Słońce zachodziło, mieniąc się milionem barw nad Newą. Newski Prospekt powoli wyludniał się. Ludzie wracali do domów.
Siedział tak już długi czas na Placu Dekabrystów, nieopodal pomnika Piotra I. To już ostatni wieczór jaki spędzi tutaj w tym roku. I strasznie mu żal, że musi to wszystko opuścić. Zenit, Ładogę, ulicę Czajkowskiego, na której wychowywał się od dziecka.
W Zenicie grał już od dawna. To już będzie przeszło cztery lata, kiedy zaczął grać w barwach tego klubu. Wiedział z czym wiąże się kariera piłkarza. Wyjazdy, przyjazdy, mecze, rozłąki, okienka transferowe, kupno, sprzedaż, wypożyczenie do innego klubu.
Właśnie nadchodziły te ostatnie godziny przed wylotem do Warszawy. Do kraju jego przodków. Wszak matka była Polką, babka i dziadek też.
Westchnął cicho, wstając z ławki. Czas jechać na Pułkowo.
Kosma Milinowicz || lat 25 || 18 maj || Zawodnik Legii na pozycji pomocnika || Brak dziewczyny || Chłopaka też || 2 w skali Kinseya || Od dziecka z piłką za pan brat || Mimo iż Warszawę nawet lubię, to i tak w niczym nie dorówna Petersburgowi || biegły język polski i angielski || Mieszkanie niedaleko od Łazienkowskiej || metr osiemdziesiąt pięć ||
Kosma Milinowicz || lat 25 || 18 maj || Zawodnik Legii na pozycji pomocnika || Brak dziewczyny || Chłopaka też || 2 w skali Kinseya || Od dziecka z piłką za pan brat || Mimo iż Warszawę nawet lubię, to i tak w niczym nie dorówna Petersburgowi || biegły język polski i angielski || Mieszkanie niedaleko od Łazienkowskiej || metr osiemdziesiąt pięć ||
[Dzień dobry wszystkim. Wątki i powiązania: a) tak b) tak (odpowiednie zaznaczyć "X"). Wyszło mi takie eksperymentalne coś. Coś rozwinie się wraz z rozwojem akcji. Mam nadzieję, że za kartę nie zlinczujecie mnie. Tłumaczenie cytatu: Człowiek uczy się przez całe życie. Al]
Długość wątków: preferuję te dłuższe. Aczkolwiek potrafię dostosować się do drugiego autora.


[hejos :D to wątek xd jakiś pomysł?
OdpowiedzUsuńaha, i zrób odstęp od KP i od "od Autora" :)]
Kacper.
[forum mi nie bardzo pasi do Kacpra, ale na potrzeby wątku :D jakaś konkretna tematyka forum? może zaaklimatyzowanie się w moim miejscu, bla bla bla?
OdpowiedzUsuńa tak to mi pasuje ;)]
Kacper.
Na forach nie bywał. W ogóle. Ale ten jakoś przyciągnął jego uwagę, tematy mieli ciekawe no i ludzie byli w porządku. Nie hejtowali za byle co, jak to w dzisiejszych czasach bywa. Zawsze sprawdzał nowe posty, soł... Zwłaszcza od pewnej osoby. No cóż, zaintrygowała go ta postać, więc... umówił się z nią na spotkanie. Jak się okazało, tą osobą był facet. Tak, dla Kacpra to lepiej. Może coś kiedyś...
OdpowiedzUsuńMimo wszystko denerwował się przed tym spotkaniem. Nie byli już tacy anonimowi, bo uzgodnili, jak będą ubrani. Kacper ubrał ciemne dżinsy, ciepłe buty (śnieg i te sprawy), koszulkę z Królikiem Bugsem, na to bluzę i jeszcze ciepłą kurtkę, którą przewiesił przez krzesło w pubie. Dobra, był sporo przed czasem i zamówił dla siebie sok. Gazowanych nie lubił, a wody nie chciał. Może nie powinien się tak stresować. Przecież to zwykłe spotkanie, tak? Ten facet może być zainteresowany Kacprem tylko ze względu na przyjaźń, a nie na coś więcej, prawda?
[lubię imię Kosma <3]
OdpowiedzUsuńJuż trzeci raz tego wieczora, Łukasz mordował w myślach swojego szefa, palił tę budę w kórej przyszło mu pracować i uciekał w jakieś fajne miejsce, na przykład gdzieś, gdzie było ciepło i nie padał śnieg. Niezbyt uważał na lekcjach geografii, więc nie umiał nazwać "z imienia" tego miejsca, ale był święcie przekonany, że wszędzie będzie lepiej, niż w Warszawie.
Dodatkowo wpadła mu dziś nocna zmiana. I był to kolejny powód, do ziania nienawiścią do swojej pracy. Bo cóż mogło być nudniejszego, niż kilka godzin bezczynności? Już nawet krzyżówki mu się nudziły, hasła znał na pamięć a każda kolejna plansza sudoku zlewała się z poprzednią.
Teraz przysypiał, z głową na biurku, choć formalnie rzecz biorąc, powinien być przytomny, wyprostowany i uśmiechnięty od ucha do ucha... No, ale kto pokusiłby się o nazwanie profesjonalistą kogoś, kto tak otwarcie okazuje swoją niechęć do wykonywaanego zawodu.
Dobudził go dopiero odgłos otwieranych drzwi i dźwięk kroków. Z początku miał ochotę poudawać, że go nie ma, ale ciekawość nakazała mu sprawdzić, kogo diabli niosą o tej porze. Powoli, z wyraźną niechęcią, podniósł się do pozycji w miarę pionowej by spojrzeć na przybyłą postać. Znajomą, jak sie zresztą okazało.
- No proszę, kogo my tu mamy... To było do przewidzenia - mruknął, raczej sam do siebie. - Dobry wieczór! - rzucił, już głośniej, starając się brzmieć choć odrobinę entuzjastycznie.
Kaczmarek.
[Niech Kosma będzie znajomym znajomego Maćka i tak się poznają. Ludzie będą zakuwali do sesji, a Maciejowi nie będzie się chciało uczyć, będzie się więc nudził i stwierdzi, że najlepiej wyskoczyć na miasto, ale nie samemu. Zapuka do Kosmy i namówi go, żeby poszli pić i na dziewczyny.]
OdpowiedzUsuń[ A witam. Na wątek jestem chętna, jak najbardziej! A Kosma chodzi do klubów? Bo jeśli tak, to możemy wykombinować coś takiego - Milena próbuje dostać się do jednego z klubów w centrum, bezskutecznie podrywa ochroniarza, by ją wpuścił, ale nic z tego nie wychodzi. No i zjawia się Kosma. Pomaga jej, zaczynają gadać? Coś takiego jest ok? ]
OdpowiedzUsuńMilena
[właśnie ogarnęłam, że mój komentarz się nie dodał wczoraj.]
OdpowiedzUsuńKacper wsunął słomkę do ust i pociągnął łyka. Rozejrzał się dookoła. Okej, na razie nie widział nikogo, kto był ubrany tak, jak miał być jego dzisiejszy towarzysz.
Ale w końcu dostrzegł te kolory i ciuchy. Chłopak podszedł do niego.
- Cześć - odstawił szybko szklankę, uważając, żeby jej nie przewrócić. Jeszcze tego mu brakowało, żeby zrobić tutaj malutki rozpiździaj i zbłaźnić się przed nowym kumplem. - Ciebie również - podał mu dłoń przez stolik.
Skądś go znał, serio. Gdzieś już widział tę twarz. Tylko nie mógł jej sobie nigdzie przyczepić. Może mijali się na uczelni? Albo w tramwaju? Naprawdę, gdzieś już go widział. I teraz pewnie będzie go dręczył ten fakt póki nie ogarnie, skąd zna tego młodego mężczyznę.
Kacper.
Naprawdę gościa skądś kojarzył. Może mu przypominał kogoś sławnego? A może on jest sławny? Nie, to na pewno nie. Takie rzeczy tylko w filmach i życiach ludzi, którymi nie jest Kacper.
OdpowiedzUsuń- Nie, jestem z Lublina. I mam bliźniaka, więc nie zdziw się, jakbym ci kiedyś na mieście nie powiedział "cześć".
Dobra, to było żałosne. Oczywiście, że robił z siebie debila. To było takie naturalne, że aż po prostu... no nieważne.
- O, tak słyszałem właśnie obcy akcent - uśmiechnął się, próbując ratować sytuację. - I powiem ci tak, wszystko jest lepsze od Warszawy - westchnął. - Ona wydaje się być taka ponura i szara... Byłeś może kiedyś w Poznaniu? Tam jest tak estetycznie - znów się uśmiechnął.
Kacper.
W Zenicie... coś mu to mówiło, serio.
OdpowiedzUsuń- Ograliście Lecha...
Pierwsze, co mu przyszło do głowy, to piwo. Serio. Dopiero potem ogarnął, że chodzi o Kolejorza. O żesz ty w pyszczek..
- O matko kochana - powiedział jedynie, wpatrując się w niego szeroko otwartymi oczami. Ale ze mnie debil - pomyślał, robiąc w myślach facepalm. - Ty jesteś Kosma Milinowicz - dodał, robiąc z siebie pewnie jeszcze większego kretyna, niż dotychczas.
A więc jednak ktoś sławny.
- Przepraszam, nie rozpoznałem cię od razu - przyznał cicho, spuszczając wzrok.
Kacper.
Przystąpiła z nogi na nogę, zmieniając wcześniej obraną taktykę. Najpierw najmilej jak tylko potrafiła prosiła, później bezskutecznie podrywała, teraz uprzejmie groziła. Robiło się coraz zimniej, wybiła godzina dwudziesta druga. Nie zamierzała wrócić do pustego mieszkania i po raz kolejny pracować z nudów. Nie tak wyobrażała sobie piątkowy wieczór w stolicy. Chciała się zabawić. Wypić kilka drinków, potańczyć, poznać kogoś. Schowała ręce do kieszeni płaszcza, mając nadzieję, że ochroniarz w końcu się nad nią zlituje. Chwilę później zatrzymał się koło niej pewien chłopak. Patrzyła na niego wściekła. Żałowała, że nie potrafi mówić po rosyjsku. Wtedy z pewnością przekonałaby osiłka pilnującego klubu, by wpuścił ją do środka. Zanim zorientowała się, co się dzieje chłopak puścił do niej oczko, a ochroniarz jak gdyby nigdy nic, wpuścił ich do środka.
OdpowiedzUsuń-Spadłeś mi jak z nieba. Prawie godzinę próbowałam go przekonać, żeby wpuścił mnie do środka. Chyba nie lubi blondynek. -uśmiechnęła się szeroko, odwracając się do mężczyzny. Weszli do środka. Rozpięła płaszcz, jednocześnie szukając wzrokiem kogoś znajomego.
-Jestem Milena. -wyciągnęła do niego chłodną dłoń. -Co powiesz na drinka? Albo piwo? Ja stawiam. Muszę ci się jakoś odwdzięczyć. Dzięki tobie tu jestem.
Milena
Nie chciał rozgłosu? Powodzenia, stary. Niech no tylko ktoś się dowie, to zaraz fajni i kibice się zlecą. Powodzenia raz jeszcze.
OdpowiedzUsuń- Brat mnie tutaj zaciągnął. Średnio mi się to miasto podoba, ale co tam - machnął ręką. - Może za półtora roku wyjadę do Poznania. Zobaczymy - wzruszył ramionami i uśmiechnął się.
Ano, Kacper przez pierwsze parę miesięcy to łaził z wyciętą mapą Warszawy. W sensie z samym centrum, po którym się poruszał. I dzisiaj znał drogi i skróty.
- Nie mam pojęcia, gdzie powstała Budka Suflera - pokręcił głową i zaśmiał się. - Ale piosenki mają niezłe. A tak w ogóle, to co ciebie skłoniło do przyjazdu do Polski? I granie w polskim klubie?
Kacper.
Słuchał jego historii bardzo uważnie. Lubił słuchać o kimś, to było ciekawe. No i ważne, że osoba się nie krępowała mówić o sobie. Uśmiechnął się na wspomnienia o zdjęciach. Kacper nie był dobrym fotografem, więc nie rzucał się z pomocą.
OdpowiedzUsuń- Naprawdę tak mówią? - prychnął. - Ludzie nie wiedzą, co mówią. Siano w głowie zamiast mózgu. O ile siano - dodał, wzdychając. - Nie przejmuj się, nie warto - machnął ręką i uśmiechnął się do niego lekko. - Czego się napijesz? - zagadnął po chwili, bo tak siedzieli o tak zwanym suchym pysku. Znaczy Kacper miał sok.
Generalnie starał się nie myśleć o tym, że właśnie siedział przy stoliku z piłkarzem. I to takim z prawdziwego zdarzenia. A on co, zwykły student kierunku, który podobno nie ma przyszłości, a i tak zdecydowana większość ludzi w Polsce nie potrafi wymienić ani jednego socjologa. No cóż, życie, najwyżej trafi do Maca i jego fatalne zauroczenie będzie miało z czego się śmiać.
Kacper.
Zaskoczona, podniosła obie brwi do góry. Kosma. Nigdy nie sądziła, że pozna kogoś o tak ciekawym imieniu. Co prawda, jej imię także nie należało do super popularnych to jednak dziewczyn o imieniu Milena było mnóstwo. Z chłopakiem imieniem Kosma jeszcze się nie spotkała. Kiedyś w końcu musi być ten pierwszy raz.
OdpowiedzUsuńWeszła wgłąb lokalu, patrząc kto dziś stoi za barem. Lubiła przychodzić do tego klubu, o ile ochroniarz życzliwie wpuścił ją do środka. Miejsce miało świetny klimat, dobry alkohol i co najważniejsze - muzykę. DJ znał się na rzeczy. Zauważyła, że dziś nie ma zbyt wielu ludzi, a najlepsze miejsca przy barze są puste. Zarzuciła płaszcz na niewielkie oparcie barowego krzesła i przywołała znajomego barmana. Zamówiła mojito i najlepsze piwo jakie mieli w menu.
-Masz bardzo ciekawe imię. -zaczęła, rozsiadając się wygodniej na krześle. Cieszyła się, że wybrała na dzisiejszy wieczór jeansy. Mogła się swobodnie poruszać i co najważniejsze, siedzieć. Klasyka się zawsze sprawdza.
-Nie jesteś chyba z Polski, co? -uśmiechnęła się, coraz bardziej pewna, że skądś zna jego twarz. Pracowała w redakcji gazety, której wogóle nie czytała. Dla niej to było kobiece dno. Jednak raz na jakiś czas dochodziły do niej pewne informacje o znanych lub mniej znanych osobistościach. Chłopaka, który siedział koło niej przy barze nie znała. Wciąż jednak miała wrażenie, że gdzieś już go widziała. Miała zamiar zapytać wprost, ale w ostatniej chwili się powstrzymała. Barman położył przed nimi alkohole.
Milena
- Ludzie są głupi - stwierdził, unosząc jedną brew wyżej. Ano, jemu też dogadywali, obrażali i poniżali go, bo był gejem. No niestety, nic tego nie zmieni, zawsze będą ludzie, którzy nie są tolerancyjni i będą ubliżać innym od siebie. Niełatwo się do tego przyzwyczaić. Mniej już to wszystko na niego działa, ale gdzieś tam w środku nadal rani, słysząc jakiś komentarz. - No proszę - uśmiechnął się, słysząc jego słowa o gościnnej rodzinie. - To dobrze, że na świecie są jeszcze tacy ludzie - puścił mu oczko. Zamówił dla niego kawę przy okazji, jak obok przechodziła kelnerka. - Ja? Wyjeżdżam do Poznania szukać roboty w agencji reklamowej. Taki jest plan. Będę się go trzymał - powiedział twardo. Nie chciał myśleć o porażkach. Nie mógł zbadać o pewną sprawę w swoim życiu, więc zadba o tę zawodową. - Będziesz się pchać wyżej? W sensie jakaś reprezentacja Polski albo coś?
OdpowiedzUsuńKacper.
Łukaszowi to akurat daleko było do wszelkich uprzedzeń. Gej, który nie tolerowałby kogoś ze względu na pochodzenie, kolor skóry czy cokolwiek innego, co wynikałoby ze zwykłego przypadku, a nie z głupoty danej osoby, byłby w jego mniemaniu trochę zbyt wielką ironią losu... W każdym razie, jeśli kogoś nie lubił, to z pewnością nie ze względu na pochodzenie. A i do Kosmy [tak to się odmienia?] nic nie miał.
OdpowiedzUsuń- Ano. Jak widać, jeszcze mnie nie wylali - mruknął, wstukując coś w komputer. - Piętnastka zajęta, przykro mi. Jakbyś przyjechał z godzinę temu, to akurat, byłaby wolna, a tak to... - tu zrobił wymowny gest dłonią. - Mogę zaproponować czternastkę, szesnastkę, cokolwiek w tych okolicach - dodał szybko. - Jaką chcesz tę kawę?
Kaczmarek.
[witam:) podoba mi się pomysł, chociaż podważa odpowiedzialność Oliwki, jako matki:D]
OdpowiedzUsuńNadszedł piękny dzień w tygodniu, który miała wyłącznie dla siebie i Antosia. Wstała o szóstej trzydzieści, wmawiając sobie, że się wyspała, przygotowała śniadanie dla syna i poczekała, aż zbudzi go jego wewnętrzny budzik. Zazwyczaj było to około siódmej, tak więc miała chwilę na ogarnięcie się. Gdy wstał, ubrała go, pomogła przy jedzeniu i równo wpół do ósmej wyszli z domu, kierując się w stronę przedszkola.
Osiem godzin ciszy, sprzątania i gotowania, by ponownie się ubrać i iść po swojego ukochanego malca. Jako że pogoda była ładna, a chłopiec opatulony został ciepłą kurtką, szalikiem, z czapką na głowie i rękawiczkami na łapkach, Oliwia postanowiła zabrać go na nieco dłuższy spacer, niż tylko trzynastominutowy powrót do domu. Trzymając za rękę chłopca, weszła do parku.
Oczywiście, wszystko Antosia tam rozpraszało. Pieski na smyczach, dzieci w wózkach, biegający ludzie.
Wystarczyła chwila nieuwagi, dzwoniący prawie były mąż, by na chwilę spuścić go z oczu, co Oliwii naprawdę się nie zdarzało.
Gdy się rozłączyła, wytrącona z równowagi, spostrzegła, że jej synka nie ma w zasięgu pola widzenia.
- Antoś! Antosiu! - wołała, rozglądając się wokół. Ruszyła przed siebie, niemal histerycznie zaczepiając przechodniów i pytając o jej synka. Nikt go nie widział? Na boga, dlaczego była taka nieuważna? Łzy napłynęły jej do oczu, gdy po raz pierwszy poczuła, że jej oczko w głowie może być teraz zagubione, roztrzęsione. Że go straci. Pewnie już płacze, a ona nie ma choćby cienia pomysłu, co się z nim teraz dzieje. Jak to możliwe, że w ciągu kilkunastu sekund jej przepadł?
Oliwia
Słuchał go uważnie, chociaż na piłce nożnej się nie znał. Co prawda, to Kacper chodził za brata na włef, ale... takiej teorii on nie znał, bo go to nigdy nie interesowało, więc...
OdpowiedzUsuń- No, to dobrze, że nie żałujesz. Słyszałem, że dobrze wam idzie - uśmiechnął się. - Powodzenia więc w następnych meczach - puścił mu oczko. - Gdybym się nie bał, że zginę, to przyszedłbym kiedyś na mecz, aczkolwiek Football Hooligans mnie troszkę przerażają...
Dobra, może w dzisiejszych czasach było troszkę lepiej, jeśli o nich chodzi, ale to nie zmieniało faktu, że nadal było niebezpiecznie.
- Pooglądam w telewizji.
Albo przeczyta skrót meczu w internecie, bo piłka nożna mało go interesowała.
Kacper.
-Jeden taniec bez podeptanych stóp brzmi świetnie. -zgodziła się na jego propozycję, uśmiechając się szeroko. Upiła łyk mojito, dyskretnie na niego zerkając. Kosma był jednym z najprzystojniejszych chłopaków, jakich do tej pory poznała. Nie dziwiła się więc, że niektóre mijające ich dziewczyny patrzyły na niego jak na ciastko z kremem. I co najlepsze, to właśnie ona siedziała z nim przy barze i rozmawiała! Ona, a nie blondynka z ogromnym dekoltem, która nie odrywała od niego wzroku odkąd tylko przekroczyli próg klubu.
OdpowiedzUsuń-Co cię sprowadziło do stolicy? Rodzina, dziewczyna, praca, studia? -zapytała, chcąc poznać go bliżej. Już sama propozycja wspólnego tańca bardzo ją rozbawiła. Rzadko spotykała chłopaków, którzy proponowali jej wspólny taniec. Gdyby jeszcze się okazało, że Kosma potrafi tańczyć - byłaby wniebowzięta.
Przez przeprowadzkę do Warszawy, Milena straciła kontakt z większością znajomych. Nie, nie była samotna. Zawsze znalazł się ktoś, z kim mogła pójść do kina albo na imprezę. Brakowało jej jednak kogoś, z kim mogłaby pójść się napić piwa, wyluzować po tygodniu pracy w redakcji. Kogoś, na kim naprawdę mogłaby polegać. Dlatego też jej dziwnym hobby stało się spędzanie wolnych wieczorów w klubach. Tam, nie była sama. Otaczał ją tłum ludzi. Przez chwilę nawet zastanawiała się, czy Kosma ma tu jakiś znajomych i czy nie czuje się w stolicy osamotniony. Warszawa nie raz sprawia, że ludzie czują się zagubieni.
Milena
[Witam. Piłkarz. :D Z piłkarzem nie miałam jeszcze nigdy jakiegoś wątku, więc musi być. :D Lepszego pomysłu nie mam, a że Maja to trochę taki dziwny człowiek to na meczu na pewno mogłaby się pojawić o ile nie masz jakiegoś takiego wątku?:) ]
OdpowiedzUsuńMaja
[Witam tez, w sumie to średnio cokolwiek ciekawego. Kosma może być na przykład kolegą brata Berni, to moze byc naszym punktem zaczepienia]
OdpowiedzUsuńBerni
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTak, tak, oczywiście, mhm, o czymkolwiek on mówił, tak właśnie było, mhm.
OdpowiedzUsuńKacper naprawdę nie ogarniał piłki nożnej, nie interesowało go to i na pewno nie zamierzał tracić kasy na bilet na mecz na żywo na stadionie. Mowy nie ma. Wolałby iść na koncert czy coś.
- Ale kibole i Football Hooligans to dwie różne subkultury - powiedział Kacper, zaświecając swoimi informacjami ze studiów. Nie ma to tamto, subkultury i antropologia były jego ulubionymi przedmiotami, więc... - Cóż, to nie spróbuję tego lizaka - westchnął, ale uśmiechnął się. A potem zatkał sobie usta słomką, pijąc napój.
W necie tak dobrze szła im rozmowa, a tutaj miał wrażenie, że to wszystko jest takie sztuczne i beznadziejne i nic nie będzie z tego spotkania, a Kosma pomyśli, że Kacper jest jeszcze gorszy.
- Jakieś inne zainteresowania poza kopaną?
Kacper.
[ Spoko ;) zacznę. ]
OdpowiedzUsuńMaja lubiła sport. Od zawsze była fanką aktywności ruchowej, miała za dużo energii, żeby jej nie wykorzystywać. Co prawda miała jeden minus, była dosyć niska, więc wszelkie sporty typu koszykówka i siatkówka były dla niej znacznym utrudnieniem. I chyba to jej wzrost i elastyczności sprawiły, że kiedyś uprawiała gimnastykę. Teraz, zostało miłe wspomnienie i potrzeba aktywności fizycznej.
Nie była wielką fanką piłki nożnej, ale miała znajome, które to lubiły, a może raczej lubiły popatrzeć na przystojnych chłopaków, bo Maja widziała w tym raczej taki sens. I tak o to dała się przekonać na takie wyjście. Na szczęście nie ona płaciła za bilety, więc nie miała czego żałować. Całe to kopanie piłki z jednej strony do drugiej trochę ją nudziło, ale czego nie robi się dla chwili z przyjaciółmi? Z Dlatego też wiwatowała razem z tłumem, tak naprawdę nie bardzo wiedząc komu kibicuje. Miały bardzo fajne miejsca, siedziały niedaleko wejścia do szatni.
Dopiero pod koniec, dowiedziała się, że są tu właściwie dla jednego zawodnika. Jakiś na K, bo oczywiście Maja nie zapamiętała jego imienia. Jej koleżanka miała za to jakaś dziwną fazę i obiecała sobie, że zdobędzie jakoś jego autograf na koszulce. I ściskała ją od zakończenia meczu, a gdy był już naprawdę blisko nie umiała nic z siebie wykrztusić. Maja przewróciła tylko oczami i chwyciła koszulkę, zerkając właściwie tylko na numerek i to właśnie po nim zawołała chłopaka. Okazało się, że to nie wiele dało, więc w miejscu, gdzie odległość była naprawdę najmniejsza przeskoczyła przez barierkę.
-No wiem, że nie mogę, ale musze. – mruknęła do ochroniarza, który zagrodził jej przejście. Tu chociaż raz przydało się bycie małą i wyminięcie go pod jego własnym ramieniem. Ćwiczenia też się na coś przydały, bo szybciej dobiegła do zawodnika i ustała przed nim.
