zrobić... Już nawet poszedł na ten bal, ale... Kiedy usłyszał, że jego koledzy idą razem ze swoimi dziewczynami to mu się odechciało. Bo z kim on pójdzie? Wsiadł w swój samochód, rozmyślając nad tym wszystkim. Zatrzymał się kiedy do jego głowy wpadł pewien pomysł. Przecież mógł zaprosić Maję! Wyciągnął telefon i zadzwonił do niej.
Jeżeli chodziło o niego to bywał czasami na różnych balach. Ale nie lubił ich. Ze względu na sztywność jaka panowała tam. Wszędzie uśmiechali się do ciebie. Zapewniali, że możesz na nich liczyć. A jeżeli przychodziło co do czego... Potrafili wsadzić nóż w plecy, kiedy tylko odwróciło się wzrok. Chociaż na chwilę . Było tak sztucznie. Tak dziwnie, że nawet on sam w tym gubił się. Wysiadł z samochodu, kiedy Maja odebrała telefon. Myślał, że już nie odbierze. Coś długo jej to zeszło. Słysząc jej słowa roześmiał się. - Cześć, moja ekipo remontowa. - Pozwolił sobie zażartować. - Słuchaj...Mam do ciebie pewną sprawę. - Zaczął. Zaraz jednak przeszedł do konkretów. - Za tydzień klub organizuje bal. Mają być wszyscy. I chciałem zapytać się, czy byś ze mną nie poszła? Każdy z kimś będzie, tylko ja nie mam z kim pójść. I tak pomyślałem sobie, że może dałabyś namówić się? - Zapytał, zamykając auto.
Sam wiedział, że na taki bal zaprasza się wyjątkowe osoby. Takie, które są bliskie człowiekowi. Sęk w tym, że Kosma wszystkich swoich bliskich miał hen, hen daleko. A jedyną osobą, która tutaj była mu bliska i ważna była Maja. Lubił ją i szanował. Poza tym całkiem dobrze dogadywali się. - Od razu wrobić w bal... - Zasmial się cicho. - Po prostu chcę ci pokazać się w gajerku. - Zażartował. - Nie mam z kim pójść na ten przeklęty bal. - Stwierdził. Słysząc o kupowaniu sukienek i randkach uśmiechnął się lekko. - No, raczej to randka nie będzie, ale później możemy gdzieś do jakiejś restauracji urwać się. Nie widzę zadnych przeciwwskazań. - Rzekł, a w jego głosie można było usłyszeć radośnie brzmiące głoski. - A jeżeli chodzi o sukienkę... To pójdę z tobą po nią aż nawet na sam koniec świata. Nawet jeżeli ci to będzie na rękę to ci ją podaruję. Mimo iż nie lubił takich zakupów to jednak uważał, że może być nieco zabawnie. Do tej pory kobiece zakupy kojarzyły mu się z długim łażeniem po sklepach. I chyba coś w tym było, bo każda kobieta, z którą jeździł do centrów handlowych zawsze długo szukały czegoś dla siebie. - To w takim razie kiedy i gdzie widzimy się? - Zapytał. Nie chciał tego przyznać przed nią, ale stęskił się za Mają.
Nie chciał, aby to tak zabrzmiało. Po prostu był szczery. Na szczęście Maja chyba nie obraziła się. Przynajmniej on doszedł do takiego wniosku, słysząc jej słowa. Te napawały go sporym optymizmem. Dziękował Bogu, że się zgodziła. Inaczej musiałby iść sam. I z pewnością chodziłby jak jakiś smutas. No, ale teraz na to nie zapowiadało się. - Skoro mówisz, że babcia będzie z ciebie dumna... - Zachichotał cicho. - No dobra niech ci będzie. W takim razie ja tylko zostawię rzeczy w domu i już do ciebie jadę. - Powiedział Kosma. - Do zobaczenia za chwilę. - Rozłączył się. Zrobił to co miał zrobić i pomknął do Mai.
- Dobra, w takim razie jesteśmy umówione. - jeszcze raz spojrzała na tarczę zegarka na nadgarstku. Nigdy nie lubiła się spóźniać. To jakoś nie leżało w jej naturze. Wolała być kilka minut wcześniej, niż później. Wstała, wciąż się uśmiechając. Chwyciła płaszcz i zaczęła się ubierać. Żałowała, że nie może posiedzieć z Mają jeszcze trochę. Odkąd zaczęła pracę w redakcji "Twojego Stylu" nieustannie na coś nie miała czasu. - Spotykamy się od razu na Rynku, czy mam po ciebie przyjechać? - zapięła guziki płaszcza, spoglądając na studentkę. - Chyba wezmę taksówkę, to mogę po ciebie wpaść jak chcesz. 19 ci pasuje? - chwyciła skórzaną, ogromną torebkę w której mieściła wszystkie swoje rzeczy i zarzuciła ją na ramię. Przed wyjściem do redakcji postanowiła wziąć jeszcze coś na wynos. Zapach w McDonald's był naprawdę kuszący i zachęcał wszystkich gości, by kupowali. Kupowali i jedli.
BDroga nie była długą. A Kosma lubił "wypróbowywać" swoje nowe auto. Dlatego też jeździł nim dużo. Gdzie tylko dało się. Do sklepu spożywczego, do klubu (chociaż miał blisko), do znajomych. A teraz to nawet zajechał pod mieszkanie Mai. I pojedzie z nią na zakupy. Bardzo go ta wizja cieszyła. Mógł z nią spędzić dzień, chodząc po sklepach. No i kolejny był prefekt na kolejne spotkanie. Ten pretekst nazywał się bal. Zapukał do drzwi. Nie za mocno i nie za cicho. Tak w sam raz, aby dziewczyna mogła usłyszeć Gdy tylko usłyszał, że może wejść przestąpił próg mieszkania. Widać było, że sprzątała na szybko. Znał tą metodę z własnego doświadczenia. Uśmiechnął się delikatnie w jej kierunku. - To co? - Zapytał. - Jesteś już gotowa na podbój galerii handlowych w moim towarzystwie? - Zapytał żartobliwym tonem głosu.
Jeżeli chodziło o niego to on jeszcze nie nazwał swojego samochodu. Jakoś nie miał w zwyczaju tego robić. Dla niego samochód to był samochód i koniec. Tak samo było z innymi rzeczami. Zbędnym wydawało mu się nazywanie ich imionami. Chociaż kiedyś jak był mały to nazywał zabawki. - Jeżeli to ciebie pocieszy to ja też nie lubię chodzić po galeriach. Przeraża mnie to wszystko. Ten cały ogrom i przepych. - Stwierdził. - Trafiłaś kiedyś w jakimś ogromnym centrum handlowym na galerianki? - Zapytał. - Ja raz tak. To jest okropne co te dziewczyny ze sobą robią. - Stwierdził. Słysząc jej słowa o galerii uśmiechnął się lekko. Coś w tym było. - Co u mnie ciekawego? Ogólnie to nic. Mamy cały czas treningi. Za tydzień jakiś bal zorganizowany na powitanie nowego sponsora... - Westchnął cicho.
- Mi raz. Jak byłem z kumplem na zakupach w Moskwie. - Pamiętał ten dzień jak dzisiaj. Była zima. Temperatura sporo na minusie. A oni mieli tydzień wolnego. Więc jakoś to sobie musieli wykorzystać. - Pamiętam, że wtedy poszliśmy do jednej z lepszych moskiewskich galerii. Bo niestety rozwaliły mi się buty. No, ale stare były więc miały do tego prawo. Jura poszedł gdzieś, a mnie zostawił. No i taka jedna dziewuszka przyczepiła się do mnie. - Zerknął na nią. - Trudno było jej pozbyć się. Ale się udało. Musiałem jej ładnie nakłamać, że jestem gejem. No, ale po tym to odczepiła się na Amen. - Uśmiechnął się lekko.
- A ja powiem, że bardzo chętnie z tobą siedzę czas. Bo już mam dosyć siedzenia w domu. - Stwierdził. - Czyli, że niedługo u ciebie sesja zapuka do drzwi. - Powiedział pół żartem pół serio.
Spojrzał na nią uważnie, kiedy powiedziała o tym szczęściu. Przez moment przeszło mu coś dziwnego przez myśl. Szybko to jednak odrzucił. To było trochę niedorzeczne. - W sumie to też chyba cieszę się z tego powodu. - Zaśmiał się cicho. - Ja też nie mam nic przeciwko osobom o odmiennej orientacji. Moi rodzice nauczyli mnie chyba tej całej tolerancji. - Uśmiechnął się delikatnie w jej kierunku. - To już masz sporo drogi za sobą. - Stwierdził. - Bo ile się studiuje? Pięć lat, jak się nie mylę, co nie? - Zapytał. On n studia mógł wybrać się w każdym wieku. Maturę miał zdaną. Ale teraz na razie wolał trzymać się piłki nożnej. Ale może kiedyś... Jak zakończy karierę... To czemu nie? - Powinien tutaj wieniec napis albo jakiś szyld z napisem "Witamy w piekle". Albo puszczać przy wejściu "Highway to hel" AC/DC. - Zażartował sobie cicho pod nosem.
- Tak, chyba już mi o tym wspominałaś. I chyba też dlatego wzięłaś mnie na te zakupy. - Uśmiechnął się delikatnie. Przekroczyli próg galerii. Od razu w oczy rzuciły mu się ogromne sklepowe szyldy. Muzyka przyjemnie dobiegała do ucha. Ludzie wokół chodzili z ogromnymi torbami. Ktoś rozmawiał, ktoś inny śmiał się, a jeszcze inny coś krzyczał. Nie miał nic przeciwko radosnym ludziom. Ale gdyby mogłoby być ich tutaj o połowę mniej... Byłoby wtedy świetnie. Nie byłoby wtedy takiego ścisku. Chyba musiały zacząć się jakieś wyprzedaże czy jaki czor, że tak tłumnie gnali do galerii. Albo może jakaś wycieczka przyjechała. Nie, raczej ta opcja odpadała. - Jeżeli chodzi o sukienkę... - Zaczął, zastanawiając się nad czymś. - Dobrze byłoby, gdyby nie była przesadzona. Jak co rusz widzę te dziewczyny w oczojebnych różowych sukienkach to aż niedobrze mi się robi. - Zasmial się cicho. - No i gdyby wymiary były odpowiednie. Żeby nie świecić golizną. - Powiedział pół żartem pół serio.
Jeżeli chodziło o niego to on za bardzo nie znał się na ych wszystkich sukienkach. Owszem, mógł coś doradzić. Ale kiedy kobiety zaczynały mówić mu z jakiego materiału są wykonane... Albo jaki mają rozmiar... Ohoho panowie! On po prostu leżał i kwiczał. No,ale za to mógł pomóc pod innym względem. No na przykład... Pod względem koloru albo długości. Albo jeszcze coś do tego dobrać. Jakiś dodatek czy coś. Obejrzał obie sukienki. Chyba pierwsza przypadła mu bardziej do gustu. On to w ogóle cieszył się,, że nie ma aż takich wielkich kłopotów. On w swoim garniaku to był chyba na wszystkich możliwych imprezach. Tak się chłopak przyzwyczaił do tego jednego. Tylko koszule co rusz zmieniał i spodnie. - Pierwsza wydaje mi się być lepsza. Ale ja tam ci tylko doradzam. - Uśmiechnął się lekko w jej kierunku. W tym momencie przypomniało mu się coś bardzo istotnego. No bo koszulę miał. Garnitur i krawat także. Jednak do tego zestawu brakowało bardzo istotnego elementu. Kosma nie miał butów na taką okazję. A przecież w trampkach, czy też adidasach to chyba nie wypadało iść. - Będziemy musieli zajść jeszcze do sklepu obuwniczego. - Powiedział blondyn. - Pomożesz mi wybrać odpowiednie obuwie. - Posłał do niej uśmiech.
O tak... Przymierzanie czegokolwiek zimą było katorgą. Ściągnąć najpierw tą całą warstwę ciepłych ubrań. A później znowu zakładać. Zbyt dużo czasu to człowiekowi pochłaniało. No, ale on znalazł całkiem dobry sposób, aby tego nie robić. Jego metoda była niezawodna w 99,9%. Brał ubrania na oko. No, a że później jakieś na niego nie pasowało... To już zupełnie inna bajka była. Z wielką chęcią podszedł do niej, gdy poprosiłaa go o pomoc. Wręcz tylko czekał na taki moment. Uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Podszedł do niej do przymierzalni. Wzrokiem ogarnął jej plecy. Wydawały mu się ładne. Jednak, kiedy przyłapał się, że za długo się w nie wgapia... Szybko zapiął zamek. - No, no... - Gwizdnął z podziwu. - Aż brak mi słów. Wyglądasz w tym... Jak to się u was mówi? - Udał, że nad czymś zastanawia się. Po chwili jednak dokończył. - Olśniewająco pięknie. - Uśmiechnął się szeroko. - Jeżeli chcesz to mogę ci pomóc rozpiąć sukienkę. - Zaproponował. - I pomóc zapiąć kolejną. - Dodał po chwili.
Doskonale rozumiał jej intencje. Przecież sam też chciał wypaść dobrze. Nie zrobić nikomu obciachu. No bo wiadomo... Przyjeżdża sponsor to wszyscy chcieli pokazać się od najlepszej strony. Ukazać swoją wdzięczność... Przynajmniej tak mówił im trener. No, a trenera trzeba raczej słuchać. Bo inaczej może być kiepsko. Nie wspominając już o dodatkowych kółkach za karę. - I nie będziesz miała mi za złee? - Zapytał. Wolał zapytać dla wszelkiej pewności. Bo z kobietami to nigdy nic nie wiadomo. Raz jest dobrze, a za parę minut źle. Kiedy jednak utwierdził się w przekonaniu, że może zostać, uśmiechnął się lekko pod nosem. Maja w samej bieliźnie wyglądała bardzo kusząco. Podziwiał jej piękne ciało. - W tej też wyglądasz dobrze. - Szepnął jej przyjemnie do ucha. Ot, chciał z nią trochę podroczyć się w ten sposób. Był trochę... A gdzie tam trochę! Był cholernie ciekaw jej reakcji.
- No to w tej pierwszej tak wyglądasz. - Powiedział, uśmiechając się w jej kierunku. Przyjrzał się ich odbiciu w lustrze. Musiał przyznać, że razem wyglądają bardzo ładnie. Nawet mógłby powiedzieć, że pasują do siebie. Ale chyba w porę ugryzł się w język. Co się dzieje Kosma? On sam chyba nie wiedział. Czasami zdawało mu się, że walczy z czymś. A raczej z kimś. Sam ze sobą. A ona tak bardzo mu podobała się. Często o niej myślał. Chciał z nią spędzać swój wolny czas. - Nie sądzisz, że ładnie razem wyglądamy?
- Definitywnie powinnaś wziąć tą pierwszą sukienkę. - Potwierdził dla niej blondyn. Kiwnął przy tym potakująco głową, jakby chciał mieć jeszcze większą pewność co do tego wyboru.Bo ta sukienka o wiele lepiej prezentowała się od tej, którą jeszcze niedawno przymierzała dziewczyna. O niebo lepiej. Nie chciał jej jednak do niczego zmuszać. Wybierze tą, która dla niej bardziej przypadnie do gustu. On po prostu chciał służyć dobrą radą. - Ta jest trochę za ciemna. Przynajmniej ja tak sądzę. - Stwierdził Kosma, gładząc się dłonią po podbródku. Słysząc jej odpowiedź, uśmiechnął się delikatnie pod nosem. - Nawet podobnie myślimy. - Spojrzał jej w oczy. Jej gesty strasznie go pobudzały. Bardziej odbierał jej bodźce. Aż czasami nawet bał się tego. A może Kosma bał się emocji i uczuć, które ona mu dawała? Tego także nie wykluczał. - A ja ciebie lubię aż nad to. - Zaśmiał się cicho. Kiedy objęła go, po jego ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Postanowił zaryzykować. Przyciągnął ją bliżej siebie. Wierzchem dłoni subtelnie przejechał po jej policzku. Zbliżył się do niej i złożył mały pocałunek na jej ustach. Ot, najwyżej zaraz dostanie w twarz.
On też był w sumie zadowolony, że dziewczyna tak szybko wybrała sukienkę. Przynajmniej nie będą musieli męczyć się z innymi. No i szybciej wyjdą z tego piekiełka. Znał on dziewczyny, które potrafiły biegać po centrach handlowych całymi dniami. Wcale im się to nie nudziło, aż dziwiło go to. Co w tym było takiego fajnego? Nie wiedział. Nie potrafił zrozumieć tego fenomenu. No, ale kobiety to kobiety. Mężczyźni potrafili mieć bzika na punkcie czegoś innego. No, na przykład piłki nożnej, czy też samochodów. U niego pasowało bardziej te pierwsze rozwiązanie. Bał się ukazywać uczuć. Kiedy tylko pojawiała się jakaś mała zajawka, to zaraz od razu, jakby na zawołanie przypominały mu się te nieudane związki. I dlatego chował się za maską. Nie chciał być więcej zraniony. Z resztą, jak widać, nie tylko on. Czasami myślał, że uczucia osłabiają człowieka. Ale bez nich też nie umiał żyć. Wszystko wymagało odpowiednich emocji i uczuć. Bo bez tego... Świat byłby taki zupełnie szary i nijaki. W głębi duszy cieszył się, że nie odrzuciła go. Odwzajemnił pocałunek, obejmując ją bardziej szczelnie swoim ramieniem. To było miłe uczucie. Wiedzieć, że ma się kogoś, komu na tobie zależy. On też nie myślał nad tym, aby jak najszybciej wylądować z nią w łóżku. To nie był wyścig, że im szybciej tym lepiej. Wolał ją poznać, odkryć, poznać. Nie chciał sprawić jej żadnego zawodu. Obiecał sobie, że będzie starał się dla niej. W końcu oderwali się od siebie. - Eeee... - Zająknął się nieco. Podrapał się w tył głowy. Zawsze tak robił, kiedy czuł się zakłopotany, albo nie wiedział co w danej sytuacji miał zrobić. No cóż... Każdy miał jakieś swoje odruchy. - To ten... To ja może zaczekam na zewnątrz... - Zaproponował Mai. Musiał chyba ochłonąć.
Nie, nie było mu źle. Nic z tych rzeczy. On po prostu zakłopotał się, bo chyba aż za dawno tego nie robił. Wcale tego nie żałował. Wróć. Żałował tylko tego, że to tak bardzo krótko trwało. No, ale cóż. Takie prawo natury, że wszystko co dobre szybko kończy się. Uśmiechnął się delikatnie, gdy dziewczyna podeszła do kasy. Szybko zapłaciła za sukienkę i mogli ruszyć dalej. Gdzie tym razem? A no do sklepu obuwniczego. Często kupował sobie jakieś ubrania w sklepach internetowych. Ale buty to on wolał sam przymierzu na nogę. Wszak rozmiar rozmiarowi nierówny. - Może pomóc ci z tą torbą? - Zapytałem, wskazując na torbę podbródkiem. Nie chciał wyjść na jakiegoś niewychowanego człowieka. W momencie, kiedy mieli wejść do sklepu z butami do uszu Kosmy (i z pewnością nie tylko jego) dobiegł donośny pisk. Nim się zorientował stał otoczony wianuszkiem swoich fanek, które prosiły o wspólne zdjęcia i autografy. Cierpliwie "obsłużył" wszystkie dziewoje. - Przepraszam, ale raczej nie mogłem im tego odmówić. - Zwrócił się po całym zamieszaniu jego osobą do Mai. - Chyba teraz możemy iść i w spokoju kupić buty. - Zaśmiał się cicho. Po chwili uśmiechnął się w jej kierunku. Przez myśl przeszło mu, że dobrze, że te dziewczyny nie zaczęły mu zadawać głupich pytań. Bo i takie osoby spotykał na swojej drodze.
