Znów będzie tak samo. Pójdę do pracy, przeżyję tych kilka godzin, pocieszany jedynie wizją przerwy na papierosa, szef wciśnie mi jakiś kit, dlaczego zalega mi z wypłatą.(Nie mam za co nakarmić Churcha. Dlaczego on został ze mną? Przecież to był twój kot.) Potem zostanę na nadgodzinach, bo precież jako jedyny nie mam do kogo wracać. To nic, że w tej dziurze i tak nikt nie rejestruje się po dwudziestej drugiej. Może wyjdę przed dwunastą, nawalę się jak świnia i dam się komuś przelecieć. Przy dobrych wiatrach, rano będę pamiętał jego imię. Kiedyś wpadałeś w szał na samą myśl o tym, że ktoś miałby mnie dotknąć, czy choćby spojrzeć w moją stronę. Masz już kogoś nowego, kogo tak pilnujesz? Wiesz, co jest najgorsze? Że tych twoich paranoi też mi brakuje. Tego, że mnie biłeś, kiedy byłeś zazdrosny, że w każdym widziałeś zagrożenie i późniejszych przeprosin, solennych obietnic, że to się zmieni. I to, że wciąż było tak samo, wcale mi nie przeszkadzało. Zapewniałeś mi absurdalne poczucie bezpieczeństwa, bo czułem, że ci zależy.
Jak zwykle, pisząc to, obiecuję sobie, że to już ostatni list, który do Ciebie piszę, a którego i tak nie wyślę. I wiem, że tak nie będzie. Jutro rano kolejny raz wstanę, napiszę Ci, jak wielkiego mam kaca, jak mnie wszystko boli, jak za Tobą tęsknię. Może zwyzywam Cię od szmat, będę krzyczeć tak głośno, jak mocno Cię nienawidzę. Ale to nie jest już ważne. Ty tego nie usłyszysz, ja to znam na pamięć.
Kocham
Ł.
Łukasz Kaczmarek; "Wrocławiak" pełną gębą; słodkie 23
W Warszawie z własnej głupoty, znienawidzona praca na recepcji w miejscu, szumnie nazywanym hotelem, serce złamane na pół, kot Churchill, pokój w mieszkaniu studenckim, współdzielonym z wiecznie wymieniajacą się śliną parką i dziwną dziewczyną, o której nic nie wie. Pedałek, bez ambicji czy perspektyw. W myśl zasady, że "Nie matura a chęć szczera...", edukację skończył w drugiej liceum. Żywy dowód na to, że nie tylko kobieta potrafi zjebać sobie całe życie w imię miłości.
[nie gryziemy, połykamy w całości.
Przyznam szczerze, że kartę pisałam na innego bloga, ale jemu to się chyba zdechło, a ja się napaliłam na prowadzenie takiej postaci jak pies na chrupki pedigree.Ach i jeszcze pozwolę sobie zaznaczyć, że z miastem stołecznym mam tyle wspólnego co koń z koniakiem, więc żeby nie było, nie znam się. .-.]

Dzień dobry, witam na blogu i życzę miłej zabawy ;)
OdpowiedzUsuń[Joł, cóż za flaga na kurtce. ;P]
OdpowiedzUsuń[Dobra, dobra, patrioto, skombinujmy wątek. Jeśli chcesz. Maciek może próbować wbić się na krzywą mordę do pokoju hotelowego, ale najpierw będzie musiał do tego przekonać recepcjonistę. Myślisz, że ma to przyszłość? ]
OdpowiedzUsuń[Kłaniam się w pas i przychodzę po wątek. Pomysł mam taki, że panowie mogą znać się, bo np.: Kosma kilka razy nocował w hotelu, gdzie pracuje Łukasz i tam mogliby się poznać. A co do spotkania to właśnie też proponuję w hotelu. Bo Kosma lubi tułać się po hotelach zamiast wracać do pustej chałupy xD]
OdpowiedzUsuń[Ja bardzo chętnie. Tylko matma wyżarła mi mózg i raczej to nic kreatywnego nie będzie. Chłopaki mogli poznać się już gdzieś kiedyś i od czasu do czasu spędzać jakiś dzień ze sobą. I pójdą na piwo c: ]
OdpowiedzUsuńKosma uśmiechnął się do chłopaka już na samym wejściu do holu recepcyjnego. Wbrew tym wszystkim stereotypom, jakie krążyły o Rosjanach w Polsce, było mu od takiego daleko. A Polaków nawet bardzo lubił. I to nawet nie przez wzgląd na swoje korzenie. Szkoda tylko, że to nie działało w drugą stronę.