-Wybacz, ale zaraz ochroniarz wyrzuci mnie stąd z hukiem, a ja mam sprawę. – rzuciła w jego stronę. –Moja koleżanka na trybunach ma urodziny, a że jakoś wmurowało ją na Twój widok to ja spełniam jej marzenie. Podpiszesz to. – wcisnęła mu do ręki koszulkę i flamaster. Była bardzo zdeterminowana, co było całkiem zabawne.
Tak czy inaczej jęknęła na widok zbliżającego się postawnego mężczyzny.
[Taka trochę abstrakcja, ale w życiu trzeba trochę takich zdarzeń ;) ]
Maja
Biegała po parku jak oszalała i nic nie mogła poradzić na to, że w jej oczach pojawiły się łzy. Była wściekła na siebie i przerażona faktem, że pozwoliła się trzylatkowi zgubić w parku. Jakie to nieodpowiedzialne i okropne. Jeszcze pięć minut i zadzwoni na policję, do Piotra, do rodziców i nawet nie wiedziała, w jakiej kolejności to zrobi. Jedno było pewne. Po tej sytuacji będzie się musiała pożegnać z opieką nad malcem.
OdpowiedzUsuńZdyszana, poryczana, nie mogąca znaleźć pomocy, nagle dostrzegła światełko w tunelu. Nieopodal jakiś facet kopał sobie piłkę z małym chłopcem. Chłopcem, ubranym w niebieską kurtkę i pomarańczową czapkę.
Pędem ruszyła do nich, upewniając się po drodze, że oto jest jej mały skarb! I na dodatek, co się okazało po chwili, nie tylko cały i zdrów, ale roześmiany od ucha do ucha.
- Antosiu, nie rób mi tego więcej. - powiedziała, padając kolanami na mokrą ziemię i tuląc do siebie malca, który chyba nie rozumiał, o co jego matce chodzi. Przyjrzała się mu uważnie i widząc ten ogromny uśmiech, którego ostatnio Antoś nie pokazywał, aż się uśmiechnęła.
- Nie płać, mamo. - powiedział, delikatnie skubiąc jej długie włosy. - Ja gram!
Oliwia podniosła się, przyglądając się mężczyźnie. Zacznie się osąd, poleci pewnie jakieś kazanie, ale najpewniej tym razem sobie zasłużyła.
- Nie jestem złą matką. - powiedziała cicho, ale pewnie. - Dziękuję, że pan z nim pograł.
Oliwia
[No spoko, pub może być :) To zacznę może.]
OdpowiedzUsuńPiątkowy wieczór. Szaro, buro i ponuro. Większość warszawiaków nawet nie pomyślało o wyściubienia nosów w ciepłych mieszkań. Ona warszawianką nie była, uff, zatem kiedy nastał zmrok, postanowiła wyciągnąć swego starego, zgrzybiałego braciszka gdzieś na miasto, co nie było pod żadnym pozorem łatwą sprawą.
Ostatnio rzadko kiedy wychodzili gdzieś razem. W ogóle, tracili jakoś kontakt. Każde z nich miało swoje zajęcia, swoje sprawy. Jedynie kiedy Berni wpadała popołudniami do "Struny", mogli spędzić trochę czasu razem.
Jeszcze kilka lat temu było zupełnie inaczej. Wychodzili razem często, a nawet robili różne wypady, z czego w ich pamięci chyba najbardziej zapadł wyjazd do Rosji. Z jej znajomością tego dzikiego języka było ciekawie w kontaktach z tubylcami. Z pewnej opresji uratował ją pewien młodzieniec...
Wybrali jeden z ruchliwszych pubów. Bo to zawsze ciekawiej.
Zamówiła sobie piwo i na tym postanowiła zaprzestać. Co za dużo to nie zdrowo. Przysiadła na krzesełku barowym i przyglądała się otoczeniu. Pomieszczenie było średniej wielkości, za to ludzi było masa. Brata już gdzieś zgubiła. W sumie nie zdziwiłaby się nawet jeśli zmyłby się zaraz po ich przyjściu tu. Jego sprawa.
W tłumie młodych mężczyzn ujrzała jedną znajomą twarz. Z lekko zmarszczonymi brwiami przyjrzała się. Kiedy mężczyzna napotkał jej wzrok, posłała mu lekki uśmiech, błagając żeby to był on i żeby nie wyszła na idiotkę. W końcu patrzyła na niego z miną małego, zastanawiającego się skrzata. Do tego rudego.
Berni
To wcale nie była najdziwniejsza rzecz jaką zrobiła w życiu. Właściwie udawały jej się już większe akcje, ale miała wrażenie, że tą jakoś zapamięta na dłużej. A może raczej miała zamiar wycisnąć ją do ostatniej kropelki soku? Co prawda chłopak już wydawał się zmęczony, ale może uda jej się go do czegoś przekonać i namówić na więcej? Monika miała by niezły ubaw!
OdpowiedzUsuń-Monika. I jeżeli istnieje jakiś twój fanklub to pewnie ona go założyła. – zaśmiała się, bo koleżanka miała prawdziwego hopla na punkcie tego zawodnika. – Ja jestem Maja i w sumie to jak już tu się dostałam, a ten wielki pan jeszcze tam tylko stoi to może spróbuje cię namówić na coś jeszcze. Skoro już masz taką wielką fankę to na pewno chcesz ją poznać no nie? – posłała mu rozbrajający uśmiech małego elfa, który właśnie ma chytry plan. – Jest bardzo ładna. – dodała na zachętę.
No i nie była takim mikrusem jak Maja, tylko wysoką blondynką. To chyba było zdecydowanie seksowniejsze, a przynajmniej na pewno według większej ilości ludzi. Bo niektórzy lubili małe, zadziorne brunetki.
- Zrobisz to dla mnie? – posłała mu naprawdę słodki uśmiech starając się być tak przekonująca jak tylko umiała. – Sam mógłbyś dać jej tą koszulkę? Albo teraz albo możesz wpaść wieczorem do Piekiełka, zamierzamy ją tam zabrać na imprezę.
Maja
- Ale Foootball Hooligans to prawdziwi kibice. Oni dopingują swoich bardzo zawzięcie, są lepsi niż amerykańskie cheerleaderki. Tylko dodatkowo ocierają się o świat przestępczy.
OdpowiedzUsuńChyba napisze maila do swojego profesora z podziękowaniami, że go tego wszystkiego nauczył. Jak widać, nauka nie poszła w las, z czego Kacper był bardzo dumny. Ale dobra, koniec już szpanowania tą wiedzą.
- Mówiłem, jadę do Poznania, aby tam pracować jako badacz rynku konsumenckiego w agencji reklamowej. Tutaj mam staż, więc jakieś doświadczenie też będzie. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem - zaśmiał się cicho. - W końcu lubię to robić, dlatego myślę, że jestem w tym dobry.
Kiedy usłyszał coś o łyżwach, spojrzał na niego uważnie.
- Nie potrafię jeździć - przyznał. Nigdy w sumie nie był, jakoś go to nie interesowało, ale domyślał się, że będzie jeździł tak jak dziewczyna jego kuzyna - trzymając się cały czas za barierkę.
Kacper.
O matko kochana, no to przerąbane. Teraz już po nim. Połamie się przed samą sesją. Niedobrze, naprawdę było źle. Miał ochotę uciec, zapaść się pod ziemię lub cokolwiek innego, byle nie iść na cholerne lodowisko. Naprawdę. Aczkolwiek słyszał, że łyżwy przypominają rolki. Podobno. Ale na bank będzie gorzej, więc... Będzie ciekawie, na pewno.
OdpowiedzUsuńPoszedł więc za nim, wcześniej płacąc za ich napoje, a potem ubierając się ciepło. No co , zimno było w tej cholernej stolicy.
- Wiem, wiem... tylko nadal się obawiam...
Zrobi z siebie debila, trudno, takie życie. A może wcale nie będzie tak źle...
Kacper.
Oboje weszli na parkiet. Z ulgą stwierdziła, że większość ludzi w klubie siedzi pijana w swoich lożach. Mogli więc zaszaleć, jednocześnie nikomu nie przeszkadzając. Uśmiechnęła się szeroko widząc, że Kosma potrafi tańczyć. Chłopak, dzięki któremu w ogóle mogła dostać się do klubu w piątkowy wieczór, spadł jej jak z nieba.
OdpowiedzUsuńMilena nigdy nie podejrzewała, że będzie się tak świetnie bawić w towarzystwie człowieka, którego poznała dosłownie chwilę temu. Kosma nie dość, że ją słuchał to w dodatku sprawiał, że zapominała na chwilę o tych wszystkich zmaganiach dnia codziennego.
Po dłuższej chwili szaleństwa na parkiecie powiedziała, że dziękuje za taniec i musi usiąść. Buty na wysokim obcasie, które założyła dzisiejszego wieczora wyglądały na jej stopach rewelacyjnie. Nie nadawały się jednak na dłuższą zabawę, a o przetańczeniu całej nocy nie było mowy. Przez chwilę nawet żałowała, że nie założyła butów na płaskim obcasie. Wtedy z pewnością próbowałaby namówić Kosmę do tego, by tańczyli i tańczyli, aż im braknie tchu.
Usiadła wygodnie na barowym krześle, upijając drinka. Mięta w alkoholu wyraźnie ją orzeźwiła i jednocześnie rozluźniła. Barman jak zwykle nalał jej więcej procentów niż powinien.
-Stopy odmawiają mi posłuszeństwa. -wyjaśniła szybko, zaraz zastanawiając się, po co właściwie mu to mówi. Zawsze, gdy spotykała się z mężczyznami wyznawała jedną zasadę: zachowywać się przyzwoicie i seksi. Nie każdemu zwierzała się z bolących stóp. Nie zawsze też opowiadała o swojej pracy, czy życiu rodzinnym. Gdyby jednak Kosma ją o to zapytał, z pewnością by odpowiedziała. Uznała to jednak za dobry znak. Nie z każdym czuła się tak swobodnie.
-Raz jeszcze dzięki za to szaleństwo na parkiecie. To było świetne. Powinnam ci też podziękować za tą całą sytuację przed klubem. Dzięki tobie mogłam się w ogóle tu dostać.
Milena
Wiedziała o co mu chodzi i właśnie jej się to podobało. Uśmiechnęła się bardzo zadowolona i pokiwała głową.
OdpowiedzUsuń-Jasne, że będę, w końcu raczej inaczej jej nie znajdziesz no nie? – zauważyła. Nie miał pojęcia jeszcze jak wygląda Monika, ale była pewna, że będzie nią zachwycony jak połowa facetów w tym kraju. Maja nie narzekała, a mówiła tylko prawdę. – Jesteś w porządku! – rzuciła do niego i chociaż znała jego nazwisko, które przeczytała z koszulki, nie miała pojęcia kim jest ten człowiek zrobiła coś spontanicznego, postarała się i złożyła na jego policzku całusa. Od tak z sympatii. – Do zobaczenia! – rzuciła w jego stronę.
Sama podeszła do ochroniarza i chwyciła go pod ramie.
- Oddaje się w twoje ręce panie władzo. – rzuciła radośnie, zdecydowanie za radośnie jak na kogoś kto łamie zasady. Jakoś musiała go przekonać, żeby nic jej nie zrobił i nigdzie tego nie zgłosił. – I co u ciebie? To musi być ciężka praca… - zaczęła swoją przekonującą gadkę, którą na pewno było słychać, chociaż coraz mniej gdy szła z ochroniarzem w stronę wyjścia.
Maja
Uśmiechnęła się szerzej i przytuliła mężczyznę na przywitanie.
OdpowiedzUsuń-No witam przyjaciela zza wschodniej granicy.- serdeczny uśmiech jak zwykle zagościł na jej chudą, powściągliwą twarzyczkę, na której widniały idealnie podkreślone kości policzkowe. Nienawidziła ich szczerze.- Owszem. Nie wiedziałam, że jesteś w Warszawie!- klepnęła go w ramię, jak gdyby chciała go o to oskarżyć- Wojtek się ucieszy.
Ostatni raz widzieli się jakieś pięć lat temu. Była zdziwiona, że blondyn ją rozpoznał. Ona miała pamięć do twarzy. A on? Poza tym, była jeszcze gówniarą, kiedy to się poznali, a Kosma był już dorosły.
Ale chyba tak płomiennie rudych włosów na tym świecie to nie miał nikt. Tylko Berni. To był jej taki znak rozpoznawczy. To było niekiedy przydatne, jednakże w większości przypadków jedynie ją irytowało.
Berni
Maja była po prostu osobą, która przestała się kryć z własnymi uczuciami. Miała na coś ochotę to robiła to, a nie udawała, że wcale ją nie kusi. Była po prostu trochę wyzwolona, może trochę dzika. Nie pamiętała już tej spokojnej Majeczki, która z takim zapałem przychodziła na treningi wcześnie rano. Ta spokojna strona, gdzieś zaginęła. Dlaczego? O tym wolała nie mówić. Wolała być dzikim mustangiem, a nie oswojonym konikiem.
OdpowiedzUsuńWróciła do koleżanek bez żadnego problemu, udało jej się jakoś przekonać ochroniarza, który nawet kilka razy się roześmiał z jej opowieści. Była gadułą, a on chyba dawno nie miał z kim tak pogadać, więc dobrze się złożyło.
Wróciła do koleżanek i przedstawiła im sytuacje, oczywiście udając załamaną tym wszystkim. Trochę bała się w duchu, że chłopak może je wystawić, ale tak naprawdę to co za różnica? Jak wystawi to Maja dobrze wiedziała gdzie go szukać. Nie miał w tym żadnego interesu. Raz przechytrzyła ochronę, drugi też jej się uda zwłaszcza, że tak się zakumulowała z tym kolesiem.
I tak spokojnie minął jej już dzień, aż do wieczora, gdzie trochę przed umówioną porą zjawiła się w klubie. Jubilatka miała się zjawić dopiero koło 21, bo stwierdziła, że ona jako jubilatka, musi mieć już efektowne wejście. Maja musiała być na czas, żeby zatrzymać ich gościa specjalnego. I to całkiem długo, pewno rujnując mu plany na wieczór.
Usiadła przy barze czekała spokojnie na niego. Zamówiła sobie ulubionego drinka i dopiero uspokoiła się, gdy go zobaczyła przy wejściu. Pomachała mu ręką.
Maja
-Ta sława.- zaśmiała się widząc cały incydent- Woda sodowa jeszcze nie uderzyła Ci do głowy?- zapytała, co było zupełnie miło wypowiedziane, a na jej twarzy wciąż gościł uśmiech, gdyż naprawdę cieszyła się ze spotkania.
OdpowiedzUsuńCzy Wojtek tu był...
-Dobre pytanie powiem Ci. Wyciągnęłam go dziś tu, owszem, lecz zgubiłam go w pierwszych pięciu minutach pobytu tutaj. Ale jeśli masz czas, jeśli fanki Twoje mnie nie zjedzą, to możemy go poszukać, staruszku.- już wtedy tak do niego mówiła. Od tak wspomnienia wróciły- nieprzespane noce, dzikie odpały i takie tam. Albo jak Kosma dawał jej potajemnie piwo, żeby ukochany, nadopiekuńczy braciszek nie widział... To były dobre wakacje.
Berni
Prawda, jeszcze nie było wiele ludzi od nich. Co prawda kilka osób już było, ale było to kilka osób. I raczej nie tych z jej bliższego kręgu, chociaż Maja umiała się chyba dogadać prawie z wszystkim.
OdpowiedzUsuń-A dobrze. Solenizantka stwierdziła, że przyjdzie dopiero koło 21. Chyba nadal przeżywa stratę tej koszulki. – zaśmiała się i odgarnęła ciemne włosy na plecy. –Nie przeszkadza ci, że będziesz musiał trochę poczekać? Bo to nie tak łatwo dogadać się z dziewczyną, która jest na ciebie zła, a Monika sądzi, że to moja wina i tak dalej. – nie musiała dużo tłumaczyć, bo przecież wiedział o co chodziło.
Tak czy inaczej miała zamiar zająć mu czas swoim towarzystwem, które jak sądziła mogło być całkiem interesujące. O ile oczywiście nie zagada go na śmierć, ale miała zamiar postarać się, żeby tak okrutny los go spotkał. Zresztą potem może wyciągnie go nawet na parkiet? Chociaż słyszała pogłoskę, że piłkarze raczej nie tańczą.
-Ten wasz ochroniarz to spoko gość. Ma trójkę dzieci i chyba całkiem sporo roboty, ale był sympatyczny, bo puścił mnie bez szwanku, o ile przyjdę z nim jeszcze kiedyś pogadać, więc będę musiała kiedyś jeszcze wpaść na jakiś mecz. – rzuciła z rozbawieniem. – Nie jesteś z Polski tak? – zagadnęła go. Nie miała o nim pojęcia, ale w końcu dowiedziała się jak ma na imię co było pewnym postępem. Kosma. Fajne imię. – Nie jestem fanką piłki nożnej, przyznam się od razu. Chociaż o konflikcie Elana a Unibax trochę wiem. – zauważyła, cóż była z Torunia i wiedziała co odpowiadać, gdy jakiś wielki kibol chce ci wlać. – Ale pewnie masz dość rozmów o piłce nożnej.
Maja
I już po chwili obydwoje wyruszyli na poszukiwania.
OdpowiedzUsuńOwszem, od niedawna Wojtek zagrzybiał, zastygł, wydoroślał zdecydowanie. Stał się mężczyzną odpowiedzialnym, pochłoniętym gitarowej i muzycznej pasji. Jednakże w niczym nie przypominał szalonego rockmana sprzed lat. Jasne, ciągle miał te swoje długie pióra, które Berni zawsze musi długo szczotkować po umyciu, ale alkohol, imprezy? Chłopak wolał napić się spokojnie w domu, z kumplami.
-No przepraszam bardzo, nie wiem czy zauważyłeś, ale Berni już nie jest małą Berni.- uśmiechnęła się do niego, choć pewnie już tego nie widział ze względu na półmrok panujący w klubie. Rozejrzała się dokładnie. W drugim końcu największej tutaj sali zauważyła siedzącego sobie z jakąś grupką mężczyzn swojego braciszka. Pokazała na niego paluchem.
-A jednak nie uciekł.- mruknęła.
Bernix
[Berni* xD Tak poza tym to też Wojtuś pojawi się tutaj na dniach :p]
UsuńNie wydawał się specjalnie niezadowolony, gdy powiedziała mu, że będzie musiał jeszcze trochę poczekać. W między czasie pojawiali się jacyś nowi ludzie, którzy na pewno przyglądali mu się z zaciekawieniem.
OdpowiedzUsuń-Tylko nie mów, że nie lubisz karoke, bo Monika się załamie. – od dawna uwielbiały śpiewać od czasu do czasu w takich klubach, gdzie można było dać takiego rodzaju popis. Z tym, że Maja nie miała pojęcia o tym, a po prostu się dobrze bawiła.
Słuchała go uważnie. Rosje znała jedynie z lekcji tego języka, których tak naprawdę nie traktowała jakoś specjalnie serio. Raczej to była alternatywa mniejszego zła. Mając do wyboru jeszcze naukę niemieckiego, wybrała rosyjski .
-Co jak co, ale preferuje cieplejsze klimaty. Zmarzlak ze mnie. – zrobiła udawaną smutną minkę. Co jak co, ale była mała i szybciej jakoś traciła ciepło. Dlatego gruby sweter często był jej najlepszym przyjacielem w trakcie nawet takiej, jak dla niego pewnie niegroźnej, zimy.
Gdy zaproponował taniec była w swoim żywiole. Taniec kochała, w każdej formie. Zaczęło się od baletu, z niego przeszła do gimnastyki artystycznej, a teraz była zumba, która wykorzystywała wiele elementów tanecznych.
Nawet nie musiała odpowiadać, po prostu pociągnęła go za rękę na parkiet. Nie raz udowodniła już dziś, że jest dosyć specyficzną osobą.
Nic dziwnego, że na parkiecie płynęła bawiąc się przy tym naprawdę świetnie. Chyba dopiero wtedy w jej oczach można było zobaczyć ten dziwny błysk, który mówił, że ktoś kocha to co właśnie robi. Nie była jednak samolubna, dostosowywała się też do niego, ale musiała przyznać, że radził sobie bardzo dobrze.
Maja
Kacper nie śpieszył się z zakładaniem łyżew. Robił to powoli, mocno zawiązywał sznurowadła. Serce znowu zaczęło mu szybko bić. Ze strachu. Serio. Każdy inny sport, jasne, zastępował przecież brata ba włefie. Ale łyżwy to była kompletna masakra. Gorzej niż źle. Nigdy nie próbował, a i tak czarno to widział.
OdpowiedzUsuńCały czas trzymając się barierki podszedł do wejścia na lodowisko. Spojrzał za Kosmą. Pierwszy nie wejdzie, mowy nie ma.
- Idź pierwszy, ja za tobą spróbuję się nie pozabijać - powiedział, uśmiechając się do niego krzywo.
Kacper.
Nic nie stało na przeszkodzie, żeby znowu zaczął chodzić do klubów. Może i był znany, ale ludzie w Warszawie, co chwile widzieli kogoś znanego, więc jakoś by to przeżył. Jeżeli sprawy pójdą w dobrym toku, a na razie chyba szły, bo się nieźle dogadywali i miała wrażenie, że możliwe iż chłopak będzie należał do grupy ludzi, którzy ją jednak chociaż trochę polubili, to mógł liczyć na dobrą towarzyszkę do zabawy. Lubiła wyjść, potańczyć, napić się czegoś i wrócić do domu zmęczona, na tyle żeby nie miała żadnych snów.
OdpowiedzUsuń-Ty też! – powiedziała szczerze, bo rzadko dostawała takich dobrych partnerów do tańca, którzy na dodatek byli jeszcze trzeźwi. Polacy jednak woleli ruszać na parkiet po alkoholu.
Zerknęła na przyglądające się im dziewczyny. Dla niej piłkarz był zwykłym człowiekiem, a nie małpą w zoo, która trzeba było podziwiać i obejrzeć z każdej strony.
-Wiesz rozdałam kilka zaproszeń z koleżankami, ale jakoś zawsze dodawałam przyprowadźcie znajomych. – zaśmiała się. Zaczynało się robić tłocznie, a kilka koleżanek zbierało już prezenty dla solenizantki do jednego miejsca. – Więc możliwe, że będzie tu mały tłok. – wzruszyła rozbawiona ramionami i uśmiechnęła się szeroko. Tym lepiej dla nich, im więcej ludzie wydadzą w barze, tym mniej one płacą za klub. – Ja nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że zaraz kilka tych dziewczyn wydrapie mi oczy za to, że z tobą tańczę!- dodała mu na ucho i specjalnie objęła na chwilę jego szyję i zrobiła jakiś wijący ruch.
Też mieszkała sama. Posiadała własne mieszkanie, które szczerze nienawidziła.
Maja
[ Jak najbardziej za jestem! Muszą się raczej dopiero poznać, bo Jaro wraca z Afganistanu po dwóch latach, a pewnie Kosma nie jest tak długo w Wawie? ;> ]
OdpowiedzUsuńJarek
[ Mogą się poznać w jakimś barze? Jarek lubi Legie, rozpozna go i podejdzie po prostu z dupy pogadać o meczach :D ]
OdpowiedzUsuńJaro
Była takiego samego zdania, co on. Lubiła poznawać nowych ludzi, ich historie. Wbrew temu, ile mówiła, nie był tylko skupiona na sobie. Tak naprawdę dużo mówiła, ale czy ważnych rzeczy? O swojej przeszłości prawie nigdy nie wspominała, od kilka faktów, z których wiele nie można było ułożyć.
OdpowiedzUsuńBawiła się naprawdę dobrze tańcząc z nim, ale faktycznie, zasługiwali już na jakaś przerwę.
-Przestań, akurat ty raczej musisz go jej dać osobiście! – zauważyła z uśmiechem. Co jak co, ale właśnie to zakładał plan.
Maja rozejrzała się po klubie i wypatrzyła dwie pozostałe organizatorki. Może sama nie pomogła im teraz za bardzo, ale wyszła na parkiet i ludzie też tam ruszyli, a to był chyba wyznacznik dobre imprezy. Gdy ludzie siedzieli i tylko wgapiali się w siebie nawzajem to było trochę przerażająco.
- Uciekam na chwilę, sprawdzę czy dziewczyny nie mają z czymś problemu. – rzuciła w jego stronę. W końcu nawet jak go zostawi to za chwilę zjawi się tu tłum wygłodzonych dziewczyn, tego była prawie pewna. – Znajdę się za jakieś czas, bo chyba w tą stronę będzie łatwiej. – zaśmiała się, była niska i ją wypatrzeć w tłumie ludzi nie było tak łatwo.
Pomachała mu jeszcze dłonią i uciekła w stronę koleżanek.
Maja
Na twarzy braciszka ujrzała ten stary uśmiech, który kiedyś towarzyszył mu ciągle, taki błogi, cholernie szczery. Ostatnio pochłonięty był pracą, sklepem, kredytem i wszelkimi innymi problemami z jakimi musiał zmagać się dorosły człowiek.
OdpowiedzUsuńTeraz uśmiechał się jak szczeniak, wszyscy się uśmiechali. Spotkanie po latach... coś pięknego.
-Czemu się nie odzywałeś tyle czasu, stary!- Wojtek klepnął go w ramię, przepraszając kolegów i odchodząc od stołu.