Taka była cena za sławę. Chociaż on starał się aż tak bardzo nie afiszować się tym. Czasami zastanawiał się czy ktokolwiek zwracałby na niego jakąś uwagę, gdyby był takim zwykłym chłopakiem. Takim, który gra w trzecioligowcu, a dorabia w warsztacie samochodowym. Szczerze w to wątpił. No, ale był rozpoznawalny. Czasami nawet to przydało się. W jakich przypadkach? A no na przykład w takich, kiedy przekroczył dozwoloną prędkość na drodze i policja go zatrzymuje. Wtedy wystarczy, że da autograf i przyjmie pouczenie i sru... Pojechał dalej. Już mieli wejść do tego sklepu. Już niemalże witali się z gąską w ogródku, jak to pisał Mickiewicz, kiedy ponownie ktoś ich zaczepił. A raczej jego. Wysłuchał uważnie dziewczyny. Zamurowało go to wszystko. Waliła prosto z mostu. - Przykro mi, ale niestety nie mogę dać ci mojego numeru telefonu. - Powiedział. - A co do mediów... Media albo kłamią, albo nie są na czasie. - Uśmiechnął się do niej pokrzepiająco. Nie chciał zrobić tej dziewczynie przykrości, ale nie wydawała mu się ona odpowiednim towarzystwem. Wrócił do Mai, ciesząc się jej towarzystwem.
Jeżeli chodzi o pierwsze spotkanie z Mają... Tak, tak te na stadionie. To Maja była urocza. A ta dziewczyna, która przed chwilą ich opuściła była raczej namolna. A poza tym to Maja miała w sobie to coś, co od razu go do niej przyciągnęło. To chyba nawet tak ładnie nazywało się... Jak to było? Ach, tak... Maja po prostu miała urok osobisty, którym wręcz emanowała dookoła. - Wiesz... Nawet jakoś nad tym nie ubolewam. - Stwierdził chłopak. - Jeżeli nie ona, to ktoś inny kupi bilet. A z mediami to sobie jakoś poradzę. - Puścił do niej oczko. Nie z takimi rzeczami już sobie w życiu radził. Więc da radę i z tym. - Garnitur? - Zapytał. - Mam standardowy. Jeden do wszystkiego. Mój ulubiony czarny. - Uśmiechnął się szeroko. Ktoś mógłby powiedzieć, że Kosma powinien mieć conajmniej takich z kilka, ale żaden nie nosił mu się tak dobrze jak ten. - No i do tego jeszcze biała koszula i krawat. Może jakieś spinki do tego dokupić... - Zastanowił się przez chwilę. Rozejrzał się dookoła. Może jakieś buty wpadną mu w oko. Oby, bo chciał już opuścić te miejsce. - Co powiesz na te? - Zapytał, pokazując jej kierpce. Żartował oczywiście, ale te były pierwsze, które w szczególności przykuły jego uwagę. - Najnowszy szyk. Najnowszy krzyk mody. Prosto z wybiegu od Diora. - Nadal żartował, śmiejąc się cicho.
- Wiesz... Pomarzyć dobra rzecz. - Zaśmiał się cicho. - Ostatnio Furman załamał się, kiedy znalazł te fanowskie opowiadania o sobie. Fanfiction czy jakoś tak to się nazywa. Ale żeśmy mieli z niego w szatni polewkę. - Zachichotał. O nim jeszcze nikt nie pisał. Na całe szczęście. Bo chyba zalałby się łzami ze śmiechu, czytając te wypociny. No, ale najbardziej śmieszyło go to w jaki sposób te bohaterki ich idealizowały. Człowiek się czegoś takiego naczyta, a później masz babo placek! - Sądzę, że mogłaby wytrzymać. O ile będziesz o nią dbała. No i nie wpuścisz do szafy moli. - Uśmiechnął się szeroko w jej kierunku. - No bo wtedy to będzie po sukience. - Dodał po chwili. - Marc Jacobs? - Zapytał. - Ja tam wolę kolekcję klapków... - Wziął klapki. - ... Kubota. Są ponadczasowe. Do tego jeszcze w promocji mogę pani zaproponować białe skarpety. - Powiedział niczym ten gość z telezakupów Mango.
- Raczej drugich Dostojewskich to z nich nie będzie. - Stwierdził, żartując przy tym. Lubił czytaj książki Dostojewskiego. A w szczególności "Zbrodnię i karę". Tą książkę akurat przeczytał jeszcze w liceum. Jako lekturę. I wbrewpozorom, że lektury muszą być długie i nudne... To ta mu zleciała w try miga. Rozejrzał się wokół siebie. Rzeczywiście ludzie dosyć dziwnie na nich patrzyli się. Jednak on nie zwracał na to uwagi. Lubił żartować i wygłupiać się. Oczywiście, o ile był ku temu czas i miejsce. Bo zawsze istniała jakaś granica, której nie należało przekraczać. Spojrzał na buty. Wyglądały całkiem dobrze. Usiadł na stołku i zaczął go Przymierzać. - Maja weź sprawdź czy nie ma większego rozmiaru. - Powiedział. - Te są na mnie za małe. I na dodatek uwierają w kostki. - Stwierdził, ściągając je ze stóp.
Oj tam od razu wybredny. Po prostu rozmiar był za mały . No i w kostki go nieco uwierały. Przecież nie chciał pokaleczyć sobie stóp. Później by tylko jęczał. Że go boli, albo piecze. Albo dwa na raz. Po co miał więc mieć kłopoty z tego tytułu? Przecież wystarczy, że weźmie drugie. Nieco większe o rozmiarze 43. Wziął buty, które podała mu teraz Maja. Założył je na nogi. Czuł się w nich o niebo lepiej. - Są dobre i na dodatek wygodne. - Uśmiechnął się szeroko w jej kierunku. - Biorę je. - Powiedział zdecydowanym tonem głosu. Nie było nad czym się rozdrabniać. - To teraz,jak już mamy wszystko zrobione to może pójdziemy gdzieś na obiad? - Zapytał. - Kiszki mi marsza grają. - Zaśmiał się cicho. - Co ty na to? - Zerknął na nią uważnie.
- W sumie to nie jest aż taki głupi pomysł. - Uśmiechnął się do niej. - Przynajmniej będę miał pewność, że żadne rozhisteryzowane fanki mnie nie napadną. Na przykład wtedy, kiedy będę coś przełykał. Co jak co, ale w takich przypadkach zawsze mogło dojść do zakrztuszenia. Ewentualnie omdlenia przez którąś z dziewcząt, która to za bardzo zachwyciła się jak Kosma przełyka dajmy na to jakiegoś mielonego. Aż uśmiechnął się myśląc o tym. Chociaż to nie było, aż takie śmieszne. - Do mnie brat ma kiedyś wpaść z wizytą. - Zaśmiał się cicho. - Więc pewnie też przyjedzie obładowany maminym jedzeniem. - Powiedział pół żartem pół serio.
- Od razu człowiek lepiej czuje się. - Stwierdził, posyłając jej uśmiech. - Przynajmniej nie ma już tego ścisku. I w nosie aż tak bardzo nie kręci od wymieszanych zapachów. - Dodał po krótkim chwili zastanowienia. On dosyć często kłócił się ze swoim starszym bratem. Jednak to były małe sprzeczki. Jak u większości rodzeństw. Nigdy jeszcze tak nie pokłócił się z nim, aby przestali do siebie odzywac się. Dosyć szybko dochodzili do porozumienia i pojednania. Jeżeli chodziło o rodziców to z nimi utrzymywał dobre kontakty. Z ojcem pokłócił się bardzo poważnie tylko dwa razy. Raz poszło o to, że Kosma chciał rzucić szkołę. Ale tego jednak nie zrobił. A drugi raz o dziewczynę. Dla ojca eks Kosmy nie wyglądała na osobę, której można byłoby zaufać. I miał rację. Czując, jak Maja chwyciła go za dłoń, zrobiło mu się tak jakoś miło i ciepło na duszy. Nie wyrwał ręki, tylko jeszcze mocniej ją ujął. I nie miał zamiaru wypuścić.
On w okresie swojego buntu myślał, że może wiele. Bo jest młody i zdolny. Przynajmniej tak mówili ci, którzy widzieli Kosmę i jego poczynania z piłką. I on w to wierzył. Aż nawet za bardzo. Ale ojciec szybko go sprowadził na ziemię. Wystarczyła ostra wymiana zdań i zakaz chodzenia na treningi. Wtedy też zdał sobie sprawę, że w razie czego to musi mieć jakąś alternatywę. W razie, gdyby z piłką coś nie wyszło to zawsze mógł pójść na jakieś studia. Bo maturę miał zdaną. - Może kiedyś powtórzymy takie zakupy. - Zaśmiał się cicho. - Przynajmniej było z czego pośmiać się. - Stwierdził. Tak, było bardzo fajnie. I mimo iż nie lubił centrów handlowych, to musiał stwierdzić, że ten wypad akurat im udał się.
Fakt faktem Maja miała rację. No, ale raz na ruski rok można było udać się na takie zakupy. W takim towarzystwie to nawet nudzić się człowiek nie będzie. - Misza zapowiadał coś, że za jakiś tydzień, albo dwa wpadnie z wizytą. Tylko chciałby jeszcze zabrać ze sobą Jurija. Jurij to nasz kuzyn ze ciotki ze strony mamy. Ale bardzo dobrze z nim dogaduję si, mimo iż jest ode mnie młodszy o całe pięćlat. - Stwierdził. Ściągnął z jednej ręki swoją rękawiczkę i podał ją Mai. Jedną dłoń miał schowaną w rękawicy, a drugą mógł przecież schować do kieszeni. - A ty masz rodzeństwo? - Zapytał z zaciekawieniem w głosie.
- Oj będzie zabawa, będzie się działo. - Zacytował wers refrenu jakiejś piosenki. "Jakiejś", bo tytułu nie kojarzył. Z resztą nie miał głowy do nazw. Często ludzie rzucali mu tytuły, a on biedny nie wiedział co to jest za piosnka. Dopiero, kiedy ktoś mu zanucił to zaczynał kojarzyć. - Chyba musiała ci nieźle zaleźć za skórę. - Stwierdził. - Niezbyt chętnie opowiadasz o niej. I o rodzicach. - Dodał po krótkiej chwili. - Jakbyś nie chciała, aby coś ujrzało światła dziennego. Spojrzał na nią uważnie. To dawało się zauważyć. Ale nie nalegał, aby mu powiedziała. Jeżeli będzie chciała to sama to zrobi. Szybko jednak zmienił temat. -A co dobrego masz na obiad? - Zapytał, szczerząc zęby. Był głodny jak wilk. Nawet żołądek, a raczej Kiszki zaczęły głośniej "przygrywać" marsza. - Dzisiaj mogę sobie pozwolić na trochę bardziej kaloryczne jedzonko. Po takich przygodach to jest nawet wskazane. - Zachichotał radośnie.
[Witam. Przepraszam że tak długo nie odpisywalam ale nie miałam jak. Teraz to przynajmmiej telefon odzyskalam. Jeśli chodzi o nasz wątek to pomysł z koncertem jest nadal aktualny i myślę że można zrobić tak że zaczniemy od rozmowy telefonicznej. Co ty na to?]
Spojrzał na nią bardzo uważnie, kiedy zaczęła mówić. Już na początku dawała odczuć, że coś jest nie w porządku. Jednak to co usłyszał przekraczało wszelkie granice. Te moralne, etyczne, wychowawcze i wszystkie inne, jakie tylko istniały na świecie. Nie mógł pojąć, jak ten facet mógł dla niej coś takiego okropnego zrobić. Na pewno musiała cierpieć. Nie mógł sobie tego wyobrazić. W głowie mu się nie mieściło to. Mimowolnie objął ją ramieniem. Wiedział, że teraz raczej jej juz nie pomoże. Ale chciał być dla niej wsparciem. - Nikt więcej ciebie nie skrzywdzi. - Powiedział. - Bo inaczej będzie miał na pieńku ze mną. A ja jak coś obiecam to nie odpuszczę. - Zerknął na Maję. Teraz rozumiał dlaczego tak niechętnie o tym mówiła. To znaczy o swojej rodzinie. Sam gdyby taką miał to pewnie uciekłby tam gdzie pieprz rośnie. Albo tam, gdzie raki zimują. - Brzmi pysznie. - Powiedział, uśmiechając się na myśl o dobrym jedzeniu.
- Nie. - Odpowiedział. - Nie nawie się w księcia. - Uśmiechnął się delikatnie. - Ja po prostu nie znoszę, kiedy moim najbliższym i przyjaciołom dzieje się krzywda. - Powiedział. - Mam chyba w sobie spore pierwiastki altruizmu. - Zachichotał cicho. Lubił pomagać nie tylko ludziom z jego otoczenia. Często też pomagał tym, których nawet nie znał. Ale musiał się też tego nauczyć. Przez pewien czas miał syndrom młodszego dziecka. Bo jako najmłodszy był tym, który zbierał wszystkie "ahy" i "ohy". A później miał (jak to zwykle w takich przypadkach bywa) twarde lądowanie na ziemi. - Chyba powinienem częściej ciebie przytulać. - Zaśmiał się serdecznie. Lubił kiedy go całowała. To było dla niego czymś niesamowitym. Z jednej strony czymś tak bardzo zwykłym. A z drugiej czymś wyjątkowym. Wszedł za nią do mieszkania. Ściągnął swoją kurtkę, którą powiesił na wieszaku. - Oj, lepiej uważaj na te słowa, bo mogę wziąć je na bardzo, bardzo serio. - Zażartował.
Jeżeli chodziło o niego to Kosma nie miał nic przeciwko, gdy go ktoś przytulał. Lubił to uczucie. Oczywiście o ile to nie były napalone fank, które na jedno skinienie palcem wskakują do łóżka. Kosma jakoś nigdy czegoś takiego nie praktykował. Dużo jednak o tym słyszał. Na przykład od kolegów. Jemu to nie było do szczęścia potrzebne. Miał inne nieco priorytety. O na przykład takie, że zamiast tłumu fane, to on wolał przytulać Maję. No i otrzymywać od niej całusy. To było fajne. - Dla mnie to jest obojętne. - Odpowiedzialem. - Raczej z natury jestem wszystkożercą. I raczej wezmę to co mi zaserwujesz. Byle by to tylko za tłuste nie było. - Zastrzegł, śmiejąc się. Nie lubił tłustego mięsa. Zawsze wybierał co większe tłuścinki. No, ale każdy miał jakieś swoje przyzwyczajenia.
[ Witam :) Krótko, zwięźle i na temat. No i prawidłowo. Masz ochotę na wątek? Z chęcią bym zaczęła, ale pomysłów jakoś mi brak.
OdpowiedzUsuńŻyczę miłej zabawy na blogu! :) ]
Milena
[cześć i czołem. Imię i nazwisko Twojej postaci wygląda mi dość znajomo...
OdpowiedzUsuńNo nic, zapraszam do jakiegoś wątku, jak masz ochotę.]
Kaczmarek.
[ Właściwie to, ok. Super. Tylko nie wiem, jak Ci pasuje. Znają się już jakiś czas i wtedy coś kombinujemy, czy zaczynamy od zera? :) ]
OdpowiedzUsuńMilena
[łojejujeju, powiem Ci, że ostatnio nawet się zastanawiałam, gdzie zniknęłaś. C:
OdpowiedzUsuńMoże coś sąsiedzkiego? Można uznać, że mieszkają w jednym bloku/kamienicy, a Łukasz to sierota i mógł zapomnieć kluczy. A Maja mogłaby się nad nim zlitować. Czy coś.]
Kaczmarek.
[Jaki minimalizm w karcie xD Ale witam i o wątek pytam.]
OdpowiedzUsuńKilka tygodni temu Milena postawiła sobie jasny cel - napisać dobry artykuł. Owszem, była fotografem. I głównie tym zajmowała się w redakcji. Naczelny jednak widząc jej smykałkę do języka polskiego, postanowił poszerzyć zakres jej obowiązków. Pisała nekrologi i felietony na nic nie znaczące tematy, których praktycznie nikt nie czytał. Nie przeszkadzało jej to. Najważniejsze, że mogła pisać i co najlepsze - dzięki temu więcej zarabiać. Nie mogła jednak pozbyć się dziwnej plakietki, którą naczelny nakleił jej na plecach w pierwszym dniu jej pracy. Dziewczyna od zdjęć. I nic poza tym. Poważny artkuł zmieniłby nieco jej pozycję w redakcji. O czym mogła pisać? Tylko i wyłącznie o mężczyznach. O seksie. Bo w dzisiejszych czasach liczy się tylko to.
OdpowiedzUsuńSiedziała wczesnym popołudniem w McDonalds, jedząc Big Maca. To był jej pierwszy posiłek tego dnia. Czekała na Maję - dziewczynę, którą poznała kilka tygodni po tym, jak ta przeprowadziła się do stolicy. Po kilku minutach zauważyła znajomą sylwetkę. Pomachała dziewczynie, uśmiechając się szeroko.
-Cześć, co słychać? -rzuciła na przywitanie, przyglądając się uważnie dziewczynie. Czekała, aż ta usiądzie na przeciwko niej. -Co wiesz o seksie i mężczyznach? -zapytała wprost, nie powstrzymując uśmiechu. Musiała zrobić dobry research zanim przystąpi poważnie do pisania. Na potwierdzenie powagi swojego pytania otworzyła terminarz i wzięła do ręki długopis. Ktoś mógłby pomyśleć, że jest policjantką, która przysłuchuje oskarżoną. Wybrała tylko na to złe miejsce. No i policjanci się nie uśmiechają, prawda?
Milena
[ Mam nadzieję, że nie przesadziłam :) ]
[Jestem leniem, mam 100 odpisów do napisania i półrocze z chemii do zaliczenia. A i gram ci na emocjach, żebyś zaczęła. C:]
OdpowiedzUsuńKaczmarek.
[To co robimy z nimi?]
OdpowiedzUsuń[Faktycznie. Nie zauważyłam komentarza i to dlatego. Ale pomysł na wątek podoba mi się, i nie mam jeszcze takiego. Zaczęłabyś coś, bo mam jeszcze kilka odpisów zrobić dla innych osób.]
OdpowiedzUsuńMecz zakończył się wygraną Legionistów. W prawdzie wojskowi strzelili tylko jedną bramkę, ale to wystarczyło, aby pokonać przeciwnika. A Kosma zaliczył ładną asystę, podając do Furmana.
OdpowiedzUsuńWszyscy cieszyli się. I piłkarze byli zadowoleni, i trener, a przede wszystkim kibice.
Po zakończonym spotkaniu podziękowali za doping, kłaniając się w stronę kibiców na trybunach. Niedługo potem mieli wracać do szatni. Ale przed tym to pozostali jeszcze na chwilę, aby porozdawać autografy, czy też aby porobić z fanami zdjęcia.
Mimo iż początki w klubie były dla niego dosyć trudne, to jednak teraz czuł się jakąś częścią tej wielkiej familii. I kibice go nawet polubili, chociaż zdarzali się także i tacy, którzy rzucali nieprzyzwoite hasła w jego kierunku. No, ale jak zaczął przynosić pożytek klubowi, to tamci zmienili do niego nastawienie. Na całe szczęście. Zdziwił się, widząc dziewczynę, która stała przed nim. Nie powinno jej tutaj być. Nie żeby miał coś przeciek niej, ale wiadomo... Ochrona, bezpieczeństwo i takie tam duperele.
Wziął od niej koszulkę i pisak .
- Jak nazywa się koleżanka? - Zapytał, uśmiechając się do niej. Mimo, iż był nieco zmęczony, to jednak nie potrafił jej odmówić. Bo fanom nie odmawia się przecież. A tym bardziej takim ładnym fankom.
[Jasne, w porządku :) Mogły się poznać na jakiejś domówce, hmm... albo Maja mogłaby coś kręcić niegdyś z bratem Berni, a że rodzentwo mieszka razem, to mogły się poznać. A Ty może masz jakiś lepszy pomysł? :)]
OdpowiedzUsuńBerni
[W takim razie odpada, bo widze Wojtka jako takiego mega porządnego chlopaka, wiec niezbyt pasuje cos takiego. Hmm, w takim razie...gdzie Maja studiuje?]
OdpowiedzUsuńBerni
-Robię mały research. Jak wiesz związki to nie moja bajka, a tylko to się sprzedaje w gazecie. Związki, faceci i seks. -wyjaśniła krótko, jednocześnie zastanawiając się, czy powinna jeszcze zamówić czegoś do jedzenia. Cheeseburgery dziewczyny pachniały niesamowicie. Rozejrzała się dookoła, przyglądając się klientom restauracji. Gdyby koło nich siedziała grupka dwunastolatków, z pewnością ściszyłaby głos. Małolaty powinni uczyć się matematyki, a nie podsłuchiwać rozmów o seksie. Zauważyła jednak tylko samotnie siedzącego mężczyznę i matkę z dwójką dzieci. Mały ruch jak na wczesne popołudnie.