OdpowiedzUsuńNie raz zdarzało mu się słyszeć, jak ktoś w jego stronę darł się "Raz sierpem, raz młotem w czerwoną hołotę". Albo "Precz z komuną." Jakie to według niego było prymitywne zachowanie na poziomie dzieci ze szkoły podstawowej.
- O, cześć . - Powiedział do chłopaka. - Więc dzisiaj ty tutaj urzędujesz. - Stwierdził to przyjaźnie. - Chciałem zarezerwować pokój. Ten co zwykle czyli 15. Na dwie noce. - Rzekł, przyglądając się chłopakowi. - I napiłbym się jeszcze kawy. - Dodał.
Kosma uśmiechnął się lekko. No cóż... Nie było jego ulubionej piętnastki, którą bądź co bądź wynajmować lubił. Miał stamtąd dobry widok na miasto.
OdpowiedzUsuńMoże nie był to Marriott, albo jaki inny Sheraton, ale lubił od czasu do czasu przyjeżdżać tutaj. Nie było tu jakiegoś spędu i czasami na wypoczynek wybierał to miejsce. Westchnął cicho.
- Dobra. Biorę tą szesnatkę. - Powiedział, bo w końcu musiał na coś zdecydować się. A z resztą nie chciał też długo męczyć chłopaka. - Dla mnie niech będzie ta co zwykle. - Stwierdził. Zawsze, kiedy przyjeżdżał do tego obiektu to zamawiał tą "co zwykle" kawę. Czyli czarną, fusiastą bez cukru, ale za to z mlekiem.
Mimo iż kawa dla sportowca nie była wskazana, to jednak on nie umiał odzwyczaić się od tego codziennego rytuału picia owego napoju. Ten typ tak miał.
- Chyba nie przepadasz za swoją pracą. - Rzekł.
[ No ba! Twój nick mi mówi bardzo dobrze i chyba też dobrze mnie kojarzysz ;). Bywałam też Samarą :D. Na wątek zawsze mam ochotę ;) jakieś pomysły? ;) ]
OdpowiedzUsuńMaja
[ A to nie chcesz zacząć?:D Bo to w sumie z twojej perspektywy mógłby być lepszy początek. :D wymyślam wymyślam, bo mi się nie chce :D ale jak coś to zacznę ;D ]
OdpowiedzUsuńMaja
[ A to tak bardzo nie ładnie! ;D Mam w perspektywie 5 kolokwiów 3 zaliczenia i 4 egzaminy, wiec jestem bardziej poszkodowana, a zacznę! I nie będzie długo]
OdpowiedzUsuńMaja właśnie wracała z kolejnego treningu, który po prostu uwielbiała. Gdy zrezygnowała z gimnastyki, zaczęło jej czegoś bardzo brakować. Tak zaczęła kolejną pasję, zumbę. Uwielbiała ruch od dziecka, a to pozwalało jej przychodzić do domu zmęczoną i wieczorem paść do łóżka. I oczywiście tez sprawiało, że nie miała czasu na zbędne rozmyślanie, co by było gdyby. Nie miała ochoty ponownie na taką truciznę.
Po treningu zrobiła też zakupy i poszła do swojego bloku. Zaczęła wbiegać po schodach i doszła na swoje pięterko. Ktoś tam był i czekał przed drzwiami.
-Zapomniałeś klucza? – zagadnęła jednego ze swoich sąsiadów. Oficjalnie za bardzo go nie znała, ale przecież nie będzie mu mówić na pan. Była dosyć bezpośrednim człowiekiem.
Maja
- Mi też to cZasami zdarza. Na przykład wtedy kiedy za dużo wypije- zasmialem się cicho- no i wtedy muszę wracać autobusem ale staram się coraz mniej pić- dodalem- teraz na przykład to jest moje pierwsze piwo w tym tygodniu- pochwalilem się mu- a jak tobie idzie w pracy? - zapytałem.
OdpowiedzUsuń[Na sierocińcu niebieskie, tu fioletowe, taki fetysz ;P Może pomysł na wątek?]
OdpowiedzUsuńJagoda
[Hehe ^^
OdpowiedzUsuńNie, spoko, mogę poczekać :) I tak bym raczej dziś nie odpisała ;)]
Jagoda
On miał inne podejście do tego miejsca. Być może dlatego, że nie pracował tutaj. Nie przebywał tu codziennie.