-Wiesz, jeśli się nas wstydzisz to spoko, narobimy Ci jeszcze gorszego obciachu. Ciekawe czy jest tu ktoś z jakiejś gazety...- teatralnie zaczęła się rozglądać, zaraz po tym roześmiała się. Ona miała to do siebie, że potrafiła prawie zawsze rozweselić kogoś swym łagodnym śmiechem. Często się śmiała. Nawet z rozpaczy.
Berni
Maja podpytywała koleżanki czy nie trzeba jeszcze czegoś zrobić, ale okazywało się, że wszystko jest tak jak być powinno. Tort był, masa prezentów była, a solenizantka miała się zjawić za chwilę. Wszystko było na dobre drodze, żeby wieczór był naprawdę udany. A kto wie? Może przypadkiem uda jej się wyswatać jej koleżankę z super sławnym piłkarzem? Chociaż nie miała zielonego pojęcia jakie dziewczyny, a może i nie dziewczyny a chłopców, ten człowiek preferuje. Tak czy inaczej to miało być naprawdę ciekawe doświadczenie, bo miał spełnić marzenie zwykłej dziewczyny.
OdpowiedzUsuńGdy przywitała się jeszcze z kilkoma osobami zaczęła poszukiwać go wzrokiem. Był przy barze i zaczepiała go jakaś dziewczyna. Na chwilę zostawić go samego a już ma powodzenie.
Tak naprawdę Maję łączyło sporo z tą dziewczyną, która do niego podeszła. Nie szukała miłości, bo miała wrażenie, że to bardzo utrudnia życie, człowiek zaczyna wariować, robi głupie błędy i potem na końcu okazuje się, że każdy facet to jednak świnia. Może i miała złe doświadczenia i dlatego wolała trochę poznać człowieka, potem dobrze się z nim bawić i nie mieć oczekiwań. Nie chciała związku, luźne relacje oparte na seksie i dobrej wspólnej zabawie naprawdę jej wystarczały. A może wystarczały na razie dopóki nie spotkała kogoś z kim chciałaby to pogłębić? Miała nadzieję, że na razie nikt taki nie stanie na jej drodze, bo nie była gotowa, żeby komuś zaufać.
-Wróciłam. – rzuciła do niego i usiadła na stołku barowym. No teraz przynajmniej swobodnie mogła na niego sobie patrzeć. – Za chwilę powinna być Monika i tak właściwie to zastanawiam się jak to zorganizować…. – jednak na to nie miała zbyt wiele czasu na rozmyślanie, bo właśnie do klubu weszła Monika.
Oczywiście zaczęło się od chóralnego „sto lat” i zdmuchnięcia świeczek z tortu. Wtedy Maja dała mu znać, że powinni przecisnąć się bliżej dziewczyny.
To co się działo potem było po prostu istnym szaleństwem dla Mai. Monikę najpierw wmurowało, potem miała jakiś atak szaleńczego szczęścia a na koniec prawie się rozpłakała, gdy chłopak dawał jej koszulkę.
Maja
Na wszystko miał przyjść z życiu czas. Nie był zresztą taki stary, mógł poczekać nawet z 15 lat i dopiero wtedy się ustatkować. Nie było co popędzać tego, co miało się stać. Na razie dla Mai ważne było, żeby dobrze się bawić i mieć, co kiedyś opowiadać na starość. A niech jej wnuki wiedzą, że babcia nie zawsze robiła na drutach i nie zawsze była taka spokojna. W jej życiu było sporo historii, którymi pewnie nie powinna się za bardzo chwalić. A była jednak jeszcze młoda.
OdpowiedzUsuńChłopak spisał się na medal, bo Monika była zachwycona i po prostu patrzyła na niego jak na obrazek czegoś wyjątkowo pięknego. Taki wzrok był momentami przerażający, bo wyglądało na to, że to mniej więcej jak z ulubionym ciastkiem, które chce zjeść.
Nie musiał się obawiać. Nawet jeżeli Monika kogoś miała to była tym typem kobiety, która ustawiała facetów i robiła z nich trochę pantoflarzy. Zresztą nie było co się dziwić, że tak łatwo jej ulegali, była typową pięknością. Wysoka, zgrabna blondynka. Czego chcieć więcej?
-To najlepszy dzień mojego życia!- powiedziała i też go uścisnęła. –O nie. Jak ja tera wyglądam. Czekaj, tylko pójdę się poprawić! – rzuciła cała rozedrgana z emocji, które to spotkanie w niej budziło.
I tak o to uciekła mu do łazienki.
-No nawet mnie taka reakcja zaskoczyła. – rzuciła do niego Majka. – Często kobiety płaczą na Twój widok? – zażartowała i puściła mu oczko.- To ja was teraz zostawię, jak coś to jakoś mnie znajdziesz. – znaczy miała nadzieję, że ją znajdzie. Naprawdę dobrze się bawiła i chętnie by go jeszcze kiedyś spotkała, bo był ciekawym człowiekiem.
Maja
Zaśmiała się. Nie był, więc takim ideałem. Ona miała dobre oceny z przedmiotów ścisłych, co matka zawsze komentowała, że to przez jej cholernego ojca. Tak to wygląda, gdy rodzice są po rozwodzie, a na dodatek się nie dogadują. Może i nie widywała ojca za często, ale wolała spędzić z nim czas niż z matką, a może raczej z matką i jej nowym mężem, bo to w nim głównie tkwił problem.
OdpowiedzUsuń-Nie starczało już czasu na matematykę? - zaśmiała się. Sama miała w czasie szkoły sporo innych rzeczy na głowie. I czasami żałowała, że nie wyszło trochę inaczej. Jednak nie na tyle, żeby nie lubiła swojego obecnego życia.
Na kolejną wzmiankę zmarszczyła czoło. Czy on mówił serio? Jakim cudem nie podobała mu się ta bogini piękności? To było niemożliwe.
-Skoro ona ci się nie podoba to jakie są twoje standardy chłopie? – zapytała robiąc zabawne, wielkie oczy ze zdziwienia. – Nie lubisz blondynek? – zgadywała. Tak właściwie nie miała pojęcia, co jest w Monice nie w jego typie, bo jeszcze nie spotkała faceta, który by jej coś takiego powiedział. Większość, zdecydowana traciła dla niej głowę. – A może… będę niedyskretna…- wyznała i zbliżyła się do niego tak, żeby raczej nikt tego nie usłyszał. – wolisz chłopców? – zapytała bezpośrednio, ale wcale nie chciała być wścibska i nie żeby jej to przeszkadzało. – No właśnie teraz stałeś się dla mnie wielką zagadką, ale jak nie chcesz to nie odpowiadaj. – powiedziała od razu i wyszczerzyła do niego ząbki. Nie była to w końcu jej sprawa.
Maja
Akurat historii sama za bardzo nie lubiła, bo było trzeba się wiele na nią nauczyć, a na to średnio miała zwykle czas i ochotę. Ale jak było trzeba to siadała, żeby jakoś zaliczyć taki przedmiot.
OdpowiedzUsuńNie miała nic przeciwko gejom. W zasadzie nawet ich lubiła. Byli bezpieczni, większość z nich była jak kobiety. Dlatego kilku takich kumpli miała. I jeszcze potrafili wygrzebać ci niesamowite ubrania, często za grosze. Czasami musiała przyznać, że wiedzieli o modzie więcej niż ona. I tak jeden z jej przyjaciół doradził jej, że pierwszego dnia pracy mogłaby założyć coś innego niż sprane dżinsy i koszulę w kratę. Bardzo mądry człowiek, jak się okazało.
- To chociaż nie złamiesz tym wszystkich rozwrzeszczanym fanką serca. – zauważyła. Byłyby na pewno bardzo zwiedzione, gdyby okazało się, że żadnej nie poślubi. A tak miały chociaż jakieś nadzieję, że coś takiego może się jeszcze wydarzyć.
Szatynki były fajne. Sama była szatynką, więc lekko się uśmiechnęła. Chociaż raz ktoś postawił wyżej jej kolor włosów niż tych uroczych, blond stworzeń.
Nie było im dane dłużej pogadać, bo wróciła Monika znów w pełnej krasie. Maja tylko ruchem warg przekazała mu informacje: „powodzenia” i puściła mu oczko. Ważne, żeby nie dał się zjeść. Sama ruszyła do baru po swój ulubiony drink. Nie żeby miała zamiar się upić, ale nie mogła sobie odmówić tego przysmaku.
Maja
-Oj tak, ona z pewnością nie dałaby ci spokoju. -zaśmiała się krótko, przenosząc wzrok z ociekającej seksapilem dziewczyny na Kosmę. Naprawdę nie dziwiła się, że doskonale wymalowana i napompowana blondynka ma na niego ochotę. Każda dziewczyna, która przekraczała próg lokalu z pewnością go zauważała. Mimo, że nie robił nic nadzwyczajnego - siedział, rozmawiał i pił alkohol, to jednak zwracało się na niego uwagę. Widziała to w oczach tych wszystkich dziewczyn i niektórych chłopaków w klubie. Ona nie była jedną z tych kobiet, które na siłę próbują się podobać mężczyznom. Owszem, była w siódmym niebie, gdy otaczał ją wianuszek adoratorów. Każdej kobiecie podobają się takie chwile. Milena jednak nie próbowała podobać się na siłę. Lubiła swoje szerokie, pomięte koszulki i wygodne jeansy. Lubiła chodzić w kucyku i nie przejmowała się opinią niektórych mężczyzn, że związane włosy całkowicie odbierają dziewczynom kobiecość. W łazience nie miała tony kosmetyków do makijażu i nie malowała się ponad godzinę. To ona musiała się czuć dobrze w swojej skórze i wyglądzie. Była taka, jaka była i nie zamierzała się zmieniać.
OdpowiedzUsuńMoże dlatego, że właśnie taka była i tak się zachowywała - większość mężczyzn traktowała ją jak najlepszego kumpla, przyjaciela. Nigdy jako potencjalną kochankę lub dziewczynę na stałe. Kiedyś jej to przeszkadzało, ta plakietka "kumpla z piersiami". Z czasem się przyzwyczaiła. Mężczyźni cenili ją za to, jaka była w środku. Po prostu.
-Mówiłeś, że jesteś w Warszawie przez kontrakt z Legią. -zaczęła, przypominając sobie to, o czym mówił wcześniej. -Na jakiej pozycji grasz? -nie bardzo znała się na piłce nożnej, choć nie unikała wspólnego oglądania ekscytujących meczy ze znajomymi. No i wiedziała, na czym polega spalony.
-Na pewno przyjdę kiedyś na mecz. -uśmiechnęła się szeroko.
Milena
Nie chciała, żeby czuł się zakłopotany. To na bank nie był jej cel. W końcu jej koleżanka nie była tak zła, może czasami gadała głupoty, ale to jak każdy, tym bardziej w stresie, a nie wątpliwie trochę w nim była, bo chłopak jej się podobał i jeszcze miała nadzieję na zainteresowanie go swoją osobą.
OdpowiedzUsuńMaja zauważyła jak Kosma zbliża się w jej kierunku i uśmiechnęła się. Właśnie rozmawiała ze znajomym, którego znała tylko z imprez i jakoś nie miała ochoty pogłębiać tej znajomości. Chłopak gadał ciągle o komputerach i grach, a Maja o nich wiedziała bardzo mało, nie było się co oszukiwać. Potakiwała, więc głową i na pytanie Kosmy, ucieszyła się w duchu. Od razu podała mu swoją rękę i zaczęła ciągnąć na parkiet.
-Ratujesz mi skórę. – zauważyła z uśmiechem i w nagrodę musnęła jego policzek. Musiał się zacząć do tego przyzwyczajać. Maja robiła, co chciała, a to było przecież całkiem miłe.
I znowu poczuła się o niebo lepiej mogąc wirować na parkiecie. Bawiła się świetnie i najważniejsze, że jej partner nie deptał jej stóp. Do pewnego momentu było tak pięknie. Nagle Maja przystanęła i wbiła punkt w jedno miejsce za nim. W jej oczach można było zauważyć pewną zmianę, jakby dziewczyna czegoś się bała. Sama wiedziała, że to irracjonalny strach, bo go nie mogło tu być, ale i tak zrobiła to co zawsze.
-Muszę lecieć. – rzuciła do chłopaka i bez słowa wyjaśnienia zaczęła iść w stronę szatni. Tam odebrała kurtkę i wyszła na zewnątrz nawet jej nie zakładając, żeby tylko móc złapać głęboki oddech.
Maja
-Cieszę się. -Uśmiechnęła się szeroko, nie kryjąc zadowolenia. Spędzić jedno popołudnie na trybunach stadionu, kibicując i krzycząc? To byłoby coś. Emocje, to się w życiu liczy. A mecz piłki nożnej to same emocje. Chętnie zobaczyłaby też możliwości Kosmy. Z tego co zauważyła, lubił to robić. Grać w piłkę nożną. Ona sama, co prawda, nie uprawiała żadnego sportu zawodowo. Lubiła jednak czuć tą adrenalinę i to uczucie, kiedy człowiek skłania swoje ciało do maksymalnych możliwości. Wiedziała więc, dlaczego Kosma to robi.
OdpowiedzUsuń-Na pewno przyjdę kiedyś na mecz. Musisz mi tylko wcześniej dać znać, kiedy gracie. -posłała mu krótkie, szczere spojrzenie. Z każdą kolejną chwilą czuła się w jego towarzystwie coraz lepiej.
Popsuty humor, który towarzyszył jej od ranka nagle gdzieś się ulotnił. Alkohol sprawił, że czuła się wyluzowana i skłonna do naprawdę szalonych rzeczy. Z Kosmą mogła dzisiaj podbijać świat. Na samą tą myśl, uśmiechnęła się szerzej. Dyskretnie rozejrzała się po lokalu. Ludzi przybywało. Parkiet był cały zapełniony, a wszystkie loże zajęte. Barman miał co prawda wsparcie w postaci dwóch kolegów, jednak i tak wszyscy mieli ręce pełne roboty.
-Lubisz tłumy? -zapytała nagle, pochylając się w jego kierunku. Musiała mówić głośniej. DJ wyraźnie podkręcił moc w głośnikach, jednocześnie grając szybsze kawałki do tańczenia. -Bo jeśli nie, to możemy iść gdzieś indziej. -dodała po chwili. Głowa zaczynała jej pękać. Od gęstego powietrza i alkoholu w organizmie. Kosma zawsze mógł odmówić. Nie miałaby do niego o to żalu. Zawsze mógł lubić wielkie, szalone imprezy. Ona takie lubiła. Dziś jednak nie miała siły na wariactwo z tłumem rozwydrzonych nastolatków, napompowanych kobiet i mężczyzn wypatrujących swoje nowe zdobycze.
Milena
Nie było w tym zupełnie jego winy. Wyszła, bo wydawało jej się, że jest tam ktoś kogo nie chciała już więcej widzieć. Nigdy więcej, bo za wiele przeszła przez tą osobę. Ale jej tam nie było, była tego prawie pewna. Nie było tam żadnego starszego faceta.
OdpowiedzUsuńZaczęła iść naprawdę szybko przed siebie, w ręku trzymając kurtkę. Nie było jej ziemno, właściwie to czuła się jakby właśnie się pociła z nerwów i zaczyna mimo wszystko wewnętrznie panikować, że on jednak ta jest. A tyle razy w głowie powtarzała sobie, że nigdy go już nie spotka.
Nawet nie słyszała jak chłopak za nią idzie. Jego pytanie ją zaskoczyło. Co się stało? Jak miała mu odpowiedzieć na to pytanie? Przestraszyłam się? Uroiłam sobie coś.
-Nic, tylko coś sobie przypomniałam… - westchnęła dobrze wiedząc jak to brzmi. Jak najgorsze, puste kłamstwo. Nie chciała go okłamywać, ale nie chciała też mówić prawdy. – Po prostu uznajmy, że musiałam stamtąd wyjść. – rzuciła jeszcze raz i przystanęła, żeby wziąć głęboki oddech, zamknęła przy tym oczy, żeby przypadkiem nie poleciały jakiekolwiek łzy z jej oczu. Nie będzie płakać, nigdy.
Maja
Gdyby zadzwonił na policję, zanim ona podjęłaby tę decyzję, najpewniej na rozprawie nie miałaby już żadnych szans. Nieodpowiedzialna, zapracowana, niewyspana, pozwalające zgubić się trzylatkowi... Aż jej słabo było na samą myśl. Gdyby chłopcu stała się krzywda, nie poradziłaby sobie z tym. Gdyby przepadł na dobre, umarłaby najpewniej. Był całym jej światem.
OdpowiedzUsuń- Dziękuję. Rzeczywiście Antosia wszędzie pełno. - przyznała, patrząc na malca, który gonił za piłką. Nie ma nawet najmniejszej opcji, ze choćby na sekundę spuści z niego wzrok. Zwłaszcza po słowach mężczyzny o porywaczu.- Nie wybaczyłabym sobie, gdyby choćby stłukł kolano. - dodała cicho, siląc się na delikatny uśmiech. Z torebki wydobyła chusteczkę i przetarła oczy, rozmazane od łez. Po chwili wyciągnęła dłoń w stronę mężczyzny. - Jestem Oliwia.
Oliwia
-Znalazłeś się kiedyś w takiej sytuacji? -zapytała, uśmiechnięta. Tłum kiboli z przeciwnej drużyny? To musiało być niemiłe doświadczenie, pomyślała. Wolała go nie pytać jak wybrnął w tamtej sytuacji. Ona z pewnością zaczęłaby krzyczeć i uciekać gdzie pieprz rośnie.
OdpowiedzUsuń-Tak, chodźmy. -wstała, zarzucając na ramiona płaszcz. Wychodząc, zerknęła dyskretnie na wyświetlacz telefonu. Było kilkanaście minut po północy. W tym czasie Warszawa zaczynała swoje prawdziwe życie. Zastanawiała się, gdzie mogliby pójść. Na Starówce było jedno takie miejsce. Często tam chodziła, gdy musiała trochę pomyśleć. Nie wiedziała jednak, czy Kosma lubi takie klimaty. Koncerty na żywo mało znanych kapel, piwa z różnych stron kraju, spokój. Prawie intymna atmosfera, zero szumu i hałasu. Sami ludzie na poziomie, którzy przyszli się kulturalnie napić lub coś dobrego zjeść i posłuchać muzyki.
Gdy wyszła, poczuła na twarzy zimny powiew wiatru. W klubie było duszno i bardzo gorąco. Szczelniej zapięła płaszcz. Zatrzymała się na środku chodnika, patrząc na Kosmę.
-To co? Improwizujemy? -zaśmiała się krótko, wskazując brodą drogę prowadzącą na Rynek. Kiedyś właśnie tak spędzała wieczory. Chodziła po mieście i szukała dobrego klubu, lokalu albo restauracji. Improwizowała. Nie miała absolutnie żadnego planu. Czasami wypijała jednego drinka i szła dalej albo zostawała już na cały wieczór.
Milena
Była w jakiś sposób po prostu przerażona. Trochę też samą sobą, że tak silnie reaguje na głupie przywidzenie. Czy ona powoli wariowała? A może po prostu wmówiła sobie, że już dawno sobie z tym poradziła, a wcale tak nie było? Nie chciała tak Myślec. Chciała być silną Mają, która stworzyła.
OdpowiedzUsuńKiwnęła głową. W swoim mieszkaniu wcale nie poczuje się lepiej, bo nie za bardzo je lubiła. Chyba powinna zaprosić kogoś, żeby mieszkał z nią. Od jakaś miła dziewczyna czy chłopak, który by po prostu był i sprawiał, że mieszkanie nie byłoby takie bardzo puste, jak było teraz.
-A nie możemy się tam przejść? – nie miała pojęcia jak daleko mieszka, a jej spacer bardzo by się przydał, chociaż mogą też jechać taksówką jeżeli to bardzo daleko. – A mieszkasz w pobliżu jakiegoś Maca? Humor zawsze poprawiają mi frytki. – mruknęła i sama parsknęła na to śmiechem. Była jak dziecko, które trzeba było przekupić słodyczem, żeby się uśmiechnęła. A wcale nie było widać, że takie jedzenie czasami wcina. Ba, dziennie godzinę co najmniej ćwiczyła zumbę, co dawało 800 kalorii z głowy. Mogła jeść co chciała.
- Chociaż herbata też będzie dobra.- rzuciła dając mu znać, że zgadza się na całą idę tego pomysłu. Nie będzie przynajmniej sama.
Maja
Niezbyt rozumiał ludzi, którzy namiętnie wracali do tego hotelu. Sam traktował go niczym dziewiąty krąg dantejskiego piekła, choć starał się nie pokazywać tego po sobie, przynajmniej zbyt intensywnie. Ot, zdawał sobie sprawę, że ze swoimi brakami w wykształceniu, powinien się cieszyć, że w ogóle ma pracę.
OdpowiedzUsuń- Szesnaście. Proszę bardzo - mruknął, wstukując jeszcze coś do komputera. Nastęnie sięgnął do szuflady biurka, wyciągnął z niej klucz i położył przed mężczyzną. - Przespacerujesz się ze mną do kuchni, poczekasz tutaj, przynieść ci tę kawę na górę? - spytał, podnosząc się z krzesła i odruchowo strzepując ze spodni niewidzialny pyłek. Taka naleciałość z czasów, kiedy jeszcze nie potrafił palić jak człowiek i połowa, jak nie więcej, popiołu z papierosa zostawała na jego ubraniach.
- Och, bynajmniej, uwielbiam ją. To, że za nią nie przepadam, to podłe pomówienie, czuję się oczerniony - burknął, wyginając usta w kwaśnym grymasie.
Kaczmarek.
-To ty niezłe przygody miałeś. -powiedziała, uśmiechając się lekko. Słuchała z uwagą jego opowieści o bijatyce pomiędzy kibolami przeciwnych drużyn. Ona nigdy w takiej sytuacji się nie znalazła. I nie miała zamiaru tego zmieniać. -No i w szpitalu niezłą pobudkę miałeś.
OdpowiedzUsuńSkierowała się w stronę lokalu o śmiesznej nazwie "Twój SMS". Klubo-kawiarnia, o której myślała wcześniej miała przed wejściem namalowaną sprejem komórkę i nazwę klubu. Lada baru w środku była obłożona starymi komórkami z pękniętymi ekranami, które właściciel kupił od komisu sprzętów. W dodatku, już na Rynku słychać było nastrojową, jazzową muzykę ze środka.
-W pierwszych tygodniach mojej przeprowadzki do Warszawy właśnie to robiłam. Chodziłam po klubach i patrzyłam, gdzie jest najlepiej. -wyjaśniła szczerze. Uśmiechnęła się szeroko na samą myśl o swoich nocnych wędrówkach. Później, z trudem wstawała rano do pracy. Ale cena była tego warta. Poznawała dzięki temu nowych ludzi i miasto, w którym przyszło jej żyć. -Po jakimś czasie myślałam, że stałam się alkoholiczką. -wymieniła z nim krótkie, rozbawione spojrzenia. -Myślałam o "Twoim SMS-ie". -pokazała dłonią klub, który znajdował się kilkanaście metrów przed nimi. -Może ci się podoba. No i mają dobrą muzykę. -pochwaliła. To właśnie dzięki występom na żywo klub miał taką atmosferę i ten niesamowity klimat. -Szczerze? Myślałam, że mi głowa pęknie na pół od tamtej muzyki. -uśmiechnęła się po raz kolejny. Miała z nim więcej wspólnego, niż mogłaby przypuszczać na początku.
Weszli do klubo-kawiarni. Proste, drewniane stoliki rozsiane po całej powierzchni lokalu. Słynny bar na całą długość ściany ze słynnymi komórkami. Bogate menu, zarówno w alkoholach jak i jedzeniu. Samotny muzyk grający na saksofonie na niewielkiej scenie. Delikatny zapach chili, chmielu z piwa i grillowanego mięsa. Wybrała stolik niedaleko sceny, jednak w nieco ustronnym miejscu lokalu. Mieli dobry widok na cały klub. -No i jak ci się podoba? -zapytała, ściągając płaszcz.
Milena
[Ojojoj, moja wyobraźnia bywa upośledzona w tej materii. Zwłaszcza kiedy brakuje punktu zaczepienia. W związku z tym propozycja będzie pokrętna, ale przynajmniej będzie. Michał w konkretnych sytuacjach szybko się denerwuje i staje się agresywny. Załóżmy, że tym razem padło na niewłaściwą, większą i silniejszą osobę, przez co Michalątko - po ostatnim ciosie w głowę - skończyło trochę przyćmione, na dodatek z krwotokiem z nosa. Wiadomo, że ludzie raczej nie śpieszą z pomocą, więc nieszczęśnik sam próbuje się ogarnąć, aż tu nagle - tadam, Kosma!]
OdpowiedzUsuńMichał Anioł
[Dobry, dobry :) Z miłą chęcią, ale mózg mi się wyprał i nie mam żadnego pomysłu ;P]
OdpowiedzUsuńJagoda
Ona akurat uważała, że jeżeli się ćwiczy to od czasu do czasu można było zjeść coś zakazanego. Nie jadała codziennie tłustego żarcia, ale od czasu do czasu przecież nikomu nie zaszkodzi. Zwłaszcza, że on chyba też wylewał siódme poty na boisku i wcześniej na treningach, ale może się myliła i chłopak się trochę obijał? Ciekawe.
OdpowiedzUsuń-Nie, skoro ty nie jadasz takich rzeczy to mi to nie poprawi humoru. Nie lubię jeść w samotności. – wyznała. To była chyba też przyczyna jej nieregularnego odżywania. Dla siebie samej często nie chciało jej się gotować, więc wolała chwycić coś co było już gotowe w lodówce i nie musiała tego przetwarzać. Od czasu do czasu wpraszała się do znajomych na coś do jedzenia.