OdpowiedzUsuń-Muszę w końcu coś napisać i zmusić naczelnego, żeby to wydrukował. Tak więc... Facet twoich marzeń? No i czy w dzisiejszym świecie, tacy mężczyźni "jak z bajki" w ogóle istnieją? -dopytywała się. Po chwili stwierdziła, że trochę przesadziła. 21-latka studiująca architekturę może owszem była doświadczona w tych sprawach, jednak Milena nie miała prawa tak ostentacyjnie ją o to pytać. Nie każdy decydował się na to, by opowiedzieć o swoim życiu miłosnym, intymnym nawet przyjaciółce. Maja była jednak tak swobodną i gadatliwą dziewczyną, że Milena miała nadzieję, że pomoże jej trochę w pisaniu.
-Ale może zanim mi odpowiesz, to powiedz co u ciebie. -dodała szybko, zanim dziewczyna zdążyła odpowiedzieć. Gdzie jej maniery! Nie widziały się jakiś czas. Była zwyczajnie ciekawa co nowego słychać u studentki.
Milena
[W porządku, mogłabyś zacząć? :)]
OdpowiedzUsuńBerni
- Monika... - Mruknął cicho pod nosem. - To bardzo ładne imię. - Stwierdził. Na wzmiankę o fan clubie uśmiechnął się nieznacznie.
OdpowiedzUsuńW Rosji miał sporo fan clubów, które były poświęcone jego osobie. Najwięcej jednak z tych wszystkich były samego Sankt Petersburga. Z jego rodzinnego miasta.
- Po kilkumiesięcznym pobycie w Polsce, skłamałbym, mówiąc, że Polki nie są ładne. - Uśmiechnął się delikatnie. - Wiesz co... -Powiedział, zastanawiając się przez chwilę. - Mam zupełnie inny pomysł. - Jego uśmiech poszerzył się. - Wrócisz do niej bez tej koszulki. - Wskazał na t- shir, który trzymał w dłoni. - Powiesz, że niestety nikt ciebie nie wpuścił. - Zerknął na dziewczynę. Po chwili jednak wyjawił dalszą część planu. - A ja około dziewiętnastej zjawię się w Piekiełku. Wiesz... Zrobimy jej taką niespodziankę. - Miał nadzieję, że dziewczyna wie o co jemu chodzi.
Dla niego takie coś byłoby naprawdę wielką niespodzianką. I na dodatek bardzo miłą. - Mam także prośbę. Bądź tam razem z nią.
Blondyn jeszcze przez chwilę obserwował ją uważnie. Widział, jak podeszła do ochroniarza i zaczęła pogawędkę. Słyszał nawet jej strzępek.
OdpowiedzUsuńDotknął się dłonią w policzek. W miejsce, gdzie pocałowała go dziewczyna. Był trochę zaskoczony jej zachowaniem. Spotykał wielu swoich fanatyków, ale z całusem do czynienia miał chyba po raz pierwszy.
Odwrócił się i skierował swoje kroki w stronę szatni. Było tam gwarno i wesoło. Chłopaki żartowali i byli w wyśmienitych nastrojach.
Schylił się, widząc, że coś leci w jego stronę.
- Skarpetą Furman? Skarpetą?- Zapytał żartobliwie kolegi.
- I jak tam flirty z piękną fanką? - Zapytał chłopak.
- Od razu tam flirty... - Próbował bronić się.
- Widziałem, jak dawała ci buziaka w policzek. Kosma Szczęściarz. Też bym tak chciał.
- Kosma Szczęściarz- Flirciarz. - Rzucił Kuba Kosecki. Milinowicz pokręcił jedynie z głową z politowaniem.
Chłopak przez chwilę zastanawiał się czy dziewczyna wyszła bez szwanku ze spotkania z ochroniarzem. Był jednak dobrej myśli. Była ona całkiem sympatyczną, wygadaną, odważną i otwartą osóbką. Na pewno udało się dla niej.
OdpowiedzUsuńW szatni wziął szybki prysznic i przebrał się w codzienne ubrania. To jest w koszulkę z jakimś nadrukiem i spodnie jeansowe. Czyli w to w czym było mu najwygodniej. Na plecy założył ciepłą kurtkę.
Opuścił szatnię, uprzednio żegnając się z kolegami. Wsiadł w samochód i odjechał. W domu był dosyć szybko.
Zaczął zastanawiać się nad tym w czym mógłby pójść do klubu. Przecież tak jak jest teraz to na pewno nie pójdzie. Torbę z brudnymi rzeczami położył w łazience i wstawił pranie.
Stanął przed szafą. W myślach zaśmiał się, że zaczyna zachowywać się jak baba. Bo tylko one mają takie banalne problemy.
Wydobył z wieszaków całkiem fajną, czystą i niewygniecioną czarną koszulkę. Ze spodniami nie miał problemów.
Kiedy zbliżała się godzina, o której obiecał być w Piekiełku, wziął mazak i napisał (całkiem ładnie jak na niego) dedykację dla Moniki. Przez moment nawet mu nie przyszedł do głowy pomysł, aby wystawić te dwie dziewczyny. Jak obiecał, że będzie, to i tak miało być.
Gdy był już na miejscu ujrzał koleżankę ryzykantkę. Uśmiechnął się w jej kierunku. Podszedł do niej.
- I jak tam? - Zapytał wesoło. Jakoś nie widział, aby ktoś jeszcze z jej towarzystwa był.
Siedziała na jednym z krzesełek barowych przy blacie kuchennym wśród grupki ogarniętych w miarę ludzi, którzy jeszcze byli zupełnie trzeźwi. Sama popijała wolniutko piwo z puszki- elegancko- rozkoszując się gorzkim smakiem, który niemiłosiernie rozpalał jej usta nie wiedzieć czemu.
OdpowiedzUsuńCześć ludzi znała, choć kojarzyła. Bez wątpienia jednak była tu najbarwniejszą postacią zważywszy na kolor włosów oraz nietypowy ubiór- lubiła być inna, od zawsze.
Odwróciła się gwałtownie słysząc znajomy głos. Ujrzała Maję, która była jedną z tych osób, które jedynie kojarzyła z jakiś domówek- kiedyś może zamieniły kilka zdań, tyle.
-A dzięki, jest w porządku. Jak na razie to musimy się rozkręcić co do zabawy.- zaśmiała się- Spodziewałam się tutaj Ciebie.
Berni
A więc z tego co zdążył wywnioskować to wbił się na jakąś urodzinową. "Dla mnie bomba siostro." - Przeszło mu przez myśl. Zawsze miał to jakieś dziwne szczęście, że był zaproszony na różne imprezy.
OdpowiedzUsuń- Mam nadzieję, że solenizantka nie padnie na zawał, kiedy usłyszy mój fałsz w tej waszej urodzinowej piosence... Jak to było? A w "Sto lat". - Powiedział żartobliwie. O ile granie w piłkę nożną wychodziło mu bardzo dobrze, tak śpiewanie wolał zostawić dla tych co znają się na tym lepiej od niego.
- Nie. Nie jestem z Polski. Chociaż moi dziadkowie i matka są Polakami. Mój ojciec i drudzy dziadkowie są z Rosji. Jestem w połowie Polakiem, a w drugiej Rosjaninem. A ogólnie to do tej pory, zanim przeprowadziłem się do Warszawy to wychowywałem się w Sankt Petersburgu i w tamtejszym Zenicie stawiałem swoje pierwsze piłkarskie kroki. Jeżeli tak to można nazwać. No, ale może na trochę odstąpmy od tematu o piłce. Mimo iż to moja pasj, to jednak czasami człowiek chce pogadac o czymś innym. - Stwierdził. - Zatańczysz? - Zapytał.
Kosma lubił spędzać kreatywnie czas ze znajomymi. Ogólnie to lubił poznawać nowych ludzi. Ciągnęło go do nich jak ćmę do światła.
OdpowiedzUsuń- W sumie dla mnie to obojętne czy karaoke jest czy też go nie ma. Bo ja akurat nigdy nie śpiewam. Wolę słuchać jak inni śpiewają. - Uśmiechnął się do niej.
Wyszli na parkiet. Z głośników szła całkiem fajna piosenka. Kosma jakoś nie miał swojego ulubionego gatunku muzyki. Słuchał wszystkiego po trochu. Znał też sporo polskich piosenek, bo jego mama często słuchała zespołów z Polski. I całkiem fajnie grali.
Zaczęli wywijać na parkiecie. Dla Kosmy szło to całkiem dobrze. Dlatego, że jeszcze, gdy mieszkał w Petersburgu to często chodził z kolegami i koleżankami do klubów. Brakowało mu tego teraz bardzo.
Często zastanawiał się, jak wyglądałoby jego życie, gdyby był takim zwykłym Kosmą, a nie gwiazdą reprezentacji Rosji.
- Całkiem dobrze tańczysz. - Szepnął jej do ucha. Kątem oka dostrzegł, jak niektóre dziewczyny zerkały na niego i na Maję z nieukrywaną zazdrością.
- Maja... Ta impreza jest zamknięta, czy taki istny "Project X"? - Zapytał żartobliwie.
Lubił żartować. A na dodatek miał całkiem doborowe towarzystwo. No bo z Mają całkiem miło mu rozmawiało się. I całkiem dobrze spędzał czas.
Taka opcja spędzenia wieczoru wygladala o niebo lepiej niż snucie się po pustym mieszkaniu. Powinien znaleźć sobie jakiegoś współlokatora. Ewentualnie współlokatorkę, bo inaczej zeświruje. Opcja przygarnięcia zwierzątka odpadła. Za dużo czasu nie było go w domu.
- To całkiem ciekawy pomysł z tymi dodatkowymi znajomymi. - Zachichotał cicho. - Zawsze można to poznać kogoś interesującego. - Dodał po chwili.
UsuńRozejrzał się dookoła. Ludzi przybywało coraz więcej. Trochę było ścisku, ale dla niego to nie przeszkadzało.
- Nie przejmuj się nimi. - Odpowiedział. - Pogapią, pogapią i przestaną. - Posłał w jej stronę ciepły uśmiech. Kiedy dziewczyna zrobiła ten zawiły ruch, przyciągnął ją do siebie. Zaraz okręcił kilka razy. To znowu przyciągnął. No i co ważne (jeżeli nie najważniejsze) nie deptał jej po stopach.
- Dobra. - Powiedział.- Na razie krótka przerwa, bo solenizantce nie położyłem prezentu na stos. - Przypomniał sobie. A poza tym musiał napić się czegoś. W gardle biedaczkowi nieco zaschło.
[ Proponuję powiązać jego żonę z nią :D w sensie siotra, kuzynka, whatever ;D ]
OdpowiedzUsuńJarek
Kiwnęła głową.
OdpowiedzUsuń-Masz rację. Mam dość po całym tygodniu studiowania psychologii jakiegoś kryminalisty. Po tych wszystkich zajęciach sama mam wrażenie, że coś ze mną nie tak.- westchnęła, posyłając jej uśmiech. Upiła spory łyk piwa, odgarniając włosy z twarzy. Niby tkwiły w niedbałym koczku, który często nosiła, by nie musieć patrzeć na ich kolor, lecz niekiedy pojedyncze kosmyki opadały na jej buźkę, czego nie trawiła.- Ale w sumie spodziewałam się tu czegoś lepszego.- stwierdziła, mając na myśli imprezę.
Berni
Chłopak przytaknął cicho, przy czym skinął delikatnie głową. Ciekaw był reakcji, jaka mogłaby nastąpić, kiedy będzie dawał prezent jubilatce. No bo nie codziennie twój idol (o ile tak to można nazwać) zjawia się ni stąd, ni zowąd i daje ci prezent.
OdpowiedzUsuńNo, przynajmniej on z takim przypadkiem spotyka się po raz pierwszy w swoim życiu. Ale nie mógł zaprzeczyć, że jest tutaj całkiem fajnie. Dobra muzyka,dobre towarzystwo, lokal też niczego sobie. I czego więcej chcieć od życia w ten piątkowy wieczór? Praktycznie niczego.
Podszedł do baru, gdzie poprosił szklankę zimnej wody. Mogłoby to wydawać się co najmniej dziwne. No bo ludzie przychodzą tutaj, aby napić się czegoś mocniejszego, a tu zjawia się ktoś, kto prosi o wodę. Jednak Kosma nie chciał zaczynać pić alkoholu, dopóki solenizantka tego nie zrobi. No bo to byłoby tak głupio... Dawać prezent, będąc pod wpływem jakichś procentów.
A poza tym w domu tak go nauczyli, że trzeba działać razem, wspólnie ze wszystkimi. No i on tego trzymał się. I wychodziło mu to często na dobre.
Rozejrzał się dookoła. Wzrokiem poszukiwał Mai, która zniknęła gdzieś w tłumie. No nic... Przyszło mu na nią czekać.
W tym momencie podeszła do niego jedna z tych dziewczyn, która wzrokiem go pożerała, gdy on tańczył. Była ubrana zbyt wyzywająco. Czuć od niej było przykrą woń alkoholu pomieszaną z tytoniem.
- A gdzie zgubiłeś swoją partnerkę? - Zapytała, lustrując od do góry do dołu. - Taki fajny facet nie powinien być sam w takim miejscu. - Zaczęła zaczepnie ocierać się o niego.
W duchu modlił się, aby Maja już przyszła. Jakoś towarzystwo tej panny mu nie odpowiadało. Być może dla niej wydawało się, że to co robi jest jakieś extra cool... Ale tak naprawdę wyglądało to bardzo żałośnie. Przynajmniej w mniemaniu Kosmy, który na to wszystko patrzył trzeźwym okiem.
- Wybacz, ale nie jestem tobą zainteresowany. - Powiedział, odsuwając się od niej. Dziewczyna odwróciła się od niego mówiąc "No to jeszcze zobaczymy".
Kosma odetchnął z niewyobrażalną ulgą, kiedy blondynka odczepiła się od niego. Normalnie stos kamieni zleciał mu z serca. Nie będzie musiał męczyć się w jej towarzystwie, którego tak czy inaczej raczej nie potrzebował.
OdpowiedzUsuńGdzieś w oddali zauważył, że Maja zbliża się w jego kierunku, Wszystko wyglądało na to, że jest w porządku. Dziewczyna wyglądała na zadowoloną.
Jeżeli chodziło o niego samego, to Milinowicz raczej nie chciał bawić się w żadne swaty. Ba, nawet nie myślał o tym, aby z kimś związać się. Na razie korzystał z uroków, jakie dawało mu bycie singlem.
Można było go nazwać mianem Piotrusia Pana. Nie chciał ustatkować się. Nie chciał się z nikim wiązać, po mimo iż robił się coraz starszy.
Po prostu uważał, że jeżeli przyjdzie czas to w końcu zakocha się. Być może założy rodzinę. Stanie się ciut poważniejszy. Ale na razie tego nie chciał.
Jednak czasami zdarzało się mu nad tym myśleć. I wtedy czekał aż mu minie.
A może to wszystko było spowodowane czym innym? Sam nie wiedział co ma o tym myśleć.
Upił kolejny łyk wody. Uśmiechnął się szeroko, kiedy Maja stawiła się przed nim. Wysłuchał jej bardzo uważnie. W końcu zależało mu na tym, aby wszystko wypadło "oczeń haraszo". Czyli bardzo dobrze.
W myślach tylko prosił, aby żadna polska fraza nie pomyliła mu się z rosyjską. Bo nadal zdarzało mu się mieszać oba języki. I pomimo, że były całkiem do siebie podobne, to czasami jednak zdarzały się wyjątki. No, a poza tym nie każdy tutaj musi znać język z kraju, z którego pochodzi.
Kiedy jubilatka w końcu zjawiła się, podszedł do reszty. Ba, nawet przecisnęli się na sam przód. Widział to całe zaskoczenie na twarzy dziewczyny.
Podszedł do niej z koszulką, na której była dedykacja specjalnie dla niej wraz z autografem. Chyba niespodzianka udała się, bo ta aż rozpłakała się. Chyba ze szczęścia, jak mógł to wywnioskować Kosma, ale kto to wie. Bo kobiety były bardzo dziwnymi, niepojętymi i niezrozumianymi, jak do tej pory obiektami dla Milinowicza.
Złożył jej życzenia, i pomimo iż jego akcent w niektórych miejscach zawodził, to chyba zrozumiała wszystko.
- No już nie płacz. - Powiedział, podchodząc do niej i najzwyczajniej w świecie przytulił Monikę. Miał tylko nadzieję, że Monia nie ma faceta, który by zaraz za to dał w twarz Kośmie.
Jeżeli chodziło o niego to wnukom będzie miał co opowiadać. Wszak nigdy nie był spokojnym i grzecznym chłopcem. Miał w sobie tą namiastkę zbuntowanego anioła.
OdpowiedzUsuńJuż od dziecka był rozbrykany. Wszędzie było go pełno. Nawet nauczyciele, jak i bliscy zastanawiali się czy, aby chłopiec nie ma ADHD. Ale nic z tego.
No, a później ojciec, aby wyzwolić z syna te niespożyte pokłady energii, zapisał go do klubu piłkarskiego. I wyszło mu to na dobre.
Spojrzał na dziewczynę, która pobiegła do toalety, aby poprawić się. Podrapał się lekko w tył głowy. No,takiej reakcji nie spodziewał się. Sam był tym bardzo zaskoczony.
- Czy wszystkie? - Zapytał ni to siebie, ni to Mai. - Nie. Tylko mama zawsze płakała, gdy wracała ode mnie z wywiadówek. Ale sądzę, że raczej płakała nie dlatego, że mnie widziała. Raczej dlatego jakie oceny miała wypisane na kartce. - Uśmiechnął się lekko.
Kosma nigdy nie był dobrym uczniem. Ale jakoś przechodził z klasy do klasy. I jakimś cudem udało mu się zdać "ekzamien na atiestat zrielosti". Odpowiednik polskiej matury.
- Monika, owszem jest ładna,ale... Trochę nie w moim typie. - Powiedział koleżance.
- Po prostu wtedy miałem nieco inne priorytety niż nauka. Zdecydowanie najlepiej szło mi na w-fie i na historii. - Zaśmiał się cicho.
OdpowiedzUsuńSłysząc jej pytanie, spojrzał na nią bardzo uważnie.
- Nie. - Odpowiedział dla niej krótko. - Bardziej ciągnie mnie w kierunku kobiet niż mężczyzn. - Stwierdził rozbawiony. Ale gdy był młodszy... Kiedy był jeszcze w szkole średniej to zdarzało się mu eksperymentować. W sumie to sporo osób z jego klasy eksperymentowało. W każdej dziedzinie życia. I być może dlatego byli nazywani przez nauczycieli mianem "Najbardziej pochrzanionej klasy w szkole".
No, ale wyszli w miarę na ludzi. I Kosma, mimo iż w tym czasie bywał i z dziewczynami i z chłopakami to uznał, że woli płeć przeciwną.
Sam siebie określał "dwójką w skali Kinseya".
- Nie... Niczego jej nie brakuje ni nic, ale... - Zastanowił się przez chwilę. Próbował dobrać odpowiednie słowa. - Chyba wolę szatynki. - Uśmiechnął się w jej kierunku.
Chciał nie chciał, prasa uwielbiała takie tematy jak nieudane związki, niespełnione miłości, wielkie tragedie na miarę "Romea i Julii", szczęśliwe zakończenia. Ludzie czytali takie rzeczy, bowiem sami w swoim życiu być może niewiele czuli, widzieli i nie mieli możliwości przeżyć czegoś tak ekscytującego. To właśnie to, sprzedawało się najlepiej. Milena pracowała w tygodniku już jakiś czas. Znała się na rzeczy. Wiedziała "co w trawie piszczy", jak to mawia jej naczelny.
OdpowiedzUsuńMilena patrzyła na studentkę architektury lekko zdumiona. Maja z pewnością została kiedyś zraniona przez jakiegoś faceta. I miała wyraźne i jasno określone zdanie na temat mężczyzn, miłości, Tego Jedynego.