OdpowiedzUsuńAle chyba chłopak nie miał na co narzekać. Przynajmniej w jego mniemaniu. Ruchu dużego w tym miejscu nie było. Miał więc sporo czasu dla siebie.
Jemu taka praca chyba by nawet odpowiadała. Gdyby nie jeden, mały i bardzo istotny fakt. Kosma był dość ruchliwym człowiekiem. Od najmłodszych lat.
I nie mógłby tak siedzieć. Musiałby chodzić. Spacerować gdzieś. Być stale w ruchu.
- Aż tak bardzo sodówka mi do głowy nie uderzyła, abyś musiał mi przynosić kawę do pokoju. - Uśmiechnął się do niego. Poszedł za chłopakiem.
[God dammit, podaj tylko zespół, a ja już coś wyskrobię ;)]
OdpowiedzUsuńJagoda
[No i zajebiście ;) Zatem lecimy :)]
OdpowiedzUsuńJagoda nie bardzo miała ochotę gdziekolwiek ruszać się z domu tego wieczora. Jej marzeniem na tę chwilę było rozłożenie się na łóżku, z laptopem na kolanach i pisanie kolejnego opowiadania przy akompaniamencie smutnych piosenek Sleeping With Sirens.
Jej plan prawie doszedł do skutku. Łóżko było, nowy plik Worda też. Nucąc pod nosem "Alone" pisała własnie wyjątkowo dramatyczną scenę, kiedy nagle do pokoju władował jej się Stefan.
- Czego, kurwa? - mruknęła nieprzyjaźnie, nie odrywając wzroku od ekranu.
- Maniek dostał sra... - chłopak przerwał, podrapał się po głowie i po chwili kontynuował. - Problemów żołądkowych, znaczy. I nie mam z kim iść na koncert, a szkoda by było, gdyby bilety się zmarnowały, nie?
Jaga popatrzyła na współlokatora spode łba.
- Jakbyś nie zauważył, to mam już plany na wieczór - powiedziała chłodno, wracając do przerwanej czynności.
- Proszę cię, no chodź! - zajęczał brunet. - Strachy na Lachy grają, no!
- Mogą nawet tańczyć taniec godowy czapli szarej w spódniczkach z wodorostów, nie idę, nie chce mi się.
- Nie to nie - chłopak odwrócił się na pięcie. - Ale piwo już się skończyło.
Wiedział, że ten argument poskutkuje. Dziewczyna szybko wyłączyła laptopa i wyskoczyła z łóżka.
- Daj mi pół godziny - mruknęła, wypychając Stefana za drzwi.
Okazało się, że koncert wcale nie był taki nudny. Głoś Grabaża zawsze jej się podobał, ale jak zespół zagrał "Dzień dobry, kocham cię" to miała ochotę rzucić w niego piwem. Stwierdziła jednak, że nie będzie marnowała dobrego napoju.
Na koniec poskakali jeszcze trochę przy "Twojej generacji" i koncert się skończył. Jagoda wyszła z klubu z uśmiechem.
- Podobało się? - zapytał rozbawiony Stefan.
- No. Fajnie było - odparła Jaga, ziewając. Nagle zauważyła grupkę skinów i naprzeciwko nich grupę punków. Szykowała się ostra rozróba. Po stronie punków stało jeszcze kilka niezwiązanych z subkulturą osób.
- Hej, Stefek - pociągnęła chłopaka za rękaw i wskazała na szykujących się do bójki ludzi. - Idziemy skopać skinom skurwysynom dupy?
Brunet nie wyglądał na przekonanego, ale alkohol i słowa Jagody zrobiły swoje.
Po ustawce, która nawet długo nie trwała, bo szybko ich rozpędzili, skini odchodzili wyraźnie pokonani. "Zabij skina skurwysyna", skandowali jeszcze zwycięzcy, zanim wściekli łysole zniknęli z pola widzenia. Wydawało się, że nikt nie odniósł poważniejszych obrażeń, jednak Jaga zauważyła leżącego gdzieś w cieniu chłopaka. Ciągnąc Stefana za sobą, podeszła do niego i z troską zapytała:
- Ci kretyni cię tak urządzili, czy może z jabolem przegiąłeś?
[Matko, wręcz peana napisałam ;P]
Jagoda