Poczekała na niego przed klubem i wtedy w końcu sama założyła kurtkę. Co jak co, ale nie chciała nabawić się zapalenia płuc.
Chyba ostatni raz pod rękę szła z dziadkiem, a to było dosyć dawno temu. Było to ciekawe uczucie, od taki szarmancki gest, o który prawie nikt już nie pamiętał.
-Wybacz, że zachowałam się niczym jakaś wariatka w tym klubie. – mruknęła, nie miała zamiaru nic mu tłumaczyć, ale chyba się trochę zmartwił, a niepotrzebnie. – Skoro już idziemy i noc jest długa, droga pewnie też to ja zacznę grę i zadam pytanie, a ty musisz odpowiedzieć i tak na zmianę. Gdybyś nie gał w piłkę to co być robił?
Maja
[Nie, spoko jest :) Tylko może jeszcze jakaś przykładowa lokalizacja, bo ja nawet we własnym mieście się gubię ;P Oczywiście zacznę :)]
OdpowiedzUsuńGrzanki były dobrym pomysłem, więc jeżeli chłopak by je zrobił to na pewno by nie odmówiła. Tylko jak jeździła, raz w miesiącu do babci, to ona robiła śniadania. Najlepszą jajecznicę na świecie, a jej naleśniki były po prostu magią. A ciasta babci. Tam w sumie uwielbiała siedzieć, z całą masą ciotek, koleżanek babci i delektować się jedzeniem, dobrym towarzystwem i starymi historiami.
OdpowiedzUsuń-Warsztat brzmi nawet całkiem dobrze. Ja na przykład o samochodach wiem tyle, że jeżdżą i lepiej ich za bardzo nie wkurzać bo odmówią posłuszeństwa. – zażartowała i trochę przybliżyła się do swojego nowego przyjaciela. – Chociaż pewnie jak na Rosjanina to nawet Polak by cię nie pobił w piciu. – kolejny raz znalazła jakaś ciekawa stronę tego o czym mówił.
A ona? Jej przyszłość miała być inna, ale wyszło jak wyszło.
-Ja miałam być gimnastyczką. Miałam 16 lat, wyjazd na Mistrzostwa Świata i spadłam ze schodów, złamałam nogę. Tak o to moja wielka kariera się skończyła. – wzruszyła ramionami. To był okrutny sport, bo wygrywały prawie zawsze młode osoby, traciło się tą giętkość i elastyczność wraz z wiekiem. Szczegóły wypadku wolała ominąć, nie chciała o tym mówić. – No i tak wylądowałam na architekturze. – zdradziła, bo on właściwie nic o niej nie wiedział. – To teraz twoje pytanie.
Maja
Zdawała sobie sprawę, że warunki w Rosji były zupełnie inne niż w Polsce. Nie miała pojęcia w jakiej części mieszkał, ale sama słynna, rosyjska zima była przerażająca. Był to kraj zadziwiających kontrastów dla Mai, z jednej strony mieszkało tam najwięcej miliarderów, a z drugiej sporo ludzi żyło w wielkiej biedzie. Ale on nie miał się chyba już o co martwić. Był dobrym, młodym graczem.
OdpowiedzUsuńNa samo wspomnienie tego wydarzenia przeszły ją swojego rodzaju ciarki. Widziała jego wzrok na sobie i tym bardziej ją to stresowała. Sama wymyśliła tą głupią grę i powiedziała o szczerości to właściwie czego by się mogła spodziewać. Zresztą pytał o osobę, a nie o całe wydarzenie z nim związane. Tu nie było się czym chwalić, chociaż chyba umiała już o tym mówić. Tylko wcale nie chciała. Nie chciała współczucia, bo to nie mogło już niczego zmienić.
-Myślałam, że widzę partnera mojej matki. – brzmiało to pewnie dla niego dziwnie, ale tak właśnie było. Szczerość za szczerość, więcej nie musiała mówić. Widział jej reakcję, więc mógł tylko spodziewać się, że to smutna historia. – Nie było go tam, tylko czasami mam wrażenie, że go widzę, a to mnie w jakiś sposób przeraża. Tym bardziej w snach. – nie raz obudziła się wrzeszcząc i przeżywając ten sam koszmar jeszcze raz. – To może powiedz mi czy mieszkasz sam czy będzie na nas warować tam twoja piękna szatynka?
Maja
Nigdy nie była w Rosji, ale wszystko było jeszcze przed nią. A kto wie? Może kiedyś odkryje tajemniczy urok tego miejsca i sama się w nim zakocha? Na razie kochała dom swojej babci, który od zawsze był oazą szczęścia dla niej. Tam przeżyła najpiękniejsze chwile swojego życia i tam kochała wracać. Miło było mieć takie miejsce, w którym ktoś na ciebie czekał, wyczekiwał aż przyjedziesz i w którym czuło się, że jest się chcianym i kochanym.
OdpowiedzUsuń-No nie jest to miła historia. –zauważyła. Było za wcześnie, żeby mówić mu takie rzeczy, ale pewnie sam po jej reakcji widział, że musiała być to dosyć poważna sprawa.
Cóż, było to aż dziwne. Raczej starsze panie mogły być jej zdaniem mniej przychylne dla obcokrajowców, a tu mówił, że było inaczej.
-To bardzo brzydko z ich strony. Jakby to była jakaś przeszkoda, żebyś był dobrym i porządnym człowiekiem. – aż się trochę oburzyła, ale naprawdę nie lubiła takich przejawów. –Nie… Mieszkam sama, chociaż szczerze powiedziawszy to nie cierpię tego. – wyznała zupełnie szczerze. Po powrocie do domu nie można było już liczyć, że będzie do kogo otworzyć usta. – A może to dobrze? Nie jestem pewna czy ktoś by ze mną wytrzymał. – zaśmiała się cicho. Zdarzało jej się krzyczeć w nocy, była bałaganiarą. Same wady. – Czyli to tu? – zagadnęła jeszcze, gdy podeszli do bloku.
Nawet ją ten fakt ucieszył, bo robiło jej się chłodno.
Maja
Michał zdecydowanie miał problem, do którego nie chciał się przed sobą przyznać. Wystarczyła wulgarna zaczepka słowna, czasem nawet jedynie krzywe spojrzenie, by wezbrała w nim wściekłość – niejednokrotnie tak silna, że nie umiał nad sobą zapanować. Owszem, kiedy chciał, potrafił być istną oazą spokoju i podchodził do danej sytuacji z ironicznym dystansem, czym ku własnej satysfakcji wyprowadzał innych z równowagi. Niestety, na ogół to on stawał się ofiarą prowokacji, nie zawsze zresztą świadomych. Właśnie, ofiarą. To było kluczowe słowo. Problem Michała z nieuzasadnioną agresją brał się z dziwnego, wręcz paranoicznego przeświadczenia, że jeśli pierwszy nie okaże komuś wyższości i siły, sam stanie się ofiarą, co pozostawało w śmiesznej sprzeczności z jego skłonnościami do racjonalizowania. No cóż, gdyby wychowywał się w normalnym domu, pewnie nie miałby takiego – ani żadnego innego – problemu.
OdpowiedzUsuńTego dnia szczęście nie dopisało Michałowi, który jak zwykle przecenił swoje możliwości, i przypadkowa bójka w parkowej alejce skończyła się gorzej niż zazwyczaj – strumieniem krwi płynącym z nosa i tępym bólem głowy. Oczywiście nikt nawet nie kiwnął palcem, by sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku, kiedy wyraźnie otępiały usiadł pod drzewem, choć od tego czasu minęło go co najmniej kilka osób. Gdyby Michał zaczął się nad tym zastanawiać, co uniemożliwiło mu jednak oszołomienie, nawet ucieszyłby się z takiego stanu rzeczy. Owszem, kląłby w duchu na bezdusznych ludzi, jeszcze bardziej ich nienawidząc, ale przynajmniej nie musiałby nikomu niczego tłumaczyć. Nie lubił wścibstwa.
Rosyjskie słowa dotarły do niego z opóźnieniem, jakby z oddali. Michał zdecydowanie nie był poliglotą, ale – jak mu się wydawało – był wystarczająco rozgarnięty, żeby zrozumieć proste zdanie.
– A czy wyglądam ci na trupa? – warknął, nie przejmując się faktem, że wyciągnięta przez niego wcześniej chusteczka już dawno leżała na ziemi, a krwotok tamował rękawem płaszcza.
Michał Anioł
Tylko, że jego miejsce na ziemi było zdecydowanie dalej od jej. Ona mogła dostać się tam w 3 godziny. Mu trochę by to zajęło. To musiało być jednak przykre, być tak daleko od domu, wszystkich bliskich.
OdpowiedzUsuń-Czyli mam się spodziewać, że będziesz chciał mnie zabić o ile nie dostaniesz okupu? –zażartowała i lekko go dźgnęła w bok. Akurat tego nie mógł się spodziewać, jej rodzina może i była dosyć bogata, ale nie ta z która ona się trzymała, więc na pewno nie miał na co liczyć.
Weszła do jego mieszkania i od razu poczuła się jak u siebie. Był tu po prostu bałagan, który i ona urządzała u siebie. Raz na jakiś czas zdarzało jej się wszystko ogarnąć, żeby potem zacząć swoją ciężką pracę od nowa.
-Tu jest świetnie. Sama bałaganie, więc się nie przejmuj. – rzuciła w jego stronę. Zdjęła swoje ośnieżone buty na korytarzu i to samo zrobiła z kurtką. Mimo wszystko mieszkanie było dla niej po prostu przytulne. – Lunatykujesz? Ale tylko chodzisz czy coś sobie kiedyś zrobiłeś? – zapytała bardzo ciekawa co usłyszy. Nie znała jeszcze nikogo kto by chodził przez sen.
Weszła trochę dalej i poszła za chłopakiem, który skierował swoje kroki do kuchni, w końcu obiecał jej herbatę.
Maja
Uśmiechnęła się pod nosem. Ona chyba była mało sympatyczna, bo w jej bloku mieszkały jakieś babcie, ale chyba nie bardzo ją polubiły skoro nic jej nie przyniosły do tej pory. A może widziały czasami jak z kimś przychodzi i uznały ją za grzesznika i po prostu niedobrą osobę? Kto wie!
OdpowiedzUsuńNie miał się czym przejmować, jej dom w tej chwili wyglądał podobnie. Na bank zostały jakieś nieumyte gary ze śniadania, a ubrania były na podłodze, bo przebierała się przed wyjściem, a wiadomo, ze najlepiej podejmuje się decyzję, gdy wszystkie ubrania są poza szafą i można się im dobrze przyjrzeć.
-Na bank pieką dobrze. Prawie wszystkie starsze babcie pieką dobrze. A ja muszę czekać na takie ciasto aż wrócę do domu. – westchnęła. – Obiecuje, że kiedyś wproszę się do ciebie! – rzuciła ze śmiechem. Chociaż to było jego miasto, mógł z nim robić co chciał. – Ale mimo wszystko cię lubią, więc chyba nic wielkiego nie odwalasz.
Maja
Coś w tym było. Osoba która umiała się odnaleźć w bałaganie musiała być na swój sposób kreatywna, bo przecież nie każdy umiał sobie z tym poradzić. A Maja radziła sobie aż za dobrze bo potem miała problemy z motywacją do sprzątania. Chyba, że babci zachciało się odwiedzić wnuczkę, wtedy ogarniała aż miło. I była jeszcze jedna sprawa. Cały dom mógł być brudny, ale łazienka, łazienka musiała być posprzątana. Nie zmieniało to faktu że według statystyk to pedancie zarabiali więcej.
OdpowiedzUsuń-Postaram się wybierać godziny w czasie których mógłbyś tu być. Wczesne ranki czy późne wieczory? – zaproponowała, chociaż nie była pewna czy jakakolwiek z tych pór to dobra pora.
Podeszła do niego bliżej i zajrzała do herbaty, którą parzył. Pachniała naprawdę pięknie. Maja nie była jakaś wielką fanką herbaty i na pewno nie umiała odróżnić jaki to gatunek i inne podobne, ale lubiła ją pić. Dawała większego kopa niż kawa.
- A ty umiesz gotować? – zapytała z uśmiechem. Słyszała trochę o dziwnych rosyjskich potrawach i była ich nawet ciekawa. A kto mógłby je zrobić niż prawdziwy człowiek z Rosji? – Nigdy nie jadłam uchy, bo zupy rybne mnie trochę przerażają, sia też wydawała się dziwna z opisu, ale blin bym chętnie spróbowała. – niby proste placki, ale nigdy ich nie jadła.
Maja
Michał nie miał uprzedzeń do ludzi z powodu innej narodowości czy wyznania. Nie znaczyło to jednak, że był tolerancyjny. Po prostu nie lubił wszystkich jednakowo i czasem wręcz ostentacyjnie im to pokazywał. Przynajmniej nie tłumaczył swojej niechęci przejętymi ideologiami, a żadnego Rosjanina nie posądził o kontakty z mafią. Chyba że w ramach żartu.
OdpowiedzUsuńSpojrzał na mężczyznę z niezadowoleniem, jak gdyby poczuł się śmiertelnie urażony tym, że zdecydował się mu pomóc. Michał próbował przekonać się, że nie potrzebował, a nawet nie chciał niczyjej litości – ani teraz, ani nigdy. Oznaczała traktowanie go z góry, pobłażliwie, jak kogoś gorszego. Życie – jaki to miało śmieszny wydźwięk w przypadku osiemnastolatka! – nauczyło go, żeby za wszelką cenę udawać silniejszego, niż był w rzeczywistości.
– Poradzę sobie – burknął tylko, zgodnie z poleceniem przytrzymując śniegową kulę.
Ból głowy powoli ustępował, więc Michał stwierdził, że najwyższy czas wrócić do domu. Zachwiał się, stając na równe nogi, co uznał to za efekt szoku przeżytego po zbyt mocnym ciosie w głowę, i uśmiechnął się krzywo do Kosmy.
– Idź zbawiać świat gdzie indziej – rzucił lekceważąco, usiłując przekonać się w myślach, że nie miał obowiązku podziękować mężczyźnie za zwrócenie na niego uwagi.
Michał Anioł
Możliwe, że zabrzmiało to dwuznacznie, ale sama przecież wcześniej wypowiedziała te słowa. Chociaż był przystojny, więc chyba nie obraziłaby się, o ile okaże się naprawdę w porządku, a na razie taki był, za wieczór i poranek w tym drugim sensie.
OdpowiedzUsuń-W takim razie możesz już liczyć na moje odwiedziny. I oczywiście wpraszam się na bliny, to akurat coś czego chciałam spróbować. – cóż nie było nic ciekawszego niż gotujący facet, więc chętnie na to popatrzy.
Znała go zaledwie kilka godzin, a traktowała jakby znała dłużej, niczym dobrego kompana do zabawy i innych dziwnych rzeczy.
-Możesz kiedyś wpaść do mnie, jeśli chcesz. Robię najlepszy jabłecznik na świecie oczywiście przepisu babci. – zaśmiała się niby się chwaląc. Pewnie można było zrobić lepszy, ale babcia zawsze mówiła, że dopiero jedzenie przygotowane z sercem.
Kiwnęła głową i wsypała do kubka jedną łyżeczkę. Lubiła czasami osłodzić sobie trochę życie nawet w tak prosty sposób.
Maja
[Hmm, dobra, jakoś dam radę ;P Umieści się blisko chaty Jagi i będzie git ;)]
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o samotne wracanie w środku nocy przez małe, ciemne uliczki to Jagoda miała w tym doświadczenie. Praktycznie codziennie wracała taką drogą z klubu albo od znajomych ze squatu. Nie żeby się bała, skąd, to jej się bano, zwłaszcza, kiedy była wkurzona, a nigdy nie wiadomo było, czy przypadkiem nie jest.
Tego wieczora, w sumie to nawet nocy, bo zegarek straszył godziną dwudziestą trzecią, wracała z Przychodni, z małej imprezy urodzinowej jednej ze squaterek. Szła niespiesznie, bo jej się nie chciało, zresztą jak zwykle. Ze słuchawkami na uszach nie zwracała uwagi na nic. Jednak mimo takiego odcięcia od świata, będąc już niedaleko kamienicy, w krórej mieszkała, zauważyła czterech dresów, ewidentnie pastwiących się nad jakąś zabłąkaną ofiarą. Szybko zdjęła słuchawki i wykrzykując do nich serię przekleństw zaczęła biec w tę stronę. Zanim dotarła do leżącej postaci, dresy już się zmyły. Uklękła przy chłopaku (tak jej się przynajmniej zdawało, że to poturbowane ciało jest facetem) i zapytała:
- Cały jesteś?
Niestety cukier był uzależniający. Jak kilka razy wypiło się posłodzony napój to ciężko było wrócić do wersji bez cukru, bo czegoś zaczynało brakować w napoju. No, ale jak skończył się cukier to czasami nie było wyboru. Babcia zawsze wmuszała w nią rano chociaż herbatę, żeby przypadkiem nie poszła do szkoły z zupełnie pustym żołądkiem.
OdpowiedzUsuń-A potem trener będzie ścigać mnie? –zaśmiała się szczerze. Oj to na pewno nie byłoby wtedy zupełnie miłe spotkanie. – I będę musiała go też przekupić kawałkiem ciasta? – spekulowała. Nie wiedziała czy trener lubi ciasto, ale ponoć do serca mężczyzny najkrótsza droga wiodła przez serce.
Chwyciła szklankę w dłonie i zaczęła o nie pocierać. Lubiła jak naczynie oddawało swoje ciepło. W sumie to była mały zmarzlakiem.
-To powiedz mi mój drogi, gdzie już byłeś w Polsce, bo chyba nie ograniczasz się tylko do Warszawy? To by było niewskazane. I jeżeli powiesz, że jeszcze nie odwiedziłeś Torunia to pewnie wpisze ci minus na listę twoich wad i zalet. – zaśmiała się, oczywiście żartując. Był zapracowany i pewnie odwiedził te miasta w których grali. A co więcej? Nie miała pojęcia.
Na razie się poznawali, ale chyba oboje czuli, że z tego może wyniknąć coś ciekawego. Kto wie? Może w końcu zyskają współlokatorów?
Maja
Uśmiechnęła się naprawdę zadowolona. Naprawdę chętnie wybrałaby się do Rosji. To mogłaby być całkiem ciekawa przygoda, może wakacyjna.
OdpowiedzUsuń-Zgoda. Bardzo chętnie tylko chyba trzeba mieć wizę? – zapytała, bo nie do końca orientowała się jak to wygląda. Może i byli to sąsiedzi Polski, ale nie miała jeszcze potrzeby sprawdzania takich rzeczy. –Tylko musisz obiecać, ze nie sprzedasz mnie rosyjskiej mafii. – wyszczerzyła do niego zęby. Kto wie, może miał co nieco na sumieniu?
I nagle przypomniało się jej coś jeszcze związanego z herbatą.
– No właśnie, to prawda że słodzicie herbaty konfitura? – o tym też słyszała, a w sumie nie widziała, żeby ktoś tak robił. Całkiem ciekawe.
Jako że kuchnię już zdążyła poznać i zwiedzić to sama ruszyła się w stronę pokoju. A co, była trochę ciekawska, tym bardziej, że w jego mieszkaniu mogło być naprawdę sporo ciekawy rzeczy, chociażby jakieś matrioszki.
-A co do Torunia to i tak możesz się wybrać tam jeszcze raz. Po pierniki zawsze warto!
Maja
-Niestety, kujawsko-pomorskie wita. –uśmiechnęła się. Chociaż teraz można było prawie mówić, że mieszka w mazowieckim. A przynajmniej tymczasowo, bo chyba nie planowała zostać tu na zawsze. Po studiach jednak coś ją ciągnęło, żeby wrócić do rodziny.
OdpowiedzUsuńByło tu dosyć surowo, nawet jak na faceta, ale jakoś pasowało to do Kosmy. W mieszkaniu było najważniejsze, żebyśmy to my czuli się w nim dobrze, a skoro on chyba całkiem był zgrany z nim to było to dobre. Uśmiechnęła się i obejrzała dokładnie zdjęcia jego rodziny. Były to miłe pamiątki, które w jakiś sposób pokazywały jak bardzo tęskni też za rodziną. A to akurat Maja rozumiała. Chociaż za swoją rodzinę, tą podstawową, ona uważała swoich dziadków. Jej matka od dłuższego czasu była poza tym wszystkim. Nawet nie kontaktowała się z nią w jej urodziny, więc Maja pogodziła się z myślą bycia dla niej czarną owcą.
-Wszędzie otacza cię piłka nożna. – zauważyła z uśmiechem. To musiała być naprawdę jego wielka pasja skoro wisiały tu te wszystkie plakaty.
Na chwilę zawiesiła wzrok na łóżku, które wydawało się całkiem wygodne, ale szybko oderwała wzrok.
-To co? Może obejrzymy jakiś film? – zaproponowała. W między czasie mogli kontynuować gre polegającą na zadawaniu pytań, bo była ciekawa, co też jeszcze mu drzemie w duszy.
Maja
-Będę szczera. Nie mam pojęcia, który to z nich. – rzuciła i zrobiła w jego stronę przepraszającą minę. Nie miała pojęcia, który z tych na plakatach to on.
OdpowiedzUsuńZaczęła uważnie przeglądać filmy. Nie była zbyt wybrednym widzem. Właściwie to prawie nigdy nie zwracała uwagi na reżyserów, a ważny dla niej był raczej cały przekaz filmu. Jak jej się podobał to dobrze, jak nie to trudno. Czasami też lubiła po prostu obejrzeć jakiś durny film tylko po to, żeby się pośmiać. Od ckliwą komedię romantyczną, która nigdy by nie mogła się wydarzyć w rzeczywistości, ale miło było popatrzeć sobie na to. Nie, nie marzyła o czymś takim w rzeczywistości.
Zaczęła przeglądać tytuły, chociaż właśnie żaden jakoś nic specjalnie jej nie mówił. Westchnęła i wylosowała pierwszy lepszy film. Padło na „Róża”.
-Wylosowałam film. – przyznała się szczerze.
Na jedzenie była prawie zawsze chętna. Nawet jeżeli znalazłby tylko marchewkę. Lubiła chrupać.
Tak czy inaczej przysiadła sobie na jego łóżku, bo było naprawdę zachęcające. Miała nadzieję, że się nie obrazi, ale stało w doskonałym miejscu naprzeciwko telewizora.
Maja
[A czy wolno mi umieścić Kosmę w powiązaniach? ;) Taki dziś mam luźniejszy wieczór i zaczęłam je tworzyć ;) ]
[ Dobra długość ;) niczym się nie przejmuj ;) ]
Usuń[A to dodam ;) ]
OdpowiedzUsuńPewnie coś w tym było. W każdym filmie było sporo przesady, bo problem trzeba było wyolbrzymić, aby był dobrze widoczny i stał się głównym wątkiem. Ale najwidoczniej chłopak bardzo cenił sposób przedstawiania przez tego konkretnego autora.
Gdy zobaczyła popcorn uśmiechnęła się bardzo zadowolona. Jednak wiedział jak trafić do serca kobiety.
Wyciągnęła do niego rękę i wzięła kilka kulek przysmaku. Jak zwykle pycha. Tak proste a takie pyszne. Uśmiechnęła się do niego i rozsiadła się już zupełnie swobodnie na jego łóżku, nawet zwinęła sobie jedną poduszkę jako oparcie.
-Nie, jest wystarczająco ciepło. – wolała jak coś się przytulić. Od zawsze była taką trochę przylepą, więc nic w tym dziwnego.
-Chodzi ci o taki kulig z wielkimi saniami niczym sanie Mikołaja? – zapytała, bo nie wiedziała co tak naprawdę ma na myśli, przez prawdziwy kulig. Ale pewnie taki z końmi, a nie taki gdzie samochód ciągnie za sobą trochę sanek z dziećmi. – Jeżeli mówisz o takim to nie mam pojęcia o kuligu. – wyznała. On pewnie częściej doświadczał takich zimowych atrakcji.
Przy okazji dokładnie obserwowała jego ruchy przy sprzęcie.
- Dlaczego właściwie zdecydowałeś się na wybór drużyny z Polski? Bo pewnie to nie była twoja jedyna oferta?
Maja
Nigdy nie była na takim kuligu i musiała przyznać, że sam pomysł dla niej był wręcz idealny. Aż jej się oczy zaświeciły, bo przecież takie okazje nie zdarzały się codziennie! Uwielbiała spontaniczne wyprawy i takie oto pomysły. Z radości aż znowu musnęła jego policzek, gdy pojawił się blisko. Po prostu idealnie.
OdpowiedzUsuń- Jasne, że się piszę! – uśmiechnęła się bardzo zadowolona. – Tylko musi to być po 6 lutego. Do wtedy mam egzaminy na uczelni. – lekko zmarszczyła czoło. Niestety sesji nie chciała odkładać na później. W końcu lepiej było zdać te głupie egzaminy i nie myśleć już o tym więcej.
Jak powie jej gdzie może to wszystko załatwić to zrobi to nawet i jutro. No może nie do końca bo jutro chyba były wszystkie urzędy zamknięte, jako że miała to być niedziela, ale w poniedziałek mogła to już zrobić.
-I ja się bardzo cieszę, że przyjechałeś. Naprawdę dobrze się dziś bawię, chociaż musze się przyznać, że jak leciałam z tą koszulką do ciebie to nie miała pojęcia nawet jak masz na imię. – zrobiła przepraszającą minę. Cóż nie mógł liczyć na traktowanie jak gwiazda z jej strony, ale to może i dobrze?