W kilku krótkich zdaniach i pojedynczych słowach zapisała to, o czym mówiła dziewczyna. Wywiad to jednak wywiad. Jaki by nie był, musiała to zapisać i użyć tego w czasie pisania artykułu. Milena też nie należała do dziewczyn, które z wyczekiwaniem i maślanymi oczami czekają na swoją wielką miłość. Nawet w nią nie wierzyła. A o facecie idealnym przestała myśleć w chwili, kiedy odkryła, że jej pierwszy chłopak - wtedy jeszcze najprawdziwsza miłość, zwyczajnie zdradził ją z koleżanką z klasy. Jednak ku własnemu zdziwieniu, wciąż oglądała "Pretty Woman", a komedia romantyczna "Uwierz w ducha" była jedną z jej ulubionych. Nikomu się do tego nie przyznawała, ale lubiła od czasu do czasu popatrzeć sobie na miłość. Nawet taką filmową i wyreżyserowaną.
-Czyli im mniej czujesz, tym lepiej. -podsumowała, wciąż pisząc w terminarzu. -Może masz rację? Faceci są od innego boga. -podniosła głowę, uśmiechając się szeroko. W kwestii mężczyzn, seksu i sposobu w jaki kobiety powinny łączyć te dwie rzeczy, akurat się zgadzały. -Chyba nigdy ich nie zrozumiemy, dlatego najlepiej będzie, jeśli zaczniemy robić to samo co oni. -zamknęła terminarz. To z pewnością powinno jej wystarczyć. -Kiedy idziemy na jakąś imprezę?
Milena
Milinowicz nie potrafił określić dlaczego wolał szatynki od blondynek. Zazwyczaj usprawiedliwiał się tym, że większość jego kolegów wybiera sobie na partnerki właśnie dziewczyny o jasnych włosach. A on nie chciał być jak każdy. Lubił odróżniać się od innych. Pocznając od imienia, a na wielu innych rzeczach kończąc. Poza tym uważał, że szatynki są bardziej charakterne. No, ale to chyba zależało od osobowości.
OdpowiedzUsuńPodrapał się delikatnie w tył głowy, kiedy Maja go opuściła. Poczuł się lekko zaklopotany. Tak, tak proszę państwa. Kosma czuł zakłopotanie. Coś niesłychanego.
Monika wróciła, nawijając zawzięcie o czymś, czego on za bardzo nie pojmował. Później temat zszedł na rozmowy o piłce nożnej. Jednak nie miał ochoty gadać o pracy po pracy.
W którymś momencie Monika poszła gdzieś ponownie, zostawiając Kosmę. No przecież w końcu musiała zająć się wszystkimi gośćmi. I każdym z osobna.
Podszedł do Mai, która rozmawiała z kimś. Uśmiechnął się nieznacznie. Nie zamierzał przerywać rozmowy, ale zauważył tą okropną dziewuchę, która nie tak dawno, bo jeszcze przed przybyciem solenizantki, przymilała się do niego.
- Zatańczymy? - Zapytał, tym samym próbując uratować się od towarzystwa tamtej dziewoi.
[On ten taniec proponował Mai]
Usuń- Chciałem to samo dokładnie powiedzieć. - Zaśmiał się cicho. - Można byłoby rzec, że z ust mi to wyjęłaś. Chyba tak się u was mówi, co nie? - Zapytał dziewczyny. - Inaczej byłbym skazany na towarzystwo tamtej Barbie. - Stwierdził to z lekką pogardą w głowie.
OdpowiedzUsuńZaczęli tańczyć. Najpierw jeden taniec, drugi i tak im czas miło zlatywał. Czuł się w jej towarzystwie bardzo komfortowo.
Kiedy dziewczyna natychmiast odeszła nie wiedział o co chodzi. Na początku myślał, że to może on coś źle powiedział. Że coś źle zrobił. Ale nie przypominał sobie takiej sytuacji.
Rozejrzał się dookoła. Zauważył pewnego chłopaka, który dziwnie mu przyglądał się. O co kaman?
Wyszedł szybko za Mają. Nawet kurtki z szatni nie wziął. Chciał dowiedzieć się O co chodzi.
Długo nie musiał jej szukać. Odchodziła gdzieś szybkim pospiesznym krokiem. Przez moment zastanowił się co powinien zrobić. Zostawić ją? Gonić?
"Idź za nią idioto!" - Przeszło mu przez myśl.
- Co się stało? - Zapytał, kiedy dogonił ją.
[Bardzo chętnie. Mogliby już znać się. I Artur zaprosiłby ją na koncert]
OdpowiedzUsuńPrzeczuwał, że coś musiało stać się tam na sali. Przecież nikt tak bez powodu nagle nie ucieka. To musiało być coś nieprzyjemnego dla niej.
OdpowiedzUsuńZastanowił się co mógłby w tej sytuacji zrobić. Nie chciał jej tak zostawić. Tym bardziej, że wyglądała źle.
Nie, nie chodziło o to, że może jest chora czy coś w tym stylu. Po prostu to "coś" co kazało jej wyjść... To było widoczne po niej, że coś jest nie tak jak być powinno.
- Wiesz co? - Zapytał, zerkając na nią uważnie. - Mam pomysł. I tak raczej na imprezę już nie wrócimy, to chodźmy do mnie. - Zaproponował jej. Nie miał w tym żadnych planów i nie było tu żadnych podtekstów.
Ot, zwykłe posiedzenie i rozmowa. A nóż, widelec dziewczyna powie mu o co chodzi. Bo on mimo tego, że był ciekawy, to jednak wolał na nią nie naciskać. Jak będzie chciała to sama mu powie.
- Tylko pójdę tam po kurtkę. Zamówimy taksówkę. W domu mam herbatę cejlońską. Kumpel ostatnio przywiózł. Podobno oryginalna jest, a nie to co ta sklepowa szmira. - Uśmiechnął się do niej. Niestety nie miał nic u siebie mocniejszego. Chyba, że po drodze będą mijali jakiś sklep nocny, albo całodobowy monopolowy.
[Och, dziękuję ;) Może jakiś pomysł na wątek? ;)]
OdpowiedzUsuńJagoda
[No no, całkiem może być :) Tylko ja raczej nie zacznę, bo mam kompletnie wyprany mózg ;P]
OdpowiedzUsuń[ojejujeju, dziękuję, jesteś dobrym człowiekiem. c:]
OdpowiedzUsuńŁukasz, jak to na życiową łamagę przystało, zawsze wszystko gubił czy zostawiał w najbardziej nieodpowiednim miejscu. W tym roku zrezygnował nawet z zakupu czapki i rękawiczek, bo wiedział, że po niedalej jak trzech tygodniach, z tego zestawu nie zostnie nawet nitka.
W każdym razie, kluczy też ciągle zapominł, czasem z domu, czasem z pracy, raz nawet z autobusu. I teraz też nie miał kluczy, co za niespodzianka. Pozostało mu jedynie czekanie z nadzieją, że jego współlokatorzy wrócą względnie niedługo. To jednak chyba nie zamierzało nastąpić i Łukasz zaczął po prostu przysypiać. Rozbudziły go dopiero kroki. I to pytanie.
- Uch, nie, to takie hobby, siedzenie na korytarzu - burknął, otwierając lewe oko. Zaraz jednak zreflektował się. Dziewczyna chciała być miła, a on tradycyjnie dał się poznać jako okropny gbur. - Znaczy się... Przepraszam. Tak, zapomniałem klucza - sprostował.
Kaczmarek.
- Wiesz... Dla mnie to w sumie bez różnicy. Czy pójdziemy na piechotę, czy pojedziemy też taksówką. - Stwierdził blondyn. - Jeżeli chcesz to możemy przejść się. - Uśmiechnął się lekko w jej kierunku. - Czy są tam jakieś fast fooderie? - Zapytał sam siebie. - Szczerze powiedziawszy to nie wiem. Nigdy jakoś nie zwróciłem na to jakiejś szczególnej uwagi. No bo wiesz.. . Dla mnie takie jedzenie nie jest wskazane. Zbyt szybko można od tego przytyć.
UsuńNie żeby on miał manię na punkcie swojej wagi. Po prostu chodziło mu o utrzymanie formy. Dlatego też wyrzekał się takiego jedzenia. Dla sportowca to było niemalże jak czyste samobójstwo.
- Ale jeżeli tak bardzo zależy ci na odwiedzeniu takiego miejsca... To możemy poszukać. - Zaśmiał się serdecznie.
Na krótką chwilę wstąpił do klubu. Poszedł do szatni, aby wziąć swoją kurtkę. Długo mu to nie zajęło i zaraz znalazł się przy Mai.
- No to idziemy. - Stwierdził, biorąc ją pod rękę. Nie chciał, aby upadła. Tym bardziej, że było naprawdę ślisko. No, ale nie było czemu dziwić się. Był styczeń, a co za tym idzie to i mieli zimę.
- Jak chcesz. - Stwierdził chłopak. Dla niego to było w sumie obojętne. Aby dotrzymać dla niej towarzystwa mógł zjeść... No, na przykład jakieś owoce. Albo grzanki. O, tak. Grzanki były dobre. Kiedyś mu matka takie na śniadanie robiła. A on polewał to sporej ilości ketchupem. Pychota.
OdpowiedzUsuńZałożył na siebie kurtkę. Jakoś nie marzyło mu się chorowanie. Tym bardziej, że musiałby siedzieć w mieszkaniu zupełnie sam. Jak palec można by tak rzec.
Na treningach dawał z siebie wiele. Tak samo jak i na meczach. Uważał, że jeżeli człowiek ciężko pracuje to w końcu osiągnie sukces. A poza tym pozna samego siebie. Wie na ile go stać. Nad czym musiałby jeszcze popracować.
- Jeżeli miałbym być zupełnie szczery... - Zaczął jakoś układać odpowiedź na jej pytanie. Bo wydawać by się mogło, że zapytała o prostą rzecz. Taką, na którą odpowiedzi długo nie musiałby szukać. Ale jednak... Musiał zastanowić się. - Nie wiem. Po prostu nie wiem. Być może byłbym takim zwykłym, szarym obywatelem. Który w dupie był i równo widział. Może siedziałbym teraz gdzieś w jakiejś spelunie i przepijał swoją wypłatę, tak jak sporą część moich kolegów z tego samego rocznika, w którym się urodziłem. Naprawdę nie wiem. Być może naprawiałbym samochody w warsztacie mojego ojca. Jak dziadek i on. - Uśmiechnął się delikatnie, wzruszając lekko ramionami. - Bo tyle po moim ekzamienie na atiestat zrielosti byłbym w stanie zadziałać. - Dodał po krótkiej chwili.
Teraz, jakby nie patrzeć, miał całkiem dobrą okazję, aby zapytać o akcję w klubie. Wiedział, że nie powinien wtykać nosa w nie swoje sprawy, ale ciekawość była silniejsza.
OdpowiedzUsuń- Zdawać się może, że to jest jakieś zajęcie. Ale nie wtedy, kiedy przyjeżdża do warsztatu jeden samochód na dwa tygodnie. Sądzę, że ojciec trzyma go tylko dlatego, że dziadkowi mogłoby zrobić się przykro, że jego syn chce zamknąć dorobek jego życia. - Stwierdził. Bo inaczej nie umiał tego wytłumaczyć. - Ale mama miała całkiem dobrą pracę. - Rzekł. - Więc z głodu nie umieraliśmy. - Uśmiechnął się lekko. - No to teraz w takim razie ja zadam ci pytanie. Tylko odpowiedz szczerze. Ja ci powiedzialem prawdę i tego samego oczekuję od ciebie. - Spojrzał na nią bardzo uważnie. - Kogo widziałaś tam w klubie? - Zapytał chłopak. Nie miał zamiaru śmiać się z niej. Był tylko ciekaw.
Akurat sam Sankt Petersburg należał do najbardziej zaludnionych miast Rosji. Był też jednym z najbogatszych i najpiękniejszych. Nie na darmo określano go mianem "Wenecji północy". Miasto było zjawiskowe. Zawsze uważał, że każdy szanujący się podróżnik powinien chociaż raz w życiu odwiedzić ten "gorod".
OdpowiedzUsuńAle jak to w każdym mieście bywało, tak i w Petersburgu można było trafić na kontrasty. Wystarczyło zboczyć gdzieś w mniejszą, mniej znaną uliczkę i człowiek mógł cofnąć się o dziesięć lat wstecz. A najlepszym tego przykładem były same przedmieścia.
- I sądzę, że to nie była zbyt miła historia. - Stwierdził z powagą w głosie. Po jej zachowaniu i mowie ciała można było dojść do takiego w wniosku. Coś musiało stać się dla niej z ręki tego faceta.
- Odpowiadając na twoje pytanie... - Mruknął cicho pod nosem. Udał, że nad czymś zastanawia się. - Patrząc na to, że moje mieszkanie mieści się w bloku... To raczej mieszka tam sporo ludzi. Tym bardziej kobiet. W różnym przedziale wiekowym. O ile te starsze babcie są bardzo dociekliwe, ale całkiem sympatyczne... To te młodsze mają jakąś dziwnie zakorzenioną niechęć do Rosjan. - Stwierdził, wzruszając lekko ramionami. - Ale jeżeli chodzi o samo moje mieszkanie... To nie. Nikt ze mną nie mieszka. Nie mam żadnych współlokatorów. Tudzież współlokatorek. Chociaż takowych szukam, bo stoi tam jeszcze jeden, sporej wielkości pokój. - Uśmiechnął się delikatnie. Zaczął zastanawiać się nad kolejnym pytaniem. - Masz jakiegoś współlokatora?
Według niego każdy miał takie swoje miejsce na ziemi, gdzie czuł się dobrze. Dla niego był to dom w Petersburgu. Zawsze mógł tam wrócić. Nie patrząc na sytuację. Zawsze by go tam przyjęli.
OdpowiedzUsuń- No jak widać. - Stwierdził. - Bo dla większości to jak ktoś jest z Rosji... To od razu musi być albo komunistą, albo mafia. - Zachichotał cicho. - Tak. To tutaj. - Powiedział chłopak. - Teraz tylko musimy przejść przez lokalny monitoring i będzie dobrze.
Niedługo potem znaleźli się pod drzwiami mieszkanie. Chłopak wpuścił ją do środka.
- Wybacz bałagan. Nie spodziewałem się nikogo dzisiaj. - Uśmiechnął się lekko zakłopotany. - Jeżeli chodzi o mnie... To ja czasami lunatykuję. Zdarza mi się przez sen chodził po mieszkaniu.
[Widzę, żeś aktywna na blogu, więc przychodzę z pytaniem, czy masz chęć na wątek. O ile Michał Cię nie zniechęca, co w sumie wcale mnie by nie zdziwiło.]
OdpowiedzUsuńMichał Anioł
- No, mam tutaj istny burdel na kółkach. - Zaśmiał się. Zaczął pośpiesznie zbierać swoje rzeczy. Zrobił dziewczynie miejsce. Porozrzucane ubrania położył w jednym miejscu.
OdpowiedzUsuńW tym przypadku było to krzesło. Dobrze ktoś kiedyś powiedział, że goście przychodzą wtedy, kiedy mamy brudno w domu. Coś w tym było.
- Wiesz... My tu mamy osiedlowe Google. - Zachichotał pod nosem. - O co byś nie zapytała pani z jedynki to dostaniesz odpowiedź. - Stwierdził. - Ale ja tam wolę w dłuższe rozmowy nie wdawać się. Bo później te starsze panie zaczynają robić się trochę natrętne. Ale ciasta pieką smaczne.
Co jakiś czas zdarzało się, że któraś ze starszych pań wpadała do niego z jego ulubionym ciastem. Czyli szarlotką. No i głupio tak jakoś było wyprosić je z domu.
[To niedobrze, moje pomysły są na ogół głupie. No, średnio znośne w najlepszym wypadku. Trudno znaleźć jakąkolwiek zbieżność między Majką a Michałem, więc chyba jesteśmy zdane na jakąś przypadkową akcję. Coś w stylu: Misiek szlaja się po sklepach z ciuchami/biżuterią w poszukiwaniu prezentu dla matki. Nie jest jednak pewien, co byłoby odpowiednie, więc przełamuje się i zgaduje akurat będącą tam Majkę. Albo na odwrót, Majka potrzebuje w czymś pomocy, niekoniecznie w sklepie, i dlatego zaczepia Michała.
OdpowiedzUsuńSwoją drogą, powodzenia z kolokwiami, zaliczeniami i egzaminami.]
Michał Anioł
Jego zdaniem te wszystkie staruszkowe zachowania zależały od danego dnia. Bo czasami te babuleńki były na coś wściekłe. Drugiego zaś miłe, że hej. Sam ich nie rozumiał. Z resztą on nie rozumiał kobiet. Były dla niego za bardzo skomplikowane.
OdpowiedzUsuńUśmiechnął się, kiedy dziewczynie nie przeszkadzał ten cały bałagan. Najwidoczniej była także bałaganiarą, tak jak on. Albo może i jeszcze większą. Uważał, że bałaganiarze są bardziej kreatywni. Spontaniczni i zjawiskowi niż poukładani ludzie. Oni wszystko musieli mieć pod linijkę ułożone. Aż wiało totalną nudą od tych porządków.
Fakt, faktem do domu miał całkiem daleko. Samochodem to strasznie długa droga była. No, ale samolotem to nie było aż tak bardzo odczuwalne. Przynajmniej dla tych, którzy nie bali się podniebnych podróży. Jego takowe przyprawiały o mdłości. Każdy miał coś czego się bał. A taki samolot zawsze mógł spaść z wysokości. Tyle o tym było w telewizji.
- A proszę bardzo. - Uśmiechnął się szeroko. - Możesz tutaj wpadać, kiedy tylko będziesz chciała. Tylko uprzedź mnie, bo często jestem na treningach. Albo też na meczach. I wtedy mnie nie ma. - Stwierdził. - A tak to zawsze będzie można skoczyć do której starszej sąsiadki i poprosić o jakieś ciasto. - Puścił do niej oczko.
- Późne wieczory i wczesne ranki. - Uśmiechnął się do niej delikatnie. Mogło to zabrzmieć trochę dwuznacznie... Ale nie miał niczego złego na myśli.
Usuń- Trochę umiem gotować. - Powiedział. - Nie są to skomplikowane potrawy. Raczej coś, abym mógł najeść się. I nie paść gdzieś przypadkiem z głodu. - Puścił do niej oczko. - Na przykład umiem zrobić bliny ziemniaczane. Tylko, że nie lubie tarkować kartofli. Dlatego też zainwestowałem w odpowiednią maszynę. - Uśmiechnął się szeroko. - Dorzucam do tego jeszcze trochę cebuli dla smaku. Mieszam wszystko co jest podane w przepisie. Później to smażę. No, a na sam koniec dodaję jeszcze gęstej śmietany i masz jedzenia na cały dzień. - Zaśmiał się cicho. - A z zup to umiem rosół zrobić. W Rosji taki rosół jest zupą dla bogatych. - Zażartował. Ale było w tym ziarenko prawdy. Same produkty do przygotowania owej zupy sporo kosztowały. - No a tutaj mogę jeść tyle rosołu ile tylko dusza zapragnie. - Powiedział.
Zaraz potem postawił przed nią herbatę.
- Słodzisz? - Zapytał, podając cukier.
[Raczej nie ;/ Z ledwością coś wyskrobałam u Kosmy i jeszcze w szkole na opowiadanie wenę wymarnowałam, więc mój mózg serio nie pracuje ;) Mogą być nawet dwa, trzy zdania, potem jakoś pociągnę ;)]
OdpowiedzUsuńJagoda
Kosma także sobie posłodził herbatę. Tradycyjnie, dwie płaskie łyżeczki. Swego czasu Milinowicz nie Słodzisz ani herbaty. Ani też kawy. No, a później poznał "magię" cukru. Ale i także słodzika. Taaa... Najpierw to my tworzymy nasze przyzwyczajenia. Później przyzwyczajenia tworzą nas.
OdpowiedzUsuń- Na jabłecznik? - Zapytał, uśmiechając się chytrze. - Jak dla mnie bomba, siostro. Na takie ciasto to ja nawet w połowie treningu urwałbym się. No,z meczu raczej nie. - Zachichotał.
Nie sądził, że tak łatwo znajdzie sobie w niej koleżankę. Kogoś w rodzaju sprzymierzeńca. To było miłe uczucie, kiedy człowiek wiedział, że ma kogoś z kim może porozmawiać.
W głębi duszy musiał przyznać, że Maja podoba mu się. I pod względem charakteru. I jako dziewczyna.
- W Toruniu? - Zapytał, zastanawiając się przez chwilę. - To tam, gdzie robi się najlepsze pierniki? Bo jeżeli o te miasto ci chodzi to byłem tylko raz. Przejazdem, jak jechaliśmy na zgrupowanie. -Uśmiechnął się lekko. - A tak to z Polskich miast widziałem jeszcze Białystok, Kraków, Poznań, Gdańsk i Gołdap z Suwałkami. - Wymienił. - No i jeszcze trochę zagranicznych. - Dodał.
OdpowiedzUsuńPewnie gdyby nie został piłkarzem to nawet jednej dziesiątej z tego co widział to by nie zobaczył. Tak. Podróże kształcą ludzi. Ale trzeba też na nie mieć i pieniądze. - Kiedyś może pokażę ci Sankt Petersburg. Jednak tak dobrze jest jechać latem. Zimy są srogie. Ale latem jest bardzo ciepło. I wszędzie jest zielono. Bardzo często lubiłem odwiedzać plac Dekabrystów. - Stwierdził. Szkoda mu było opuszczać rodzinne miasto. Ale co zrobisz? Jak mus, to mus. I nie ma bata.
- Do mafii? Nie... - Zaśmiał się. - Nigdy w życiu. Szkoda byłoby ciebie tam oddawać. - Nadal śmiał się.
OdpowiedzUsuń- A, owszem. Herbata z konfiturą zawsze dobra. Babcia mi taką robiła, kiedy byłem chory. Mówię ci... Nie dość, że dobre to jest, to jeszcze i pomaga. - Uśmiechnął się szeroko. - Babcia dobre konfitury robi. A co do wizy... To niestety musiałabyś wyrobić. Chyba, że jesteś z województwa warmińsko- mazurskiego to wtedy nie. - Powiedział. Poszedł za nią do swojego pokoju.
- Tutaj raczej nie ma nic nadzwyczajnego. - Stwierdził. Ot, pokój jak pokój. Ściany pomalowane na biało. A na nich plakaty jego ulubionych piłkarzy. Wydawaćby mogło się, że dorosłemu facetowi to nie przystoi, ale on to miał głęboko gdzieś.
Pod oknem stało szerokie łóżko. Niedaleko stolik. Kilka półek ze zdjęciami. Gdzieś indziej wisiał telewizor. No i szafa z ubraniami.
Było też wyjście na balkon, ale widok nie był zbyt ciekawy. To też często zasłaniał je roletą.
- No to tak wygląda moje małe królestwo. - Tutaj także panował mały bałagan. - Mam też jeszcze drugi pokój. Tam jest o wiele czyściej. - Zażartował.
- Zapewne jeszcze coś tutaj sobie dokupię. Ale na razie i czasu mi brak i motywacji, aby odwiedzić jakieś sklepy. - Stwierdził.
OdpowiedzUsuńZaśmiał się słysząc jej słowa.
- No wiesz... Moje pierwsze słowa to były: mama, tata, Maradona. - Zażartował. - Ale fakt faktem od małego interesowałem się piłką i to pozostało mi do dziś.
Przystał na jej propozycję. Przyniósł jej filmy, które miał. Niektóre były z polskim, a niektóre z rosyjskim lektorem. Kosma z polskiej kinematografii chyba najbardziej lubił filmy Wojtka Smarzowskiego.
- W takim razie co chcesz obejrzeć? - Zapytał. Wolał, aby to ona wybrała. - Idę poszperam w kuchni, to może znajdę jakiś popcorn, albo coś do chrupania. - Stwierdził.
[Wybacz za długość, ale padam już na twarz.]
Usuń[No okej, jak chcesz to zacznij :)]
OdpowiedzUsuń[Pewnie, że możesz. Nie mam nic przeciwko ;) ]
OdpowiedzUsuń- Smarzowski ma to do siebie, że w swoich filmach pokazuje dogłębnie rzeczywistość. Często zbyt drastycznie, ale to odzwierciedla życie codzienne. Dlatego lubie oglądać jego filmy. - Powiedział Kosma.
OdpowiedzUsuńUdał się do kuchni. Zaczął szukać czegoś, co można przekąsić w trakcie filmu. I znalazł! Jakaś mała, zbłąkana paczka popcornu. Do odgrzania w mikrofalówce na dodatek! Tyle wygrać.
Szybko przyrządził popcorn. Niedługo potem wracał do pokoju wraz z torbą i białymi kulkami w dłoni. Uśmiechał się do dziewczyny i postawił przed nią przekąskę.
- Smacznego. - Zaśmiał się cicho. - Jeżeli jest ci zimno, to mogę odkręcić trochę kaloryfer, aby ciepło napłynęło.
Nawet on nie lubił. Mimo iż zimy w Rosji były piękne. Zawsze o takiej porze, kiedy było tak mroźno, to organizowane były kuligi.
- Byłaś kiedyś na kuligu takim z prawdziwego zdarzenia? - Zapytał, tym samym kontynuując jej zabawę w pytania.
Michał najchętniej nie wychodziły z domu, żeby uniknąć kontaktów z ludźmi, lecz ku jego niezadowoleniu świat był skonstruowany w taki sposób, że chłopak musiał znosić obecność innych niemal na każdym kroku. Najbardziej nienawidził chodzić do sklepów – wydawało mu się, że ludzie stawali się tam jeszcze głupsi, niż byli na co dzień. Niestety, chcąc kupić matce prezent z okazji jej urodzin, nie miał wyboru. Wiedział, że najbardziej spodobałby się jej jakiś drogi podarunek, najlepiej kosmetyki z najwyższej półki albo złota biżuteria, ale jego prawie pusty portfel zmusił go do nieco tańszej opcji.
OdpowiedzUsuńRozglądał się za jakimiś ciekawymi kolczykami w rozsądnej cenie, nie bardzo przekonany, czy trafił we właściwe miejsce, aż usłyszał pytanie – najwyraźniej kierowane do niego. Przez chwilę ignorował dziewczynę, która je zadała, mając nadzieję, że o nim zapomni, ale zrobiło mu się głupio. W końcu w pobliżu nie było nikogo innego.
– Nie wiem, co powinnaś kupić. Nie mam babci – oznajmił beznamiętnie. Michał lubił szokować ludzi i wprawiać ich w zakłopotanie podobnymi wyznaniami, często po prostu kłamiąc, ale w tym wypadku jego słowa były prawdą. Nigdy nie poznał ojca, a co za nim idzie, jedna z jego babć prawdopodobnie nawet nie wiedziała o jego istnieniu. Druga zmarła w tajemniczych okolicznościach, zanim się urodził.
Michał Anioł
- Chodzi mi o taki kulig jak to przedstawiłaś. - Powiedział. Zaraz potem wziął trochę popcornu w garść. - I do tego jeszcze worki wypchane słomą. Ognisko i kiełbaski na patyku. No i jeszcze obowiązkowo grochówka na śniegu. - Uśmiechnął się szeroko. - Ah zapomniałbym jeszcze o grzańcu. - Zachichotał.
OdpowiedzUsuńOstatnio taki kulig zorganizowali razem z kolegami i koleżankami w zeszłym roku. Świetnie bawili się. Było tyle śmiechu i zabawy.
- To jak? - Zapytał. - Piszesz się na taką wycieczkę? Wizy długo chyba tutaj nie wyrabiają. Na swoją długo nie musiałem aż tak długo czekać.
[Ucięło mi końcówkę]
OdpowiedzUsuń- Z klubem to była trochę taka zawiła historia. - Uśmiechnął się blado. - Klub nie chciał mi przedłużyć umowy. Dochodził czas, kiedy rozwiązanie było blisko. I jedyna oferta w okienku transferowym dla mnie była z Legii. Jako, że nie chciałem zostać wolnym agentem to zgodziłem się.
- Nie ma sprawy. - Zaśmiał się chłopak. - Mam nadzieję, że do tej pory wam tutaj śnieg nie stopnieje. - Zachichotał. - Bo u nas w Petersburgu śnieg potrafi utrzymywać się bardzo długo. - Stwierdził.
OdpowiedzUsuńCo jakiś czas zerkał na nią. Uśmiechał się delikatnie. Było mu tak dobrze.
Zaczęli oglądać film.
- Jak długo już studiujesz? - Zapytał ni z tego, ni z owego. Był ciekaw jak to jest na tych studiach. Sporo z jego znajomych studiowało. Często chwalili się przed nim. A kiedy ci pytali, co robi Kosma, ten odpowiadał: "Gram w piłkę". I na początku z niego śmiali się.
Jednak do czasu. Śmiali się do momentu, kiedy mówił im gdzie i za ile gra. Wtedy wszystko odmieniało się. Było to całe niedowierzanie. A wtedy on z nich mógł śmiać się.
Przez chwilę się zastanawiała. Faceci naprawdę czasem zachowywali się tak, jakby... byli co najmniej z kosmosu. Nieraz spotykała się z takimi mężczyznami, którzy przy każdej nadarzającej się okazji zdumiewali ją jeszcze bardziej. I powszechnie mówi się, że to kobiety są mistrzyniami niezdecydowania, czy niespodzianek. Skrzywiła się lekko, na samo wspomnienie swojej ostatniej randki z krytykiem filmowym, którego poznała dzięki znajomym. To była porażka.
OdpowiedzUsuń-Matematyczne równanie? -zaśmiała się krótko. -Kurde, ja też bym z chęcią je poznała. Może w jakiś dziwny sposób chociaż troszeczkę zrozumiałabym facetów. -wypiła kawę do końca. Przydałaby im się obu dobra impreza z mnóstwem znajomych, przyjaciół i mężczyzn, którzy byli jednak coś warci. Milena chciała naprawdę wierzyć, że na tym świecie istnieją jeszcze wartościowi mężczyźni, którzy myślą głową, a nie... penisem.
-Co powiesz na sobotę? Wieczór w wielkim mieście? -zachęcała. Weekend zbliżał się nieuchronnie. Poza wypowiedzią Mai Milena miała prawie gotowy artykuł. Mogła więc sobie pozwolić na nieco swobody i szaleństwa. Była jeszcze jedna okazja do świętowania.
-Poza tym, mam co świętować. Rezygnuję z pracy w "Lady" i przenoszę się do "Twojego Stylu". -wyznała. -Muszę jeszcze podesłać im swój artykuł i... gotowe. Prawdopodobnie patrzysz właśnie na ich nową dziennikarkę. -zaśmiała się. Dawno nie była z siebie samej tak zadowolona.
Milena
- Trzy lata... - Mruknął cicho . Pogładził się lekko dłonią po brodzie. - To całkiem sporo. - Stwierdził. - Mi zdecydowanie wystarcza póki co to, że ukończyłem liceum. - Zaśmiał się pod nosem.
OdpowiedzUsuńWsłuchiwał się uważnie w jej słowa. Coś robiła z wnętrzami... A to ciekawe.
- O, to mogłabyś mi pomóc. No wiesz... Chodzi mi o urządzenie tego mojego gniazdka. - Uśmiechnął się szeroko. Słysząc o różnych wymysłach klientów skrzywił się nieznacznie. Ludzie już chyba naprawdę nie mieli co z pieniędzmi zrobić. A na dodatek szkoda zwierząt.
Nie... Kosma nie należał do żadnej organizacji broniącej zwierząt. Ani nic z tych rzeczy. Po prostu uważał, że gdzieś powinna być jakaś granica. Granica dobrego gustu i smaku. No, ale z drugiej strony... To, kto bogatemu zabroni?
- U nas kiedyś wisiały jelenie rogi na ścianie. Ale te akurat znalazł kiedyś mój brat, kiedy spacerował po lesie. - Uśmiechnął się lekko.
O, jeżeli chodziło o mięso... To on bardzo lubił potrawy mięsne. Nie umiał sobie wyobrazić dnia bez jakiegoś pulpeta. Czy też kotleta.
OdpowiedzUsuńDlatego, nie nadawał się na wegetarianina. Kiedyś ktoś nawet rzucił przy nim takie stwierdzenie, że wegetarianin to taki indianin, który je warzywa, bo nie umiał nic sobie na obiad polować. Śmiał się wtedy z tego. Ale jednak nie miał nic do takich osób. Każdy jadł to, co chciał. I jemu nic do tego.
- Umowa stoi. - Uścisnął jej dłoń. Uśmiechnął się przy tym szeroko. Czując jak jej głowa opiera się o jego ramię, mimowolnie objął ją ramieniem. Ot, taki odruch. W każdej chwili mogła zdjąć jego rękę.
Bo przecież nic ich nie łączyło? No, oprócz koleżeństwa. Co nie? Chociaż musiał przyznać... Maja z minuty na minutę podobała mu się coraz bardziej.
O tak, wyobraźnia. Michał uparcie twierdził, że brakowało mu wyobraźni – i rzeczywiście, w zakresie zachowań artystycznych nie miał jej prawie wcale. Z drugiej strony, wbrew własnej woli żył fantazjami. Zamykał się w świecie marzeń, na których spełnienie miał nigdy nie dostać szansy, lub chorych rojeń, których się wstydził. W każdym razie, inicjatorem pomysłów był raczej kiepskim, z czego zdawał sobie sprawę.
OdpowiedzUsuń– Raczej nic, biorąc pod uwagę moje marne oszczędności – odrzekł. Choć odpowiedź mogła zabrzmieć jak żart mający rozluźnić sytuację, Michał wypowiedział ją z pełną powagą. Zawsze starał się racjonalizować i uważał to za zaletę brakującą większości ludzi. – A tobie, mądra panno – wyraźnie, nieco ironicznie zaakcentował słowo „mądra” – radzę samej ruszyć wyobraźnią, skoro to takie proste.
Michał Anioł
Kosma uśmiechnął się, kiedy Maja nie odrzuciła jego ramienia. Było jemu wygodniej. I chyba nie tylko jemu.
OdpowiedzUsuńJeżeli chodziło o przytulanie... Lubił od czasu do czasu robić to. O na przykład wtedy, kiedy drużyna zdobywa gola. Albo wygrywa mecz.
- Ostatnio... - Zastanowił się przez chwilę. - Jakiś czas temu. Z dwa miesiące temu. Znaczy się brata dwa miesiące temu widziałem. Przyjechał do mnie w odwiedziny. - Powiedział. - A z rodzicami to też coś około tego. Ale dosyć często rozmawiamy przez telefon. Albo przez Skype'a. - W prawdzie to nie to samo co normalna rozmowa... Tak twarzą w twarz bez barier. Ale zawsze to już jest coś. - Wiesz... Lepszy rydz niż nic. - Uśmiechnął się lekko.
Maja była kolejną osobą, której pochwaliła się z nowej pracy. Dla niej był to wielki krok naprzód. Miesięcznik "Twój Styl" znajdował się w czołówce najchętniej kupowanych i najbardziej profesjonalnych czasopism w kraju. Mimo zwiększonej, miesięcznej pensji Milena mogła także współpracować z wspaniałymi dziennikarzami, stylistami, fotografami, edytorami. To wspaniała okazja dla każdego dziennikarza. Naprawdę cieszyła się, że w końcu zdecydowała się odejść z "Lady".
OdpowiedzUsuń-Dzięki wielkie. -uśmiechnęła się szeroko, jednocześnie śmiejąc się ze swojego szczęścia. Dawno nie była tak zadowolona. Urosła co najmniej z dziesięć centymetrów. -Co byś powiedziała na Club 70?
Rewelacyjny klub mieszczący się w samym centrum Warszawy był jednym z najlepszych w mieście. Muzyka z lat '60, '70, '80. Trzy bary, parkiety, sala dla VIP-ów. Milena była tam tylko raz z okazji urodzin kolegi z redakcji. Ceny alkoholi, potraw nieco ją zmroziły. Miała jednak co świętować. Raz na jakiś czas mogła pozwolić sobie na szaloną zabawę w lokalu "nie z tej dekady".
-Byłaś tam kiedyś? -Milena wiedziała, że Maja była dość częstym gościem wszelkich klubów w stolicy. Studentka architektury, tak samo jak Milena, lubiła po prostu się bawić. Milena miała jednak nadzieję, że zaskoczy Maję tą propozycją.
Milena
- Moja babcia jest już chyba trochę za stara na takie wynalazki jak Skype. - Zaśmiał się chłopak. - Wszak w tym roku moja babuszka będzie obchodziła osiemdziesiąte czwarte urodziny. - Uśmiechnął się delikatnie. - Ale nauczyliśmy ją razem z bratem korzystania z mobilnika. - Stwierdził.
OdpowiedzUsuńDziadek był bardziej postępowy. Dosyć często pisywał na jakichś forach. Albo pisał maile. I szło mu to bardzo dobrze.
Teraz to nawet ludzie starsi chcieli być nowocześni. Coraz częściej spotykał takich ludzi, którzy korzystali z nowinek technicznych. Dosyć fajnie to wyglądało. Przynajmniej on tak twierdził.
Pamiętał jeszcze czasy, kiedy matka go przytulała, a on wyrywał się, "bo to taki obciach". Taaa... Lata nastoletniego buntu podobno u niego minęły. Ale nie do końca. Czasami, a nawet często zdarzało mu się mieć jakieś totalne odpały.
- Wiesz... - Westchnął cicho. - Musiałem, aby jakoś ożywić te wnętrze. Bo ta biel to mi ze szpitalem kojarzy się. - Zaśmiał się ponownie. - Może jakiś niebieski. Albo zielony... Za bardzo nie znam się na tym... - Spojrzał na nią.
- No, mobilnik. - Zaśmiał się blondyn. - U nas tak też mówią na telefon komórkowy. - Wyjaśnił dla niej.
OdpowiedzUsuńJeżeli chodziło zaś o kolory... To on bardzo lubił taką soczystą zieleń. Kiedyś taka była w przychodni, do której chodził. Zazwyczaj kojarzyła mu się dosyć dobrze. Być może ze względu na to, że po każdej wizycie otrzymywał od pani doktor naklejki z napisem "Dzielny pacjent".
- Dla mnie bardziej chodziło o taką soczystą zieleń. - Powiedział. - Zielony to taki pozytywny kolor. Symbol nadziei i takie tam. - Uśmiechnął się do niej szeroko. - Można wiedzieć czym zajmują się twoi rodzice? - Zapytał. Co jak co, ale jeszcze żadne z nich nie przerwało gry w pytania. No, a zawsze można było czegoś ciekawego dowiedzieć się.
- Powinno ci się tam spodobać. Klimat i ogólny nastrój jak nie z tej dekady, ale powinno być ok. - wyjaśniła szybko, uśmiechając się. - Otworzyli ten klub jakiś... rok temu? Z tego co słyszałam jest jednym z najlepszych w mieście. - już na samą myśl o nocnym szaleństwie na parkiecie w towarzystwie Mai, nie mogła się doczekać. Z pewnością należał się jej taki wieczór. Kompletne oderwanie się od rzeczywistości, codziennych spraw.
OdpowiedzUsuńOtworzyła ostrożnie kruche ciastko z gorącym nadzieniem jeżynowym, który zamówiła do kawy. Delikatnie wgryzła się w jego środek. Powinna zamówić jeszcze jedną kawę.
- U mnie właściwie nic nowego. Ta praca całkiem zaprzątała mi myśli. - zastanowiła się przez chwilę. - Planuję odwiedzić mamę w górach, jak znajdę jakiś wolny weekend. Jej pensjonat podobno przechodzi prawdziwe oblężenie. Każdy chce znaleźć zimę w górach. - zaśmiała się krótko. Zima w końcu nadeszła. - Chyba będę musiała jej trochę pomóc. No i w dalszym ciągu ojciec nie daje mi żyć. Wydaje mu się, że odkupi swoje winy jakimiś prezentami i zawracaniem mi dupy. - wzruszyła ramionami z niedowierzania, kręcąc lekko głową. Rozwód rodziców sprzed kilkunastu laty całkowicie załamał Milenę. Zawsze sądziła, że rodzice będą jej opoką, jej domem. Stało się całkowicie inaczej. Ojciec przeprowadził się do Warszawy, całkowicie urywając z nimi kontakt. Kilka lat temu nadzwyczajnie powrócił. To, że jej kupił samochód nie znaczyło jeszcze, że cokolwiek mu wybaczyła.
- Nie ma to jak rodzic i jego miłość. - w jej głosie słychać było tylko i wyłącznie drwinę. Kto jak kto, ale Maja za takie słowa nie powinna jej krytykować.
Milena
Milczała przez chwilę, zastanawiając się. Jaki by nie był, wciąż pozostawał jej ojcem. Popełnił w życiu kilka błędów, ale przecież każdy ma do tego prawo. Ona też nie była nadzwyczajnie święta. Duma jednak nadal nie pozwalała jej z nim porozmawiać. Jeszcze nie nadszedł ten czas, w którym mogłaby swobodnie się z nim spotkać i nie czuć żadnego zażenowania. Jeszcze nie teraz.