Gdy film się zaczął to lekko się przysunęła do niego. Od żeby być bliżej popcornu.
Maja
-Oby!- chociaż raz w życiu chciała naprawdę, żeby śnieg jeszcze trochę wytrzymał.
OdpowiedzUsuńJakoś zima bez śniegu może i nie była zimą, ale dla osoby, która miała się poruszać była wygodniejsza. Na przykład gdy wracała od babci i taszczyła ze sobą tony jedzenia. Wtedy w myślach zawsze przeklinała śnieg, bo utrudniał on jej ciągnięcie tej torby. Nie żeby była jakaś specjalnie słaba, ale jednak wygodniej to się robiło, gdy nie było trzeba się użerać z negatywnym czynnikiem zewnętrznym.
-To mój trzeci rok. – wyznała bez skrępowania. Nie było się za bardzo czym chwalić. Studnia jak studia. Ważne, że nieźle sobie na nich radziła. Potem dopiero życie miało zweryfikować, czy na coś jej się przydadzą czy jednak będzie sprzedawać w supermarkecie i mogła by to robić już 5 lat temu. O pracę nie było tak łatwo, chociaż ona pracowała już na pół etatu i to w firmie zajmującej się wystrojem wnętrz, więc czymś związanym z tym, co chciała kiedyś sama robić. – I pracuje dorywczo. Urządzam wnętrza. – zaśmiała się. –Nawet nie wiesz jakie ludzie mają czasami zachcianki. Zajmowaliśmy się kiedyś domem, a raczej nazwijmy to willą bardzo bogatych ludzi i to czego chcieli było po prostu przerażające. I argumenty, że robienie dywanów z niektórych zwierząt popsuje efekt pomieszczenia i sprawi, że będzie ociężałe nic nie dawały. Nawet nielegalność tych materiałów średnio coś dawało, więc sądzę, że leżą u nich tygrysy albinosy na podłodze.
Maja
-Powiedzmy, że u mnie wyniknęło to trochę z braku pomysłu na siebie. Wiesz po tej kontuzji sama nie wiedziałam co zrobić ze swoim życiem, a że zawsze byłam dobra z matematyki, umiałam rysować to wybrałam architekturę. A potem okazało się, że trochę szaleństwa to dobra sprawa w tym zawodzie i nawet mi się spodobało. – wyznała.
OdpowiedzUsuńPrzysunęła się bliżej i lekko oparła głowę na jego ramieniu. Było jej od razu lepiej, zwłaszcza, że ładnie pachniał i był ciepły, co się dla niej liczyło dodatkowo na plus.
-Jasne, że ci pomogę. Tylko wiesz będziesz musiał powiedzieć czego oczekujesz i oczywiście ile możesz na to wydać. To najważniejsze przy takim urządzaniu mieszkania. – uśmiechnęła się do niego ciepło. – I oczywiście moje wynagrodzenie. Trzy obiady? – wyciągnęła do niego rękę, żeby umowa była ważna.
Nie chciała nic więcej. Znajomym mogła pomagać, zwłaszcza tak sympatycznym.
Maja też nie należała do takich organizacji, ale trochę smaku miała. I wiszące arrasy ze skóry zwierząt nie były jej zdaniem ani ładne ani fajne. Tak czy inaczej była mięsożercą.
Maja
– Michał – odburknął nieco mniej gburowato niż wcześniej, choć wciąż wyraźnie wrogo nastawiony do Kosmy. Nie kryjąc irytacji, dodał: – Ale jakie to ma znaczenie?
OdpowiedzUsuńNie lubił zawierać znajomości; kiedy ktoś mu się przedstawiał, nawet nie próbował zapamiętać imienia, wiedząc, że i tak nie będzie mu potrzebne. Nie obchodziło go, jak mężczyzna się nazywał, skąd był, dlaczego zdecydował się do niego podejść. Ludzie przychodzili i odchodzili – znaczyli dla Michała jeszcze mniej, niż on znaczył dla nich. Tak było dobrze. Nie musiał się przed nikim otwierać.
Oparł się plecami o drzewo, poczuwszy, że robi mu się słabo. Oczywiście minę miał nadal hardą.
– Nie prosiłem o pomoc – zauważył słusznie, przyglądając się twarzy nieznajomego.
Michał Anioł
W takim razie byli w stanie się dogadać co do tych obiadów, bo Maja też lubiła mięso. Nie żeby musiała je jeść codziennie, ale jak nie jadła go dłuższy czas to czuła brak czegoś ważnego. Ale do dobrego kawałka mięsa dobra była też jakaś surówka, więc było trzeba równoważyć dietę.
OdpowiedzUsuńNie przeszkadzało jej to, że objął ją ramieniem, właściwie zrobiło jej się nawet wygodniej, bo mogła oprzeć głowę niżej, a w tej sytuacji było to wygodniejsze. Zresztą u niej zawsze jak mogła położyć głowę niżej a nie wspinać się gdzieś wyżej to było lepiej.
Znali się kilka godzin, a tworzyli tyle planów, że głowa mała. Jedno było pewne – nie będą się razem nudzić bo najbliżej kilka spotkań wyglądało na to, że mają już zaplanowane, co cieszyło Maję.
Nic nie łączyło ich na razie. A co z tego wyniknie to nawet oni nie mogli tego wiedzieć. Podążało to w dosyć specyficznym kierunku, ale jakoś nie przeszkadzało to Mai.
-Kiedy ostatnio widziałeś rodzinę? – zapytała, bo była ciekawa jak często ich tak naprawdę odwiedza.
Maja
- Kurwa mać! - zaklęła Jaga, widząc, że chłopak traci przytomność. - Niech cię szlag, człowieku - mruknęła, próbując podnieść go z ziemi. Nie bez kozery ludzie mówią, że ciało bezwładne waży o wiele więcej niż ciało, które jest świadome swojego ruchu. Po dwóch nieudanych próbach podźwignięcia nieprzytomnego mężczyzny spasowała. Z głośnym westchnieniem wyjęła telefon, wybrała numer i już po chwili rozmawiała ze swoim współlokatorem.
OdpowiedzUsuń- Nic mnie to nie obchodzi, że śpisz, masz tu być za moment, albo osobiście dostaniesz w mordę jak tylko doczołgam się do domu - ostatnie swoje słowa prawie wykrzyczała. Przypominając sobie podstawowe prawa pierwszej pomocy, delikatnie ułożyła chłopaka w odpowiedniej pozycji, sprawdziła czy oddycha i czy nie ma połamanych żeber. Na szczęście oddychał, ale pod jednym z żeber widniała spora sina plama, poza tym miał nieźle zakrawawioną głowę.
Po pięciu minutach czekania pojawił się Stefan.
- No, jesteś wreczcie - burknęła. - Delikatnie z nim, bo może mieć coś z żebrami.
- Nie mogłaś zadzwonić po pogotowie?
- Jak myślisz, przyjechaliby, gdyby im w środku nocy jakaś panna gadała o szalikowcach?
Stefan westchnął.
- Dobra, zadzwonię do brata, może pożyczy mi wóz na chwilę.
Kilka minut później byli już na miejscu. Po ułożeniu chłopaka na łóżku w sypialni Jagody, Stefan zmył się, żeby załatwić samochód, a Jaga, uprzednio wziąwszy apteczkę, zaczęła opatrywać te bardziej widoczne uszkodzenia na głowie. Nagle chłopakowi wróciła przytomność, jednak wyglądał, jakby się naćpał.
- Zaraz zawieziemy cię do szpitala, nie ruszaj się, możesz mieć połamane żebra - ostrzegła go, zanim zdążył zrobić jakikolwiek ruch.
– I co z tego? To moja sprawa. – Michał jak zwykle nie dawał za wygraną, próbując zniechęcić do siebie każdą osobę już na wstępie, bez względu na jej zamiary. Uważał, że ostatecznie i tak znajomość zakończyłaby się bardzo szybko, a on sam zostałby z poczuciem, że jest dziwakiem, którego obecności nikt nie potrafi znieść. Wolał nie rozczarowywać się kolejny raz. Z drugiej jednak strony, uwaga innych zawsze mu schlebiała, ponieważ sprawiała, że przez chwilę czuł się ważniejszy, niż był. – To tylko kilka zadrapań, od tego się nie umiera – zapewnił, przenosząc wzrok na swój ubrudzony krwią rękaw. Jak tylko matka to zobaczy...
OdpowiedzUsuńWestchnął głośno zrezygnowany. Mógł sobie darować rzucenie się na tego wielkiego gościa, który złośliwie skomentował jego wygląd.
– Też mnie uczono, żeby nie rozmawiać z nieznajomymi. Ale to nie znaczy, że muszę tego słuchać – zwrócił się do Kosmy.
Michał Anioł
– Kultura? Nie obchodzi mnie to, właśnie przez kulturę ludzie są nieszczęśliwi, a to wszystko dlatego, że... – zamilkł gwałtownie, uświadomiwszy sobie, że w tej sytuacji jego pseudofilozoficzne wywody wcale by mu nie pomogły. Chyba że w zniechęceniu nieznajomego, a Michał sam już nie wiedział, czy chciał, żeby ten sobie poszedł, czy jeszcze chwilę z nim postał. – Po co mam z tobą iść? – zapytał po chwili. Był wyraźnie nieprzekonany co do pomysłu Kosmy. Oczywiście nie obawiał się, że coś mogłoby mu się stać, w końcu potrafił sobie radzić w wielu sytuacjach – przynajmniej tak twierdził. Po prostu nie rozumiał, z jakich powodów nieznany mu mężczyzna miałby oferować mu pomoc aż w takim stopniu, a kiedy Michał czegoś nie rozumiał... Cóż, zaczynał się frustrować.
OdpowiedzUsuńMichał Anioł
Maja lubiła się przytulać od zawsze. Może potem przez chwilę miała moment kiedy nie lubiła gdy ktokolwiek ją dotykał, ale z tego się wyleczyła już jakiś czas temu. Nie każde przytulenie musiało oznaczać coś groźnego.
OdpowiedzUsuńKiwnęła głową. Była pewna, że tęskni za nimi. Ona nie widziała rodziny miesiąc i już była bardzo stęskniona, a co dopiero jakiś dłuższy czas. Była zdecydowanie zwierzęciem stadnym.
-Wiadomo. Moja babcia specjalnie dla mnie nauczyła się obsługiwać Skype’a. – uśmiechnęła się. Nie żeby jej babcia była aż tak do tyłu, ale poza kilkoma programami wolała nie dodawać jakiś nowości. Od tego miała Maję, która jej pomagała z takimi rzeczami.
Chwyciła kilka kuleczek i zjadła je. Lubiła od czasu do czasu takie leniwe wieczory, chociaż zdecydowanie była osobową, która lubiła ruch.
-To czego oczekujesz po swoim mieszkaniu? Albo inaczej powiedz jakie lubisz kolory?
Maja
Babcia Mai nie była wcale taka stara, bo miała trochę ponad 60 lat. Cóż jej matka szybko znalazła sobie bogatego męża i zaszła w ciążę, czego efektem była jej siostra, a potem Maja. A tak czy inaczej babcia była księgową, więc musiała trochę umieć obsłużyć komputer, a przynajmniej na tyle ile musiała, bo jakoś specjalnie tego nie lubiła. Mówiła, że księgi są zdecydowanie ciekawsze.
OdpowiedzUsuń-Mobilnik? – zapytała, bo mimo że coś tam po rosyjsku wiedziała to jednak było to dawno, a po drugie nigdy nie przykładała się do tego przedmiotu. Za dużo dziwnych końcówek i zależności opartych na fonetyce, czego Maja zupełnie nie słyszała.
Rozejrzała się po pomieszczeniu. Było tu trochę tak smutno, musiała to przyznać i pomieszczenie wyglądało trochę jak pokój piętnastoletniego chłopca z tymi plakatami poprzyczepianymi na ścianach. Nie żeby od razu musiał dostać poważne wnętrze, ale trochę można by nad nim popracować. A Maja powoli miała nawet pomysł jak.
-Zielony też jest szpitalny, przynajmniej w Polsce. – uśmiechnęła się. Był pewien przerażający odcień zieleni, który zawsze kojarzył jej się z tym miejscami. – Chociaż taki bardzo blady, ciężko go opisać właściwie. A od znania się na tym to teraz masz mnie. – wyszczerzyła do niego ząbki.
[ Wybacz ;) najpierw zalogowałam się przez przypadek do innego konta :) ]
UsuńBabcia Mai nie była wcale taka stara, bo miała trochę ponad 60 lat. Cóż jej matka szybko znalazła sobie bogatego męża i zaszła w ciążę, czego efektem była jej siostra, a potem Maja. A tak czy inaczej babcia była księgową, więc musiała trochę umieć obsłużyć komputer, a przynajmniej na tyle ile musiała, bo jakoś specjalnie tego nie lubiła. Mówiła, że księgi są zdecydowanie ciekawsze.
OdpowiedzUsuń-Mobilnik? – zapytała, bo mimo że coś tam po rosyjsku wiedziała to jednak było to dawno, a po drugie nigdy nie przykładała się do tego przedmiotu. Za dużo dziwnych końcówek i zależności opartych na fonetyce, czego Maja zupełnie nie słyszała.
Rozejrzała się po pomieszczeniu. Było tu trochę tak smutno, musiała to przyznać i pomieszczenie wyglądało trochę jak pokój piętnastoletniego chłopca z tymi plakatami poprzyczepianymi na ścianach. Nie żeby od razu musiał dostać poważne wnętrze, ale trochę można by nad nim popracować. A Maja powoli miała nawet pomysł jak.
-Zielony też jest szpitalny, przynajmniej w Polsce. – uśmiechnęła się. Był pewien przerażający odcień zieleni, który zawsze kojarzył jej się z tym miejscami. – Chociaż taki bardzo blady, ciężko go opisać właściwie. A od znania się na tym to teraz masz mnie. – wyszczerzyła do niego ząbki.
Dla niego było to oczywiste, a dla niej nie. Tak czy inaczej uśmiechnęła się, bo słowo było nadzwyczaj ciekawe.
OdpowiedzUsuń-A wiesz co to burtnik? – zapytała z uśmieszkiem. Skoro on jej tu rzucał hasłami w języku rosyjskim, to ona mogła mu rzucić potocznym słówkiem z jej ziemi.
Kiwnęła głową. Mogła mu tutaj wygospodarować zielony kącik rozkoszy, czemu nie. Pokój był naprawdę spory.
-A masz zamiar mieszkać sam czy ten drugi pokój komuś wynająć? – to było całkiem istotne ze względu na pytanie czy może tamten pokój też urządzić czy może woli go zostawić na coś innego.
Tak czy inaczej Maja parę pomysłów już miała w swojej szalonej główce, więc mogła mu kiedyś to przedstawić.
Nie lubiła tych jego pytań o rodzinę, bo właśnie nie miała co opowiadać o rodzicach.
-Tata prowadzi własną firmę w Szwajcarii i widuje go mniej więcej raz na rok, a mama… - tu się dłużej zastanowiła, bo nie wiedziała właściwie czy ona teraz gdzieś pracuje. – Pewnie nie pracuje, albo udziela się społecznie. Nie wiem, dawno jej nie widziałam.- wzruszyła ramionami.
Ostatni raz chyba gdzieś w sądzie.
Maja
- No weź się, kurwa, nie ruszaj! - syknęła Jagoda, widząc, że chłopak próbuje się podnieść. - Gdzie jesteś? Krakowskie Przedmieście 27, drugie piętro. Tak gwoli ścisłości, to ja pogoniłam tych dresów, którzy chcieli zrobić z ciebie marmoladę. Już trzeci raz na nich natrafiłam, jak tak sobie przypomnę. Kibole Polonii, kurwa - mruknęła z pogardą. - A ty pewnie jakiś kibic Legii, co? Bo raczej innego powodu by nie mieli, żeby cię rozsmarować na ulicy, nie? Ostrzegam po raz kolejny, nie ruszaj się. Zaraz powinien przyjechać transport i zawieziemy cię do szpitala, bo ja niestety nie mam w domu pliku Rentgen.exe i nie mogę cię opatrzeć fachowo, bo znam się na medycynie jak świnia na gwiazdach.
OdpowiedzUsuńZaśmiała się do niego, bo w sumie było to całkiem dobre skojarzenie, jeżeli by spojrzeć na to, co znaczyło to słowo.
OdpowiedzUsuń-To krawężnik, ale byłeś blisko. – zaśmiała się jeszcze raz.
Szwajcaria była piękna. Była tam na jedne wakacje, przy okazji pracując w firmie taty i zdobywając jakieś pierwsze doświadczenia. Jednak ludzie, z którymi była związana byli tutaj i jak miała ich tak po prostu zostawić? Pewnie ojciec nie miał by nic przeciwko, ale jej było dobrze tu gdzie była.
-To fajny kraj i życie tam w jakiś sposób wydaje się prostsze, ale… to tu jest mój dom i nawet jeżeli wszyscy narzekają, że jest tak źle to wolę być tu z bliskimi niż tam bez nich.
Pewnie dziwiło ją jego podejście. Ojciec nie był jej bliski? Był, ale nie aż tak.
Pokiwała głową. W takim razie urządzi mu ten pokój tak, żeby miał tu pewne strefy i żeby nawet jeżeli nie pościeli łóżka, to może nie rzucało się to aż tak w oczy.
Maja
Michał nie znosił, kiedy zadawano mu pytania w jakikolwiek sposób związane z nim samym. Czym więcej informacji na swój temat musiał zdradzić, tym gorzej się czuł. Kosma miał chyba jakiś radar, bo Misiek rzeczywiście znał zbliżających się chłopaków. To nie oni, co prawda, zafundowali mu malowniczy strumień krwi płynący z nosa, ale chodzili z nim do klasy. Powodem ich zmieszanych min prawdopodobnie był fakt, że nikt nigdy nie widział Michała spotykającego się z kimś z własnej, nieprzymuszonej woli, a sytuacja, którą zastali, mogła wyglądać dla nich doprawdy dziwnie. Nastolatek przeklął ich w myślach, spodziewając się głupich zaczepek lub komentarzy już następnego dnia.
OdpowiedzUsuńJakby na przekór kolegom, złapał Kosmę za rękę i pociągnął go w kierunku przeciwnym, niż szli.
– Po prostu chodźmy do ciebie – mruknął, ignorując zawroty głowy.
Michał Anioł
Teraz to Michała ogarnęła konsternacja. Co gorsza, połączona z oburzeniem i wściekłością, które objawiły się na twarzy chłopaka w postaci rumieńców. Nie do końca rozumiał, co tu się właśnie wydarzyło. Jakim cudem jego klasowi koledzy znali Kosmę? I dlaczego mężczyzna musiał skłamać, że oni dwaj też się znają? Pytania cisnęły mu się na usta, ale wiedział, że musiał chwilę odreagować.
OdpowiedzUsuń– Teraz nie dadzą mi żyć! – rzucił z pretensją, kiedy znaleźli się wystarczająco daleko. Najwyraźniej to nagłe zbulwersowanie się miało dobry wpływ na Michała, bo poczuł się dużo lepiej. – I co to w ogóle za akcja? Autografy?
Niestety, Michał nie oglądał telewizji, nie interesował się też ani sportem, ani muzyką, co było jednym z powodów, dla których nie potrafił dogadać się z rówieśnikami.
Michał Anioł
Wiedziała co czuje. Miała swoje ulubione miejsca w Toruniu, gdzie mogła czuć się po prostu dobrze. Lubiła przespacerować się nocą oświetloną starówką i poczuć na sobie zimne, rześkie powietrze, gdy szła na bulwar. Zawsze robiła takie spacery, gdy była w mieście. Kto wie? Może kiedyś go tam zabierze.
OdpowiedzUsuńZaczynało się robić naprawdę późno, albo naprawdę wcześnie, zależy jak kto na to patrzył. Film był ciekawy, ale Maja czuła, że jeszcze chwilę i możliwe, że zaśnie mu na ramieniu, a nie chciała zostawać tu na noc. Zresztą on pewnie też specjalnie zadowolony z tego by nie był.
-Jest tu strasznie miło, ale powinna powoli się zbierać, żeby jednak nad ranem wrócić do domu. – uśmiechnęła się do niego i lekko odsunęła. – Wiesz, że naprawdę dobrze się bawiłam? – wyznała mu, a raczej nie kłamała w takich prostych sprawach.
Gdy było jej dobrze to mówiła to, a dziś naprawdę czuła się wyjątkowo. I mimo, że był obcy to już dawno nie powiedziała komuś tyle o sobie. Zauważyła jego telefon na parapecie, więc chwyciła go i wpisała do niego swój numer.
- Żebyś mógł się odezwać jak będziesz chciał. – a miała szczerą nadzieję, że zrobi to już niedługo.
Spokojnie wstała z tego wygodnego łóżka i skierowała się do korytarzyka, żeby się ubrać.
Maja
Zerknęła na niego trochę nie przekonana. Dopiero, gdy powiedział o dobrym jedzeniu to jakoś ją przekonał. Nie było to tak, ze trochę nie chciała zostać, bo pewnie jakaś część niej chciała, ale trochę bała się jak to się może skończyć. Nie bała się co on może jej zrobić, a raczej, co sama może zrobić.
OdpowiedzUsuńA co jak zacznie mu w nocy krzyczeć? Nie była pewna, czy jest gotowy na takie atrakcje w środku nocy.
- No dobra zostanę, ale nie śpisz na materacu. Masz duże łóżko, więc się zmieścimy na nim oboje. Inaczej będzie z obolały czy coś takiego, a pewnie masz trening? – zapytała, bo to było możliwe. Chyba, że u nich też była zasada niedziela dniem wolnym.
Zerknęła na niego jeszcze raz.
-A mogę liczyć na coś do spania? – zagadnęła. Przydałaby jej się jakaś koszulka, był o tyle wyższy, że dla niej będzie niczym koszula nocna. – I mogę wziąć prysznic? – zadała kolejne pytanie.
Maja
Miała zamiar być grzeczna, bo polubiła chłopaka. Co prawda zdarzyło jej się raz pójść do łóżka z kimś kogo prawie nie znała, ale wtedy też uznała, że to nie będzie w jej stylu. Nie żeby od razu była romantyczką, która czeka z tym do ślubu, czeka na jedynego, ale… chciała wiedzieć coś o tym kimś, czuć się z nim dobrze, swobodnie i chociaż kumplować.
OdpowiedzUsuńZerknęła na koszulkę i wyszczerzyła ząbki. Była idealna jak na jej gust. A spodenki, cóż chyba nie były jej specjalnie potrzebne, bo koszulka była całkiem długa, jak to te koncertowe okazy. Ale i tak je wzięła.
Kiwnęła głową i ruszyła do łazienki. Obsłużyła się w sumie sama, swobodnie korzystając z jego rzeczy. Lubiła w sumie zapach męskich żeli pod prysznic. W ich zapachu było coś pociągającego.
Trochę jej to wszystko zajęło, ale po jakimś czasie wyszła do niego ubrana w samą długa koszulkę.
-Trochę ze mnie spadają. – przyznała oddając mu spodenki. Czy wyglądała uroczo? Bez żadnego makijażu, ubrana w męską koszulkę? Szczerze w to wątpiła.
Maja
Uśmiechnęła się tylko, gdy zerknął wtedy na nią tak uważniej. Cóż w środku może i faktycznie była trochę jak mała dziewczynka.
OdpowiedzUsuń-A dziękuję. – wyszczerzyła do niego ząbki. – Chociaż nie wiem czy to komplement właściwie.
Nie raz była porównywana do małych dziewczynek. Głównie przez swój niski wzrost, więc w sumie już do tego przywykła.
Co do zapachu, na każdym innej trochę on pachniał, więc to mogło być przyczyną tej różnicy, tym bardziej, że była jednak płci żeńskiej.
Domyślała się, ze nie ma czego się wstydzić pod koszulką. W ogóle cały był raczej wysportowany, więc domyślała się, że ma tam jakiś sześciopak czy coś takiego. A tatuaże? Nie miała o nich pojęcia, sama nie miała jeszcze żadnego, ale może kiedyś? Jeszcze była na to pora.
Zerknęła na niego i musiała przyznać, że pociąga ją. Chyba zaczynała rozumieć, co widzą w nim inne dziewczyny. Nie miała wcale na myśli jego wysokiej pensji i tak dalej. Był uroczy, całkiem słodki, rodzinny i sprawiał, że człowiek czuł się spokojny i jakoś bezpieczny. I był przystojny.
-Zajęłam prawą stronę i zwinęłam Jasia. Wybaczysz to swojemu gościowi? – zapytała z uśmiechem i ułożyła się wygodnie przy okazji, zupełnie nie specjalnie pokazując kawałek uda więcej.
Maja
Pokiwała głową. Lubiła spać dosyć wysoko, więc potrzebowała tego jaśka, którego jeszcze na dodatek złożyła na pół. Na dodatek ten całkiem ładnie pachniał, bo chyba nim, więc chciała się nawet do niego przytulić.
OdpowiedzUsuń-Nie jestem. Zostawiam miejsce na ranne placuszki. – zaśmiała się cicho, ale naprawdę nie była na razie głodna. Mogła z tym poczekać do rana.
Jeszcze kilka razy przekręciła się lekko, żeby ułożyć się tak jak było jej najwygodniej, znalazła swoje wygodne miejsce na tym łóżku. Chociaż miała małe wrażenie, że jedno miało być jeszcze wygodniejsze.
-Na którą masz jutro ten trening? – zagadnęła, bo wolała wiedzieć na co ma się tak właściwie nastawić rano, do którego było całkiem blisko.
Tak czy inaczej odpowiedzi już nie dosłyszała, a jej oddech zmienił się na spokojny i równy, który świadczył o tym, że śpi. Była już naprawdę zmęczona i trochę leżała w tym łóżku sama, zanim on przyszedł.
Czy spało jej się dobrze? Rewelacyjne, chociaż wyznaczona przez niego intymna granica została w nocy przekroczona. Przez kogo? Chyba przez oboje, a może to była wina Mai, która się do niego przytuliła?
Musiała przyznać, że było jej wyjątkowo wygodnie w jego ramionach, chociaż na początku nie miała pojęcia do czego się tak naprawdę przytula. No, ale skoro położyła głowę na jego klatce piersiowej to musiało jej być tak dobrze.
OdpowiedzUsuńOboje najwidoczniej lubili się rozkładać, bo wylądowali blisko siebie, na środku łóżka. Gdy usłyszała jakiś dźwięk w postaci chyba budzika rozejrzała się lekko, żeby zobaczyć co się dzieje. I musiała stwierdzić, że była zaskoczona tym jak wylądowali blisko siebie.
-Chyba coś nas złączyło. –mruknęła z rozbawieniem i z powrotem położyła głowę na jego klatce i jeszcze na chwilę przymknęła oczy. – Może jesteś magnesem? – mruknęła z rozbawieniem.
Lekko dotknęła go przez przypadek zimną stopą.
-To nie zmienia faktu, ze jesteś wygodny. – wolała to wszystko obrócić w żart.
To wiele wyjaśniało. Michał celowo trzymał się z dala od mediów. Obwiniał je o szkodliwy wpływ, z czym trudno było się nie zgodzić, a artyści i sportowcy nie interesowali go jako osoby, ponieważ wykonywali – według niego – nikomu niepotrzebną pracę, za którą dostawali ogromne, wręcz niewyobrażalne wynagrodzenia.
OdpowiedzUsuńWestchnął przeciągle, zirytowany komentarzem Kosmy.
– To nie tylko domena gimnazjalistek – burknął takim tonem, jakby oskarżał cały świat o podobne zachowania.
Teraz całkiem rozsądnie byłoby zmusić się do podziękowania mężczyźnie, odmówić dalszego pójścia z nim i wrócić do domu, gdzie matka na pewno zrobiłaby Michałowi awanturę, mając już serdecznie dość jego bezsensownych bójek i pakowania się w kłopoty. Nie uśmiechało mu się ani wysłuchiwanie jej pretensji, krzyków i gróźb po raz kolejnych, ani spędzenie reszty popołudnia z Kosmą. Ostatecznie wybrał opcję z piłkarzem, wziąwszy pod uwagę fakt, że ten przynajmniej nie podnosił na niego głosu. Zresztą, przecież nikt nie powiedział, że Michał nie mógł zapomnieć o poznaniu go tuż po wyjściu z jego mieszkania.
– Mieszkasz sam? – zapytał nagle.
Michał Anioł
Słuchała spokojnie bicia jego serca i było jej naprawdę dobrze. Mimo, że się w jakiś sposób bała to jednak była teraz szczęśliwa i nie chciała tego zmieniać. Może pozwalała sobie na za dużo, ale… raz się żyje.
OdpowiedzUsuńOn chociaż potrafił kogoś do siebie dopuścić. Ona miała 16 lat, gdy już stało się jasne, że nie będzie to proste i może nigdy tego nie zrobić. W tym czasie miała nawet chłopaka, Marka, którego naprawdę lubiła. Kochała? To za dużo powiedziane. Lubiła. I bardzo łatwo odepchnęła go od siebie, a on nawet nie walczył. Okazywało się, że to było proste, odejść. Nie miała żalu, bo wtedy była kompletnym wrakiem.
-Jesteś. – mruknęła cicho i w końcu otworzyła oczy. Nie chciała go aż tak wykorzystywać, musnęła tylko jego szyję w jednym miejscu, jakby w podziękowaniu za jego usługę i trochę się odsunęła, nie odrzucając jednak jego ramienia, nadal czuła je na sobie. – Musimy wstawać? – westchnęła cicho. Było jej na tyle dobrze, że nawet nie miała ochoty się ruszać. Tylko lekko się przeciągnęła i najchętniej została by tu gdzie była, w jego ramionach.
W takim razie miała zamiar wykorzystać ten czas, który mógł jej jeszcze poświecić na leniuchowanie w łóżku. Przytuliła się do jego boku i jedną dłoń położyła na jego boku, a zimną stopę wsunęła między jego nogi. Od razu lepiej.
OdpowiedzUsuń-I jeszcze za koc, prawie elektryczny. – mruknęła z rozbawieniem .
Uczucia, lubiła chłopaka, którego miała przy sobie, ale miała wrażenie, że nie jest w stanie stworzyć normalnego związku z mężczyzną. A może to miała być osoba, która udowodni jej, że może? Czuła się przy nim bezpiecznie, co często jej się nie zdarzało. Tak czy inaczej były do tego potrzebne uczucia obu stron.
-Tak, pamiętam i na pewno nie mam zamiaru ich odpuścić. – zaśmiała się.
Kochała dobre jedzenie, a to brzmiało jak naprawdę dobre. I oczywiście miała zamiar mu pomóc i przy okazji poznać sekret wschodnich sąsiadów. Kto wie? Może tak je polubi, że sama zacznie je za jakiś czas robić? Byłoby naprawdę fajnie.
-Robiłam kurs pierwszej pomocy. Uratuje cię!- mruknęła z rozbawieniem, ale naprawdę nie chciała sprawdzać swoich umiejętności w praktyce. Wolała, żeby sam oddychał, a jego serce biło tak spokojnie jak jeszcze chwilę temu. Żadnych dziwnych rzeczy. Lepiej, żeby był zdrowy i cały.
OdpowiedzUsuńRozstania chyba nigdy nie były proste. Nawet jeżeli ludzie rozchodzili się w zgodzie to jednak zawsze zostawało jakieś drobne ale, bo coś się przecież nie udało. Któraś strona zawaliła, któraś kochała mniej, a może wcale jej nie zależało. I tutaj nie mówiła, że to zawsze wina faceta, w jej jakichkolwiek próbach związkowych to ona w końcu kogoś odpychała.
Co jak co, ale Mai też daleko było do bycia dorosłą. Chciała czuć, że żyje, na stabilizację miała jeszcze wiele czasu. Teraz chciała imprezować, poznawać ludzi, podróżować i spełniać głupie pomysły, które tylko przyszły jej do głowy. A dzieci? Mogła je mieć równie dobrze za dziesięć lat, nikomu się nie śpieszyło z tym. A jak nie to mogła nawet adoptować jakieś biedne, osierocone dziecko po 40.
Na jego pytanie zerknęła na niego, bo nie wiedziała co mu odpowiedzieć.
-Miałam, ale… To nie było nic aż tak poważnego. – wyznała szczerze. Nigdy nie czuła jakiś wielkich motylków w brzuchu, chociaż… coraz bardziej wyjątkowo czuła się tu, teraz. – Może nie jestem zaprogramowana do związków? – zapytała retorycznie. – A ty?Miałeś kogoś tak bardzo poważnie.
- Czekaj, piłkarz? - powiedziała z lekkim niedowierzaniem w głosie. - Hmm, mogę nie wiedzieć, jedyny sport jakim się interesuję to skateboarding. I skoki narciarskie, także wybacz nieznajomość - położyła teatralnie dłonie na piersiach i ukłoniła się. - Ja? Jagoda, miło mi - uśmiechnęła się, W tym momencie do pokoju wszedł jej wpołlokator.
OdpowiedzUsuń- O, a to jest Stefan - przedstawiła chłopaka. - Skoro już jesteś to znaczy, że możemy jechać? - spytała bruneta.
- Jasne. Tylko czy poszkodowany czuje się na siłach, żeby jakoś ztelepać się z drugiego piętra?
Odetchnął z ulgą, gdy dowiedział się, że Kosma mieszka sam, więc nie będzie musiał zawierać kolejnych znajomości. Zresztą, jako aspołeczny buc wyrobił normę kontaktów międzyludzkich tego dnia, na dobrą sprawę mógłby nawet przestać odzywać się do mężczyzny. Wciąż nie czuł się przy nim komfortowo.
OdpowiedzUsuń– Każdy głupi człowiek podobnie się zachowuje – odparł nieco urażonym tonem. Przetarł wierzchem dłoni nos, żeby pozbyć się ewentualnych śladów zaschniętej krwi, i milczał chwilę. Skoro i tak musiał znosić Kosmę, uznał, że warto spróbować trochę poprawić swoje umiejętności społeczne. – Co lubisz poza piłką? – nieśmiało zadał pytanie, zerkając na niego kątem oka. Zaraz pożałował podjęcia próby rozmowy, obawiając się, że zostanie uznany za dziwaka.
Michał Anioł
Słuchała go uważnie i albo jej się wydawało, ale coś tam jeszcze czuł do tej dziewczyny. Traktował ją jako kogoś bardzo ważnego, a ona tak go odepchnęła. Było to co najmniej przykre, bo z tego co mówił dziewczyna mogła dostać wszystko o czym marzą kobiety, ciepło, miłość i bezpieczeństwo. A jej było za mało i to przez takie dziewczyny fajni faceci zamieniali się w tych, którym nie bardzo zależało na kimkolwiek. Nagle przestawało im się świecić światełko mówiące, chce być w poważnym związku.
OdpowiedzUsuń-To przykre. Ale to jest największy problem kobiet, gdy coś mają chcą więcej, inaczej i nie potrafią docenić tego, co jest.- taka była prawda i Maja pewnie też po części taka była. – Jeszcze znajdziesz tą jedyną, w odpowiednim czasie, albo taką, która po prostu zaakceptuje to kim jesteś.
Nie była najlepsza w pocieszaniu w takich sprawach, bo sama nie wierzyła, że na nią ktoś może czekać. Bała się, że jeżeli dopuści jakiegoś mężczyznę zbyt blisko to on ją zrani, wykorzysta. Nie było się jednak co dziwić, w jej świecie brakowało raczej odpowiedniego męskiego przykładu, który pozwoliłby uwierzyć, że faceci nie są aż tacy źli.
Maja
Cóż związki nie były łatwe i to było tak samo pewne jak śmierć i podatki. Ciężko było koegzystować z innymi, a co dopiero, gdy nam na kimś zależało. Wtedy było jeszcze ciężej, bo robiło się rzeczy, z których potem wcale nie było się specjalnie dumnym. Ponosiły nas emocje, żałowaliśmy niektórych sytuacji i w myślach przeżywaliśmy je jeszcze raz i jeszcze raz.
OdpowiedzUsuńPodniosła się razem z nim. Wcale nie przeszkadzało jej to, że bawi się jej włosami. Było to miłe, jak wszystko co na razie robił w jej obecności. Musnęła jego policzek kolejny raz i podniosła się z łóżka.
-To kapitanie, mów co mam robić. – ładnie zasalutowała udając jego podwładną. Nie miała zamiar stać bezczynnie, gdy on będzie się sam męczył z gotowaniem. Zdecydowanie fajnie było robić coś razem. Mogła nawet trzeć ziemniaki, chociaż chyba nikt nie lubił tego robić, bo niemość, że można było obetrzeć palce, ponoć w drastycznych sytuacjach obciąć kawałek palca, to na dodatek to było trzeba mieć dosyć sporo siły, żeby trochę ich zetrzeć.
Mogła jednak na przykład zrobić herbatę.
[ Pamiętam, że Ci odpisywałam, ale jakoś wszystko się urwało. Kontynuujemy tamten wątek, czy zaczynamy od początku? :) ]
OdpowiedzUsuńMilena
Maja uznała, że pewnie też powinna się ubrać, skoro on to robi, więc gdy on ubierał się w łazience, sama nałożyła na siebie swoje wczorajsze rzeczy. Czuła lekki zapach klubu na sobie, ale co poradzisz? Tak to już było, gdy nie wracało się od razu do domu. Nie żałowała, to był piękny wieczór, piękny poranek i wszystko było naprawdę idealnie.
OdpowiedzUsuńGdy weszli do kuchni to kiwnęła głową i zaczęła mieszać składniki, które wskazał jej, gdzie były, w spore misce. Nie wyglądało to na razie na bardzo skomplikowane, co ją bardzo cieszyło, bo im coś było prostsze tym lepiej i tym większa szansa, że Maja będzie umiała to kiedyś jeszcze powtórzyć.
-Nie jest na razie źle, a ta maszyna to jakieś cacko. U mnie czekała by na ciebie tarka i żadnych takich. – zaśmiała się.
Cóż często nie gotowała w swoim domu, raczej podgrzewała, co miała od babci i nie potrzebowała takiego sprzętu. W sumie w piekarniku mogłaby pewnie trzymać swetry albo książki. Na jedno by wyszło, bo tak to przestrzeń się trochę marnowała.
-To kiedy chcesz zacząć zmiany w pokoju? – zapytała jeszcze i zerknęła na niego. Jakaś dziwna część niej bała się, że się już do niej nie odezwie, a było jej na tyle dobrze, że chciała to przedłużyć. Odwróciła wzrok, żeby przypadkiem nie znalazł jej słabostki.
Każda okazja była dobra, żeby nabyć taką cud maszynę. Ona chętnie by taką miała, jakby gotowała na tyle często, że byłaby jej potrzebna. Chociaż swoją drogą, jej babcia uwielbiała gotować, a czegoś takiego u niej w kuchni nie widziała, więc mogła by jej kiedyś coś podobnego sprezentować.
OdpowiedzUsuń-Coś o tym wiem. Babcia co roku w wakacje zapędza mnie do zapraw, więc tarcie jabłek, przecieranie śliwek, buraków, jakiś cukinii to wcale nie nowość. Tak samo jak jakieś rany na palcach. – mruknęła z rozbawieniem .
Poprawił jej się humor, gdy usłyszała, że chce z tym zacząć jak najszybciej, bo ona też chciała go znowu zobaczyć. To było dziwne i trochę przerażało Maję, pewnie nic tylko czekać aż ucieknie z podkulonym ogonem, ale… na razie tu była.
-Coś mam już w głowie, więc może jakoś w tygodniu się zobaczymy, ustalimy i trochę w weekend byśmy tu pokombinowali? –zaproponowała, bo jej by to nawet pasowało.
Nie była tylko pewna czy on nie ma jakiś innych zobowiązań, ale miała szczerą nadzieję, że jednak nie.
Zaśmiała się cicho, bo faktycznie jako tako dotrzymał tej obietnicy. Sam nie brał się do tarcia ziemniaków. Ten jego zwrot tarkowanie trochę ją śmieszył, ale kto wie? Może dzięki niemu wejdzie do mowy potocznej a potem do języka polskiego? Na razie jednak dla Polaka brzmiało to komicznie. Tarkować.
OdpowiedzUsuń- Biedactwo. – uśmiechnęła się do niego. – Nie bój się w wakacje zabiorę cię do mojej babci, razem z tą maszyną, rzecz jasna. – dodała, żeby nie wychodziło na to, na kim czy też na czym jej może bardziej zależeć.
Cóż, miał trochę tych pomieszczeń prawda? Miał jeden pokój, kuchnie, której można było trochę pomóc, mogła mu zmienić ją niewielkim kosztem nie do poznania i jeszcze co najmniej korytarzyk. To trzy pomieszczenia i trzy wymówki, żeby ją ściągnąć. Był jeszcze kulig, a on miała odwiedzić ochroniarza. Już było pięć powodów. A skoro kulig obiecał jej w Rosji to będzie miał jeszcze jej dość pewnie.
Uśmiechnęła się, gdy zobaczyła ten jego uśmiech i dziwny wyraz w oczach, ale dla niego skończyło się to trochę niepomyślnie, bo tłuszcz strzelił mu trochę po ręce.
-Pod zimną wodę. – rzuciła od razu i pociągnęła go za drugą rękę. Odkręciła dobry kurek i sama skręciła lekko gaz pod patelnią, żeby tłuszcz tak nie skwierczał. Sama też nałożyła kolejny placek.
- Najnowszy, spoko - Jagoda uśmiechnęła się szeroko. - Jak powiem mojemu kuzynowi legioniście, że poznałam najnowszy nabytek Legii, to spyta, co tym razem ćpałam na squatcie. Uroczo - lekko się skrzywiła. - No tak, właśnie ci trzej. Chociaż ja osobiście bardziej kibicuję Norwegom, ale to już moje małe skrzywienie. Nie bój się, ja ci na pewno nie pozwolę zlecieć - powiedziała, również wstając i pomagając chłopakowi utrzymać się na nogach. - Stefan, do jasnej cholery, może byś mi tak pomógł, co? - rzuciła wściekle do bruneta. Ten od razu podszedł i delikatnie chwycił poszkodowanego z drugiej strony. W takim składzie powoli ruszyli na dół.
OdpowiedzUsuńPo dość długim schodzeniu dotarli do auta. Najostrożniej jak tylko się dało zapakowali do niego piłkarza, sami wsiedli i pojechali do najbliższego szpitala.
Radził sobie jej zdaniem dobrze, chociaż jej do profesjonalnego kucharza było jak na koniec świata i z powrotem, a takie rzeczy zdarzały się najlepszym. Nie raz jej babcia miała te plamki na dłoniach, bo gdzieś strzelił tłuszcz, a wcale tego nie planowała. Chociaż oczywiście miała nad tym większą kontrolę niż Maja czy Kosma, to jednak zdarzało się to każdemu.
OdpowiedzUsuń-Daj spokój, to mogło się zdarzyć każdemu.- posłała mu ciepły uśmiech. – A mi się zdarzyło nie raz, więc dlatego już wiem co pomaga. – zaśmiała się cicho. –Nie wiem jak u ciebie, ale moja babcia jak smaży jakieś placki to zawsze sprawdza czy pierwszy jest dostatecznie doprawiony. – uśmiechnęła się i urwała kawałek placka i podzieliła na dwa. Oczywiście podała mu do ust kawałek a drugi zjadła sama. – Mm… - mruknęła cicho. Musiała przyznać, że było to proste i smaczne, trochę jak placek ziemniaczany, ale jednak troszkę inny. – Dobre.
Gdy wspomniał o kuligu uśmiechnęła się szeroko.
-Nawet nie masz pojęcia jak mnie to cieszy. Będę na prawdziwym kuligu!
Inną sprawą było to, że przy okazji pozna całą jego rodzinę…. To chyba dosyć specyficzne jak na zwykłą znajomą z Polski?
- Fajnie, że ci się podoba. - uśmiechnęła się do niego szeroko, odrzucając z ramienia włosy. Usiadła wygodnie na krześle, patrząc na małą scenę z grającym muzykiem na przeciwko. Klubo-kawiarnia była dobrym pomysłem po spędzeniu dłuższego czasu w dusznym, głośnym klubie pełnym ludzi. Tutaj mogli oboje trochę odpocząć od tego zgiełku. Warszawa miała jednak takie miejsca, w których zapomina się o Bożym świecie.
OdpowiedzUsuń- Piwo z sokiem, dziękuję. - odprowadzała go chwilę wzrokiem, patrząc jak idzie do baru. Nie umknął jej fakt, że dziewczyna stojąca za barem wprost rozpromieniła się, gdy do niej podszedł. Podniosła jeden kącik ust do góry. Kosma miał naprawdę ciężkie życie z kobietami. Przechyliła lekko głowę w jedną stronę, nadal mu się przyglądając. Mogłaby się z nim zaprzyjaźnić.
Milena
Jej babcia zawsze tak robiła, więc Maja podpatrzyła to od niej. Może też ze względu na to, ze pierwszy placek, naleśnik zawsze wychodził najgrubszy i jak to często się z babcią śmiały dowody zbrodni i nie doskonałości trzeba ukryć. Wtedy tez przypomniała sobie pyszne naleśniki babci i aż zrobiła się bardziej głodna. Nie miała pojęcia jak ta kobieta to robi, ale wszystko spod jej ręki było milion razy lepsze niż gdy Maja robiła to sama. Nawet zwykła kanapka.
OdpowiedzUsuń-Pewnie masz rację. – przyznała mu ją i wzruszyła ramionami. Nad nią górę wzięły stare przyzwyczajenia.
Słuchała go uważnie. Ciekawe czy ten ktoś będzie miał ochotę to zrobić tylko dlatego, że Kosma będzie chciał .
-Oby. Bardzo chce przeżyć coś takiego.
Babcia na pewno też by chętnie go poznała, bo co rusz pytała Maję o jej amanta i chyba bardzo pragnęła, żeby wnuczka znalazła sobie kogoś miłego, kto będzie ją wspierać.
[Nie wpisujesz się na listę obecności? ;) ]
Jeżeli tak było to Maja miała zamiar zobaczyć jak to wygląda i chętnie by się dołożyła do takiej przyjemności, bo to niewątpliwie musiała być wielka radość i uciecha nawet dla tak starej osoby jak Majka, bo to chyba bardziej przyjemność dla dzieci? Z teoretycznego punktu widzenia.
OdpowiedzUsuń-Nie ma się co dziwić. No wiesz typowy podział obowiązków. Panie w kuchni, panowie naprawiają krany i takie podobne. – uśmiechnęła się lekko. Chyba nie znała pary, która dzieliłaby się jakoś inaczej, no chyba że jej matka, ona nie robiła w domu nic, miała od tego ludzi.
Zaczęła smażyć kolejne placki i zaczęło ich stopniowo przybywać na talerzu. W kuchni pachniało od niech niesamowicie i aż ślinka ciekła.
Z niczym w życiu nie powinno się śpieszyć. Jego brat najwidoczniej trafił już na tą odpowiednią kobietę, z którą chciał zaryzykować i ułożyć sobie życie. Wtedy pewnie nie było powodu, żeby to odkładać na później, chyba że komuś nie zależało na takim życiu. Maja na przykład nie chciała mieć jeszcze dzieci. Nie była jeszcze w Brazylii na karnawale, więc jeszcze nie mogła mieć szkrabów. Może dzieci nie powodowały, że takie plany były nieosiągalne, ale zdecydowanie je utrudniały. Nie chciała robić sobie bardziej pod górkę niż miała do tej pory.
-Gotowe. – rzuciła, gdy ostatni placek zdjęła z patelni.
- Mówi się nawet, że to faceci są najlepszymi kucharzami. – zauważyła. Oj oddałaby pewnie sporo za takiego kucharza w swoim domu. Nie żeby to był warunek dla faceta, który mógłby się do niej zbliżyć, ale nie pogardziłaby tym. Nie tylko do serca faceta można się dostać przez żołądek.
OdpowiedzUsuń-Mieć takiego Gordona na własny użytek. – westchnęła. Oj wykorzystywałaby go i to na pewno. I ten jego seksowny, angielski akcent.
Wyjęła z jego lodówki śmietanę, o której mówił i znalazła też talerze, żeby mieć na czym jeść. Obsłużyła ich sama, bo taka już była. Poczuła się na chwilę jak u siebie, chociaż nie była u siebie.
-Daj spokój. Dałeś mi tylko bardzo dobry pomysł na jakiś prezent dla babci jak będę do niej jechała. – nie miała zamiaru okradać go z tak cennego wynalazku, wolała potem poszukać podobnego i kupić go sama.
Nałożyła na swój talerz jeden placek i zaczęła go jeść.
-To jest genialne. – uśmiechnęła się i zaczęła wcinać ten boski wynalazek.
Zaśmiała się. Też nie chciałaby podpaść trenerowi, oj nie. Mimo, że ją kiedyś trenowała kobieta to wiedziała co to znaczy gniew tej osoby. A raczej wycisk jaki ta osoba potrafiła zaserwować za karę. Mimo kondycji człowiek czuł się wtedy jak emeryt. Tym bardziej, że w gimnastyce łatwo było przegiąć i coś nadwyrężyć. A potem to piekielnie bolało i człowiek miał ochotę zwijać się w kłębek. Trochę przekraczało się tak granice.
OdpowiedzUsuń-Masz trochę racji. Ale ja chciałabym, żeby mi gotował. Chyba mój urok osobisty by go do tego przekonał?- zapytała i podniosła jedną brew zadając mu to pytanie.
Kiwnęła głową.
-Jak będziesz miał jakiś wolny czas to nie ma problemu. Tylko przygotuj się na jedno. Tam zostaniesz przekarmiony. – zaśmiała się. Babcia sama nałoży mu taką porcję jaką będzie uważała za słuszną, czyli o wiele za dużą zdaniem Mai.
Sama chciała spędzić z nim jak najwięcej czasu, więc każda wymówka wydawała się jej słuszna. Poczuła coś naprawdę miłego, gdy tym razem to on musnął jej policzek.
-To teraz naprawdę już czas na mnie. – zbliżała się dwunasta, a on też musiał dotrzeć na trening. Było jej jakoś smutno, że na dziś to już koniec.
Spokojnie ubrała się i musnęła jego policzek w korytarzu.
-Do zobaczenia!- rzuciła jeszcze i po chwili mógł już tylko zauważyć jak zbiega po schodach.
[I o to pięknie wkopuje cię do zaczęcia nowego wątku ;D ]
- Dzięki. - powiedziała mechanicznie widząc, jak stawia przed nią piwo z sokiem. Chwyciła w palce czarną rurkę i zaczęła mieszać sok z całym alkoholem, by słodki smak nie został tylko na dnie wysokiej szklanki. Zapatrzyła się chwilę na scenę, na której jazzowa kapela zaczęła grać nikomu nie znany kawałek piosenki. Wróciła spojrzeniem do Kosmy, uśmiechając się.