OdpowiedzUsuń- Szkoda, że nie masz czasu. Mogłabyś pojechać ze mną. No, ale innym razem. - góry w zimie zawsze były rewelacyjnym pomysłem. A Milena z każdą kolejną sekundą była coraz bardziej przekonana, że musi wziąść wolny weekend i odwiedzić swoje rodzinne strony. Warszawa była świetnym miastem. Dostarczała wielu rozrywek no i co najważniejsze, miała tu pracę. Nic jednak nie mogło się równać z pięknymi górami. Dopiero tam człowiek mógł w pełni odpocząć.
- Kulig? Świetnie! Raz w dzieciństwie byłam na czymś takim i powiem ci, że to niezła frajda. Musisz mi później opowiedzieć jak było. - uśmiechnęła się. Mai z pewnością należała się jakaś zabawa i oderwanie od wszystkiego po trudach sesji, która ją jeszcze czekała.
- A z ojcem może kiedyś porozmawiam. Ale wszystko w swoim czasie. - wyjaśniła bardziej sobie, niż dziewczynie siedzącej na przeciw. Spojrzała na białą tarczę zegarka na nadgarstku. - Za niedługo będę musiała lecieć. Już skończyły mi się te leniwe dni, kiedy mogłam siedzieć w McDonald's do woli. - uśmiechnęła się lekko. Redakcja rządziła się swoimi prawami. - Ale to co? Jak coś to jesteśmy umówione do tego Clubu 70, tak?
Milena
- Burtnik? - Zapytał z zaciekawieniem w głosie. - Nie, nie wiem. Kojarzy mi się coś ze statkiem. - Stwierdził. - I z hasłem "Człowiek za burtą". - Zasmial się cicho.
OdpowiedzUsuńSlyszac o Szwajcarii uśmiechnął się delikatnie. Nigdy jeszcze nie był w tym kraju. A słyszał o nim bardzo wiele.
- "Ktoś powiedział o Szwajcarii. W tym kraju chce się żyć. Szwajcaria, Szwajcaria w moich snach." -Zanucił fragment piosenki "Szwajcaria" zespołu Farben Lehre. On raczej do śpiewania nie nadawał się, ale czasami pośpiewać można.
- Raczej zamierzam znaleźć jakiegoś współlokatora. Bo inaczej to przyjdzie mi ześwirować samemu w domu. - Stwierdził.
- Wiesz Majka... Chyba nawet ciebie rozumiem. - Stwierdził chłopak. - Każdy z nas ma swoje miejsce na ziemi. Takie, gdzie będzie czuł się najlepiej. - Uśmiechnął się lekko.
UsuńU niego dosyć często ludzie narzekali na władzę. Na wszystko co robią. A kiedy ktoś im mówił, aby w takim razie wyjechali... Spuszczali pokornie głowy i stwierdzali, że tu jest im dobrze.
- Ja też tęsknię za Sankt Petersburgiem. - Przyznał szczerze. - Często chodziłem sobie Newskim Prospektem. Wiesz... To główna ulica miasta. I często chodziłem też na plac Senacki. - Uśmiechnął się lekko. - I jeszcze chciałbym tam wrócić.
Przy takich wspomnieniach docierał do niego fakt, jak bardzo czuje się tutaj obco. Tak samotnie... Może kiedyś polubi Warszawę. Kto wie.
- Wiesz, jak chcesz to możesz tutaj zostać. Ja nie mam nic przeciwko temu. Sobie rozłożę materac. Ostatnio kupiłem sobie taki, że można go napompować pompką elektroniczną. - Powiedział. Nie chciał, aby sobie poszła. Bardzo fajnie spędzili czas.
OdpowiedzUsuńWidząc, jednak że dziewczyna nie daje za wygraną, zaproponował jej, że chociaż ją odwiezie do domu. Albo zamówi taksówkę. Chociaż bardziej wolał, aby została.
- Będziesz tak wracać po ciemku? Jeszcze ktoś na ciebie napadnie i co wtedy? A tak przynajmniej do rana przekimasz. O, i na śniadanie zrobię ci bliny. Takie jak u nas w Rosji się je. - Próbował jakoś ją przekonać. Naprawdę bał się o nią. Teraz tyle słyszało się o tych napadach. Aż ciarki mu przeszły po plecach.
- No to świetnie. - Powiedział ucieszony, że dziewczyna zostaje. Na pomysł ze spaniem w łóżku nie był taki pewny... Ale fakt faktem... Jutro miał trening i raczej musiał stawić się tam w pełnej gotowości.
OdpowiedzUsuń- Coś do spania. - Mruknął cicho pod nosem. - Na pewno coś znajdę dla ciebie. Jakąś koszulkę i portki do zestawu. - Zasmial się cicho. Niedługo potem zapalił światło w pokoju. Otworzył szufladę i ogarnął ją wzrokiem. W końcu jednak trafił na coś co byłoby odpowiednie dla Mai. Wyciągnął szeroką koszulkę Bon Jovi. Wręczył ją dziewczynie.
- Powinna być dobra. - Stwierdził, a zaraz potem podał jej krótkie, czarne spodenki. - Łazienka jest na prawo. - Poinformował szatynkę.
Sam postanowił później ogarnąć się. Zaraz potem , kiedy ona wyjdzie. Dlatego też, gdy dziewczyna poszła do łazienki, on przygotował łóżko do spania. Sprzątnął śmieci ze stołu. Nie żeby był aż takim pedantem... Ale jednak trzeba było to zrobić.
OdpowiedzUsuńA żeby to nie okazało się, że jakaś zagubiona kulka popcornu w trakcie snu nie zaczęła przypadkiem przeszkadzać. Nie lubił tego. Zupełnie jak w tej baśni Andersena. Ale z niego żadna tam księżniczka nie była.
Kiedy Maja wyszła z łazienki dla Kosmy przez myśl przeszło to, że wygląda uroczo. Szybko jednak odgonił te myśli.
- Całkiem fajnie wyglądasz. - Uśmiechnął się lekko. - Jak mała dziewuszka. - Stwierdził. Zapach jego kosmetyków do kąpieli zaświdrował mu w nosie. Nie wiedział, że mają aż tak silny aromat. Być może dlatego przestał to odczuwać, bo przyzwyczaił się do tego.
Wziął koszulkę dla siebie i jakieś bokserki. Zazwyczaj spał bez koszulki, ale nie chciał kusić dziewczyny. Chociaż wstydzić się nie miał czego.
Dzięki ćwiczeniom na siłowni i treningom miał całkiem nienaganną sylwetkę. No i do tego jeszcze kilka tatuaży.
Poszedł do łazienki. Zbyt długo mu to nie zajęło. Zrobił co miał zrobić i wrócił do Mai.
Mówiąc jej, że wygląda jak mała dziewuszka nie miał zamiaru jej obrazić. Po prostu powiedział to, co pierwsze mu przyszło na myśl. A to wcale nie było takie złe.
OdpowiedzUsuń- Możesz sobie zająć całą prawą stronę. - Stwierdził. Usmiechnalem się do niej. - Ja i tak śpię po lewej. A jeżeli chodzi o Jaśka, to mam jeszcze dla siebie jednego. Więc nie musisz martwić się. - Dodał. - Nie jesteś może głodna? - Zapytał tak na wszelki wypadek. W prawdzie zjedli całą torbę popcornu... No, ale popcorn to żadne jedzenie. Jak to mawiała jego babcia. Więc wolał zapytać, aby nie było, że pójdzie spać głodna. A w lodówce na pewno znalazłoby się coś zjadliwego. Wszak nie tak dawno robił zakupy, aby nie padł z głodu.
Położył się obok niej. Jednakże nie na tyle blisko, aby naruszyć jej przestrzeni osobistej. O ile tak to można było tutaj nazwać.
Musiał przyznać, że Maja strasznie mu podobała się. Kusiła go jak cholera. Starał się jednak o tym nie myśleć.
- Mam dopiero popołudniu. - Powiedział. - Na trzynastą. - Nim zdążył jej odpowiedzieć,ta już zasnęła. Pokręcił lekko głową z rozbawieniem. Co jak co, ale mieli dzisiaj ciekawy dzień.
UsuńI kto by spodziewał się, że tak może zakończyć się? Chyba nikt. A on lubił nawet niespodzianki. Przynajmniej te miłe.
Przez kilka minut rozmyślał jeszcze nad czymś. Ale zaraz potem ziewnął głęboko. Czas iść spać.
Zanim jednak to zrobił ustawił sobie budzik w telefonie. Na dziesiątą. Pozwoli sobie trochę poleniuchować. A ze śniadaniem wyrobi się. Przecież co to za filozofia starkować kilka ziemniaków, wymieszać i usmażyć.
Zasnął. Ale jak to Kosma... W nocy musiał rozłożyć się. Albo coś przytulić. Kiedy obudził się nad ranem okazało się, że razem z Mają spali w objęciach. Przez moment wpatrywał się w nią, jak śpi. Uśmiechnął się lekko pod nosem.
- Miło mi, że uważasz iż jestem bardzo wygodną poduszką. - Zaśmiał się cicho. - Jeżeli chcesz to możemy tak jeszcze trochę poleżeć. - Zaproponował jej.
OdpowiedzUsuńSkrzywił się, kiedy usłyszał budzik. Szybko wyłączył dzwoniącego natręta. Akurat w tej chwili nie był im chyba potrzebny.
Mimowolnie przytulił Maję do siebie. Palcami zaczął bawić się jej kosmykami włosów. Bo akurat te zaczęły łaskotać go w klatkę.
Wygladala uroczo. Bez tych wszystkich makijaży. Tak naturalnie.
Zachwycał się nią. Oczywiście w myślach. Nie chciał, aby dziewczyna pomyślała sobie Bóg wie co na jego temat.
Jeżeli zaś chodziło o niego samego to dosyć dawno przebywał w towarzystwie jakiejś kobiety. Ostatni raz to było może przed jego wyjazdem. Tak. Na pewno przed wylotem do Polski. Był wtedy z Niną. Jednak rozstali się. Znaczy się Nina złamała mu serce.
Ale pozbierał się. I zaczął żyć od nowa. Tylko tęskni za domem.
Westchnął cicho. Nie było sensu rozpamiętywać tego w tej chwili. Kiedy sobie leżał spokojnie w łóżku w towarzystwie Mai.
- Na prawdęaż tak bardzo wygodny jestem? - Zapytał, uśmiechając się w jej kierunku.
- Nie... Teraz nie musimy. Trening mam dopiero o trzynastej. Możemy jeszcze trochę poleniuchować. -Uśmiechnął się szeroko w jej kierunku.
OdpowiedzUsuńJemu też było wygodnie. Czuł się dobrze, że jest jej potrzebny. Nawet jeżeli robił jej za poduszkę. Oj, chyba ktoś tutaj zauroczył się! Na razie jednak wolał przystopować z uczuciami. Chociaż było to trudne dla niego.
- Możemy tak jeszcze trochę poleżeć. - Powiedział. - Ale tak przynajmniej do jedenastej. - Uśmiechnął się ponownie. - Wiszę ci jeszcze śniadanie. Bliny ziemniaczane. - Spojrzał na nią. Pamiętał co jej obiecał. I postanowił dotrzymać tego. Nawet jeżeli gotować za bardzo nie umiał. Może tym razem kuchni nie spali. Miał nadzieję, że tym razem wyjdzie mu dobrze. Nie chciałem po raz kolejny spalić placków.
- No, dopóki będę jeszcze żył. I serce krew pompować będzie. - Powiedział pół żartem, pół serio. - No, bo jak tak kopnę w kalendarz... To wtedy będę zimny. I raczej pożytku już ze mnie nie będzie. - Mówił to raczej żartobliwie. Na razie nie miał ochoty schodzić z tego świata. Wszak uważał, że wiele jest jeszcze przed nim. Że wiele jeszcze może zobaczyć. I wiele także dokonać.
Usuń- A tak to mogę robić i za kołdrę, i za koc, i za poduszkę. A nawet za prześcieradło. - Uśmiechnął się błogo.
Kiedy Nina zerwała z nim usłyszał wiele przykrych słów na jego temat. Że nie dorósł, aby być w poważnym związku. Że ona potrzebuje mężczyzny, a nie chłopca. To go zabolało.
Zdawał sobie sprawę, że mógł czasami zachowywać się dziecinnie. Nieco niestosownie do sytuacji. Że ciągle bawił się życiem. Ale dla niego była to o wiele lepsza perspektywa niż zamartwianie się.
- Miałaś kiedyś chłopaka? - Zapytał jej tak ni z tego ni z owego. - Pytam tak z czystej ciekawości. - Dodał po krótkiej chwili.
- Miałem. W moim życiu przewinęło się kilka takich osób. - Powiedział chłopak. - Czy to była miłość? Trudno mi stwierdzić. Kiedyś eksperymentowałem nawet. Z kolegą w pierwszej klasie liceum. Na początku było nawet miło. Kilka pocałunków, miłe słówka. Ale po pewnym czasie zaczął nalegać za bardzo wiadomo na co. I tak on zerwał ze mną. Ja zaś uznałem, że wolę kobiety. Później przyszła Nina. Nina była w moim wieku. Wydawało mi się, że uda mi się stworzyć z nią coś. - Stwierdził. - Traktowałem ją jak księżniczkę. Przynajmniej tak mi wydawało się, że była tego warta. Spędzałem z nią każdą wolną chwilę. A kiedy powiedziałem jej o swoich kłopotach w klubie. Że nie chcą mi przedłużyć kontraktu to stwierdziła, że jestem jak dzieciak. Że chciała tylko zabawić się. Ze potrzebuje nie chłopca, który lubi bawić się, a mężczyzny, który zapewni jej wszystko co będzie chciała. - Spojrzał na nią. Jeszcze do niedawna był to dla niego drażliwy temat. Teraz mówił już o tym spokojnie. Było minęło. Nie ma do czego wracać.
OdpowiedzUsuń- Owszem, to jest przykre. Ale najgorsze jest jednak to, kiedy jeden człowiek jest dla ciebie całym światem... A ty dla niego nikim. - Stwierdził blondyn. - No, ale było minęło. Ja sobie ułożyłem życie na nowo. Mam nadzieję, że ona też i nie staniemy sobie na drodze. Wtedy mogłaby złość nade mną wziąć górą... I mógłbym powiedzieć kilka bardzo bolesnych słów. A później ich żałować. A tak... Tak to nie ma czym sobie zaprzątać głowy. - Uśmiechnął się lekko w jej kierunku. - Zamiast smutać się nad nieudanymi związkamito proponuję wstać i zrobić śniadanie. - Rzekł nieco weselszym głosem. Podniósł się nieco. Do pozycji pół leżącej. Nadal bawił się kosmykami jej włosów. Sprawiało mu to jakąś nieopisaną przyjemność.
OdpowiedzUsuń- W takim razie ja tylko coś na siebie założę. - Powiedział chłopak. W prawdzie był odziany w koszulkę i bokserki. Nie wstydził się tego. Jednak zawsze któraś z sąsiadek mogła sobie nagle do niego przyjść. I trochę głupio byłoby tak otworzyć w takim stroju.
OdpowiedzUsuńSzybko znalazł jakieś jeansowe spodnie i umknął do łazienki. Długo tam nie siedział. Tyle co się ubrać i przemyć twarz.
Poszedł do kuchni i zaczął przygotowywać potrzebne rzeczy.
- Jeżeli chcesz pomóc mi to roztrzep kilka jajek z mąka, pieprzem i solą. - Powiedział do dziewczyny. On zaś obrał ziemniaki. Wrzucił je do maszyny, gdzie błyskawicznie zostały starkowane. Błogosławić technologię!
- Ja akurat tą kupiłem kiedyś na rynku. Nawet nie pamiętam z jakiej okazji. - Zaśmiał się cicho. - No, ale najwidoczniej coś musiało w niej być, że kupiłem. Być może cena. Albo fakt, że nie będę musiał grzebać się z tarką. Przy takiej tarce to można sobie nieźle ręce pokaleczyć. - Stwierdził blondyn - No, a ja lubię swoje paluchy. - Zachichotał cicho. Tak samo jak lubił dobrze zjeść. A takie porządne śniadanie to była podstawa.
OdpowiedzUsuńWziął od niej wymieszane produkty i wymieszał je tym razem z ziemniakami. W końcu otrzymał papkę. Rozgrzał oliwę na patelni. Zaczął smażyć placki.
Zapach unosił się przyjemnie po pomieszczeniu.
- Jak możesz to sprawdź czy w lodówce jest śmietana. - Polecił jej.
Słysząc jej pytanie zastanowił się przez chwilę.
- Nie wiem. Sądzę, że im szybciej tym lepiej. - Uśmiechnął się prominnie w jej kierunku. Takie poranki to on mógł mieć codziennie.
- Mi kiedyś też babcia kazała coś tarkować. Nie pamiętam tylko co to dokładnie było... No, ale mniejsza o to.- Powiedział. - I tak to owe coś zawzięcie tarkowałem, że nawet zraniłem się w paluchy. Tak wtedy beczałem... Jak bóbr. - Zachichotał. - No, ale wtedy mały byłem. Darłem się, że więcej nie będę robił tego cholerstwa na żadnej tarce. I obietnicy jako tako dotrzymałem. No bo teraz to maszyna za mnie tarkowała. - Stwierdził.
OdpowiedzUsuńW sumie chciał zacząć to wszystko jak najszybciej. Ale też chciał, aby ten cały remont trwał jak najdłużej. Nie wiedział dokładnie jak długo takie coś trwa... No, ale nadzieję zawsze można mieć.
Chciał ją widywać jak najczęściej. I jak najdłużej rzecz jasna.
Spojrzał na nią z pewnym błyskiem w oku. Zdjął z patelni jednego blina. Jednak w trakcie nakładania drugiego na patelnię tłuszcz strzelił mu mocno w dłoń. Odskoczył od kuchenki gazowej, klnąc coś cicho pod nosem.
Szybko włożył rękę pod zimną wodę. Tak, to było chyba dosyć dobre rozwiązanie. Ból zaczął ustawać.
OdpowiedzUsuń- Dzięki. - Powiedział, uśmiechając się do niej.
Jego poczynania w kuchni tak zazwyczaj kończyły się. No, ale musiał jakoś sobie radzić. Inaczej padłby trupem z głodu.
Ewentualnie jadłby dania z barów mlecznych. Tam jedzenie było dobre. I w całkiem przystępnych cenach. Ale jak długo wytrzymałaby to jego kieszeń?
- No... To już moje działania w kuchni widziałaś. - Uśmiechnął się lekko. - Następnym razem pojadę do babci i nasmaży mi cały zapas blinów na rok. - Zaśmiał się. - No i ty pojedziesz ze mną. Bo kulig.
Chłopak nie znał tego sposobu. On po prostu zawsze robił wszystkie. A jak mu brakowało soli czy pieprzu to przyprawiał.
OdpowiedzUsuń- Ja zawsze doprawiam. A jak mam za dużo soli to wtedy więcej kładę śmietany. To netralizuje smak. Przynajmniej tak mi się wydaje.
- Mam nadzieję, że pan Dmitrij nadal organizuje kuligi. Robi to najlepiej na świecie. Zawsze wszystko jest dopięte na ostatni guzik. - Uśmiechnął się lekko.
Dla niego nie było to niczym dziwnym, że chciał przedstawić jej swoją rodzinę. On po prostu był gościnnym człowiekiem. Gościnność to chyba cecha narodowa Rosjan. Zawsze lubili Polaków. No, a w szczególności dziadkowie. Zawsze pytali przyjezdnych "A kak u was w Polszy?".
- Z chęcią poznam twoją babcię. - Stwierdził, posyłając jej uśmiech.
Jeżeli chodziło o Dmitrija to zrobienie kuligu było pestką. Wystarczyło tylko dogadać się co do kwoty i terminu. No i znaleźć parę chętnych znajomych. Z tym nie powinno być problemu.
OdpowiedzUsuń- Ja to za mało przebywałem w kuchni. - Zaśmiał się. - Aby coś takiego stwierdzać. - Dodał po chwili.
Jeżli zaś chodziło o niego samego... To on mógł jeść wszystko co mu na talerzu podali. No, oprócz tłustych rzeczy. Ach, i fast foodów. Bo forma i kondycja.
No, ale raz na ruski rok mógł pozwolić sobie na coś z KFC. Przecież wszystko jest dla ludzi. Tylko trzeba z tego korzystać w miarę rozsądnie.
Rodzice Kosmy, a w szczególności jego matka, dosyć często pytali się, kiedy on w końcu sobie kogoś znajdzie. Wszak jego starszy brat będąc w wieku Kosmy był już dwa lata po ślubie. A teraz miał roczne dziecko.
Ale Kosma wolał nie śpieszyć się z tym wszystkim. Wolał poddać się działaniom losu. Bo nic na siłę.
Miłość przyjdzie sama. A na dzieci miał jeszcze czasu sporo. Wolał jeszcze dojrzeć niż później żałować.
- Ale są też na świecie faceci, którzy lubią gotować. I wychodzi im to bardzo dobrze. - Powiedział blondyn. - O na przykład ten... No, Jak on się tam nazywał? Na pewno wiesz. - Kurczowo próbował sobie przypomnieć. - No tych dwóch od reklamy z Lidla. - Uśmiechnął się lekko. - Albo ten z "Piekielnej kuchni". Mama kiedyś oglądała. Pamiętam jak darł się na uczestników. Bo to jakiś program był.
UsuńNo, ale jemu wystarczało w zupełności to co potrafił sobie przyrządzić. Swego czasu były to tylko kanapki. Później poszedł krok dalej. Nauczył się robić zapiekanki w mikrofalówce. No, a teraz jego zakres umiejętności poszerzył się. Do tego stopnia, że umiał coś Ugotować i usmażyć.
- A może chcesz zawieźć tą maszynę do swojej babci? - Zapytał tak ni z tego, ni z owego. - Ja i tak używam jej nieczęsto. Nawet można byłoby rzec, że rzadko. A twojej babci przydałaby się, skoro robi te różne rzeczy związane z tarkowaniem. - Zaproponował jej Kosma. Nie nalegał na nic. Po prostu o taki mu nagle pomysł wpadł do tej jego blond główki.
- Ja to bym nie chciał mieć na własność takiego kogoś w domu. Wiesz tego całego Gordona. Jeszcze by na mnie rozwrzeszczał się i stłamsiłby moje nędzne umiejętności kucharskie. - Zaśmiał się cicho. - Nie, dziękuję. Wystarczy mi trener na boisku. Jak on się wydrze na całą drużynę... Oj, zmarłego mógłby obudzić. - Zachichotał cicho. - A do babci mnie zabierzesz. - Wyszczerzył się Do niej. Sam nie wiedział czemu, ale chciał spędzać z nią swój wolny czas. I szukał ku temu sposobności. Będą widywać się w trakcie remontu. Może czasami na meczach. A, i jeszcze kulig został! Sporo tego było. A jakby jednak trochę mało.
OdpowiedzUsuń- Nasze wspólne śniadanie uważam za idealne. - Powiedział. Musnął ją w policzek. Bardzo mu smakowało. Ba, nawet bardziej niż te przyrzadzone przez niego samego. No, ale co dwie głowy to nie jedna.
- No chyba każda babcia ma to do siebie, że lubi dokarmiać swoich wnuków. Albo ich kolegó, jeżeli ci przychodzą do niego. - Zaśmiał się cicho.
OdpowiedzUsuńWiedział, że niedługo będą musieli rozstać się. Mimo iż tego wcale nie chciał. No, ale on miał dzisiaj trening. Nie mógł go opuścić. A ona z pewnością też miała plan na dzisiejszy dzień.
Pożegnali się dosyć szybko. Kosma przygotował się na trening. Spojrzał na ekran telefonu. Miał jeszcze pół godziny, aby dotrzeć na Łazienkowską. Zdąży. Zawsze przychodził na czas.
[Wiem. Jakieś pomysły? Ja mam taki, że może w klubie będzie jakaś uroczystość i Kosma nie będzie chciał iść tam sam. Bo wiadomo, koledzy piłkarze przyjdą ze swoimi partnerkami, a on będzie jak ten palec xD]
Tego dnia było zimno jak nie wiadomo co. I większość piłkarzy próbowała rozgrzać się. Robili dużo ćwiczeń, aby mróz nie był aż tak bardzo dokuczliwy. Jednak niewiele to zdało się.
OdpowiedzUsuńW końcu nadszedł koniec treningu. Na całe szczęście. Większość myślała, że zamarznie na tym mrozie. Brrr...
Weszli do szatni, gdzie było ciepło. Od razu zrobiło się gwarno i wesoło. Zaczęły się głupie żarty i dowcipy.
- Pamiętajcie chłopcy o tym balu za tydzień. - Zwrócił się do swoich podopiecznych trener. - Bardzo ważne jest uczestnictwo wasze na nim.
Tak, tak. Już o tym słyszeli. Że nowy sponsor. Że trzeba zaprezentować się od najlepszej strony. I takie tam pierdoły.
Kosma nie miał ochoty iść na ten bal. Wciskać się W garnitur. Mieć wszystko dopasowane na tip top. I udawać, że jest się szczęśliwym, że hej.
Nie chciał iść, ale musiał. Obecność obowiązkowa. Inaczej trener będzie mu truł dupę. Nie powinien mieć takiego podejścia, ale cóż zrobić...
Już nawet poszedł na ten bal, ale... Kiedy usłyszał, że jego koledzy idą razem ze swoimi dziewczynami to mu się odechciało. Bo z kim on pójdzie?
Wsiadł w swój samochód, rozmyślając nad tym wszystkim. Zatrzymał się kiedy do jego głowy wpadł pewien pomysł. Przecież mógł zaprosić Maję!
Wyciągnął telefon i zadzwonił do niej.
Jeżeli chodziło o niego to bywał czasami na różnych balach. Ale nie lubił ich. Ze względu na sztywność jaka panowała tam. Wszędzie uśmiechali się do ciebie. Zapewniali, że możesz na nich liczyć. A jeżeli przychodziło co do czego... Potrafili wsadzić nóż w plecy, kiedy tylko odwróciło się wzrok. Chociaż na chwilę .
OdpowiedzUsuńByło tak sztucznie. Tak dziwnie, że nawet on sam w tym gubił się.
Wysiadł z samochodu, kiedy Maja odebrała telefon. Myślał, że już nie odbierze. Coś długo jej to zeszło. Słysząc jej słowa roześmiał się.
- Cześć, moja ekipo remontowa. - Pozwolił sobie zażartować. - Słuchaj...Mam do ciebie pewną sprawę. - Zaczął. Zaraz jednak przeszedł do konkretów. - Za tydzień klub organizuje bal. Mają być wszyscy. I chciałem zapytać się, czy byś ze mną nie poszła? Każdy z kimś będzie, tylko ja nie mam z kim pójść. I tak pomyślałem sobie, że może dałabyś namówić się? - Zapytał, zamykając auto.
Sam wiedział, że na taki bal zaprasza się wyjątkowe osoby. Takie, które są bliskie człowiekowi. Sęk w tym, że Kosma wszystkich swoich bliskich miał hen, hen daleko.
OdpowiedzUsuńA jedyną osobą, która tutaj była mu bliska i ważna była Maja. Lubił ją i szanował. Poza tym całkiem dobrze dogadywali się.
- Od razu wrobić w bal... - Zasmial się cicho. - Po prostu chcę ci pokazać się w gajerku. - Zażartował. - Nie mam z kim pójść na ten przeklęty bal. - Stwierdził.
Słysząc o kupowaniu sukienek i randkach uśmiechnął się lekko.
- No, raczej to randka nie będzie, ale później możemy gdzieś do jakiejś restauracji urwać się. Nie widzę zadnych przeciwwskazań. - Rzekł, a w jego głosie można było usłyszeć radośnie brzmiące głoski. - A jeżeli chodzi o sukienkę... To pójdę z tobą po nią aż nawet na sam koniec świata. Nawet jeżeli ci to będzie na rękę to ci ją podaruję.
Mimo iż nie lubił takich zakupów to jednak uważał, że może być nieco zabawnie. Do tej pory kobiece zakupy kojarzyły mu się z długim łażeniem po sklepach. I chyba coś w tym było, bo każda kobieta, z którą jeździł do centrów handlowych zawsze długo szukały czegoś dla siebie.
- To w takim razie kiedy i gdzie widzimy się? - Zapytał. Nie chciał tego przyznać przed nią, ale stęskił się za Mają.
Nie chciał, aby to tak zabrzmiało. Po prostu był szczery. Na szczęście Maja chyba nie obraziła się.
OdpowiedzUsuńPrzynajmniej on doszedł do takiego wniosku, słysząc jej słowa. Te napawały go sporym optymizmem. Dziękował Bogu, że się zgodziła.
Inaczej musiałby iść sam. I z pewnością chodziłby jak jakiś smutas. No, ale teraz na to nie zapowiadało się.
- Skoro mówisz, że babcia będzie z ciebie dumna... - Zachichotał cicho. - No dobra niech ci będzie. W takim razie ja tylko zostawię rzeczy w domu i już do ciebie jadę. - Powiedział Kosma. - Do zobaczenia za chwilę. - Rozłączył się.
Zrobił to co miał zrobić i pomknął do Mai.
- Dobra, w takim razie jesteśmy umówione. - jeszcze raz spojrzała na tarczę zegarka na nadgarstku. Nigdy nie lubiła się spóźniać. To jakoś nie leżało w jej naturze. Wolała być kilka minut wcześniej, niż później. Wstała, wciąż się uśmiechając. Chwyciła płaszcz i zaczęła się ubierać. Żałowała, że nie może posiedzieć z Mają jeszcze trochę. Odkąd zaczęła pracę w redakcji "Twojego Stylu" nieustannie na coś nie miała czasu.
OdpowiedzUsuń- Spotykamy się od razu na Rynku, czy mam po ciebie przyjechać? - zapięła guziki płaszcza, spoglądając na studentkę. - Chyba wezmę taksówkę, to mogę po ciebie wpaść jak chcesz. 19 ci pasuje? - chwyciła skórzaną, ogromną torebkę w której mieściła wszystkie swoje rzeczy i zarzuciła ją na ramię. Przed wyjściem do redakcji postanowiła wziąć jeszcze coś na wynos. Zapach w McDonald's był naprawdę kuszący i zachęcał wszystkich gości, by kupowali. Kupowali i jedli.
Milena
BDroga nie była długą. A Kosma lubił "wypróbowywać" swoje nowe auto. Dlatego też jeździł nim dużo. Gdzie tylko dało się.
OdpowiedzUsuńDo sklepu spożywczego, do klubu (chociaż miał blisko), do znajomych. A teraz to nawet zajechał pod mieszkanie Mai. I pojedzie z nią na zakupy.
Bardzo go ta wizja cieszyła. Mógł z nią spędzić dzień, chodząc po sklepach. No i kolejny był prefekt na kolejne spotkanie. Ten pretekst nazywał się bal.
Zapukał do drzwi. Nie za mocno i nie za cicho. Tak w sam raz, aby dziewczyna mogła usłyszeć
Gdy tylko usłyszał, że może wejść przestąpił próg mieszkania. Widać było, że sprzątała na szybko. Znał tą metodę z własnego doświadczenia.
Uśmiechnął się delikatnie w jej kierunku.
- To co? - Zapytał. - Jesteś już gotowa na podbój galerii handlowych w moim towarzystwie? - Zapytał żartobliwym tonem głosu.
Jeżeli chodziło o niego to on jeszcze nie nazwał swojego samochodu. Jakoś nie miał w zwyczaju tego robić. Dla niego samochód to był samochód i koniec.
OdpowiedzUsuńTak samo było z innymi rzeczami. Zbędnym wydawało mu się nazywanie ich imionami. Chociaż kiedyś jak był mały to nazywał zabawki.
- Jeżeli to ciebie pocieszy to ja też nie lubię chodzić po galeriach. Przeraża mnie to wszystko. Ten cały ogrom i przepych. - Stwierdził. - Trafiłaś kiedyś w jakimś ogromnym centrum handlowym na galerianki? - Zapytał. - Ja raz tak. To jest okropne co te dziewczyny ze sobą robią. - Stwierdził.
Słysząc jej słowa o galerii uśmiechnął się lekko. Coś w tym było.
- Co u mnie ciekawego? Ogólnie to nic. Mamy cały czas treningi. Za tydzień jakiś bal zorganizowany na powitanie nowego sponsora... - Westchnął cicho.
- Mi raz. Jak byłem z kumplem na zakupach w Moskwie. - Pamiętał ten dzień jak dzisiaj. Była zima. Temperatura sporo na minusie. A oni mieli tydzień wolnego. Więc jakoś to sobie musieli wykorzystać.
OdpowiedzUsuń- Pamiętam, że wtedy poszliśmy do jednej z lepszych moskiewskich galerii. Bo niestety rozwaliły mi się buty. No, ale stare były więc miały do tego prawo. Jura poszedł gdzieś, a mnie zostawił. No i taka jedna dziewuszka przyczepiła się do mnie. - Zerknął na nią. - Trudno było jej pozbyć się. Ale się udało. Musiałem jej ładnie nakłamać, że jestem gejem. No, ale po tym to odczepiła się na Amen. - Uśmiechnął się lekko.
- A ja powiem, że bardzo chętnie z tobą siedzę czas. Bo już mam dosyć siedzenia w domu. - Stwierdził. - Czyli, że niedługo u ciebie sesja zapuka do drzwi. - Powiedział pół żartem pół serio.
Spojrzał na nią uważnie, kiedy powiedziała o tym szczęściu. Przez moment przeszło mu coś dziwnego przez myśl. Szybko to jednak odrzucił. To było trochę niedorzeczne.
OdpowiedzUsuń- W sumie to też chyba cieszę się z tego powodu. - Zaśmiał się cicho. - Ja też nie mam nic przeciwko osobom o odmiennej orientacji. Moi rodzice nauczyli mnie chyba tej całej tolerancji. - Uśmiechnął się delikatnie w jej kierunku.
- To już masz sporo drogi za sobą. - Stwierdził. - Bo ile się studiuje? Pięć lat, jak się nie mylę, co nie? - Zapytał. On n studia mógł wybrać się w każdym wieku. Maturę miał zdaną. Ale teraz na razie wolał trzymać się piłki nożnej. Ale może kiedyś... Jak zakończy karierę... To czemu nie?
- Powinien tutaj wieniec napis albo jakiś szyld z napisem "Witamy w piekle". Albo puszczać przy wejściu "Highway to hel" AC/DC. - Zażartował sobie cicho pod nosem.
- Tak, chyba już mi o tym wspominałaś. I chyba też dlatego wzięłaś mnie na te zakupy. - Uśmiechnął się delikatnie.
OdpowiedzUsuńPrzekroczyli próg galerii. Od razu w oczy rzuciły mu się ogromne sklepowe szyldy. Muzyka przyjemnie dobiegała do ucha. Ludzie wokół chodzili z ogromnymi torbami. Ktoś rozmawiał, ktoś inny śmiał się, a jeszcze inny coś krzyczał.
Nie miał nic przeciwko radosnym ludziom. Ale gdyby mogłoby być ich tutaj o połowę mniej... Byłoby wtedy świetnie. Nie byłoby wtedy takiego ścisku.
Chyba musiały zacząć się jakieś wyprzedaże czy jaki czor, że tak tłumnie gnali do galerii. Albo może jakaś wycieczka przyjechała. Nie, raczej ta opcja odpadała.
- Jeżeli chodzi o sukienkę... - Zaczął, zastanawiając się nad czymś. - Dobrze byłoby, gdyby nie była przesadzona. Jak co rusz widzę te dziewczyny w oczojebnych różowych sukienkach to aż niedobrze mi się robi. - Zasmial się cicho. - No i gdyby wymiary były odpowiednie. Żeby nie świecić golizną. - Powiedział pół żartem pół serio.
Jeżeli chodziło o niego to on za bardzo nie znał się na ych wszystkich sukienkach. Owszem, mógł coś doradzić. Ale kiedy kobiety zaczynały mówić mu z jakiego materiału są wykonane... Albo jaki mają rozmiar... Ohoho panowie! On po prostu leżał i kwiczał.
OdpowiedzUsuńNo,ale za to mógł pomóc pod innym względem. No na przykład... Pod względem koloru albo długości. Albo jeszcze coś do tego dobrać. Jakiś dodatek czy coś.
Obejrzał obie sukienki. Chyba pierwsza przypadła mu bardziej do gustu. On to w ogóle cieszył się,, że nie ma aż takich wielkich kłopotów.
On w swoim garniaku to był chyba na wszystkich możliwych imprezach. Tak się chłopak przyzwyczaił do tego jednego. Tylko koszule co rusz zmieniał i spodnie.
- Pierwsza wydaje mi się być lepsza. Ale ja tam ci tylko doradzam. - Uśmiechnął się lekko w jej kierunku.
W tym momencie przypomniało mu się coś bardzo istotnego. No bo koszulę miał. Garnitur i krawat także. Jednak do tego zestawu brakowało bardzo istotnego elementu. Kosma nie miał butów na taką okazję. A przecież w trampkach, czy też adidasach to chyba nie wypadało iść.
- Będziemy musieli zajść jeszcze do sklepu obuwniczego. - Powiedział blondyn. - Pomożesz mi wybrać odpowiednie obuwie. - Posłał do niej uśmiech.
O tak... Przymierzanie czegokolwiek zimą było katorgą. Ściągnąć najpierw tą całą warstwę ciepłych ubrań. A później znowu zakładać. Zbyt dużo czasu to człowiekowi pochłaniało.
OdpowiedzUsuńNo, ale on znalazł całkiem dobry sposób, aby tego nie robić. Jego metoda była niezawodna w 99,9%. Brał ubrania na oko. No, a że później jakieś na niego nie pasowało... To już zupełnie inna bajka była.
Z wielką chęcią podszedł do niej, gdy poprosiłaa go o pomoc. Wręcz tylko czekał na taki moment. Uśmiechnął się delikatnie pod nosem.
Podszedł do niej do przymierzalni. Wzrokiem ogarnął jej plecy. Wydawały mu się ładne. Jednak, kiedy przyłapał się, że za długo się w nie wgapia... Szybko zapiął zamek.
- No, no... - Gwizdnął z podziwu. - Aż brak mi słów. Wyglądasz w tym... Jak to się u was mówi? - Udał, że nad czymś zastanawia się. Po chwili jednak dokończył. - Olśniewająco pięknie. - Uśmiechnął się szeroko. - Jeżeli chcesz to mogę ci pomóc rozpiąć sukienkę. - Zaproponował. - I pomóc zapiąć kolejną. - Dodał po chwili.
Doskonale rozumiał jej intencje. Przecież sam też chciał wypaść dobrze. Nie zrobić nikomu obciachu.
OdpowiedzUsuńNo bo wiadomo... Przyjeżdża sponsor to wszyscy chcieli pokazać się od najlepszej strony. Ukazać swoją wdzięczność... Przynajmniej tak mówił im trener.
No, a trenera trzeba raczej słuchać. Bo inaczej może być kiepsko. Nie wspominając już o dodatkowych kółkach za karę.
- I nie będziesz miała mi za złee? - Zapytał. Wolał zapytać dla wszelkiej pewności. Bo z kobietami to nigdy nic nie wiadomo. Raz jest dobrze, a za parę minut źle.
Kiedy jednak utwierdził się w przekonaniu, że może zostać, uśmiechnął się lekko pod nosem. Maja w samej bieliźnie wyglądała bardzo kusząco. Podziwiał jej piękne ciało.
- W tej też wyglądasz dobrze. - Szepnął jej przyjemnie do ucha. Ot, chciał z nią trochę podroczyć się w ten sposób. Był trochę... A gdzie tam trochę! Był cholernie ciekaw jej reakcji.
- No to w tej pierwszej tak wyglądasz. - Powiedział, uśmiechając się w jej kierunku. Przyjrzał się ich odbiciu w lustrze.
OdpowiedzUsuńMusiał przyznać, że razem wyglądają bardzo ładnie. Nawet mógłby powiedzieć, że pasują do siebie. Ale chyba w porę ugryzł się w język.
Co się dzieje Kosma? On sam chyba nie wiedział. Czasami zdawało mu się, że walczy z czymś. A raczej z kimś. Sam ze sobą.
A ona tak bardzo mu podobała się. Często o niej myślał. Chciał z nią spędzać swój wolny czas.
- Nie sądzisz, że ładnie razem wyglądamy?