OdpowiedzUsuń- Czasami fajnie jest się oderwać od wszystkiego. - wyznała, wzruszając ramionami. Alkohol, który wypiła w poprzednim klubie powoli rozwiązywał jej język. Była bardziej szczera i otwarta niż na co dzień. Nie była z tego powodu zadowolona. Kosma może i owszem, był miłym i ciekawym chłopakiem, to jednak nie wiedziała o nim za wiele. Zmarszczyła prawie niezauważalnie brwi. Jako dziennikarka potrafiła umiejętnie manipulować ludźmi, aby ci wyjawili jej swoje sekrety. Taką miała pracę. Tego uczyła się na studiach. To wypracowała przez lata. Nie miała jednak wypytywać chłopaka siedzącego koło niej o najintymniejsze szczegóły z jego życia. Jednak fakt, że nie wie o nim praktycznie nic poza imieniem nieco ją przeraziło.
- Ten lokal jest do tego idealnym miejscem.
Milena
[Pewnie, dobry pomysł ;D. Będzie musiał zmusić Maję do założenia sukienki ;D. ]
OdpowiedzUsuńMaja nie za dobrze wspominała jakiekolwiek formy balu. Ostatni na jakim był nosił nazwę studniówki i mimo, że bawiła się całkiem dobrze, nie wspominała tego jakoś specjalnie świetnie. Może to przez to, że ludzie na jeden dzień zmieniali się nie do poznania, kobiety zakładały te wszystkie rzeczy, jej koleżanki specjalnie się odchudzały, żeby tylko wejść w suknię w rozmiarze 34 i pochwalić się tym wszystkim. Po co? Czy nie można było na ten jeden dzień zostać sobą? Czy naprawdę było trzeba zmieniać się nie do poznania? Ona tego tak nie widziała. Co prawda babcia wbiła ją w sukienkę, która kupiła jej sama, bo Maja twierdziła, że pójdzie w spodniach, ale nadal była sobą. Babcia doskonale wiedziała, że dziewczyna nie będzie się cieszyć jeżeli wepchnie ją w coś, co będzie miało miliony warstw i będzie przypominało bezę. Kobieta znała ją całkiem dobrze. Od tamtej pory sukienkę, jakąkolwiek, zakładała kilka razy w wakacje, chociaż preferowała, jak już, spódnice.
OdpowiedzUsuńAkurat była w drodze z pracy do domu. W ręku miała trochę materiałów, nad którymi musiała jeszcze popracować, więc zanim wyjęła z kieszeni telefon chwilę to trwało, ale jednak w końcu się udało.
-Tak? – zapytała i zdmuchnęła włosy, które wpadały jej na usta. – Co tam u ciebie piłkarzyku? – rzuciła przekornie i uśmiechnęła się pod nosem. Nawet się trochę… stęskniła.
Najwidoczniej coś jeszcze ich łączyło. Oboje nie przepadali za tym, że ludzie są dosyć sztuczni o ile chodzi o takie rzeczy.
OdpowiedzUsuńBardzo zdziwiła ją jego propozycja. Na takie spotkania bierze się raczej jakąś dziewczynę, albo bardzo bliską przyjaciółkę, a on chciał zabrać Maję. Było to wyjątkowo miłe dla samej dziewczyny i naprawdę ucieszyła ją ta propozycja do póki… nie doszło do niej znaczenie słowa bal. Sukienki, koczki i pewnie super wypas o ile chodziło o te wszystkie sprawy, skoro mieli pojawić się piłkarze z żonami. Już bała się zapytać jak one wyglądają.
-Czy ty próbujesz mnie wrobić w bal? – zaśmiała się do telefonu. – Czy może próbujesz mnie zaprosić na taką jakąś dziwną randkę? Bo jeżeli to będzie ta druga forma to będę bardziej skłonna poświęcić się do założenia sukienki, która musiała bym na dodatek kupić. Bo raczej nie bywam w takich miejscach. I myślę, że zdajesz sobie sprawę, że musiałbyś mi pomóc ją wybrać, bo nigdy sama nie kupiłam sukienki? – rzuciła nawet rozbawiona tym faktem.
Miała ponad 20 lat i nigdy sama nie kupiła sukienki. Było to dosyć komiczne w jej odczuciu, ale nie ma jak to te pierwsze razy.
Nie mam z kim iść na ten bal brzmiało trochę tak jakby nie było już nikogo innego i została mu na koniec Maja, jako jakiś swojego rodzaju ochłap. Chociaż umysł Mai trochę inaczej to odbierał, bo działały hormony szczęścia i tym podobne.
OdpowiedzUsuń-Skoro już będę musiała się wystroić to szkoda to zmarnować. – rzuciła rozbawiona do telefonu. Tak na randkę pewnie przyszłaby ubrana może w jakaś spódniczkę, ale bardzo prawdopodobne było, że i tak miałaby na sobie dżinsy. Miała się czuć dobrze we własnej skórze, a to było najważniejsze.
Jedna brew podjechała jej do góry, gdy zaproponował, że będzie to sukienka od niego.
-Bez przesady. To ma być moja sukienka a nie twoja, więc nie ma mowy. Zresztą nie odbieraj mi frajdy pierwszego razu. Babcia będzie ze mnie dumna. – mruknęła i już wyobraziła sobie minę kobiety, gdy powie jej, że kupiła sukienkę, którą na dodatek miała zamiar założyć na coś takiego. –Tylko będziesz mi musiał z tym faktycznie pomóc, nie mam pojęcia jaka to musi być sukienka.
Ona raczej odwiedzała jeden sklep, brała co jej się podoba i znikała z galerii. To było miejsce stworzone przez szatana z tym całym szumem, tłokiem i ludźmi latającymi za wyprzedażami. Czyste szaleństwo, do którego Maja jeszcze nie dorosła chyba.
Pracę miała oddać dopiero na pojutrze, więc było jeszcze sporo czasu, mogła to trochę odłożyć i wyrobić się w nocy. A najlepiej takie pomysły realizować od razu.
-Jeżeli masz czas to może być nawet teraz.
Maja miała do siebie spory dystans i nie była osobą, która wszystko bierze do siebie. Zresztą dawał jej kolejną okazję, żeby spędzić z nim wieczór i jeszcze jeden dzień. Czego mogłaby chcieć jeszcze więcej?
OdpowiedzUsuńByła już blisko domu, więc spokojnie wbiegła po schodach i zostawiła rzeczy w swoim mieszkanku. Rozejrzała się czy przypadkiem nie ma tu za dużego bałaganu, ale nie było aż tak źle. Tak na wypadek, gdyby chłopak chciał jeszcze potem do niej wpaść, ale równie dobrze mógł mieć swoje plany.
Gdy puścił jej strzałkę zrozumiała, że jest pod jej domem. Ubrała się szybko i wyszła do niego. Nie znała się totalnie na samochodach, więc ciężko jej było powiedzieć, co to za model.
- Cześć. – rzuciła do niego wesoło wsiadając od strony pasażera. Szybko przysunęła się jeszcze i musnęła jego policzek. – A to mi zrobiłeś niespodziankę. – zaśmiała się. – Wybrałeś chyba możliwie najgorszą osobą na takie wydarzenia, ale postaram się nie narobić ci obciachu.
Czyli był trochę jak każdy facet. Jego auto było najważniejsze, a raczej bardzo ważne. Ciekawe, czy nadał mu imię? Ponoć niektórzy tak właśnie robili, ale Maja jeszcze nikogo takiego nie poznała. Ona nazwala tylko laptopa. Wredny Sam.
OdpowiedzUsuńUśmiechnęła się, gdy wszedł do mieszkania. Co jak co, ale jakoś tu było, więc miała nadzieję, że nie będzie narzekać. Wszystko ładnie upchnęła do szaf. I nigdzie nie leżała brudna bielizna. To było najważniejsze jej zdaniem.
-Na to niestety, nigdy nie będę gotowa. Trochę mnie przerażają galerię, ale kto wie, może dzięki tobie wyda mi się to przyjemniejsze? – rzuciła retorycznie, bo szanse na to jakieś były. –Ale skoro będziemy się tak męczyć to potem możesz wpaść na gorącą czekoladę. – zaproponowała. Akurat to umiała robić doskonale.
Znalazła w torebce klucz i była gotowa. Wyszli na korytarz, a ona zamknęła drzwi.
-To opowiadaj co u ciebie. – rzuciła i chwyciła go pod ramię. – Możemy się przejść, niedaleko tu do tego gniazda szatana. – mruknęła mając na myśli galerię.
Ona nie raz widziała te dziewczyny, ale jako że sama była płci pięknej to nie zaczepiały jej, bo po co? Ona przecież im nie zapłaci za nic, mogła być, czysto teoretycznie, tylko ich konkurencją, ale nie miała zamiaru być, bo taka praca jej nie ciekawiła. To było trochę okropne, że ktoś sprzedawał swoje ciało za parę drogich butów.
OdpowiedzUsuń-Nie raz, ale mi jakoś ofert nie składały. – mruknęła rozbawiona. – A tobie tak?
Swoją drogą nie raz zastanawiała się, dlaczego tak często wychodzą na jaw afery, w których mowa o tym, że jakiś piłkarz sypia z prostytutką. Mogli mieć kobiety na zawołanie, więc dlaczego za to płacili? Chyba tego nigdy nie zrozumie.
-No tak, więc zdecydowanie należy ci się trochę odpoczynku ze mną. – posłała mu wesoły uśmiech. – Co prawda, mam nadzieję, że zakupy uda nam się zrobić bardzo, bardzo szybko, ale potem cię trochę przetrzymam niczym swojego zakładnika. – mruknęła z rozbawieniem. Jakoś nie mogła się oprzeć tej wizji w swojej głowie.
-U mnie też harówka, niestety. Ale jeszcze trochę i koniec tego. Obronie się, wrócę na magisterkę to zaczną się laby.
Kiwnęła głową. Na pewno nie łatwo było się ich pozbyć, bo jednak te dziewczyny bywały strasznie namolne i zapatrzone w siebie. Jakby myślały, że nikt nie może im odmówić, a to nie była prawda. Maja się trochę ich brzydziła, bo jakby nie patrzeć ilu facetów musiało już w nich być? To było okropne jeżeli się nad tym zastanowić. Jasne, ona też nie była święta, ale nie z każdym szła do łóżka.
OdpowiedzUsuń-Na szczęście nie jesteś…. – wyrwało jej się, ale szybko pożałowała tych słów. – Nie żebym miała coś przeciwko nim, ale… No nie ważne, bo wkopuje się jeszcze bardziej. – zaśmiała się.
Bardzo ucieszyła ją jego odpowiedź. Ona też chciała spędzić z nim czas, więc dobrze się składało. Mogli pobyć dziś trochę razem.
-Nie, to już mam za sobą. – zaśmiała się. – Jestem na 7 semestrze, więc miałam do napisania pracę inżynierską. Egzaminy były wcześniej i zostało ją już tylko obronić.
Z tym nie powinna mieć problemu, bo wszystko zrobiła prawie sama do tej pracy. Miała jeszcze 3 inne osoby w grupie, które w wielkiej mierze liczyły na jej pomoc.
Dochodzili do wielkiego budynku galerii. Maja tylko westchnęła.
Był dobrym człowiekiem, musiała to przyznać i bardzo ją to cieszyło. Co prawda bała się trochę, że jest za dobry i niektórych rzeczy, które mogłaby mu zrobić Maja nie zrozumie. Nie chciała mu nic robić, ale miała czasami dziwne zachowania, których chyba nikt nie był w stanie zrozumieć. Jednak niewątpliwie to, że woli dziewczyny i to, że woli brunetki jakoś ją cieszyło.
OdpowiedzUsuń-Jeszcze półtorej roku. – zgodziła się z nim. Potem zacznie się zupełnie dorosłe życie, z którym jakoś będzie musiała sobie dać radę. Nawet ją ta perspektywa cieszyła, bo radziła sobie w pracy, przynajmniej jak na razie.
Zaśmiała się z jego komentarza. To był naprawdę dobry pomysł. Przynajmniej każdy by wiedział wtedy czego się spodziewać.
-Jeszcze przydałyby się jakieś kociołki z gotującą się lawą, byłoby bardziej piekielnie. – mruknęła rozbawiona.
Gdy weszli do środka to rozejrzała się. Nie miała pojęcia, gdzie powinni iść.
-Mówiłam ci już, że nie mam pojęcia jaka to musi być sukienka? – rzuciła w jego stronę.
On bywał na takich galach i wiedział, co noszą dziewczyny jego kumpli. Ona brukowce przeglądała raz na jakiś czas, więc nie było się co dziwić, że nie ma o tym bladego pojęcia.
Tak czy inaczej chwyciła go za dłoń, splotła ich palce i pociągnęła go do pierwszego, lepszego sklepu.
Co jak co, ale na różową sukienkę nie dałaby mu się namówić chyba nawet jakby płakał i prosił ją na kolanach. Na pewno nie na oczojebny róż. Może na pudrowy, ale to musiałaby się zastanowić, bardzo poważnie przemyśleć tą decyzję. W końcu chciała móc założyć tą sukienkę jeszcze gdzieś. Golizną też nie miała zamiaru świecić, cóż to nie była taka dziewczyna. Zastanawiała się tylko jakiej długości tak naprawdę powinna być ta sukienka. Lekko przed kolanko czy długa? Ona wolałaby tą pierwszą, zdecydowanie. Czułaby się chyba swobodniej.
OdpowiedzUsuń-Akurat na to bym się nie dała namówić. Nie będę świecić nikomu przed oczami dekoltem, bo swoją drogą nie ma się czym chwalić. – mruknęła z rozbawieniem. Nie miała sztucznych cycków jak połowa żon piłkarzy. Zdecydowanie często wybierali takie typowe… dziunie.
Chciała coś ponad czasowego i z klasą. Coś ładnego, nie wyzywającego, prostego i pasującego do Mai. Nie chciała też czegoś babcinego.
Gdy weszli do sklepu podeszła do wieszaków i zaczęła je przeglądać. Ostatecznie tu spodobały jej się tylko dwie. Jedna była dwu kolorowa, góra bez ramiączek była czarna i pokryta srebrnymi kropkami, a niżej była biała i rozkloszowana. Druga była cała czarna, długie rękawy i dekolt pokryte były koronką, a od linii biust zaczynał się czarny, kryjący materiał. Do tego tył był dosyć mocno wycięty. Obie miały podobną długość, przed kolano.
Był facetem i nikt tego od niego nie wymagał, nie musiał zresztą wiedzieć jaki rozmiar nosi, bo po co miałaby mu być ta informacja? Nie będzie jej nic kupować. Zresztą widać było na pierwszy rzut oka, że Maja jest po prostu drobna. Chociaż luźne rzeczy trochę to wszystko maskowały.
OdpowiedzUsuń-I tak muszę je obie przymierzyć. – rzuciła do niego z uśmiechem i znalazła odpowiednie rozmiary, na szczęście akurat były.
Rozejrzała się za przymierzalnią i znalazła ją, więc skierowała się do niej.
-Spokojnie, coś znajdziemy. Jeszcze jeden sklep chyba wytrzymamy prawda? – zaśmiała się cicho. Co jak co, ale powinni dać sobie radę. Oboje tego nie znosili, ale czasami trzeba było to przeżyć.
Weszła do przymierzalni i spokojnie zaczęła się rozbierać.
-Przymierzanie czegoś zima jest jeszcze gorsze. Mam tyle rzeczy do ściągnięcia. – zaśmiała się. Latem chociaż po prostu wpadała, przymierzała i było z głowy. A tu była kurtka, gruby sweter, koszula, podkoszulka. Zdecydowanie dużo roboty.
Wszystko było pięknie, aż do momentu kiedy miała sama zapiać sobie zamek na plecach. Niby jak? Takich rzeczy nie uczą na studiach.
-Kosma… - zaczęła. – Nie chcesz mi pomóc? – wychyliła się lekko i przytrzymała sukienkę, a gdy chłopak sam do niej podszedł odwróciła się, żeby mógł zapiąć zamek na jej plecach.
Sukienka była ładna, a dodatkowo na Mai jeszcze bardziej podkreślała szczupłą talie, chude i zgrabne ramiona i nie skracała jej, co było ważne przy jej budowie. Nie zrobiła się z niej mała kulka.
-I co?
Maja też często tak robiła, ale tu chodziło o sukienkę, z tym nie miała doświadczenia, a chciała jednak go dobrze reprezentować. Nie narobić mu obciachu. W końcu było to jakieś wydarzenie i partnerki jego kumpli na pewno będą wyglądać odjazdowo, a on chciała mieć przy swoim boku ją. To chciała chociaż w miarę dobrze wyglądać, na co dzień nie bardzo się tym przejmowała. Nawet się specjalnie nie malowała, od przeciągała oczy tuszem, a usta czasami czerwoną szminką. Taka już była.
OdpowiedzUsuńObróciła się kilka razy i musiała przyznać, że sama była w szoku. Już dawno nie wyglądała tak… dziewczęco i delikatnie. To było dziwne uczucie.
-Nie wiem, czuje się trochę dziwnie. – przyznała z uśmiechem, który mówił, że nawet jej się spodobała taka wersja jej samej. Może w końcu na nowo odkryje swoją kobieca stronę i przestanie się jej, w jakiś sposób bać? –To miłe co mówisz. – musnęła jego policzek.
Czyżby chciał ją zobaczyć w samej bieliźnie? Nie miała z tym problemu zwłaszcza, że przecież na basenie ludzie widywali ją w podobny stroju.
-Możesz zostać. – mruknęła trochę tym tylko rozbawiona.
Poczekała aż rozepnie sukienkę i spokojnie ją zdjęła. On w tym czasie mógł ją sobie popodziwiać. Miała na sobie czarne, damskie bokserki i stanik w tym samym kolorze. A jej ciało? Cóż miała płaski brzuch i dobrze uformowane ciało ćwiczeniami, a jednocześnie nie miała zbędnych widocznych mięsni niczym u kulturystki. I była drobna, cała. Jednocześnie chyba dosyć kobieca. Wzięła do ręki drugą sukienkę i zaczęła ją nakładać na siebie, ale to jemu zostawiła zamek do zapięcia.
Właśnie. Dlatego musiała zdecydować, która sukienka jest lepsza. Bo nie będzie jedną z tych kobiet, która kupi obie, a potem jeszcze narzeka, że nie ma się w co ubrać. Ona mówiła, że nie ma się w co ubrać, jak faktycznie tak było i nie miała co na siebie założyć. Tak jak na tę galę.
OdpowiedzUsuńWidziała jego wzrok na sobie i to, że jej się dokładnie przygląda. Dlaczego? Pewnie nie raz widział ładniejszą kobietę od niej, oj pewnie było ich sporo. Bo kobiety same pchały się piłkarzom do łóżka, albo bardzo chciały. Przykład- jej koleżanka, była na pewno skłonna to zrobić.
Uśmiechnęła się, gdy poczuła na szyi jego ciepły oddech, tak tuż przy uchu.
-Tylko dobrze? Nie chce wyglądać dobrze. Tam mówiłeś że olśniewająco. –mruknęła i zrobiła smutną minkę.
Przy okazji wykorzystała trochę okazję i oparła się o niego. Spojrzała na nich w lustrze. Nie wyglądali razem… źle. Nawet poszłaby w drugą stronę. I stwierdziła, że wyglądają razem ładnie.
-Czyli definitywnie powinnam wziąć tą pierwszą? – zapytała jeszcze dla upewnienia. Co jak co, ale jego opinia miała dla niej spore znaczenie. Sama nie wiedziała dlaczego, ale po prostu chciała mu się podobać, a on uważał, że tamta bardziej do niej pasuje, lepiej na niej leży. Ona sama jakoś nie wiedziała, która wybrać, bo obie podobały jej się tak samo. Ale może jednak ta była zbyt czarna i po prostu aż za ciemna?
OdpowiedzUsuńCo się działo z Mają? Sama tego nie wiedziała i była tym trochę przerażona. Dominowało jednak uczucie szczęścia, którego jakoś nie chciała sobie odbierać. Było jej dobrze, tu i teraz, będąc blisko niego, czując jego przyjemny zapach. Z jednej strony czuła się spokojna, miała wrażenie, że nic złego jej nie grozi, a to przy mężczyznach nie zdarzało jej się wcale, a z drugiej czuła, że jej zmysły są po prostu pobudzone. I sama walczyła trochę ze sobą, żeby nie zrobić czegoś…
-Też mi to przeszło przez głowę. – mruknęła.
Jakby się zastanowić, można było to uznać za trzecią randkę. Odwróciła się do niego i ustała na palcach obejmując jego szyję.
-Lubię cię, bardzo cię lubię. – mruknęła znowu będąc blisko niego.
Było już postanowione. Brała pierwszą sukienkę i czuła się z siebie dumna. Podjęła szybko decyzję, nie marudziła jak typowa kobieta i jeszcze dokonała świetnego wyboru. Nie zależało jej, żeby wszystkich olśnić, wystarczyło, żeby on zwracał na nią uwagę. Dziwne było odkrycie, że to właśnie na tym jej zależy.
OdpowiedzUsuńGdzieś z niej zaczynała wychodzić trochę zagubiona Maja, która nie do końca wiedziała, co chce zrobić ze swoim życiem i która pod maską odważności ukrywała swój strach. Udawała twardą, żeby nikt przypadkiem jej nie zranił i nie sprawił, że będzie słaba. Ale czasami może dobrze jest pozwolić komuś się sobą zaopiekować? Zostawało pytanie czy to była odpowiednia osoba czy też oboje byli przerażonymi zwierzaczkami, które mogły uciec przy pierwszym problemie?
Czy się tego spodziewała? Trochę chyba by była zawiedziona, gdyby tego nie zrobił. A tak pokazał jej, że nie tylko ona przeżywa teraz takie dylematy i walczy z samą sobą. Może i pierwszy się poddał, ale na pewno nie przegrał, bo Mai nie wystarczył tak krótki pocałunek. Gdy on zastanawiał się czy oberwie w twarz ona zrobiła to czego chciała i na co miała wielką ochotę, przedłużyła pocałunek i trwała blisko niego. Pozwoliła sobie nawet na to, żeby językiem lekko rozchylić jego usta.
To było dziwne uczucie, którego chyba jeszcze nigdy nie czuła przy pocałunku. Zawsze wydawało jej się to miłe, przyjemne, ale tu poczuła pierwszy raz, coś co inni nazywali motylkami w brzuchu. Nieoczekiwaną radość spowodowaną taki gestem. Pewnie zwykle u niej byłoby to jasne, wylądowałaby z nim w łóżku, ale tym razem jakoś nie chciała się spieszyć. Chciała stopniowo odkrywać Kosmę i czuła, że to co znajdzie coraz dalej jej nie zawiedzie. Bardziej obawiała się tego samego w drugą stronę. Miała mroczne tajemnice, rzeczy których się bała. Czy mogła się z kimś tym podzielić czy to na zawsze powinno zostać tylko w jej sercu?
Po dłuższej chwili lekko przerwała pocałunek i już tylko musnęła jego wargi. Sama nie wiedziała, co ma mu powiedzieć, żeby nie zabrzmiało to źle. Ale chyba wielkiego komentarza to nie potrzebowało. Oczy Majki po prostu świeciły się promiennym blaskiem.
Cóż ona wolała spędzać czas inaczej. Chociaż jakby się zastanowić to takie latanie po sklepach właściwie mogło spalać kalorie, zwłaszcza, że nie raz widziała jak kobiety prawie biją się o ostatnią rzecz. Jak by było o co? To tylko ciuch, nawet jeżeli ładny to jednak tylko ciuch. Ale to nie była jej sprawa, każdy miał innego bzika, ona miała swojego.
OdpowiedzUsuńSama trochę się speszyła, gdy chłopak wydawał jej się zakłopotany tym co się stało. Czyżby wcale tego nie chciał i źle to wszystko interpretowała? Poniosły go tylko emocje i teraz tego żałował? Tak to zaczynało wyglądać z jej perspektywy. Przygryzała wargę i skinęła głową lekko ją spuszczając, udając swoje zainteresowanie rozpinaniem suwaka na plecach. Poczekała ze zdjęciem aż wyjdzie poza przymierzalnię i zajęła się przebieraniem w swoje rzeczy. Też chciała trochę ochłonąć, żeby wyjść z przymierzalni i nie dać po sobie poznać, że coś w jakiś sposób ją zasmuciło. Wzięła ostatni głęboki oddech i wyszła.
-To pójdę zapłacić. – rzuciła do niego i posłała mu uśmiech. To był tylko pocałunek Majka, nie ma co się teraz tym stresować. Ostatecznie nic już nie zmieni i wcale nie chciała. Było wyjątkowo miło i chciała to właśnie tak pamiętać. Przypomniała sobie swoją zasadę , o której na chwilę przestała się trzymać, nie mieć wygórowanych oczekiwań i płynąć z prądem, żeby potem nie czuć się z tym źle. – To teraz twoje buty? Tylko na tym też raczej za bardzo się nie znam. Powiem tylko które mi się podobają. – powiedziała i chwyciła swoją torbę. – Kupiłam pierwszą sukienkę w życiu, to chyba trzeba uczcić. – mruknęła rozbawiona.
[Damn, nienawidzę mojego komputera ;/ Przepraszam za taki późny odpis :)]
OdpowiedzUsuń- Autograf? - do Jagody w pierwszej chwili nie dotarły słowa chłopaka. - Ach tak, autograf - uśmiechnęła się. - Ten wredny gówniarz na pewno się ucieszy. Ale to nie teraz, nie teraz...
W szpitalu na szczęście trafili się porządni ludzie i Kosma po wstępnym badaniu został położony na oddział. Mimo dość późnej pory pielęgniarki pozwoliły Jagodzie jeszcze trochę zostać, bo była bardzo wiarygodna, udając zrozpaczoną dziewczynę.
- Lekarz już zrobił ci prześwietlenie? - spytała, bo nie śledziła każdego posunięcia medyków. - Mocno połamany?
-Daj spokój to jedna torba. Zresztą jest zbyt cenna i nie mam zamiaru się nią dzielić. – rzuciła z rozbawieniem, bo przecież takie wydarzenie stało się pierwszy raz w jej życiu i kto wie czy nie ostatni, więc mogła się nacieszyć taką chwilą.
OdpowiedzUsuńOj jej tez się to zdarzało, a potem odsyłała do sklepu za duży rozmiar, bo bardzo często te wymiary jakoś dziwnie kłamały. Chociaż czasami jej to nie przeszkadzało, ale jak coś już zupełnie wisiało to wolała wymienić na mniejsze.
Szli sobie spokojnie, gdy ta chmara dziewczyn po prostu ich otoczyła. Nie mogła powiedzieć jakoś dziwnie się poczuła, jakby musiała się z nim dzielić ale wcale nie miała na to większej ochoty. Ale tak to chyba już miało być jak spotykała się z sławnym mężczyzną? Znaczy… spotykała w sensie przyjacielskim.
Miała wrażenie, że jednak sprawiało mu to jakąś dozę radości. Właściwie to nie powinna się dziwić, w końcu ktoś go doceniał, a to przecież było bardzo miłe uczucie. Ktoś w niego wierzył i oglądał pewnie każdy jego mecz, nawet jeżeli chciał tylko na tego kogoś popatrzeć. I na pewno nie mógł im odmówić. Tak jak kiedyś jej. Ustała więc w pewnej odległości od zamieszania i obserwowała go.
-No jasne, że nie mogłeś… - zaczęła mówić, ale niestety wróciła jedna z dziewczyn, chyba ich przywódczyni i dotknęła jego ramienia.
-Tak właściwie to stwierdziłam, że czemu miałabym nie spróbować. Dasz mi swój numer? Czy to może twoja dziewczyna? Chociaż gazety twierdzą, że nie masz dziewczyny. – mówiła w takim tempie, że nawet śmieszyło to Maję.
Biorąc jednak pod uwagę chwilę przed chwilą coś się między nimi działo, dziewczyna nie mogła trafić na gorszy moment.
To pytanie dziewczyny rozwaliło też Maję i powstrzymywała śmiech. Chyba bardziej dlatego, że przypomniała sobie jak sama podbiła do niego tamtego dnia. Też wydawała mu się taka namolna czy była bardziej urocza? Co prawda jej też nie dał numeru, ale dał się namówić na przyjście do klubu, a to chyba było duże poświęcenie dla fanki, która nawet nie była Maja.
OdpowiedzUsuńGdy odprawił dziewczynę parsknęła śmiechem. Co jak co, ale nie spodziewała się, że takie rzeczy naprawdę się dzieją. Czy te fanki były aż tak napalone? Ciekawa była ile są w stanie zrobić za jedną noc z nim w jednym łóżku. Oj pewnie wydłubałyby Majce oczy i jeszcze jakoś ją zmasakrowały. Była tego prawie pewna.
-To wybrnąłeś. – zaśmiała się bardziej. – Teraz będzie wszystkim rozpowiadać, że masz dziewczynę. – rzuciła jeszcze rozbawiona tym wszystkim. –I pewnie straciłeś jedno miejsce na widowni, bo przestanie przychodzić na mecze. – zaczęła przewidywać, ale były na to niestety spore szanse o ile dobrze rozgryzła tą dziewczynę.
Podeszła do męskich butów w sklepie i zaczęła je oglądać.
-A jaki masz garnitur? – zapytała jeszcze, bo chyba to było ważne. Dziwnie wyglądałby chyba w czarnych butach to szarego garnituru. Obstawiła jednak, że ma klasyczny czarny. Ale lepiej było się upewnić.
Cóż wtedy tylko ładnie poprosiła, a on sam był chętny, żeby się wybrać. Było pewne to, że nie żałowała tego iż do niego podeszła, a raczej zakradła łamiąc ileś możliwych przepisów. Nie było to wtedy ważne. Taka już była Majka.
OdpowiedzUsuń-No to świetnie. Zresztą w co jak w co, ale w to twoje fanki raczej nie uwierzą. No będą żyły nadal nadzieją, że to one są wybrankami twojego serca i tak dalej. – zauważyła.
To chyba na ten zasadzie działało zauroczenie jakąś sławną osobą. Sama tego nie przeszła, ale obserwacje Moniki właśnie na to wskazywało.
Dopiero teraz pomyślała o tym, że jej koleżanka pewnie też byłaby jedną z tych dziewczyn, które zabiłby ją za to, że się z nim całowała. Na tą myśl parsknęła pod nosem śmiechem. Chyba warto byłoby za to umrzeć.
-Myślisz, że mi jedna sukienka wystarczy na najbliższe pięć lat? – zapytała ciągnąc jego żart o jednym garniturze. Od kobiet wymagało się jakoś zdecydowanie więcej, chociaż nie miała pojęcia dlaczego. To kobiety miały nosić szpilki, golić nogi i jeszcze najlepiej zawsze wyglądać modnie.
Wyszczerzyła ząbki, gdy pokazał jej buty oczywiście jeszcze żartując z nich.
-Nie, mój drogi. To kolekcja z tamtego roku. Weź te, Marc Jacobs się kłania. – mruknęła z rozbawieniem i palnęła pierwsze nazwisko które przyszło jej do głowy.
A raczej nie wiedział o tym, że ktoś mógł o nim pisać. Połowa takich opowiadań nigdy nie wychodziła na światło dzienne. Tak czy inaczej musiało to być całkiem ciekawe uczucie, przeczytać o sobie. I to w takiej formie, jednakowoż miłosnej. Niektóre z tych opowiadań nie miały prawa bytu. Najczęściej zaczynały się od zwykłego wpadania na siebie, oblewania kawą i podobnych. Po prostu komedia.
OdpowiedzUsuń-O tobie na pewno też są, możliwe, że jeszcze na komputerach, w notatnikach i podobnych, ale na pewno gdzieś się kiedyś takie znajdzie. Małe dziewczynki muszą mieć o kim pisać. – zaśmiała się. –A kto wie, może tak zacznie się czyjaś wielka kariera i odkryje pasję do pisania? – zauważyła. Było to możliwe.
Cóż coś czuła, że to wszystko zaczyna się od jednej sukienki, a potem chce się po prostu coraz więcej. Miała nadzieję, że nie będzie tego czuła i wystarczy jej jedna sukienka, na razie.
-O nie. Jak to zrobisz to obiecuje, ze nigdzie z tobą nie idę.- rzuciła z udawanym oburzeniem. Skarpety i klapki, to nawet dla niej był obciach. A ona o modzie nic nie wiedziała. Nic a nic.
Zaśmiała się jeszcze, ale postarała się uspokoić.
-Lepiej róbmy te zakupy i zmykajmy stąd, bo sprzedawcy już dziwnie na nas patrzą i myślę, że zaczynamy się zarażać jakąś dziwną chorobą sklepową.
Chwyciła buty, które dla niej były ok. Pierwsze, czarne, zgrabne i nie przesadzone.
-Przymierz te.
Ciekawe od czego zaczynał w takim razie Dostojewski? Albo taki Mickiewicz? Oboje mieli swoje na sumieniu, a raczej mieli dziwne sposoby opisywania rzeczy. Taki Mickiewicz pisał wierszem, rymowany. 14 rozdziałów czy coś koło tego. Przecież ktoś normalny chyba by tak nie mógł. A może jej się tak po prostu wydawało.
OdpowiedzUsuńOna oczywiście też to lubiła, ale miała już dość przytłaczającej aury sklepów. Chociaż z nim nie wydawało się to aż takie złe, bo bawiła się naprawdę dobrze. Czuła się z nim po prostu swobodnie i mogła być takim dzieckiem jakim lubiła być.
Wybrzydzał jak dziecko w sklepie z czekoladą, ale cóż miał chyba do tego większe prawo.
-Trzymaj. – podała mu większy rozmiar. Przecież wtedy strzelała. Nie miała pojęcia jaki nosi i jakoś nie potrzebowała tej informacji, chociaż… była pewna plotka o czym świadczy długość stopy.
-Jak nie to te też są niezłe. – pokazała mu inne, w sumie podobne. Akurat o ile chodzi o męskie obuwie to wydawało jej się zawsze prawie takie samo.
[Wybacz, ze tak późno. ;) ]
Cieszyła się, że tak szybko dokonał tego wyboru. Buty były ładne, nie uwierały go już i wszyscy byli dzięki temu zadowoleni, przynajmniej Maja na pewno.
OdpowiedzUsuńCo jak co, ale nogi w jego zawodzie były wyjątkowo ważne. Przecież trener pewnie by go zabił jakby coś stało mu się w nie, a jednak pęcherze i odciski trochę przeszkadzały w chodzeniu a co dopiero w bieganiu. Miał rację, wygodne buty to podstawa dla kogoś kto na życie zarabia nogami.
-No to ekstra. – rzuciła zadowolona.
Odłożyła tą drugą parę i wysłuchała jego propozycji. Obiad zawsze dobra sprawa. Chociaż właściwie nigdzie nie musieli iść. Maja miała trochę inny pomysł, który przynajmniej sprawi, że nie napadną ich jego wielbicielki.
-Wiesz, możemy gdzieś iść, ale… możemy też iść do mnie. Mam zapas domowego jedzenia od babci. – zaproponowała. – Jej znajoma jechała wczoraj do Warszawy, więc babcia wykorzystała okazję, sam rozumiesz. – uśmiechnęła się szeroko. Jej lodówka była teraz pełna pyszności, których Maja chyba by nie zamieniła na żadne jedzenie z knajpy.
-Także twój wybór, mam też ciasto babci… - kusiła go dalej.
Zaśmiała się. To była dobra opcja, bo będą mogli znowu być sami, a to bardzo cieszyło Majkę. Jakoś łaknęła czasu sam na sam z nim bez fanek, które trochę im przeszkadzały jednak. Nie żeby cokolwiek planowała, po prostu chciała go mieć dla siebie. Na szczęście on nie musiał się martwić o to w drugą stronę, nie była rozchwytywana. I nie miała zamiaru go prześladować w czasie jedzenia.
OdpowiedzUsuń-To świetnie, że się zgadzasz. – wyszczerzyła do niego ząbki.
Brat, musiał za rodzinka tęsknić, więc ją całkiem też ucieszyła opcja, że się z nimi zobaczy. To było prawie zawsze, a raczej prawie w każdym przypadku miłe doświadczenie, bo na przykład jej wizyta mamy raczej by nie ucieszyła. Nawet starszej siostry, babci to co innego.
Podeszli do kasy, gdzie chłopak zapłacił za swoje obuwie. Byli wolni, co Maja przyjęła naprawdę z ulgą. Koniec zakupów!
Gdy wyszli z samej galerii wzięła głęboki oddech.
-Czujesz tą różnicę? –zapytała z zadowoleniem. W końcu było czym oddychać. Nie wiedziała, co te sklepy robią, ale w niektórych był bardzo intensywny, wręcz duszący zapach, którego nie szło prawie znieść.
Tak jakoś spontanicznie sama złapała go za wolną dłoń.
[Super! Dzięki wielkie za umieszczenie jej tam ;*]
- No, że gips, kochanie, to ja widzę - spojrzała z ukosa na unieruchomioną rękę blondyna. - Tomografię, powiadasz? No tak, muszą cię tam od środka prześwietlić - Jagoda pokiwała głową w zamyśleniu. - Mam nadzieję, że ten twój trener nie wpadnie tu jak dzikus z wrzaskiem. I że podziękuje, jak się na mnie natknie. Bo chociaż jedno głupie słowo mi się od życia należy, nie? Równie dobrze mogłabym cię na pastwę losu zostawić. Ale mam zbyt dobre serce, zbyt dobre. Okej, rozgadałam się. Poza tym, trochę późno jest. Nie obrazisz się jak jutro wpadnę? - zapytała z uśmiechem.
OdpowiedzUsuń- Ale chyba powinieneś się cieszyć, że się o ciebie martwi, nie? Bo lepsza taka matka niż żadna, prawda? - popatrzyła na chłopaka pytająco. - Och, nie ma za co. To mój obywatelski obowiązek, pomagać ludziom w potrzebie. To nie dwutysięczny, żeby spieprzać czym prędzej, kiedy katują brata, cytując Kabanosa - uśmiechnęła się i wstała. - Ja na razie będę lecieć, jutro po południu wpadnę do ciebie, żeby zobaczyć, czy jesteś jeszcze w jednym kawałku.
OdpowiedzUsuńKłótnie były czymś normalny, gdy ludziom na czymś zależało. Albo na kimś. Była pewna, że po prostu u niego wszyscy bardzo się kochają. U niej sytuacja była trochę dziwna, bo nie specjalnie jej matce zależało na niej. A przynajmniej tak wydawało się Mai. A nigdy matka nie stwierdziła inaczej. Te powody były raczej oczywiste do kłótni. Babcia by ją chyba zabiła, gdyby próbowała rzucić studia. Co jak co, ale edukacja była dla niej ważna, nie konieczna, ale cóż teraz Maja nie miała już wyjścia, po liceum nic wielkiego raczej na nią by nie czekało. On miał sport.
OdpowiedzUsuńSama nie wiedziała, dlaczego do końca to zrobiła, ale było jej miło, gdy trzymała jego dłoń. Niby mały gest a tak cieszył.
-Wiesz co? – zerknęła na niego z uśmiechem.- To była całkiem i tak miła wizyta na zakupach. Nie chodzę tam często, ale jakoś z tobą było po prostu.. fajnie. – rzuciła jeszcze i drugą ręką odgarnęła niesforne kosmyki z twarzy.
Maja taka już była, mówiła co myślała, a o nim miała jak najbardziej pozytywne zdanie. Nie miała zamiaru tego ukrywać.
Coś Maja zaczynała czuć, że jego rodzina jest naprawdę fajna. Mama, która świetnie gotuje, dziadek zapalony mechanik, ojciec, który rządzi trochę rodziną i gdzieś w tym jeszcze brat, który pewnie był trochę do niego podobny. Miała wrażenie, że to rodzina, która naprawdę można polubić. Nie żeby narzekała na swoją ograniczoną rodzinę, babcia dawała jej wszystko czego potrzebowała, przede wszystkim miłość, ale była ciekawa jak to jest żyć w takiej rodzinie jak jego.
OdpowiedzUsuń-Nie bądźmy aż takimi optymistami. – zaśmiała się. – Raz na pół roku zdecydowanie wystarczy. Potem się zastanowimy. – mruknęła z rozbawieniem. Jednym zdaniem, co za dużo to niezdrowo.
-A kiedy ma cię odwiedzić brat? – zagadnęła go. Była ciekawa jego rodziny, więc pytała. Nie żeby od razu oczekiwała, że ją przedstawi bratu, nie chciała żeby wracał do domu i rozpowiadał potem, że jego brat może kogoś sobie znalazł i cała rodzina próbowała z niego wydobyć czy to prawda. To by było pewnie dosyć uciążliwe dla niego.
Było dosyć mroźnie, ale wcale jej to nie przeszkadzało. Nawet fakt, że ma odsłonięta dłoń, a była zmarzlakiem. Jakoś wcale a wcale tego nie czuła.
Czyli nie tylko z bliską rodziną miał dobry kontakt, ale z dalszą również? To naprawdę ciekawiło ją to jeszcze bardziej. Miała jakiś kuzynów, ale znała ich tylko pobieżnie, może dlatego, że była najmłodszym dzieckiem w swojej rodzinie. To było dobre wyjaśnienie.
OdpowiedzUsuń-To będziesz miał wesoło. – zauważyła z uśmiechem. Oj na pewno będą balować, dobrze się bawić i słusznie. Był młody, miał prawo szaleć.
Wzięła od niego rękawiczkę i założyła na rękę. To było całkiem śmieszne, bo była sporo za duża, ale jak i tak ją ściskał to nie miało to znaczenia.
-Mam siostrę, starszą. Alicję. – dużo o niej właściwie nie wiedziała. Dziewczyna miała męża, mieszkała tu gdzieś i wysyłała jej prezent na święta. – Ale dawno jej nie widziałam. – dodała od razu, żeby za bardzo nie wypytywał o nią.
Była przede wszystkim sporo starsza, bo ponad 10 lat, co już na początku dawało o sobie znać. W ważnym momencie stanęła po stronie matki, a nie przerażonej Majki, co prawda próbowała to naprawić, gdy przejrzała na oczy, ale cóż… Maja trzymała ją na dystans, a żadnej nie zależało specjalnie na tej relacji.
-Moja rodzina nie jest taka prosta… - zauważyła. – Znaczy teraz jest, ale nie była. I tak czy inaczej to ja jestem czarną owcą. – zauważyła.
Chyba nadal się tak czasami czuła, chociaż nie zrobiła nic złego. Była jeszcze dzieckiem, gdy to wszystko się działo.
-Jestem wyjątkowa. – zażartowała, żeby to wszystko nie brzmiało tak ponuro. Ale zgodnie z prawda ile znał takich osób?
[Słodkich snów ;) ]
- Jakby to była ustawka, to nawet by cię Jagódka nie uratowała - zachichotała. - Ale fajnie by było, gdyby się jakieś mniejsze spotkanko szykowało, mam ochotę zdrowo komuś naje... - urwała, widząc wchodzącą pielęgniarkę. - Dać nauczkę znaczy. Numer? Okej. Ma pani może... - zwróciła się do kobiety. Ta bez słowa dała jej kartkę i długopis, uśmiechając się znacząco. Jagoda szybko nabazgrała cyfry na kartce i położyła ją na szafce obok łóżka Kosmy. - Proszę bardzo serdecznie. O każdej porze Jaga pomoże - powiedziała jeszcze wesoło i wyszła, rzucając krótkie "Na razie".
OdpowiedzUsuńNastępnego dnia rano... Znaczy, dla Jagi było to rano. Dla normalnego człowieka, to była druga po południu. W każdym razie, następnego dnia obudził ją Maxim Reality, śpiewający na cały głos: "It's an omen!". Po dłuższej chwili zorientowała się, że to jej telefon wydaje z siebie to wwiercające się w uszy techno. Po omacku odnalazła na szafce nocnej komórkę, nacisnęła zieloną słuchawkę i sennym głosem mruknęła: "Halo?". Kiedy jednak usłyszała po drugiej stronie słowo "policja" momentalnie zerwała się z łóżka, jakby ktoś ją oblał zimną wodą. Rozgorączkowana zaczęła wymyślać sobie alibi na ostatnie dwa tygodnie, jednak słysząc, że chodzi im tylko o złożenie zeznań w sprawie pobicia Kosmy, uspokoiła się.
OdpowiedzUsuńPożegnawszy się z policjantem szybko się ogarnęła i pojechała na komendę. Zadali jej kilka pytań i wypuścili mówiąc, że jeśli będą jej potrzebowali to zadzwonią. W związku z tym, że powiedziała Kosmie, że wpadnie do niego, skierowała się do szpitala.
Kiedy weszła do sali, chłopaka nie było. Od pielęgniarki dowiedziała się, że jest na tomografii. Usiadła więc przy łóżku i zaczęła po cichu nucić pod nosem jakąś zasłyszaną w radiu piosenkę. Nie musiała dlugo czekać, bo po 10 minutach blondyn pojawił się, siedząc z nieciekawą miną na wózku inwalidzkim prowadzonym przez jedną z pielęgniarek. Jagoda uśmiechnęła się, wstała i zgrabnym ruchem przejęła wózek, ruchem głowy każąc wyjść kobiecie. Przez chwilę miała wrażenie, że widzi na jej twarzy ulgę.
- No no, panie tego - powiedziała, pomagając chłopakowi usadowić się na łóżku. - I jak tam zdrowie? Nie zarazili sepsą albo inszym gronkowcem?
Ona też nigdy nie wiedziała jaki to będzie tytuł, ale często znała jakieś urywki. I lubiła nucić pod prysznicem, chociaż nie umiała śpiewać. Ale ważne jest żeby robić to co się lubi prawda? A to sprawiało jej frajdę.
OdpowiedzUsuńMiał rację, nie chciała żeby ktoś jej żałował, użalał się nad nią. To było dawno temu i nie zapomniała, ale znalazła sposób by nie być mały przerażonym stworzeniem. Teraz cieszyła się życiem, chociaż gdzieś to zostawało.
-Po prostu to dosyć … - sama nie wiedziała jak to ująć w słowa. –Nieprzyjemna historia. – zakończyła, bo nie chciała użyć słowa smutna, chociaż pewnie po części takie to było. - Nie była kiedyś taką dziewczyną jak teraz, byłam raczej nieśmiała, ułożona, grzeczna i nie umiejąca protestować. –zaśmiała się, to był jedyny plus tego wydarzenia. Tamta Majka odeszła. – Mój ojczym mnie gwałcił. A moja mama nigdy mi w to nie uwierzyła. Moja siostra dopiero, gdy spróbował dobrać się do niej– rzuciła jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie i bardzo obojętnym tonem. Nie patrzyła na niego, tylko przed siebie próbując odegnać te wszystkie widoki.
I jakby nigdy nic przeszła do jedzenia.
-Mam od babci karkówkę w sosie. Po prostu pychota. I jeszcze gulasz i dewolaje, więc możesz wybierać. I wspomniane ciasto, dokładniej z jabłkami. Pycha. – mówiła dosyć szybko i trochę bezmyślnie, bo jej myśli były jeszcze gdzieś indziej.
[Wybacz, do wtorku będę sporadycznie bo mam egzaminy ;/ ]
To było dawno i Majka naprawdę się od tej pory zmieniła. Jasne, na początku było mega ciężko, tym bardziej, że to się nie zdarzyło raz. Ale potem… gdy babcia ją zaczęła wspierać w końcu zaczęła wierzyć w siebie, w swoje siły i w to, że to nie była jej wina i nie powinna się tego wstydzić. A teraz umiała już walczyć o to na czym jej zależało, uciekała gdy się bała, ale jednak stawiała czoła problemom.
OdpowiedzUsuń-Spokojnie, teraz już jestem trochę inna. – zauważyła. Miłe było, że chciał być jej obrońcą. – Bawisz się w księcia? – mruknęła z rozbawieniem, nie chciała żeby to popsuło im humor i dzień. –Bo jeżeli tak to nawet ci to wychodzi. – uśmiechnęła się i na chwilę przystanęła, a skoro już ją obejmował ramieniem to wykorzystała skradła mu krótkiego całusa. To była naprawdę dobra metoda zapominania o wszystkim innym.
Dochodzili do jej bloku i Majka musiała znaleźć swoje klucze. Na szczęście poszło szybko, bo były w kieszeni płaszcza. Potem już tylko wejść na drugie drzwi po prawej.
-To zapraszam. Czuj się jak u siebie. – uśmiechnęła się i zaczęła zdejmować płaszcz w przedpokoju.
[Nie dziękuję ;). Dzisiejszy powinnam zaliczyć, więc jeszcze tylko dwa. ]
Miał po prostu dobre serce, a to było chyba więcej warte niż zabawa w księcia. Chociaż… chyba po raz pierwszy czuła, że mogłaby kogoś, a dokładniej jego dopuścić bliżej. Nie wiedziała tylko co tak naprawdę to sprawia, że jej ciało i myśli tak na niego reagowały. Powiedziała mu coś, czego raczej nie mówiła innym, a to dla niej był spory sukces. Ale i tak obawiała się, że w pewnym momencie zrobi to co zawsze, gdy sprawy zachodziły za daleko, ucieknie.
OdpowiedzUsuń-Nie będę miała nic przeciwko jak będziesz to robić. – puściła mu oczko. Przytulanie było po prostu miłe, całusy tez. Dlaczego by miała ich sobie odmawiać skoro to było takie przyjemne?
Zdjęła swoje buty i odwiesiła płaszcz. Torbę odłożyła na szafkę.
-Tu chyba też nie miałabym zastrzeżeń, czasami fajnie by było mieszkać z kimś, więc możesz wpadać częściej. – uśmiechnęła się. Poszła najpierw umyć dłonie do łazienki, a potem weszła do bardzo małej kuchni. – To co chcesz do tego jedzenia? – zapytała, bo właściwie jej nie odpowiedział wcześniej.
Ona kochała każde jedzenie babci, więc niezależnie, co wybierze i tak będzie zadowolona. Nastawiła wodę na ciepłą herbatę, przyda się po tak zimnym dniu.
[ Wchodzisz tu jeszcze? ;) Nie wiem czy odpisywać czy nie. Trochę mi się przeciągnęło kilka rzecz, przepraszam. :( ]
OdpowiedzUsuńMaja
[ A nie chcesz przenieść się gdzieś gdzie będzie żyć ktoś jeszcze oprócz nas? ;) Fajnie się z tobą wątkuje, ale jednak lepiej jak jeszcze ktoś się odzywa no nie? ;) Możemy sobie walnąć nawet jakieś powiązanie na początek ;) ]
OdpowiedzUsuńMaja