- Definitywnie powinnaś wziąć tą pierwszą sukienkę. - Potwierdził dla niej blondyn. Kiwnął przy tym potakująco głową, jakby chciał mieć jeszcze większą pewność co do tego wyboru.Bo ta sukienka o wiele lepiej prezentowała się od tej, którą jeszcze niedawno przymierzała dziewczyna. O niebo lepiej.
OdpowiedzUsuńNie chciał jej jednak do niczego zmuszać. Wybierze tą, która dla niej bardziej przypadnie do gustu. On po prostu chciał służyć dobrą radą.
- Ta jest trochę za ciemna. Przynajmniej ja tak sądzę. - Stwierdził Kosma, gładząc się dłonią po podbródku. Słysząc jej odpowiedź, uśmiechnął się delikatnie pod nosem. - Nawet podobnie myślimy. - Spojrzał jej w oczy.
Jej gesty strasznie go pobudzały. Bardziej odbierał jej bodźce. Aż czasami nawet bał się tego.
A może Kosma bał się emocji i uczuć, które ona mu dawała? Tego także nie wykluczał.
- A ja ciebie lubię aż nad to. - Zaśmiał się cicho. Kiedy objęła go, po jego ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Postanowił zaryzykować. Przyciągnął ją bliżej siebie. Wierzchem dłoni subtelnie przejechał po jej policzku. Zbliżył się do niej i złożył mały pocałunek na jej ustach. Ot, najwyżej zaraz dostanie w twarz.
On też był w sumie zadowolony, że dziewczyna tak szybko wybrała sukienkę. Przynajmniej nie będą musieli męczyć się z innymi. No i szybciej wyjdą z tego piekiełka.
OdpowiedzUsuńZnał on dziewczyny, które potrafiły biegać po centrach handlowych całymi dniami. Wcale im się to nie nudziło, aż dziwiło go to. Co w tym było takiego fajnego? Nie wiedział. Nie potrafił zrozumieć tego fenomenu.
No, ale kobiety to kobiety. Mężczyźni potrafili mieć bzika na punkcie czegoś innego. No, na przykład piłki nożnej, czy też samochodów. U niego pasowało bardziej te pierwsze rozwiązanie.
Bał się ukazywać uczuć. Kiedy tylko pojawiała się jakaś mała zajawka, to zaraz od razu, jakby na zawołanie przypominały mu się te nieudane związki. I dlatego chował się za maską. Nie chciał być więcej zraniony. Z resztą, jak widać, nie tylko on.
Czasami myślał, że uczucia osłabiają człowieka. Ale bez nich też nie umiał żyć. Wszystko wymagało odpowiednich emocji i uczuć. Bo bez tego... Świat byłby taki zupełnie szary i nijaki.
W głębi duszy cieszył się, że nie odrzuciła go. Odwzajemnił pocałunek, obejmując ją bardziej szczelnie swoim ramieniem. To było miłe uczucie. Wiedzieć, że ma się kogoś, komu na tobie zależy.
On też nie myślał nad tym, aby jak najszybciej wylądować z nią w łóżku. To nie był wyścig, że im szybciej tym lepiej. Wolał ją poznać, odkryć, poznać. Nie chciał sprawić jej żadnego zawodu.
Obiecał sobie, że będzie starał się dla niej. W końcu oderwali się od siebie.
- Eeee... - Zająknął się nieco. Podrapał się w tył głowy. Zawsze tak robił, kiedy czuł się zakłopotany, albo nie wiedział co w danej sytuacji miał zrobić. No cóż... Każdy miał jakieś swoje odruchy. - To ten... To ja może zaczekam na zewnątrz... - Zaproponował Mai. Musiał chyba ochłonąć.
Nie, nie było mu źle. Nic z tych rzeczy. On po prostu zakłopotał się, bo chyba aż za dawno tego nie robił.
OdpowiedzUsuńWcale tego nie żałował. Wróć. Żałował tylko tego, że to tak bardzo krótko trwało. No, ale cóż. Takie prawo natury, że wszystko co dobre szybko kończy się.
Uśmiechnął się delikatnie, gdy dziewczyna podeszła do kasy. Szybko zapłaciła za sukienkę i mogli ruszyć dalej. Gdzie tym razem?
A no do sklepu obuwniczego. Często kupował sobie jakieś ubrania w sklepach internetowych. Ale buty to on wolał sam przymierzu na nogę. Wszak rozmiar rozmiarowi nierówny.
- Może pomóc ci z tą torbą? - Zapytałem, wskazując na torbę podbródkiem. Nie chciał wyjść na jakiegoś niewychowanego człowieka.
W momencie, kiedy mieli wejść do sklepu z butami do uszu Kosmy (i z pewnością nie tylko jego) dobiegł donośny pisk. Nim się zorientował stał otoczony wianuszkiem swoich fanek, które prosiły o wspólne zdjęcia i autografy. Cierpliwie "obsłużył" wszystkie dziewoje.
- Przepraszam, ale raczej nie mogłem im tego odmówić. - Zwrócił się po całym zamieszaniu jego osobą do Mai. - Chyba teraz możemy iść i w spokoju kupić buty. - Zaśmiał się cicho. Po chwili uśmiechnął się w jej kierunku. Przez myśl przeszło mu, że dobrze, że te dziewczyny nie zaczęły mu zadawać głupich pytań. Bo i takie osoby spotykał na swojej drodze.
Taka była cena za sławę. Chociaż on starał się aż tak bardzo nie afiszować się tym. Czasami zastanawiał się czy ktokolwiek zwracałby na niego jakąś uwagę, gdyby był takim zwykłym chłopakiem. Takim, który gra w trzecioligowcu, a dorabia w warsztacie samochodowym. Szczerze w to wątpił.
OdpowiedzUsuńNo, ale był rozpoznawalny. Czasami nawet to przydało się. W jakich przypadkach? A no na przykład w takich, kiedy przekroczył dozwoloną prędkość na drodze i policja go zatrzymuje. Wtedy wystarczy, że da autograf i przyjmie pouczenie i sru... Pojechał dalej.
Już mieli wejść do tego sklepu. Już niemalże witali się z gąską w ogródku, jak to pisał Mickiewicz, kiedy ponownie ktoś ich zaczepił. A raczej jego.
Wysłuchał uważnie dziewczyny. Zamurowało go to wszystko. Waliła prosto z mostu.
- Przykro mi, ale niestety nie mogę dać ci mojego numeru telefonu. - Powiedział. - A co do mediów... Media albo kłamią, albo nie są na czasie. - Uśmiechnął się do niej pokrzepiająco. Nie chciał zrobić tej dziewczynie przykrości, ale nie wydawała mu się ona odpowiednim towarzystwem.
Wrócił do Mai, ciesząc się jej towarzystwem.
Jeżeli chodzi o pierwsze spotkanie z Mają... Tak, tak te na stadionie. To Maja była urocza. A ta dziewczyna, która przed chwilą ich opuściła była raczej namolna. A poza tym to Maja miała w sobie to coś, co od razu go do niej przyciągnęło. To chyba nawet tak ładnie nazywało się... Jak to było? Ach, tak... Maja po prostu miała urok osobisty, którym wręcz emanowała dookoła.
OdpowiedzUsuń- Wiesz... Nawet jakoś nad tym nie ubolewam. - Stwierdził chłopak. - Jeżeli nie ona, to ktoś inny kupi bilet. A z mediami to sobie jakoś poradzę. - Puścił do niej oczko. Nie z takimi rzeczami już sobie w życiu radził. Więc da radę i z tym.
- Garnitur? - Zapytał. - Mam standardowy. Jeden do wszystkiego. Mój ulubiony czarny. - Uśmiechnął się szeroko. Ktoś mógłby powiedzieć, że Kosma powinien mieć conajmniej takich z kilka, ale żaden nie nosił mu się tak dobrze jak ten. - No i do tego jeszcze biała koszula i krawat. Może jakieś spinki do tego dokupić... - Zastanowił się przez chwilę. Rozejrzał się dookoła. Może jakieś buty wpadną mu w oko. Oby, bo chciał już opuścić te miejsce.
- Co powiesz na te? - Zapytał, pokazując jej kierpce. Żartował oczywiście, ale te były pierwsze, które w szczególności przykuły jego uwagę. - Najnowszy szyk. Najnowszy krzyk mody. Prosto z wybiegu od Diora. - Nadal żartował, śmiejąc się cicho.
- Wiesz... Pomarzyć dobra rzecz. - Zaśmiał się cicho. - Ostatnio Furman załamał się, kiedy znalazł te fanowskie opowiadania o sobie. Fanfiction czy jakoś tak to się nazywa. Ale żeśmy mieli z niego w szatni polewkę. - Zachichotał.
OdpowiedzUsuńO nim jeszcze nikt nie pisał. Na całe szczęście. Bo chyba zalałby się łzami ze śmiechu, czytając te wypociny. No, ale najbardziej śmieszyło go to w jaki sposób te bohaterki ich idealizowały. Człowiek się czegoś takiego naczyta, a później masz babo placek!
- Sądzę, że mogłaby wytrzymać. O ile będziesz o nią dbała. No i nie wpuścisz do szafy moli. - Uśmiechnął się szeroko w jej kierunku. - No bo wtedy to będzie po sukience. - Dodał po chwili.
- Marc Jacobs? - Zapytał. - Ja tam wolę kolekcję klapków... - Wziął klapki. - ... Kubota. Są ponadczasowe. Do tego jeszcze w promocji mogę pani zaproponować białe skarpety. - Powiedział niczym ten gość z telezakupów Mango.
- Raczej drugich Dostojewskich to z nich nie będzie. - Stwierdził, żartując przy tym. Lubił czytaj książki Dostojewskiego. A w szczególności "Zbrodnię i karę". Tą książkę akurat przeczytał jeszcze w liceum. Jako lekturę. I wbrewpozorom, że lektury muszą być długie i nudne... To ta mu zleciała w try miga.
OdpowiedzUsuńRozejrzał się wokół siebie. Rzeczywiście ludzie dosyć dziwnie na nich patrzyli się. Jednak on nie zwracał na to uwagi. Lubił żartować i wygłupiać się. Oczywiście, o ile był ku temu czas i miejsce. Bo zawsze istniała jakaś granica, której nie należało przekraczać.
Spojrzał na buty. Wyglądały całkiem dobrze. Usiadł na stołku i zaczął go Przymierzać.
- Maja weź sprawdź czy nie ma większego rozmiaru. - Powiedział. - Te są na mnie za małe. I na dodatek uwierają w kostki. - Stwierdził, ściągając je ze stóp.
Oj tam od razu wybredny. Po prostu rozmiar był za mały . No i w kostki go nieco uwierały. Przecież nie chciał pokaleczyć sobie stóp. Później by tylko jęczał. Że go boli, albo piecze. Albo dwa na raz.
OdpowiedzUsuńPo co miał więc mieć kłopoty z tego tytułu? Przecież wystarczy, że weźmie drugie. Nieco większe o rozmiarze 43.
Wziął buty, które podała mu teraz Maja. Założył je na nogi. Czuł się w nich o niebo lepiej.
- Są dobre i na dodatek wygodne. - Uśmiechnął się szeroko w jej kierunku. - Biorę je. - Powiedział zdecydowanym tonem głosu. Nie było nad czym się rozdrabniać.
- To teraz,jak już mamy wszystko zrobione to może pójdziemy gdzieś na obiad? - Zapytał. - Kiszki mi marsza grają. - Zaśmiał się cicho. - Co ty na to? - Zerknął na nią uważnie.
- W sumie to nie jest aż taki głupi pomysł. - Uśmiechnął się do niej. - Przynajmniej będę miał pewność, że żadne rozhisteryzowane fanki mnie nie napadną. Na przykład wtedy, kiedy będę coś przełykał.
OdpowiedzUsuńCo jak co, ale w takich przypadkach zawsze mogło dojść do zakrztuszenia. Ewentualnie omdlenia przez którąś z dziewcząt, która to za bardzo zachwyciła się jak Kosma przełyka dajmy na to jakiegoś mielonego. Aż uśmiechnął się myśląc o tym. Chociaż to nie było, aż takie śmieszne.
- Do mnie brat ma kiedyś wpaść z wizytą. - Zaśmiał się cicho. - Więc pewnie też przyjedzie obładowany maminym jedzeniem. - Powiedział pół żartem pół serio.
[Ps. Maja jest w powiązaniach u Kosmy.]
- Od razu człowiek lepiej czuje się. - Stwierdził, posyłając jej uśmiech. - Przynajmniej nie ma już tego ścisku. I w nosie aż tak bardzo nie kręci od wymieszanych zapachów. - Dodał po krótkim chwili zastanowienia.
OdpowiedzUsuńOn dosyć często kłócił się ze swoim starszym bratem. Jednak to były małe sprzeczki. Jak u większości rodzeństw. Nigdy jeszcze tak nie pokłócił się z nim, aby przestali do siebie odzywac się. Dosyć szybko dochodzili do porozumienia i pojednania.
Jeżeli chodziło o rodziców to z nimi utrzymywał dobre kontakty. Z ojcem pokłócił się bardzo poważnie tylko dwa razy. Raz poszło o to, że Kosma chciał rzucić szkołę. Ale tego jednak nie zrobił. A drugi raz o dziewczynę. Dla ojca eks Kosmy nie wyglądała na osobę, której można byłoby zaufać. I miał rację.
Czując, jak Maja chwyciła go za dłoń, zrobiło mu się tak jakoś miło i ciepło na duszy. Nie wyrwał ręki, tylko jeszcze mocniej ją ujął. I nie miał zamiaru wypuścić.
On w okresie swojego buntu myślał, że może wiele. Bo jest młody i zdolny. Przynajmniej tak mówili ci, którzy widzieli Kosmę i jego poczynania z piłką. I on w to wierzył. Aż nawet za bardzo.
OdpowiedzUsuńAle ojciec szybko go sprowadził na ziemię. Wystarczyła ostra wymiana zdań i zakaz chodzenia na treningi. Wtedy też zdał sobie sprawę, że w razie czego to musi mieć jakąś alternatywę. W razie, gdyby z piłką coś nie wyszło to zawsze mógł pójść na jakieś studia. Bo maturę miał zdaną.
- Może kiedyś powtórzymy takie zakupy. - Zaśmiał się cicho. - Przynajmniej było z czego pośmiać się. - Stwierdził. Tak, było bardzo fajnie. I mimo iż nie lubił centrów handlowych, to musiał stwierdzić, że ten wypad akurat im udał się.
Fakt faktem Maja miała rację. No, ale raz na ruski rok można było udać się na takie zakupy. W takim towarzystwie to nawet nudzić się człowiek nie będzie.
OdpowiedzUsuń- Misza zapowiadał coś, że za jakiś tydzień, albo dwa wpadnie z wizytą. Tylko chciałby jeszcze zabrać ze sobą Jurija. Jurij to nasz kuzyn ze ciotki ze strony mamy. Ale bardzo dobrze z nim dogaduję si, mimo iż jest ode mnie młodszy o całe pięćlat. - Stwierdził. Ściągnął z jednej ręki swoją rękawiczkę i podał ją Mai. Jedną dłoń miał schowaną w rękawicy, a drugą mógł przecież schować do kieszeni.
- A ty masz rodzeństwo? - Zapytał z zaciekawieniem w głosie.
[Ja już mykam, bo padam na twarz. Branoc!]
Usuń- Oj będzie zabawa, będzie się działo. - Zacytował wers refrenu jakiejś piosenki. "Jakiejś", bo tytułu nie kojarzył. Z resztą nie miał głowy do nazw. Często ludzie rzucali mu tytuły, a on biedny nie wiedział co to jest za piosnka. Dopiero, kiedy ktoś mu zanucił to zaczynał kojarzyć.
OdpowiedzUsuń- Chyba musiała ci nieźle zaleźć za skórę. - Stwierdził. - Niezbyt chętnie opowiadasz o niej. I o rodzicach. - Dodał po krótkiej chwili. - Jakbyś nie chciała, aby coś ujrzało światła dziennego.
Spojrzał na nią uważnie. To dawało się zauważyć. Ale nie nalegał, aby mu powiedziała. Jeżeli będzie chciała to sama to zrobi.
Szybko jednak zmienił temat.
-A co dobrego masz na obiad? - Zapytał, szczerząc zęby. Był głodny jak wilk. Nawet żołądek, a raczej Kiszki zaczęły głośniej "przygrywać" marsza. - Dzisiaj mogę sobie pozwolić na trochę bardziej kaloryczne jedzonko. Po takich przygodach to jest nawet wskazane. - Zachichotał radośnie.
[Witam. Przepraszam że tak długo nie odpisywalam ale nie miałam jak. Teraz to przynajmmiej telefon odzyskalam. Jeśli chodzi o nasz wątek to pomysł z koncertem jest nadal aktualny i myślę że można zrobić tak że zaczniemy od rozmowy telefonicznej. Co ty na to?]
OdpowiedzUsuńSpojrzał na nią bardzo uważnie, kiedy zaczęła mówić. Już na początku dawała odczuć, że coś jest nie w porządku. Jednak to co usłyszał przekraczało wszelkie granice. Te moralne, etyczne, wychowawcze i wszystkie inne, jakie tylko istniały na świecie.
OdpowiedzUsuńNie mógł pojąć, jak ten facet mógł dla niej coś takiego okropnego zrobić. Na pewno musiała cierpieć. Nie mógł sobie tego wyobrazić. W głowie mu się nie mieściło to.
Mimowolnie objął ją ramieniem. Wiedział, że teraz raczej jej juz nie pomoże. Ale chciał być dla niej wsparciem.
- Nikt więcej ciebie nie skrzywdzi. - Powiedział. - Bo inaczej będzie miał na pieńku ze mną. A ja jak coś obiecam to nie odpuszczę. - Zerknął na Maję. Teraz rozumiał dlaczego tak niechętnie o tym mówiła. To znaczy o swojej rodzinie. Sam gdyby taką miał to pewnie uciekłby tam gdzie pieprz rośnie. Albo tam, gdzie raki zimują.
- Brzmi pysznie. - Powiedział, uśmiechając się na myśl o dobrym jedzeniu.
[Rozumiem :) Powodzenia życzę.]
Usuń- Nie. - Odpowiedział. - Nie nawie się w księcia. - Uśmiechnął się delikatnie. - Ja po prostu nie znoszę, kiedy moim najbliższym i przyjaciołom dzieje się krzywda. - Powiedział. - Mam chyba w sobie spore pierwiastki altruizmu. - Zachichotał cicho.
OdpowiedzUsuńLubił pomagać nie tylko ludziom z jego otoczenia. Często też pomagał tym, których nawet nie znał. Ale musiał się też tego nauczyć. Przez pewien czas miał syndrom młodszego dziecka. Bo jako najmłodszy był tym, który zbierał wszystkie "ahy" i "ohy". A później miał (jak to zwykle w takich przypadkach bywa) twarde lądowanie na ziemi.
- Chyba powinienem częściej ciebie przytulać. - Zaśmiał się serdecznie. Lubił kiedy go całowała. To było dla niego czymś niesamowitym. Z jednej strony czymś tak bardzo zwykłym. A z drugiej czymś wyjątkowym.
Wszedł za nią do mieszkania. Ściągnął swoją kurtkę, którą powiesił na wieszaku.
- Oj, lepiej uważaj na te słowa, bo mogę wziąć je na bardzo, bardzo serio. - Zażartował.
Jeżeli chodziło o niego to Kosma nie miał nic przeciwko, gdy go ktoś przytulał. Lubił to uczucie. Oczywiście o ile to nie były napalone fank, które na jedno skinienie palcem wskakują do łóżka.
OdpowiedzUsuńKosma jakoś nigdy czegoś takiego nie praktykował. Dużo jednak o tym słyszał. Na przykład od kolegów. Jemu to nie było do szczęścia potrzebne. Miał inne nieco priorytety.
O na przykład takie, że zamiast tłumu fane, to on wolał przytulać Maję. No i otrzymywać od niej całusy. To było fajne.
- Dla mnie to jest obojętne. - Odpowiedzialem. - Raczej z natury jestem wszystkożercą. I raczej wezmę to co mi zaserwujesz. Byle by to tylko za tłuste nie było. - Zastrzegł, śmiejąc się. Nie lubił tłustego mięsa. Zawsze wybierał co większe tłuścinki. No, ale każdy miał jakieś swoje przyzwyczajenia.
[Żyję, żyję :)]
OdpowiedzUsuń[Ja ostatnio jestem na wampiry-ssa ]
OdpowiedzUsuń